
Choć wydawało się, że do tego nie dojdzie, Kamil Grosicki ostatecznie złamał magiczną barierę stu spotkań w drużynie narodowej. Aby tak się stało, musiało dojść do niespodziewanego powrotu legendy Pogoni Szczecin do drużyny narodowej, po tym jak „Grosik” oficjalnie pożegnał się z kadrą już w towarzyskim meczu z Mołdawią w czerwcu 2025 roku (95. w karierze). Jednak po tym, jak funkcję selekcjonera objął Jan Urban, zawodnik zdecydował się na powrót do drużyny i choć na boisku pojawiał się tylko w końcówkach spotkań, zaliczył jeszcze sześć występów. Po nieudanym finale baraży o wyjazd na mistrzostwa świata 2026 ze Szwecją (2:3), w mediach społecznościowych świętujący właśnie 38. urodziny Grosicki, dał jednoznacznie do zrozumienia, że jego historia w reprezentacji dobiegła końca.
101 meczów, 17 goli, 24 asysty, udział w pięciu wielkich turniejach (dwóch mundialach - 2018, 2022 i trzech mistrzostwach Europy - 2012, 2016 i 2024) oraz występy w najważniejszej polskiej drużynie, rok po roku, przez dziewiętnaście lat (od 2008 do 2026). Reprezentacyjny dorobek Kamila Grosickiego musi budzić szacunek. 17 listopada 2025 roku, w wyjazdowym spotkaniu z Maltą (3:2) w el. MŚ, zagrał po raz setny w drużynie narodowej. „Grosik” został ósmym piłkarzem w historii biało-czerwonych (po Robercie Lewandowskim, Jakubie Błaszczykowskim, Kamilu Gliku, Michale Żewłakowie, Piotrze Zielińskim, Grzegorzu Lacie i Grzegorzu Krychowiaku), który osiągnął taką liczbę meczów w koszulce z orzełkiem na piersi.
Takiego turnieju jeszcze nie było. Po raz pierwszy w historii Polska została współgospodarzem piłkarskiej imprezy najwyższej rangi. I mimo że wielu wątpiło w powodzenie organizacyjne, wszystko przebiegło bez większych problemów. Zawiedli tylko polscy piłkarze.
Miał niezwykły talent do strzelania ważnych goli. Był idealnym piłkarzem na trudne mecze. A takich nie brakowało także w reprezentacji. Zdobył w niej trzynaście bramek, ale wszystkie w starciach o punkty. To przecież on rozwiązał worek z golami na mundialu w Hiszpanii (1982). Na kolejnych mistrzostwach świata jego trafienie było równie istotne. A może nawet ważniejsze od tego sprzed czterech lat. Gol Włodzimierza Smolarka dał nam bowiem ciężko wywalczone zwycięstwo nad Portugalią, utorował drogę do fazy pucharowej i był jedynym polskim trafieniem w całym turnieju.
„Bardzo chciałem grać w piłkę, codziennie wychodziłem pokopać na podwórko. Brałem ze sobą rękawice bramkarskie oraz futbolówkę i… w drogę” – zwierzył się w 2020 roku portalowi weszlo.com Marcin Baszczyński. Marzenie młodego człowieka udało się spełnić. W wieku 10 lat rozpoczął treningi w Pogoni Nowy Bytom, aby później poprzez dobrą grę w Ruchu Chorzów trafić do Wisły Kraków. To był fantastyczny czas dla popularnego „Baszcza”. 9 lat spędzonych pod Wawelem przyniosło mu 6 tytułów mistrzowskich oraz grę na mistrzostwach świata w barwach reprezentacji Polski.
Zagrał na czterech z rzędu mundialach, z których przywiózł dwa medale. Na pierwszy pojechał w roli rezerwowego, ale trener Kazimierz Górski już na początku turnieju właśnie jemu – najmłodszemu w drużynie – powierzył newralgiczną rolę środkowego obrońcy. Milczący, skupiony, człowiek o żelaznych nerwach – tak go postrzegano przez całe lata. 6 czerwca 72. urodziny obchodzi Władysław Żmuda.