
Miniony rok był pełen emocji. Najpierw historyczny, choć zakończony już po fazie grupowej, udział w mistrzostwach Europy. Później zmiana barw klubowych i przeprowadzka z Francji do Mediolanu. Wydaje się, że świętująca właśnie 30. urodziny Ewelina Kamczyk, dotarła do kulminacyjnego momentu swojej przygody z futbolem. Naznaczona wieloma sukcesami kariera reprezentantki Polski i nowej pomocniczki AC Milan, a jednocześnie przebojowej dziewczyny i dobrego ducha drużyn, w których występuje, jest inspirującym materiałem na ciekawe opowiadanie. Także o zmianach jakie w ostatnich kilkunastu latach przeszła kobieca piłka nożna w naszym kraju.
Cztery gole jednego piłkarza nie zdarzają się często. Historia, którą chcemy opowiedzieć, dotyczy jednego z takich przypadków. Zdarzył się 21 lutego 2004 roku w Hiszpanii, gdzie podczas przerwy zimowej w rozgrywkach ligowych przebywała reprezentacja Polski. W roli głównej wystąpił Paweł Kryszałowicz i kadra Wysp Owczych.
Dawno temu Kazik Staszewski w utworze „12 groszy” śpiewał: „krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przedzie”. W latach 90. modna była fryzura „na czeskiego piłkarza”. Dominowała także wśród polskich zawodników. Taką stylizację stosował m.in. Rafał Siadaczka, choć akurat on wąsów nie nosił. Gdy teraz patrzymy na zdjęcie byłego reprezentanta, trudno rozpoznać zawodnika, którego pamiętamy jeszcze z gry w Widzewie Łódź.
Uważany za złote dziecko białostockiej piłki. Wychowanek Jagiellonii był obdarzony ogromnym talentem i wróżono mu wielką karierę. I do pewnego momentu wszystko układało się zgodnie z planem. Problemy z alkoholem wyhamowały rozwój Dariusza Czykiera. Właśnie one miały wpływ m.in. na to, że nie wypalił dogadany już transfer do jednego z klubów w Stanach Zjednoczonych. „Kosa” – jak był nazywany w Białymstoku – całą karierę spędził w Polsce. Nigdy jednak nie zagrał w reprezentacji Polski, a było to jego wielkim marzeniem.
W drużynie narodowej zagrał 65 razy. Zaliczał znakomite mecze, ale i takie, po których był odsądzany od czci i wiary. Raz był „Królem Arturem”, „Borubarem”, a innym razem wyśmiewano się z jego figury i sposobu prowadzenia się. Nie zmienia to faktu, że Artur Boruc był świetnym bramkarzem, trochę ekscentrycznym, zwariowanym. Ale taki po prostu był. „Holy Goalie” – jak okrzyknięto go w czasach gry w Celtiku Glasgow. Zawsze miał swoje zdanie, chodził własnymi ścieżkami, co nie zawsze było zgodne z powszechnymi oczekiwaniami. Zdarzały mu się więc konflikty z trenerami, kibicami drużyn rywali itp. Taki już jego urok. Z okazji 46. urodzin byłego bramkarza m.in. Legii Warszawa i reprezentacji Polski chcieliśmy przypomnieć 10 pamiętnych spotkań z jego udziałem w bluzie z orzełkiem na piersi.
Gdyby oceniać ludzi tylko po wyglądzie, ktoś mógłby pomyśleć, patrząc na Macieja Murawskiego, że ma do czynienia z muszkieterem, a nie z piłkarzem. „Muraś” przypominał bowiem jednego z bohaterów słynnej powieści Aleksandra Dumasa, na podstawie której powstał niejeden film i serial. Jednakże on szpadą bynajmniej nie władał (a przynajmniej nam nic o tym nie wiadomo), za to z piłką radził sobie nie najgorzej. Na tyle dobrze, że w 1998 roku chciała go mieć u siebie Legia. W poznańskim Lechu, gdzie wówczas grał, wywołało to konsternację. Murawski pragnął dalej się rozwijać, a w pogrążonym w kryzysie Kolejorzu nie było to wtedy możliwe. Przenosiny do stolicy miały też pomóc w reprezentacyjnej karierze.