
Ten gol to dzieło sztuki. Tyle, że oglądane nie w salach renomowanych muzeów, ale na piłkarskim boisku. Takie trafienie przechodzi do legendy, którą z pokolenia na pokolenia przekazuje się dzieciom, a potem wnukom. 8 lutego 1986 roku reprezentacja Polski prowadzona przez Antoniego Piechniczka zagrała w Mar del Plata towarzyski mecz z River Plate Buenos Aires. Spotkanie wygrał słynny argentyński klub 5:4, choć to biało-czerwoni prowadzili już 4:2. Bohaterem został El Principe, czyli Książę. Słynny urugwajski napastnik Enzo Francescoli aż trzykrotnie pokonał w drugiej połowie Józefa Wandzika, a ostatnią bramkę zdobył kapitalnym uderzeniem przewrotką. Taki strzał „nożycami” w Ameryce Południowej nazywają „chilena”. W 2018 roku Francescoli udzielił wywiadu gazecie „La Capital MdP”, w którym wspomina ten mecz i tego fenomenalnego gola.
6 lutego 2020 roku po długiej i ciężkiej chorobie zmarł Jan Liberda – filar reprezentacji Polski w pierwszej połowie lat 60. XX wieku. Dwukrotny mistrz kraju i dwukrotny król strzelców ekstraklasy przez niemal całą karierę grał w barwach bytomskiej Polonii.
Propozycja była kusząca. Kto nie chciałby polecieć do Meksyku w środku polskiej zimy? I to jeszcze na rok przed mundialem, który miał odbyć się właśnie w Kraju Azteków. Na dodatek gościnni gospodarze gwaratanowali solidny zastrzyk gotówki dla PZPN za przylot trzeciej drużyny świata. Tak, tak. Właśnie w tej roli kadra Antoniego Piechniczka była witana w kraju organizatora zbliżającego się mundialu. Ale tournée biało-czerwonych rozpoczęło się jak z sennego koszmaru. 5 lutego 1985 roku nasi piłkarze przegrali z Meksykiem 0:5. Klęska w Queretaro była tym bardziej przykra, że można jej było uniknąć. Okoliczności tej porażki, a później jej tłumaczenia przeszły do historii. Ale po kolei.
„Lepiej jest podróżować z nadzieją niż przybyć do celu” – tak twierdził Robert Louis Stevenson. Szkocki pisarz, autor między innymi „Wyspy skarbów”, wiedział, co mówi, często bowiem czas spędzony w trasie okazuje się przyjemniejszy od samego pobytu. Parę razy przekonali się o tym nasi piłkarze, których los rzucał do odległych krajów. Oto dziesięć meczów rozegranych przez reprezentację Polski tam, gdzie nie dotarł niejeden obieżyświat.
Nigdy nie było mu dane zadebiutować w pierwszej reprezentacji Polski, ale w dorobku ma medal z imprezy najwyższej rangi. Był bowiem w drużynie, która na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie (1992) sięgnęła po srebro. Dziś bardziej kojarzą go kibice w Belgii niż w Polsce, bo zagranicą spędził już prawie 30 lat, zdobywając popularność zresztą nie tylko jako piłkarz, lecz także jako… radny. 4 lutego urodziny obchodzi Mirosław Waligóra. W tym roku z tortu zdmuchnie 56 świeczek.
Przed mistrzostwami świata 2018 za jego szybki powrót do zdrowia trzymała kciuki cała piłkarska Polska. Nie zdążył się wykurować i pojawił się na boisku dopiero pod koniec meczu z Kolumbią, gdy biało-czerwoni stracili w turnieju już pięć bramek. Dwa lata wcześniej podczas Euro to w dużej mierze dzięki niemu w fazie grupowej nasz zespół zagrał na zero z tyłu. 3 lutego 38. urodziny obchodzi Kamil Glik – przez kilkanaście lat filar polskiej defensywy, który podczas mistrzostw świata w Katarze (2022) przekroczył magiczną barierę 100 spotkań w koszulce z orłem na piersi.