
Udźwignęli rolę faworyta. Reprezentacja Polski w fusalu była kandydatem numer jeden w swojej grupie eliminacyjnej do awansu na mistrzostwa Europy 2026. I z tego zadania wywiązała się bez zarzutu. Drużyna prowadzona przez Błażeja Korczyńskiego, na kolejkę przed zakończeniem rozgrywek, zapewniła sobie bilety na Euro, które odbędą się w trzech krajach (Litwa, Łotwa i Słowenia). Przypominamy drogę do czwartego w historii, a trzeciego z rzędu, występu biało-czerwonych w mistrzostwach Starego Kontynentu. Wcześniej nasza drużyna grała w nich w latach: 2001, 2018 i 2022. Za każdym razem kończyła udział w turnieju na fazie grupowej. Może tym razem do czterech razy sztuka?
Jako zawodniczka odnosiła sukcesy w piłce juniorskiej i seniorskiej. W pracy trenerskiej również może pochwalić się dużymi osiągnięciami. Bezapelacyjnie tym największym był historyczny awans do mistrzostw Europy z kobiecą reprezentacją Polski. Selekcjonerka biało-czerwonych Nina Patalon świętuje właśnie okrągłą rocznicę urodzin.
Polska myśl szkoleniowa na obczyźnie jakoś nie ma wzięcia. Jeśli policzyć trenerów, którzy osiągnęli sukcesy w zagranicznych klubach, to zmieszczą się na palcach jednej ręki: Jacek Gmoch, Henryk Kasperczak, Kazimierz Górski. To nazwiska znane każdemu kibicowi nad Wisłą. Był jednak jeszcze Antoni Brzeżańczyk. W połowie lat 70. prosto z drugoligowej Wisłoki Dębica trafił on do wielkiego Feyenoordu Rotterdam i rok później zdobył wicemistrzostwo Holandii. Ten niezwykły człowiek urodził się 19 stycznia 1919 roku.
Był jednym z tych piłkarzy, w przypadku których często zadajemy sobie pytanie: co poszło nie tak? Piotr Soczyński zdawał się mieć u stóp cały świat. Był podstawowym graczem reprezentacji, w której do 25. roku życia zaliczył 30 spotkań. Testowały go angielskie kluby – Coventry i Arsenal Londyn, do których ostatecznie nie trafił z powodu... zbyt małej liczby meczów w kadrze (nie dostał pozwolenia na pracę). Aż wreszcie przeniósł się nad Bosfor – do Fenerbahçe Stambuł. Odtąd coś niepokojącego zaczęło się dziać z jego karierą. A wszystko przez kontuzję, odniesioną podczas spotkania drużyny narodowej…
Andrzej Fischer nie spełnił wszystkich oczekiwań ekspertów, bo spodziewano się, że może regularnie grać w reprezentacji Polski. Później popadł zaś w zapomnienie. Nic jednak nie odbierze byłemu bramkarzowi Lecha Poznań i Górnika Zabrze trzeciego miejsca w mistrzostwach świata 1974, do których miał być nawet przymierzany w roli podstawowego zawodnika.
Wiele wskazywało na to, że może się stać jedną z kluczowych postaci reprezentacyjnej defensywy na lata. Po udanym wejściu do pierwszej drużyny poznańskiego Lecha (jeszcze jako siedemnastolatek) w sezonie 2009/10 sięgnął po swoje pierwsze (z dwóch) mistrzostwo Polski. Dwa lata występów w Kolejorzu zaowocowały powołaniem do kadry, w której zadebiutował w grudniu 2011 roku w towarzyskim meczu z Bośnią i Hercegowiną. Miał wtedy dokładnie 19 lat i 355 dni i wydawało się, że rysuje się przed nim świetlana przyszłość. Jednak mimo, że w kolejnych sezonach regularnie występował najpierw w klubie w Poznania, a później na boiskach 1. i 2. Bundesligi, jego reprezentacyjny licznik zatrzymał się na siódemce. Marcin Kamiński, który na występ w narodowych barwach czeka od 2018 roku, kończy właśnie 34 lata.