
Wraz z nadejściem listopada, tradycyjnie wspominamy tych, których już z nami nie ma. W ciągu minionych 12 miesięcy pożegnaliśmy wiele ważnych postaci futbolu, wśród których nie zabrakło wybitnych piłkarzy, trenerów i osób, które tej dyscyplinie poświęciły całe swoje życie. Ostatni czas wyjątkowo doświadczył także wszystkich związanych z reprezentacją Polski, za sprawą niespodziewanej śmierci II trenera naszej drużyny narodowej – Jacka Magiery.
Fajnie mieć idola. Człowieka, na którym się wzorujesz, który rozpala twoją wyobraźnię, którego plakat wieszałeś w młodości nad łóżkiem. Ale nie każdy ma później okazję zagrać ze swoim guru w jednej drużynie. I to w reprezentacji Polski. Takich wydarzeń po prostu się nie zapomina. Nic dziwnego, że dla Stanisława Terleckiego (na zdjęciu piąty od lewej) wielkim przeżyciem było spotkanie z Włodzimierzem Lubańskim (trzeci od lewej) na zgrupowaniu przed meczem z Cyprem w eliminacjach mistrzostw świata 1978.
Dobra kucharka wie, że sagan to rodzaj dużego gara, w którym gotuje się wodę lub większe ilości jedzenia. Dla fanów kolarstwa Sagan to z kolei słowacki kolarz szosowy. Peter trzykrotnie był mistrzem świata w wyścigu ze startu wspólnego. Polska piłka też miała swojego „Sagana”. To oczywiście Marek Saganowski – wychowanek ŁKS-u Łódź, którego kariera w pewnym momencie zawisła na włosku po poważnym wypadku motocyklowym. Na szczęście wrócił na boisko i przez wiele lat cieszył swoją grą kibiców w kraju i za granicą.
Rok 2022 był wyjątkowy dla jednego z najpopularniejszych i najbardziej zasłużonych klubów piłkarskich w Polsce. Po siedmiu latach od bankructwa i ośmiu od spadku z ekstraklasy, Widzew Łódź wrócił do krajowej elity. Wypełniony po brzegi stadion, rekordy sprzedanych karnetów i rzesza kibiców w całym kraju – nieobecność klubu z Miasta Włókniarzy wśród najlepszych na przestrzeni ostatniej dekady jest tym bardziej zauważalna, kiedy spojrzy się na to, co wokół niego dzieje się właśnie teraz. Ale jak to możliwe, że zespół, który w ostatnich latach znajdował się na peryferiach ligowego futbolu, zaczynając odbudowę od piątego poziomu rozgrywek, mimo braku sukcesów wciąż budzi tak duże emocje? To wszystko za sprawą wielkich drużyn, które w latach 80. i 90. XX wieku rozbudzały wyobraźnię sympatyków futbolu nad Wisłą, zdobywając w sumie cztery tytuły mistrzowskie i Puchar Polski, ale przede wszystkim tocząc niezapomniane boje z najsilniejszymi ekipami w Europie. My przypominamy dziesięć – naszym zdaniem – najważniejszych potyczek czerwono-biało-czerwonych na międzynarodowej arenie.
Stadion Śląski był jego drugim domem. Tym reprezentacyjnym. To na nim Kazimierz Deyna debiutował w drużynie narodowej (8:0 z Turcją w 1968 roku). To na nim razem z kolegami wygrywał pamiętne boje z Anglią (2:0), Walią (3:0) czy Holandią (4:1). To na nim strzelił kapitalnego gola z rzutu rożnego. Ale w tym samym meczu doznał także jednego z największych upokorzeń. Został wygwizdany przez własnych kibiców, choć to dzięki jego trafieniu biało-czerwoni awansowali na mundial w Argentynie.
„Domarski... Gol! Gol! Sensacja na Wembley!” – któż nie słyszał tego niezapomnianego komentarza Jana Ciszewskiego. Bohater tej akcji Jan Domarski w reprezentacji Polski zdobył tylko dwie bramki. Jednak trafieniem z 17 października 1973 roku zapisał się na kartach historii polskiego futbolu. Gol strzelony przez napastnika mieleckiej Stali w starciu z Anglikami miał niebagatelne znaczenie. Dzięki remisowi w jaskini lwa biało-czerwoni awansowali na MŚ w RFN-ie.