Piotr Jegor

Krzysztof Jaśniok,

/ FOT. PAP

Kto z kibiców ze średniego i starszego pokolenia nie pamięta bramki na 1:1, strzelonej na Santiago Bernabéu wielkiemu Realowi? Albo relacji z meczów zabrzańskiego Górnika na stadionie przy Roosevelta, gdy miejscowi kibice po każdym faulu w okolicach pola karnego skandowali jego nazwisko? Rzuty wolne, atomowe uderzenia z dystansu – to był znak firmowy blondwłosego obrońcy. 17 marca 2020 roku, w wieku zaledwie 51 lat, zmarł Piotr Jegor.

Przyszedł na świat w Zbrosławicach, wsi położonej pomiędzy Gliwicami a Tarnowskimi Górami, słynącej z najlepszego na Śląsku ośrodka jeździeckiego. Zapach stajni mniej mu jednak odpowiadał niż zapach szatni, więc już jako nastolatek przeniósł się do Knurowa, gdzie zaczął treningi w barwach tamtejszego Górnika. W przerwie zimowej sezonu 1987/88 dostał zaproszenie na testy od bardziej znanego klubu o tej nazwie. W Zabrzu od razu wywalczył miejsce w podstawowej jedenastce, a grały tam wówczas takie gwiazdy, jak Jan Urban, Ryszard Komornicki, Józef Wandzik czy Robert Warzycha.

BOMBA Z DYSTANSU

Miał zaledwie 20 lat, gdy w pamiętnym meczu 1/8 finału Pucharu Europy potężnym strzałem z ponad 25 metrów pokonał Francisco Buyo. Real wygrał pierwsze spotkanie po golu z karnego Hugo Sáncheza, w rewanżu u siebie też już prowadził 1:0. Jednak bramka Jegora, a po przerwie trafienie Krzysztofa Barana całkowicie zmieniły sytuację. Do ćwierćfinału ostatecznie awansowali Królewscy, którzy przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę w ostatnim kwadransie gry.

TYLKO TOWARZYSKO

Świetny występ w dwumeczu z Realem otworzył mu furtkę do reprezentacji. Zadebiutował w niej zimą 1989 roku podczas tournée kadry po Karaibach. Co ciekawe, jego pierwszy mecz w koszulce z orłem na piersi – przeciwko Kostaryce – zakończył się takim samym wynikiem jak ostatni, osiem lat później z Brazylią. Z tą różnicą, że drużynę ze strefy CONCACAF biało-czerwoni pokonali 4:2, a z Canarinhos w tych samych rozmiarach przegrali.

W reprezentacji nigdy nie zagrał w meczu o punkty. Towarzysko miał jednak szansę mierzyć się z rywalami z najwyższej półki, przede wszystkim z Ameryki Południowej. Poza rodakami Pelégo wybiegał na murawę w spotkaniach z Argentyną (0:2) i Urugwajem (1:0). Ostatecznie w kadrze narodowej wystąpił dwadzieścia razy i strzelił jedną bramkę, w lutym 1997 roku Łotwie (3:2).

Przed meczem opinie w obozie zabrzan najkrócej można było podsumować słowem „powalczymy”. Natomiast hamburczycy przyjechali na stadion przy ul. Roosevelta, by wygrać. I tak właśnie wyglądał mecz. Gospodarze walczyli, a goście wygrali. Przez 60 minut patrzyliśmy z podziwem, jak podopieczni Jana Kowalskiego dzielnie stawiali czoło bardziej znanym i, nie ma co ukrywać, wiele więcej umiejącym rywalom. Co prawda przewagę miała drużyna Matysika i Furtoka, ale i akcje młodzieży z Zabrza też były godne odnotowania. Najwięcej celnych strzałów oddał na bramkę Richarda Golza Piotr Jegor, tym razem jednak golkiper gości, pamiętający przepuszczony strzał w Hamburgu, koncentrował się za każdym razem i interweniował skutecznie.

Fragment relacji katowickiego „Sportu” z meczu Górnik Zabrze – Hamburger SV 0:3, 3 października 1991 r.
OBROŃCA, KTÓRY STRZELAŁ NAJWIĘCEJ
LEGENDA ODRY

W Górniku z Zabrza grał w sumie przez osiem lat, z krótką przerwą na wyjazd do Izraela i nieudaną przygodę w Hapoelu Hajfa. Nie zdołał w tym czasie sięgnąć po żadne z trofeów. Potem przez kilka miesięcy zakładał koszulkę mieleckiej Stali i wreszcie przeniósł się do Wodzisławia Śląskiego. W barwach Odry odbudował formę i osiągnął  największy sukces w historii klubu – trzecie miejsce w rozgrywkach ekstraklasy w sezonie 1996/97.

Profesjonalną karierę skończył, gdy miał 33 lata. Potem jeszcze amatorsko kopał piłkę w drużynach Stali Bielsko-Biała, Górnika Jastrzębie i LKS-u Bełk. W maju 2002 roku zaproszono go na huczne obchody 80-lecia Odry Wodzisław, gdzie do dziś jest uznawany za jednego z najlepszych zawodników w historii klubu. W Zabrzu i Mielcu kibice też zawsze będą pamiętać jego płową czuprynę, nieustępliwy charakter i atomowy strzał.