
Gdy wspominamy Krzysztofa Pawlaka, od razu przychodzi nam do głowy – trener ze stuprocentową skutecznością. To w końcu jedyny w historii selekcjoner reprezentacji Polski, który może poszczycić się wyłącznie sukcesami. Z kronikarskiego obowiązku należy przypomnieć, że ta wygrana była jedna – z Gruzją (4:1) w eliminacjach MŚ 1998. Pawlak poprowadził kadrę tylko w tym spotkaniu, jako tymczasowy trener, po rezygnacji Antoniego Piechniczka. Starsi kibice – zwłaszcza fani poznańskiego Lecha – pamiętają go jednak głównie z boiska. Przez siedem lat dowodził obroną Kolejorza. I tylko jako zawodnik tego klubu występował w reprezentacji.
Liczba 13 budzi mieszane uczucia. Z jednej strony kojarzona jest z lękami i przesądami, z drugiej symbolizuje transformację oraz rozwój. W selekcjonerskiej kadencji Czesława Michniewicza kadra rozegrała 13 spotkań. Ale wyniki i gra drużyny narodowej również budziły ambiwalentne uczucia. Z jednej strony kadra wygrała baraż ze Szwecją (2:0) i awansowała na MŚ. Później Michniewicz utrzymał zespół w najwyższej dywizji Ligi Narodów. A w Katarze po raz pierwszy od 36 lat i po raz pierwszy w XXI wieku biało-czerwoni wyszli z grupy i zagrali w fazie pucharowej mundialu: w gronie 16 najlepszych drużyn świata.
Jeden niewłaściwy ruch może zahamować dobrze zapowiadającą się karierę. Tak było w przypadku Jerzego Wijasa. Ale też czasy, w których przyszło mu grać w piłkę były paskudne. W latach 80. Wijasa uznawano za jednego z najbardziej utalentowanych graczy. Nie dziwnego, że zwrócił na siebie uwagę klubów silniejszych od GKS-u Katowice. Ale to właśnie z tym zespołem wiąże się początek i koniec jego reprezentacyjnej kariery.
Mawiali o nim, że piłka słucha się go jak namiętna kochanka. A podobno potrafił z nią zrobić wszystko. Choć nie był typem kinowego amanta, ten niewielki wzrostem (166 cm) ciemny blondyn przed wojną rozkochał w sobie prawie całą Polskę, najpierw jako świetny futbolista, potem jako selekcjoner. 11 lutego mija 130. rocznica urodzin Józefa Kałuży.
Gdyby los chciał inaczej, dziś jego nazwisko byłoby wymieniane jednym tchem obok Jerzego Klempela, Zygfryda Kuchty czy Andrzeja Szymczaka. To ludzie, którzy blisko pół wieku temu sięgnęli po brązowy medal olimpijski w Montrealu. Legendarne postacie polskiej piłki… ręcznej. Piotr Czaja, świętujący właśnie 82. urodziny, zapowiadał się na świetnego szczypiornistę, ale wybrał futbol. Nawyki jednak pozostały. Piłkę znacznie częściej łapał i rzucał, niż odbijał nogami.
10 lutego 1999 roku reprezentacja Polski zdobyła bramkę numer 1000 w swojej historii. Strzelcem został Wojciech Kowalczyk, który zresztą miał szczęście do jubileuszowych goli. 24 lata trzeba było czekać na 1500 bramkę. Zdobył ją Robert Lewandowski w meczu z Mołdawią (2:3). Kto strzelał inne, „okrągłe” gole dla biało-czerwonych?