
Trafić szóstkę w totolotka to wielka sprawa. Kto wygrał miliony w tej grze, może być uznany za wielkiego szczęściarza. Roman Jakóbczak z jednej strony mógł uchodzić za farciarza, bo w pewnym sensie takową liczbę „wylosował” tuż przed mistrzostwami świata w 1974 roku, a było nią powołanie na turniej w RFN-ie. Z drugiej zaś był pechowcem, bo znalazł się w... szóstce zawodników, którzy nie zagrali ani minuty. On sam był jednak dumny, że został dostrzeżony przez selekcjonera Kazimierza Górskiego i pojechał na imprezę życia, jaką dla każdego piłkarza są mistrzostwa świata.
Ten potężnie zbudowany stoper uznawany jest za legendę Lecha. Łukasik spędził w Kolejorzu aż 13 sezonów (de facto o jeden więcej, ale w rozgrywkach 1991/92 nie występował z powodu kontuzji), rozegrał 245 meczów i strzelił 14 goli. Trzynastka okazała się szczęśliwa. Z klubem ze stolicy Wielkopolski wywalczył 4 tytuły mistrzowskie, 2 krajowe puchary, a także pokazał się w Europie. Do historii przeszły mecze Kolejorza z Barceloną w Pucharze Zdobywców Pucharów (1988). Łukasik stoczył wtedy wiele zwycięskich pojedynków ze słynnym Anglikiem Garym Linekerem, a Lech odpadł dopiero po rzutach karnych. W reprezentacji Polski grał u trzech selekcjonerów. I choć debiutował w kadrze przed mundialem w Meksyku, to nie dane mu było pojechać na mistrzostwa świata.
Przełom lat 80. i 90. XX wieku mówiąc eufemistycznie, nie był najlepszym okresem w historii polskiej piłki nożnej. Po erze sukcesów reprezentacji na mundialach 1974 i 1982, a także europejskiej karierze Zbigniewa Bońka czy Józefa Młynarczyka, nadszedł czas zdecydowanie bardziej ubogi w pozytywne wydarzenia w najbardziej popularnej dyscyplinie sportu w naszym kraju. Jeśli chciałoby się wskazać moment przełomowy, w którym kibice znów zaczęli mieć więcej powodów do radości, był to z całą pewnością początek nowego tysiąclecia. I tak się składa, że zarówno w wymiarze klubowym, jak i reprezentacyjnym, uosobieniem tych „lepszych czasów” stał się on – Jerzy Dudek. Trzeci w dziejach Polak, który sięgnął po najcenniejsze klubowe trofeum na Starym Kontynencie – Puchar Europy. A także bramkarz, bez którego trudno sobie wyobrazić zakończenie 16-letniej nieobecności biało-czerwonych w mistrzostwach świata. Jeśli dodamy do tego występy w czołowych klubach Holandii, Anglii i Hiszpanii, jawi nam się obraz piłkarza spełnionego, który przez kilkanaście lat dostarczał nam wielkich, pozytywnych emocji, a po zawieszeniu piłkarskich butów i rękawic na kołku pokazał, że w nowej rzeczywistości również potrafi znaleźć dla siebie doskonałe miejsce.
W reprezentacji rozegrał tylko 15 spotkań, ale zyskał miano specjalisty od występów przeciw mistrzom świata, tym aktualnym i przyszłym. W 1966 roku na słynnej Maracanie nie potrafił go pokonać sam Pelé, a po meczu na Goodison Park zyskał uznanie Gordona Banksa i Alana Balla, którzy kilka miesięcy później sięgnęli po tytuł najlepszej drużyny globu. Nie przechytrzył go nawet niemiecki supersnajper Gerd Müller. Wspominamy Mariana Szeję bramkarza, który się królom futbolu nie kłaniał.
Piłkarską karierę zaczynał w 1970 roku w Górniku... Wesoła (dzielnica Mysłowic), ale jego marzeniem od najmłodszych lat była gra dla sławniejszego imiennika – z Zabrza. Udało się je zrealizować trzynaście lat później, gdy trafił w końcu na stadion przy Roosevelta. Ten transfer wydawał się oczywisty. W GKS-ie Tychy, którego barwy przed przenosinami do Górnika reprezentował, spisywał się bowiem rewelacyjnie. Zabrzanie wiedzieli, że robią doskonały interes, pozyskując jednego z najlepszych polskich bramkarzy lat 80. Eugeniusz Cebrat odwdzięczył się za zaufanie na boisku, a swoją postawą zapracował również na występy w reprezentacji.
Beatlesi, a za nimi Joe Cocker, śpiewali kiedyś taką piosenkę „With a Little Help from My Friends”. Wiadomo, że bez pomocy przyjaciół niewiele byłoby możliwe, ale szczególnie dobrze zdają sobie z tego sprawę piłkarze. Futbol to gra zespołowa, więc w pojedynkę dużo się nie zdziała. Przyjrzyjmy się więc tym, którzy potrafili mistrzowsko dograć piłkę strzelcowi gola. Oto najbardziej efektowne asysty, jakimi popisali się zawodnicy z orłem na piersi.