
Zabierać bogatym i oddawać biednym. Te szlachetne pobudki kierowały działaniem pewnego legendarnego słowackiego zbójnika. Ale polski futbol także miał swojego „Janosika”. I także on „wyciągnął rękę” do biednych i słabszych. Niestety, tym „bogatym” okazała się… jego drużyna. 17 kwietnia 1983 roku, po samobójczym golu Pawła Janasa, reprezentacja Polski niespodziewanie zremisowała ze znacznie słabszą z Finlandią.
Tę opowieść zaczniemy od końca, bo scena, która rozegrała się w jednym z hoteli u podnóża Srednej Gory, mrozi krew w żyłach nie mniej niż boiskowe wydarzenia. Jej bohaterami byli trzej sędziowie i kilku zawodników, którzy tego dnia wzięli udział w pamiętnym meczu eliminacji igrzysk 1972 roku. Bułgarzy pokonali w nim naszą reprezentację 3:1.
Strzelił kilkaset goli, wykorzystując przy tym swój wielki talent i umiejętności: szybkość, technikę, opanowanie czy intuicję. Ale dla Włodzimierza Lubańskiego jednym z najważniejszych trafień w karierze było to zdobyte z… rzutu karnego. Co więcej, jak sam przyznaje, ta „jedenastka” jeszcze długo powracała w sennych koszmarach. A przecież wydaje się, że to nic trudnego. Wystarczy celnie uderzyć ze stojącej piłki z bliskiej odległości. Ale nie wtedy gdy patrzy na ciebie sto tysięcy ludzi na stadionie i miliony przed telewizorami. Gdy jest ostatnia minuta meczu, goście prowadzą 1:0, a już tylko od ciebie zależy, czy twoja drużyna doprowadzi do remisu i dogrywki. Na dodatek stawką jest awans do finału europejskiego pucharu. Tak, to nie przelewki. Odpowiedzialność i stres są gigantyczne. A to może spętać nogi nawet najlepszym. Tak stresowa sytuacja przydarzyła się Lubańskiemu 15 kwietnia 1970 roku na Stadionie Śląskim w Chorzowie.
Z Wojciechem Kowalczykiem jest trochę tak, jak z jednym z bohaterów filmu „Pitbull” Patryka Vegi, który mawiał: „Co ja jestem zupa pomidorowa, żeby mnie wszyscy lubili?”. Choć są i tacy, którzy nie należą do smakoszy tego tradycyjnego dania kuchni polskiej. I podobnie jest z „Kowalem”. Przez jednych uwielbiany, przez innych znienawidzony. Zawsze miał swoje zdanie i potrafił w dosadnych słowach wyrazić to, co myślał. Jedno nie ulega wątpliwości – Kowalczyk dobrym piłkarzem był, i basta!
Niespotykanie spokojny człowiek – tak o nim mówiono. To właśnie ta cecha charakteru pomogła mu jakoś ułożyć sobie relacje z Ryszardem Trzcionką i Marianem Dziurowiczem – dwoma kontrowersyjnymi działaczami, którzy byli patronami jego kariery: najpierw piłkarskiej, potem trenerskiej. 22 marca 2021 roku zmarł Alojzy Łysko – twórca sukcesów katowickiego GKS-u. Trzy tygodnie później miał świętować 86. urodziny.
W Biłgoraju – skąd pochodzi – znają go wszyscy. Ale jego charakterystyczny głos kojarzą nie tylko w rodzinnym mieście. Przez lata bowiem Kazimierz Węgrzyn komentował mecze ekstraklasy na telewizyjnych antenach. Miłośnicy polskiej piłki z pewnością pamiętają popularnego „Kazka” z występów w ekstraklasie, w której grał przez 12 sezonów i należał do grona najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy.