
Kibice krakowskiej Wisły z pewnością tęsknią za czasami, gdy ich drużyna z sukcesami występowała w europejskich pucharach. Czasy to co prawda odległe, ale wspomnienia o tych wydarzeniach już na zawsze pozostaną w pamięci jej sympatyków. Młodsi fani mogą nie pamiętać niektórych z nich, warto więc przypomnieć je w tym miejscu.
Był jednym z najlepszych piłkarzy grających na pozycji stopera w Polsce, a także podporą defensywy Widzewa Łódź, Legii Warszawa i AJ Auxerre. Ale kariera Pawła Janasa nie ograniczała się tylko do roli zawodnika. Boiskowe doświadczenie przeniósł potem na ławkę trenerską, gdzie również nie brakowało mu sukcesów. Jako pierwszy wprowadził polski klub do elitarnej Ligi Mistrzów. Zapisał się także na kartach historii reprezentacji narodowej. Jako pierwszy pojechał z biało-czerwonymi na mistrzostwa świata najpierw jako zawodnik (1982), a później trener (2006).
W reprezentacji zagrał 53 mecze i zdobył medal za III miejsce na hiszpańskim mundialu (1982). Z kolei w trakcie prawie 3-letniej kadencji selekcjonera (2003-06) prowadził biało-czerwonych w 51 spotkaniach. W roli szkoleniowca też osiągnął sukces, bo za taki trzeba uznać awans na mistrzostwa świata (2006). Turniej w Niemczech już mu nie wyszedł, a oliwy do ognia w po mundialowym rozrachunku dolało pominięcie w 23-kadrze na MŚ m. in. Jerzego Dudka, Tomasza Kłosa i bohatera eliminacji Tomasza Frankowskiego. Ale tego, że „Janosik” jako pierwszy w historii polskiego futbolu wystąpił na mundialu jako piłkarz, a później selekcjoner biało-czerwonych (później ten wyczyn powtórzył Adam Nawałka, a przed Janasem uczynił to wprawdzie Henryk Kasperczak, ale jako trener Tunezji) nikt mu nie odbierze.
Trzeba mieć wyjątkowego pecha, by uchodząc za wielki talent i grając w reprezentacji w czasie największej prosperity polskiego futbolu, zaistnieć na turnieju rangi mistrzowskiej przez ledwie… 21 minut. Taki los spotkał Romana Ogazę. Znakomity snajper śląskich klubów miał trzy razy szansę pojechać na mundial i dwa razy stanąć w nim na podium, ale każdy z turniejów oglądał w telewizji. Medal, srebrny, dostał tylko za epizodyczny występ na igrzyskach w Montrealu.
Piłkarz, trener, selekcjoner, działacz, w końcu prezes PZPN (w latach 2012-21). Zajmuje szczególne miejsce w dziejach polskiego futbolu. Trudno bowiem znaleźć wiele postaci, które zapisały się w historii jakiejkolwiek dyscypliny sportu na tak wielu płaszczyznach. Na boisku błyszczał nie tylko w świetle reflektorów (skąd charakterystyczny pseudonim „Bello di notte” czyli „piękny nocą”, który nadali mu fani Juventusu), wprawiając w zachwyt nie tylko kibiców Starej Damy, ale także Romy, Widzewa, Zawiszy czy reprezentacji Polski. Dla drużyny narodowej zdobył 24 bramki, był na trzech mundialach i stanął na podium mistrzostw świata w Hiszpanii (1982). Poniżej przedstawiamy alfabet związany ze Zbigniewem Bońkiem, który 3 marca świętuje 70. urodziny.
Czy mecz Belgia – Węgry na mistrzostwach świata w 1982 roku miał wpływ na historię polskiego futbolu? Pytanie z pozoru niezbyt mądre, by nie rzec dosadnie – głupie. Ale tylko z pozoru. Nie wiadomo bowiem, czy genialny koncert Zbigniewa Bońka na Camp Nou i hat-trick ustrzelony Belgom właśnie na hiszpańskim mundialu byłby możliwy, gdyby nie pewne wydarzenie z poprzedzającego mecz z biało-czerwonymi starcia reprezentacji Czerwonych Diabłów z Madziarami.