Doszliśmy do finału wielkiej imprezy, osiągnęliśmy wielki sukces i chcieliśmy dalej wygrywać, ale zaczęły się liczyć osobiste ambicje. Na igrzyskach wygraliśmy więcej, niż może się wydawać. Przegraliśmy z gospodarzami dopiero w finale, 2:3, tracąc gola w ostatniej minucie, na stadionie, na którym siedziało 90 tysięcy Hiszpanów. Naszymi rywalami byli zawodnicy Barcelony, Atlético czy Realu, którzy po prostu chcieli wygrać mecz, my mieliśmy w głowach wszystko - swoją przyszłość, lepszych pracodawców, marzenia. Nie przegraliśmy 0:4, nie leżeliśmy na łopatkach. Chłopcy trenujący na żużlu, na parkingach, na bramkach bez siatek stawili czoła najlepiej szkolonym piłkarzom Europy.








