






To nie mogło skończyć się dobrze. Choć mówimy tu tylko o sympatycznym przydomku drużyny z Niecieczy, to wyjście naprzeciw rozpędzonego stada Słoni, dla pozbawionych wyobraźni śmiałków z góry skazane jest na dotkliwe konsekwencje. Piłkarze Odry Opole w trzeciej kolejce Betclic 1. Ligi na własnej skórze przekonali się o sile Bruk-Betu Termaliki. Podopieczni Marcina Brosza pewnie zwyciężyli 3 do 0, a po trzech kolejkach mieli na koncie komplet punktów i mogli się poszczycić imponującym bilansem bramkowym 10:0. Nic więc dziwnego, że wyrastali na głównego faworyta w walce o awans do PKO BP Ekstraklasy.
























































































25
K. Zapolnik
21
D. Hilbrycht
4
D. Cieśla
99
M. Mleczko
16
T. Płaneta
18
B. Farbiszewski
90
J. Nowakowski
12
J. Wróbel
10
K. Karasek


Sędzia Tomasz Kwiatkowski „sprawiedliwie” obdzielił piłkarzy obu zespołów żółtymi kartkami. Każda z drużyn była upominana przez arbitra z Warszawy trzykrotnie.







Dzisiaj w meczowej dwudziestce było trzech wychowanków klubu. Często powtarzam, że to jest dobre miejsce do rozwoju. I takie mecze pokazują, że to nie są tylko słowa. Graliśmy z bardzo dobrym przeciwnikiem, który w poprzedniej kolejce zdobył cztery bramki. Dlatego trzeba docenić przede wszystkim pracę linii obrony i Adriána Chovana.







W pełni zasłużone zwycięstwo Bruk-Betu. My tak naprawdę nie zrealizowaliśmy niczego, co sobie zakładaliśmy. Bardzo dużo nerwowości, dużo niewymuszonych strat, zbyt wolno operowaliśmy piłką, a to ułatwiało sprawę zespołowi gospodarzy. Chcieliśmy ratować sytuację zmianami, ale mecz nie układał się od początku do samego końca.


Początek drugiej połowy nieznacznie opóźnił się z powodu zauważenia przez asystenta sędziego wady siatki w jednej z bramek. Sprawy w swoje ręce postanowił wziąć austriacki obrońca gospodarzy Lukas Spendlhofer.




Marcin Brosz wykazał się idealnym trenerskim instynktem. W 59. minucie wpuścił na boisko Kacpra Karaska (w środku) i Daniela Cieślę (z prawej). Obaj wpisali się na listę strzelców.




Obaj byli jednymi z najdłużej występujących zawodników w swoich zespołach i obaj odpowiadali za defensywę. Po starciu w Niecieczy zadowolony mógł być tylko ukraiński kapitan gospodarzy. Artem Putiwcew nie tylko wpisał się na listę strzelców, ale – co z perspektywy obrońcy nawet ważniejsze – mógł cieszyć się z trzeciego kolejnego czystego konta zespołu w sezonie.







Bardzo się cieszymy. Nie ma co ukrywać, że początek sezonu jest znakomity. Ale tym się ani ligi nie wygrywa, ani się nie jest w pierwszej szóstce. Jeden z nas kiedyś miał siedem zwycięstw z rzędu w lidze i nic z tego nie było. Dlatego trzeba to trzymać, pielęgnować, szanować, ale patrzeć cały czas do przodu. Czasem pierwszą połowę trzeba zagrać trochę bezpieczniej i odpowiedzialniej i tak to właśnie robimy. Fajnie, że znów udało się strzelić gola po stałym fragmencie gry, bo to trenujemy, a to pozwala otworzyć mecz, robi się więcej miejsca i można więcej pograć piłką.





















