
Był jedną z największych legend warszawskiej Legii. Koledzy i kibice wołali na niego „Długopis”. Ale bynajmniej nie z uwagi na częste posługiwanie się tym przedmiotem, lecz z racji wysokiego wzrostu i szczupłej budowy ciała. Przedstawimy sylwetkę świetnego piłkarza i cenionego trenera – Bernarda Blauta.
Jeśli ktoś uważa, że piłkarz może osiągać sukcesy tylko wtedy, gdy na najwyższy poziom wzniesie się w ekspresowym tempie, najlepiej jeszcze jako nastolatek, to jest w błędzie. I potwierdza to historia Waldemara Soboty. Piłkarska Polska usłyszała o nim w 2010 roku, kiedy w barwach Śląska zadebiutował w ekstraklasie. Przebojowy skrzydłowy miał wówczas już 23 lata, co dla wielu może być zbyt „dojrzałym” wiekiem jak na nowicjusza w najwyższej klasie rozgrywkowej. On jednak przełamał stereotypy i udowodnił, że talentem i zaangażowaniem można osiągnąć naprawdę wiele. Mistrzostwo Polski, gra w europejskich pucharach, blisko 20 występów w reprezentacji Polski, kariera za granicą, a w końcu – sportowe „życie po życiu” na futsalowych parkietach – to wszystko sprawia, że patrząc na ostatnich kilkanaście lat, w dniu swoich 39. urodzin, Sobota może czuć satysfakcję.
Gdy współczesny młody kibic piłkarski usłyszy nazwisko Lewandowski, od razu na myśl przychodzi mu tylko jeden zawodnik – Robert. Jednak „Lewy” z Bayernu Monachium to nie jedyny Lewandowski, który reprezentował biało-czerwone barwy. Przed laty w drużynie narodowej występowali m.in. pomocnik Grzegorz oraz obrońca lub defensywny pomocnik Mariusz. I właśnie drugiemu z nich będzie poświęcony ten odcinek „Z biegiem lat, z biegiem dni”. Zaczynał w Zagłębiu Lubin, ale na szerokie wody wypłynął w Groclinie Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski. Dobrą postawą zapracował na transfer do Szachtara Donieck, w którym spędził 9 lat. To właśnie z tego klubu trafił do drużyny narodowej.
Był kolorowym ptakiem polskiego futbolu. Podkreślał to nie tylko zachowaniem, ale także ubiorem. Do legendy przeszły jego dowcipy i żarty, które nagminnie robił kolegom oraz… przełożonym. Rozpuścił na przykład plotkę, że buduje sobie willę w Zakopanem, choć nie było w tym prawdy. W trakcie kariery często brał udział w mocno zakrapianych imprezach. Nie wypierał się również, że grał w ustawianych meczach. To był jednak tylko dodatek do tego, co kochał najbardziej. 18 maja mija dziesiąta rocznica śmierci znakomitego bramkarza, Zygmunta Kukli.
Urodzony dokładnie pół wieku temu (15 maja 1976 roku), w niewielkiej miejscowości położonej pomiędzy Piotrkowem Trybunalskim a Częstochową, karierę zaczynał w klubach położonych w najbliższej okolicy. LZS Chrzanowice, RKS Radomsko, Raków Częstochowa i w końcu GKS Bełchatów Jackowi Krzynówkowi otworzyły drzwi najpierw do reprezentacji Polski, a później do występów za granicą. Swoje życie związał z Niemcami, gdzie przez ponad dekadę reprezentował barwy 1. FC Nürnberg, Bayeru Leverkusen, VfL Wolfsburg i w końcu Hannoveru 96. Należy do Klubu Wybitnego Reprezentanta. W kadrze rozegrał 96 spotkań i zdobył 14 (według niektórych statystyk 15) bramek. Przypominamy najważniejsze z nich.
W Polsce Ludowej było dwóch znanych panów o nazwisku Urban. Co ciekawe, obaj mieli te same inicjały. Jeden z nich był czołowym piłkarzem, drugi... czołowym propagandystą. Nic dziwnego, że po upadku komuny ludzie, bardziej niż o Jerzym, woleliby pamiętać o Janie Urbanie – zawodniku, który zasłynął hat-trickiem strzelonym Realowi Madryt. I to na Santiago Bernabéu. Pan Jan święcił triumfy nie tylko jako piłkarz, ale także jako trener. Tytuły mistrzowskie są tego najlepszym dowodem.