
Tego zawodnika często kojarzy się jako... męża swojej żony. Bieniuk był bowiem partnerem nieżyjącej już aktorki Anny Przybylskiej. Z tego powodu dziś postrzegany jest bardziej jako celebryta, a nie były piłkarz. My jednak przypomnimy reprezentacyjną karierę obrońcy gdańskiej Lechii, Amiki Wronki czy Widzewa Łódź. W koszulce z orzełkiem na piersi popularny „Palmer” wystąpił ośmiokrotnie.
Spośród polskich piłkarzy, którzy robili karierę w XXI wieku, niewielu może się poszczycić takim dorobkiem. 66 występów w reprezentacji, udział w mundialu i trzech z rzędu mistrzostwach Europy, w których na ostatnich dotarł z drużyną do ćwierćfinału. Do tego dwa tytuły mistrza Bundesligi i trzykrotny triumf w Pucharze Niemiec z Borussią Dortmund. Tych sukcesów mogło być więcej, gdyby zdrowie zawsze dopisywało. Ale i tak ich liczba robi wrażenie. 3 czerwca urodziny świętuje Łukasz Piszczek. W tym roku zdmuchnie z tortu ogień z 41 świeczek.
26 sierpnia minie dokładnie 66 lat od pierwszego meczu biało-czerwonych z reprezentacją afrykańskiego kraju. Od czasu rzymskiego 6:1 z Tunezją nasza drużyna narodowa rozegrała 24 spotkania z przedstawicielami Czarnego Lądu. Z nich wybraliśmy nasze Top 10: tych najważniejszych i najciekawszych.
Do siedmiu razy sztuka. 64 lata minęły od pierwszego meczu reprezentacji Polski rozegranego dokładnie 1 czerwca do premierowego zwycięstwa w święto wszystkich dzieci. Małym (i nie tylko) kibicom prezent sprawiła dopiero kadra prowadzona przez Czesława Michniewicza. Wcześniej biało-czerwoni sześciokrotnie starali się wygrać mecz rozgrywany 1 czerwca. Bez skutku, choć próbowali na stadionach od Moskwy po Buenos Aires.
Takiego tempa nie mieli nawet bohaterowie słynnej powieści Juliusza Verne’a. Oni podróżowali dookoła świata przez 80 dni. Zbigniew Boniek musiał z Brukseli do Tirany dotrzeć w kilkanaście godzin. Co więcej, na początek i na koniec tej przygody wybiegł na boisko, by wziąć udział w dwóch bardzo ważnych meczach. I to dzień po dniu! W obu w istotny sposób przyczynił się do zwycięstwa swoich drużyn.
Co by było gdyby? To jedno z ulubionych pytań kibiców. Nie tylko polskich. Andrzej Strejlau ma na to krótką i dosadną odpowiedź: „Gdyby żyła moja ciotka, to dziś byłaby najstarsza na Żoliborzu”. A były selekcjoner wie, co mówi, bo spokojnie mógłby przyłączyć się do chóru „gdybaczy”. W końcu biało-czerwoni pod jego wodzą aż pięciokrotnie grali z Anglikami, a trzykrotnie byli naprawdę blisko wygranej. Żaden z naszych selekcjonerów nie grał częściej z Wyspiarzami. Ale kadrze Strejlaua zawsze czegoś brakowało do zwycięstwa. Także łutu szczęścia. Z trzech remisów na własnym boisku (1989 – 0:0 el. MŚ, 1991 – 1:1 el. ME oraz 1993 – 1:1 el. MŚ) najbliżej sukcesu biało-czerwoni byli w tym ostatnim meczu. Ale 29 maja 1993 roku równie istotne było to, co wydarzyło się przed spotkaniem i po jego zakończeniu.