Wojciech Kowalczyk z 1993 roku.Wojciech Kowalczyk z 1993 roku.
Kroniki14 kwietnia 1972
14 kwietnia 1972
Autor: Adrian Woźniak
Data dodania: 14.04.2020
FOT. EAST NEWSFOT. EAST NEWS

Z Wojciechem Kowalczykiem jest trochę tak, jak z jednym z bohaterów filmu „Pitbull” Patryka Vegi, który mawiał: „Co ja jestem zupa pomidorowa, żeby mnie wszyscy lubili?”. Choć są i tacy, którzy nie należą do smakoszy tego tradycyjnego dania kuchni polskiej. I podobnie jest z „Kowalem”. Przez jednych uwielbiany, przez innych znienawidzony. Zawsze miał swoje zdanie i potrafił w dosadnych słowach wyrazić to, co myślał. Jedno nie ulega wątpliwości – Kowalczyk dobrym piłkarzem był, i basta!

POCZĄTKI

Na świat przyszedł 14 kwietnia 1972 roku. Warszawiak z krwi i kości, wychowany na Bródnie. Przez wielu kojarzony głównie z Legią. Od początku nie po drodze było mu z nauką (ukończył tylko sześć klas szkoły podstawowej). Postawił na futbol. I wybór okazał się słuszny. Pierwsze kroki stawiał w stołecznej Olimpii i Polonezie. Do klubu z Łazienkowskiej 3 trafił w listopadzie 1990 roku i stał się gwiazdą, która rozbłysła pewnego marcowego wieczora w Genui.

Radość piłkarzy Legii Warszawa po golu strzelonym Sampdorii Genua w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1991 roku.Radość piłkarzy Legii Warszawa po golu strzelonym Sampdorii Genua w ćwierćfinale Pucharu Zdobywców Pucharów w 1991 roku.
FOT. PAP

Radość piłkarzy Legii Warszawa po golu strzelonym Sampdorii Genua w pierwszym meczu ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów w 1991 roku. Stołeczny zespół sprawił nie lada sensację ogrywając naszpikowaną gwiazdami drużynę z Włoch.

SAMPDORIA GENUA

Na rewanżowy mecz ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów Legia jechała do stolicy Ligurii po sensacyjnym zwycięstwie 1:0 w Warszawie nad naszpikowaną gwiazdami Sampdorią. Kibice na Stadio Luigi Ferraris nie wyobrażali sobie innego scenariusza niż wysokie zwycięstwo ich pupili. W końcu Blucerchiati pewnie zmierzali po mistrzostwo Italii. Inny scenariusz niż porażka legionistów nie wchodził w grę. Stało się inaczej. A wszystko za sprawą 19-letniego Kowalczyka, który zdobył dwie bramki dające gościom sensacyjne prowadzenie. Mecz zakończył się remisem (2:2), ale to Legia awansowała do półfinału. „W Polsce nikt w nas nie wierzył, dlatego może było nam łatwiej. Wiedzieliśmy, że jeśli odpadniemy, to nikt nas nie zamorduje. A jak przejdziemy, to będzie niewyobrażalny sukces” – wspominał po latach w rozmowie z Onet.pl.

Uradowany Wojciech Kowalczyk po zdobyciu bramki dającej Polakom prowadzenie w meczu z Hiszpanią w finale igrzysk olimpijskich w Barcelonie.Uradowany Wojciech Kowalczyk po zdobyciu bramki dającej Polakom prowadzenie w meczu z Hiszpanią w finale igrzysk olimpijskich w Barcelonie.
FOT. PAP

Wojciech Kowalczyk pokazał się ze znakomitej strony na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. „Kowal” strzelił cztery gole i był drugim najlepszym strzelcem w polskiej drużynie po Andrzeju Juskowiaku (wygrał klasyfikację najlepszych strzelców z siedmioma bramkami).

OLIMPIJSKIE SREBRO I JANUSZ WÓJCIK

„Będę mu zawsze wdzięczny, bo to on powołał mnie do reprezentacji olimpijskiej. I dzięki niemu zdobyłem srebro igrzysk w Barcelonie” – tak Kowalczyk mówił o Januszu Wójciku w wywiadzie dla portalu natemat.pl. Obaj nadawali na tych samych falach i było to widać od początku ich współpracy. „Kowal” zawsze był typem niepokornym, ale „Wujo” potrafił go okiełznać. Szkoleniowiec, który nigdy nie pozwalał sobie wejść na głowę, zabrał młodziana na igrzyska olimpijskie do stolicy Katalonii.

1:0 W. Kowalczyk po zgraniu głową R. Stańka

Pierwszego gola strzelił dopiero w czwartym meczu – z Katarem (2:0). Kolejne dorzucił z Australią (6:1) i w finale z Hiszpanią (2:3). Ten strzelony gospodarzom szczególnie zapadł mu w pamięć, o czym opowiadał portalowi Łączy Nas Piłka: „45. minuta spotkania, a ja już ledwo zipałem, opadałem z sił. A tu piłka po długim wybiciu Alka Kłaka spada wprost pod moje nogi. Pędzę z nią ile sił, po drodze jeszcze skopany przez Juana Manuela Lopeza. Ale ja nie chciałem się przewrócić, ja chciałem strzelić gola! I jeeest! Wpuściłem »szczura« przy prawym słupku. Camp Nou zamarło. Polska prowadzi z Hiszpanią 1:0. Co się dzieje?”.

Zwyciężyć się nie udało, ale barcelońskie srebro było największym sukcesem Kowalczyka.

1:0 Gol W. Kowalczyka, asysta A. Kłaka

REPREZENTACJA

W drużynie narodowej zagrał jeszcze zanim trafił do kadry olimpijskiej. Zadebiutował w towarzyskiej potyczce ze Szwecją 21 sierpnia 1991 roku. Biało-czerwoni wygrali 2:0, a pierwszą bramkę zdobył właśnie „Kowal”.

Wojciech Kowalczyk w koszulce reprezentacji Szwecji w 1991 roku.Wojciech Kowalczyk w koszulce reprezentacji Szwecji w 1991 roku.
FOT. EAST NEWS

Szczęśliwy debiutant i strzelec gola Wojciech Kowalczyk w koszulce reprezentacji Szwecji.

O punkty po raz pierwszy zagrał w ostatnim meczu eliminacji Euro 1992 – Polacy zremisowali z Anglią 1:1. Debiutanckiego gola w spotkaniu o stawkę strzelił prawie rok później – z Holandią w Rotterdamie (2:2) w kwalifikacjach do MŚ 1994. Był to jeden z jego lepszych występów w drużynie narodowej. W sumie zaliczył ich 39, a 11-krotnie wpisał się na listę strzelców.

0:2 W. Kowalczyk podwyższa prowadzenie

KARIERA KLUBOWA

Największe sukcesy w piłce klubowej odniósł w Legii. Grał w niej dwukrotnie. Po świetnych występach na igrzyskach oraz w klubie, z którym w 1994 roku sięgnął po mistrzostwo, Puchar Polski i Superpuchar, Kowalczyk wyjechał Hiszpanii. Piłkarzem Betisu Sewilla był przez pięć lat (z krótką przerwą na wypożyczenie do UD Las Palmas).

Wojciech Kowalczyk podczas meczu Realu Madryt z Realem Betis (2:2) w lutym 1997 roku.Wojciech Kowalczyk podczas meczu Realu Madryt z Realem Betis (2:2) w lutym 1997 roku.
FOT. PAP

Wojciech Kowalczyk w Hiszpanii miał okazję mierzyć się z najlepszymi obrońcami na świecie. Na zdjęciu polskiego napastnika próbują zatrzymać Rafael Alkorta (nr 15) i Fernando Hierro z Realu Madryt.

Do Legii wrócił w 2001 roku. Na krótko. W 2002 wywalczył z nią kolejne mistrzostwo Polski, choć grał już wtedy na Cyprze (opuścił stołeczny klub na początku sezonu). Z Anorthosisem Famagusta zdobył krajowy puchar, koronę króla strzelców, a z APOELem Nikozja mistrzostwo. I tam zakończył karierę.

Wojciech Kowalczyk w barwach Legii Warszawa w sezonie 2000/2001.Wojciech Kowalczyk w barwach Legii Warszawa w sezonie 2000/2001.
FOT. EAST NEWS

Powrót syna marnotrawnego do Legii Warszawa nastąpił w sezonie 2000/2001. Wojciech Kowalczyk rozegrał w nim 12 spotkań w ekstraklasie. W 2002 roku Legia wywalczyła mistrzostwo Polski, ale już bez niego. Po 3 meczach sezonu 2001/2002 „Kowal” przeniósł się na Cypr. Medal za mistrzostwo jednak otrzymał.

EKSPERT

Po zawieszeniu piłkarskich butów na kołku znany z ciętego języka „Kowal” doskonale odnalazł się w roli telewizyjnego eksperta. Przez lata współpracował z Polsatem Sport. Występował w programie „Cafe Futbol”, gdzie komentował piłkarskie wydarzenia. Później zajął się pisaniem felietonów do portalu weszlo.com.

Kowalczykowi wróżono wielkie sukcesy, ale czy takie osiągnął? Ze swoim talentem mógł sięgnąć po więcej. Jak pisał w swojej autobiografii: „Miałem barwną karierę i jeszcze barwniejsze życie”. I być może właśnie to ostatnie oraz konfliktowość i trudny charakter przyczyniły się do tego, że nie wszystko potoczyło się tak, jak się po nim spodziewano...