
Piłkarski język pełen jest militarnej frazeologii. Snajper, flanka, starcie, strzał, kontratak – można wymieniać bez końca. W jego wypadku w tych słowach nie było cienia przesady, bo kopaniu szmacianej kuli oddawał się z taką samą pasją, jak służbie, którą pełnił na co dzień. Henryk Reyman – legenda krakowskiej Wisły, olimpijczyk, świetny piłkarz i trener, lecz przede wszystkim żołnierz, bohater, obrońca ojczyzny w chwilach największej próby.
O takich piłkarzach, jak Waldemar Prusik, mówi się: cichy lider. Kimś takim był dla Śląska Wrocław. Choć rozegrał w jego barwach blisko 250 spotkań, to często pozostawał w cieniu Ryszarda Tarasiewicza czy Andrzeja Rudego. Ale jego wkładu w grę wrocławian nie można podważyć. Był inteligentnym zawodnikiem, potrafiącym przewidywać sytuacje boiskowe. I co najważniejsze, od indywidualnych osiągnięć bardziej cenił dobro drużyny. Mógł zagrać na obu flankach, wcielić się w rolę rozgrywającego, defensywnego pomocnika bądź obrońcy, a gdy było trzeba, nawet napastnika. Nic dziwnego, że ktoś taki był też kapitanem reprezentacji Polski.
Uśmiechnięty, miły, dobrze wychowany. Raczej milczek niż gaduła. Uważa, że zawsze lepiej dobrze się ustawić niż rozpychać łokciami. Nie pije, nie pali, za to cierpi na lekki kompleks człowieka z cienia. Jeśli ktoś z państwa pomyślał, że czyta właśnie anons z agencji matrymonialnej, to warto wyprowadzić go z błędu. Ten doskonały kandydat na męża to Łukasz Fabiański, który 25 lipca 2026 roku ogłosił decyzję o zakończeniu kariery. Wszystkie zainteresowane panie musimy rozczarować – ten przystojniak od liceum jest w szczęśliwym związku.
Psioczymy na nich, ale ich słuchamy. Nie zawsze się z nimi zgadzamy, ale nie wyobrażamy sobie by mogło ich zabraknąć. Są przedmiotem żartów i memów, ale to ich lapsusy językowe przechodzą do historii. O kim mowa? Nie, nie chodzi nam o polityków, choć zapewne do nich też można dopasować powyższe zdania. Bohaterami piątej części naszego wakacyjnego cyklu (osiągnęliśmy półmetek!) są tym razem komentatorzy piłkarscy (na zdjęciu Jan Ciszewski razem z Pawłem Janasem i Jackiem Kazimierskim na lotnisku w Madrycie, 12 lipca 1982 roku). I ci dobrze znani, i ci już trochę zapomniani. Mariusz Szczygieł powiedział kiedyś o dziennikarzach newsowych, że „ich wiedza jest jak kałuża: szeroka, ale płytka”. Tego o bohaterach dzisiejszego odcinka z pewnością nie można powiedzieć.
Pamiętacie to? „Ole, Olek, wygraj!, Ole, Olek, na prezydenta tylko ty!” – skandowała grupa Top One, by w połowie lat 90. pomóc pewnemu politykowi lewicy zwyciężyć w wyborach głowy państwa. W historii polskiego futbolu też był człowiek, o którym śpiewano piosenki. I to ze znacznie lepszym tekstem i melodią. Choć refren brzmiał podobnie, bo ten piłkarz nazywał się Alfred… Olek. 23 lipca mija 86 lat od dnia jego narodzin.
22 lipca – to data, która łączy dwa piłkarskie obiekty w Polsce. Dzieli je natomiast rok „narodzin” oraz położenie. Ale również coś ważniejszego. Otóż starszy z nich już... nie istnieje, a drugi, po wielu renowacjach, wciąż świeci blaskiem. Mowa o przeżywającym renesans Stadionie Śląskim w Chorzowie oraz Stadionie Dziesięciolecia, który możemy oglądać tylko na starych fotografiach. Ten tekst nie będzie jednak poświęcony historii wspomnianych aren, ale meczom otwarcia, które na nich rozegrano. A działo to się w latach 50. XX wieku.