1 lipca 1995

Piotr Kuczkowski,

/ FOT. CYFRASPORT

Jego kariera jest bodaj najbardziej błyskotliwą wśród wszystkich polskich piłkarzy w ostatnich latach. W czasach, w których o sile ofensywnej reprezentacji Polski decydują przede wszystkim Robert Lewandowski i Arkadiusz Milik, dość niespodziewanie pojawił się ważny dla nich konkurent. Z polskiej ekstraklasy przebojem wdarł się do jednej z najsilniejszych lig świata. O jego wyczynach rozpisywały się sportowe media w całej Europie, a nazwisko Piątek w sezonie 2018/19 było bodaj najczęściej wymienianym nazwiskiem polskiego sportowca przez kibiców i dziennikarzy na świecie. I choć później jego kariera, jak się wydaje, nieco wyhamowała, wszystko wciąż jeszcze przed nim. 1 lipca Krzysztof Piątek świętuje bowiem dopiero 25. urodziny.

Są w Polsce takie kluby, które mimo tego, że nigdy nie osiągnęły wielkich sukcesów, w sposób znaczący zapisały się w historii naszego futbolu. Kluby z małych miejscowości, w których odkrywa się, a później szlifuje piłkarskie talenty i po latach o ich byłych zawodnikach słyszą kibice w całej Polsce. Takim klubem z całą pewnością jest Lechia Dzierżoniów. Jej barwy w przeszłości reprezentowali zawodnicy ekstraklasy, a nawet późniejsi kadrowicze, m.in. Michał Masłowski, Paweł Sibik czy Jarosław Jach. Największy rozgłos „trójkolorowym” przyniósł jednak Krzysztof Piątek, pierwszy dzierżoniowianin, który trafił do najsilniejszych europejskich lig – włoskiej Serie A i niemieckiej Bundesligi.

MIEDZIOWE POCZĄTKI

Oczywiście droga na europejskie salony nie wiodła wprost z małej dolnośląskiej miejscowości. Piątek do seniorskiego futbolu wkroczył jeszcze jako piłkarz Lechii, debiutując w jej barwach w III lidze. Szybko jednak trafił do czołowego klubu regionu – Zagłębia Lubin. Początkowo grał w rezerwach, ale wraz z przyjściem trenera Piotra Stokowca trafił do pierwszej drużyny. W ekstraklasie zadebiutował w sezonie 2013/14, zagrał w czterech ostatnich kolejkach, ale drużyna zakończyła rozgrywki na ostatnim miejscu w tabeli. Powrót do elity nie zajął „Miedziowym” jednak dużo czasu i już po roku znów zameldowali się wśród najlepszych ekip w kraju. Regularne występy w I lidze dały napastnikowi niezbędne doświadczenie, które sprawiło, że również po awansie był podstawowym zawodnikiem drużyny.

To był wyjątkowo udany sezon dla dwudziestolatka. Zanotował 33 występy w lidze (w których zdobył w sumie 6 bramek) i 3 w Pucharze Polski (dwa kolejne gole). Rozgrywki zakończył największym dotychczas sukcesem – 3. miejscem w ekstraklasie, który dał Zagłębiu awans do europejskich pucharów. Co ciekawe, w meczu ostatniej kolejki (wygranym z Piastem w Gliwicach 1:0) zobaczył też pierwszą w seniorskiej karierze czerwoną kartkę.

Nagrodą za dobre występy na polskich boiskach była szansa debiutu w europejskiej rywalizacji. Piątek zagrał we wszystkich 6 spotkaniach w eliminacjach Ligi Europy. Zagłębie w pokonanym polu zostawiło takie kluby, jak Sławia Sofia i Partizan Belgrad. Przeszkodą nie do przeskoczenia okazało się dopiero duńskie SønderjyskE. Sierpień 2016 roku dla samego napastnika oznaczał nie tylko pożegnanie z marzeniami o dalszych występach w Europie, ale także z dotychczasowym klubem. Piątek, który nie mógł być pewny miejsca w podstawowym składzie Zagłębia, zdecydował się na transfer. Zainteresowanie jego osobą wyrażały m.in. Lechia Gdańsk i Legia Warszawa, ale ostatecznie zdecydował się na transfer do Cracovii, z którą podpisał czteroletnią umowę.

DRZWI NA ZACHÓD

Przeprowadzka z Lubina do Krakowa okazała się bardzo dobrą decyzją. Zarówno dla samego zawodnika, jak i klubu z ul. Kałuży. Piątek w Cracovii mógł liczyć na regularną grę. W czasie niespełna dwóch sezonów wystąpił w sumie w 65 spotkaniach, zdobywając średnio blisko pół bramki na mecz. Już wtedy trener Michał Probierz wróżył mu wielką karierę. Dlatego nikt pod Wawelem nie żałował zainwestowanych w jego transfer 500 tysięcy euro. Tym bardziej, że jak się okazało, ta kwota zwróciła się wielokrotnie. W lipcu 2018 roku piłkarz przeniósł się do włoskiej Genoi, a za sam transfer (nie licząc zapisanych w umowie bonusów) klub z Serie A miał zapłacić 4 miliony euro.

Kiedyś jak mówiłem, że Lewandowski będzie grał w wielkich klubach, to się ze mnie śmiano, że opowiadam bajki. A teraz patrzę na Krzyśka i widzę, że ma wszystkie parametry podobne do Roberta. Nawet z twarzy jest podobny do niego. Jak tego nie wykorzysta, to spieprzy sprawę.

Michał Probierz o Krzysztofie Piątku w czasach gry w Cracovii
„Przegląd Sportowy” z 27 stycznia 2019 roku

„IL PISTOLERO”

Pseudonim, którym kibice klubu z Ligurii „ochrzcili” Polaka, szybko stał się znany w całych Włoszech. I nie chodzi tylko o oryginalną „cieszynkę”, jaką Piątek celebrował kolejne trafienia, ale przede wszystkim o to, jak często to robił. Wielkie strzelanie na Półwyspie Apenińskim rozpoczął już w swoim debiucie w Pucharze Włoch. W meczu z Lecce czterokrotnie wpisał się na listę strzelców! Jeśli byli tacy, którzy wątpili, że polski napastnik równie skuteczny będzie w Serie A, musieli przecierać oczy ze zdumienia. W kolejnych spotkaniach Piątek zadziwiał ekspertów, śrubując kolejne rekordy ligi. W siedmiu pierwszych kolejkach pokonywał bramkarzy takich klubów, jak Empoli, Sassuolo (dwukrotnie), Bologna, Lazio, Chievo, Frosinone (dwukrotnie) i Parma. Te jak również kolejne występy i bramki sprawiły, że Polak znalazł się nawet na czele klasyfikacji strzelców rozgrywek (m.in. przed Cristiano Ronaldo z Juventusu), a zainteresowanie pozyskaniem go wyrażały coraz silniejsze kluby. Stało się jasne, że Genoa nie będzie go w stanie dłużej zatrzymać.

BYĆ JAK SZEWCZENKO

Licznik Piątka w Genui po pół roku zatrzymał się na 19 występach i 13 bramkach w Serie A, a także 2 meczach i 6 trafieniach w Pucharze Włoch. Niesamowite statystyki sprawiły, że jego rynkowa wartość wzrosła wielokrotnie. W wielkim Milanie nie mieli jednak wątpliwości i wyłożyli za Polaka 35 milionów euro! Początek na San Siro miał obiecujący. W Serie A i Pucharze Włoch zagrał we wszystkich 21 spotkaniach, zdobywając 11 bramek. Równo rok temu 24. urodziny obchodził pełen nadziei i planów na przyszłość, a sam klub w oficjalnych kanałach przygotował dla niego specjalne życzenia.

Przygoda polskiego napastnika w Mediolanie trwała jednak w sumie zaledwie rok. W rundzie jesiennej sezonu 2019/20 strzelał znacznie mniej (4 gole w 18 meczach Serie A i 1 trafienie w 2 spotkaniach Pucharu Włoch). To sprawiło, że włodarze klubu coraz intensywniej rozglądali się za wzmocnieniem linii ataku. Kiedy wraz z nowym rokiem do Milanu wrócił Zlatan Ibrahimović, stało się jasne, że dni Piątka na San Siro są policzone. W swoim pierwszym meczu (z Sampdorią 6 stycznia) Szwed w drugiej połowie zmienił właśnie Polaka, a ten już więcej nie zagrał w lidze w koszulce w czerwono-czarne pasy. Po dwóch występach w Coppa Italia ostatecznie pożegnał się z klubem.

Transfer do AC Milan był dla mnie spełnieniem dziecięcych marzeń. Nigdy nie przypuszczałem, że będę zdobywał gole w czerwono-czarnej koszulce i do ostatnich minut sezonu walczył o powrót klubu do Ligi Mistrzów. Bramki z Napoli, Romą, Atalantą czy Juventusem, komplementy ze strony Szewczenki, Inzaghiego i innych legend wielkiego Milanu, przyśpiewka „Alè Piątek, alè Piątek, pum, pum, pum, pum”, ekspresja Tiziano Crudelego, radość tysięcy fanów... to wszystko na długo zostanie w mojej pamięci.

Pożegnanie Krzysztofa Piątka z AC Milan
ŹRÓDŁO: twitter.com/@pjona9official

CZAS NA BUNDESLIGĘ

Mimo ofert z włoskich klubów wybór padł na Niemcy. Na transfer Piątka do Herthy BSC Berlin mocno naciskał trener Jürgen Klinsmann. Legendarny reprezentant Niemiec dał Polakowi szansę debiutu wyjątkowo szybko, niespełna dobę po podpisaniu kontraktu.

Co ciekawe, współpraca Piątka z Klinsmannem nie potrwała długo. Trener rozstał się z klubem niespełna dwa tygodnie później. Na szczęście nie wpłynęło to na pozycję Polaka w drużynie, który pod wodzą najpierw tymczasowego szkoleniowca Alexandra Nouriego, a później Bruno Labbadii był podstawowym zawodnikiem. Zagrał we wszystkich 15 kolejkach sezonu Bundesligi i w meczu Pucharu Niemiec. Strzelił w sumie 5 goli i przyczynił się do realizacji celu, jakim było spokojne utrzymanie w niemieckiej ekstraklasie.

Nasz główny cel został osiągnięty. W następnym sezonie będziemy walczyć o spełnienie marzeń. Dziękujemy Wam za wsparcie w czasie pandemii. Bardzo liczę, że spotkamy się wkrótce na stadionie!

Krzysztof Piątek
ŹRÓDŁO: instagram.com/@pjona_9

CZEKAJĄC NA EURO

Gdyby nie pandemia, Krzysztof Piątek miałby z pewnością już za sobą debiut w wielkiej imprezie w drużynie narodowej. Po awansie na mistrzostwa Europy, w którym miał znaczący udział, był pewniakiem do wyjazdu na turniej finałowy. Dwa lata temu był już w szerokiej kadrze na mistrzostwa świata, ale Adam Nawałka nie zabrał go ostatecznie do Rosji.

Dla Jerzego Brzęczka Piątek jest jednym z kluczowych kadrowiczów. Nowy selekcjoner dał szansę debiutu napastnikowi już w swoim drugim meczu – towarzyskim starciu z Irlandią we Wrocławiu (1:1). Pierwszą bramkę, jeszcze jako piłkarz Genoi, zdobył przeciwko Portugalii, w przegranym 2:3 spotkaniu w Lidze Narodów.

Do tej pory Piątek rozegrał w narodowych barwach równo 10 spotkań. Zdobył 5 bramek (wszystkie można zobaczyć TUTAJ). Nie mamy wątpliwości, że z każdym rokiem ten dorobek będzie coraz bardziej okazały. W końcu utalentowany napastnik jest wciąż przed półmetkiem swojej seniorskiej kariery, a patrząc na to, w jakim tempie rozwijała się ona w ciągu ostatnich lat, można być pewnym, że przyniesie kibicom jeszcze wiele radości. I na to liczymy, bo Krzysztof Piątek ma wszelkie predyspozycje, aby pójść w ślady Roberta Lewandowskiego, nie tylko w Bundeslidze, ale również w reprezentacji Polski.