
Reprezentował Polskę w kolejnych kategoriach wiekowych. Od 2017 roku na dobre zadomowił się w seniorskiej kadrze, w której do dziś rozegrał 74 spotkania. Był na dwóch mistrzostwach świata (2018 i 2022) oraz dwóch Euro (2021 i 2024). Problemy klubowe i brak regularnych występów sprawiły, że choć na mundial w Katarze pojechał, jego udział w turnieju był tylko symboliczny (rozegrał trzy minuty w meczu 1/8 finału z Francją, przegranym 1:3). A cztery lata wcześniej w Rosji zdobył zwycięską bramkę w meczu z Japonią (jak dotąd swoją jedyną w koszulce z orłem), ale z pewnością zamieniłby ją na wyjście z grupy biało-czerwonych. Mimo wielu trudności, jego klubowy dorobek może robić duże wrażenie: mistrzostwo Polski, zagraniczny transfer i kilka sezonów w jednej z najsilniejszych lig świata – Premier League. W minionym roku jego Southampton, jako beniaminek, ponownie pożegnało się z piłkarską elitą w Anglii, a dla Polaka latem nadszedł czas zmian. Od lipca w barwach FC Porto walczy o mistrzostwo Portugalii i sukces w Lidze Europy.
Nie ma domu bez fundamentów i nie ma drzewa bez silnych korzeni. A wielkich sukcesów, jakie nasz futbol świętował w latach 70. i 80. XX wieku, nie byłoby bez pewnego lwowiaka, którego przyjaciele zwali filuternie Fają. Ryszard Koncewicz - człowiek, który wyszkolił całą plejadę najlepszych polskich piłkarzy i trenerów.
Wojciech Łazarek, Franciszek Smuda, Waldemar Fornalik. Co łączy tych znanych i cenionych trenerów? Wszyscy osiągnęli sukcesy w piłce klubowej i dzięki nim zapracowali sobie na objęcie funkcji szkoleniowca najważniejszej drużyny w Polsce. Niestety po raz kolejny okazało się, że praca z klubem i praca z drużyną narodową to „dwa różne systemy walutowe”. Łazarkowi nie udało się wywalczyć awansu na Euro 1988 i mundial 1990. Kadra Smudy nie wyszła z grupy na polsko-ukraińskim Euro 2012. A misja Fornalika pod tytułem „mistrzostwa świata w Brazylii 2014” również zakończyła się niepowodzeniem.
W historii polskiego futbolu mieliśmy wiele postaci, które na trwałe zapisały się w pamięci kibiców. Przykładem pierwszym z brzegu niech będzie Jan Tomaszewski – do dziś mówi się o nim jako o tym, który „zatrzymał Anglię”. Jana Furtoka kojarzymy przede wszystkim z gola strzelonego ręką w meczu z San Marino. Mirosław Trzeciak zasłynął z... niepoznania się na talencie Roberta Lewandowskiego w 2006 roku. „Mamy Arruabarrenę, po co nam Lewandowski” – te słowa ówczesnego dyrektora sportowego Legii Warszawa dźwięczą w uszach jej kibiców do tej pory. Byłoby jednak niesprawiedliwością skupianie się tylko na tej kwestii. Jako piłkarz pan Mirosław sięgał w kraju po największe laury, grał też z powodzeniem w Hiszpanii. Tylko z reprezentacją Polski zabrakło mu wyników na miarę oczekiwań.
Piłkarski język pełen jest militarnej frazeologii. Snajper, flanka, starcie, strzał, kontratak – można wymieniać bez końca. W jego wypadku w tych słowach nie było cienia przesady, bo kopaniu szmacianej kuli oddawał się z taką samą pasją, jak służbie, którą pełnił na co dzień. Henryk Reyman – legenda krakowskiej Wisły, olimpijczyk, świetny piłkarz i trener, lecz przede wszystkim żołnierz, bohater, obrońca ojczyzny w chwilach największej próby.
„Brak słów”, „Najlepszy jakiego poznałem w piłkarskim środowisku”, „Świetny trener, ale przede wszystkim cudowny i ciepły człowiek”… 10 kwietnia od 2026 roku będzie kojarzył się również z niepowetowaną stratą polskiego sportu. Fala komentarzy, która zalała przestrzeń medialną tego poranka, jednoznacznie wskazuje, jak wielka postać krajowego futbolu odeszła tak nagle, niespodziewanie i zdecydowanie za wcześnie. Jacek Magiera – piłkarz, trener, którego znał niemal każdy sympatyk piłki nożnej w naszym kraju, miał zaledwie 49 lat.