
Urodził się na wiosnę, jednak był specjalistą raczej od jesiennych klimatów. Jego popisowy numer nazywano „spadającym liściem dębu – tak uderzał piłkę z dystansu, by bramkarzom zdawało się, że na pewno przeleci nad poprzeczką, ale zwykle spadała za kołnierz. Chcąc nie chcąc, kojarzy się też z jesienią polskiego futbolu, bo to jego pokolenie symbolicznie zamknęło trwający od początku lat 70. okres prosperity. 27 kwietnia urodziny obchodzi Ryszard Tarasiewicz. Już sześćdziesiąte czwarte.
Rozgrywki Pucharu Polski odbywają się po raz 72. Nie będziemy zajmować się jednak zmaganiami z sezonu 2025/26 i skupmy się na poprzednich edycjach. Obfitowały one w wiele ciekawych wydarzeń – niekiedy bardzo zaskakujących, nieprzewidywalnych, z efektownymi golami, momentami wzruszeń, ale i zgodnych z oczekiwaniami ekspertów i kibiców. Prześledźmy w sprinterskim tempie historię zmagań o krajowy puchar.
„Deyna Kazimierz, nie rusz Kazika, bo zginiesz!” – te słowa kibicowskiej przyśpiewki da się często usłyszeć na stadionie przy Łazienkowskiej 3 w Warszawie. Dla sympatyków Legii to postać kultowa. Największa legenda klubu, a dla wielu z tych, którzy pamiętają boiskowe popisy popularnego „Kaki”, wręcz idol. Dla młodych piłkarzy pozostaje niedoścignionym wzorem.Wiele goli strzelonych przez „Kakę” (m.in. charakterystycznym dla niego „rogalem”) starsi kibice wspominają do dziś. Z 41 bramek zdobytych w 97 spotkaniach reprezentacji wybraliśmy 10, o których – naszym zdaniem – warto pamiętać.
Przez lata był filarem defensywy Wisły. Słynął z twardej i nieustępliwej gry, przez co dorobił się przydomka „Beton”. Cieszył się ogromnym szacunkiem i sympatią wśród fanów Białej Gwiazdy. Ale nie tylko gra obronna była atutem Henryka Maculewicza. Znany był on również z piekielnie mocnego, wręcz atomowego uderzenia, po którym bramkarze musieli wyciągać piłkę z siatki. I właśnie z racji przysłowiowego „kopyta” w nodze zyskał drugi z pseudonimów – „Koń”. Ale w reprezentacji ani razu nie dane mu było cieszyć się z gola, mimo 23 występów w koszulce z orzełkiem na piersi – w tym na mundialu w Argentynie.
Był piłkarzem, z którym nie tylko Jan Ciszewski (na zdjęciu z prawej strony) chętnie przeprowadzał wywiady. I nie tylko dlatego, że Andrzej Jarosik był jednym z najlepszych w historii zawodników Zagłębia, a urodzony w Sosnowcu słynny komentator telewizyjny zaliczał się do zagorzałych kibiców tego klubu. Zmarły 23 kwietnia 2024 roku Jarosik był bowiem napastnikiem nietuzinkowym, 25-krotnym reprezentantem Polski (strzelił w kadrze 11 goli) i mistrzem olimpijskim z Monachium (1972). Tych spotkań w drużynie narodowej mogło być więcej, może Jarosik pojechałby nawet z kadrą Kazimierza Górskiego na mundial w Niemczech (1974), w którym biało-czerwoni byli rewelacją turnieju. Ale tak się nie stało. Zadecydował o tym jeden bardzo ważny mecz. Jarosik miał w nim zagrać, ale ostatecznie nie wszedł na boisko.
Pięć i pół godziny dramatycznej walki, osiem bramek, trzy karne i wreszcie pamiętne słowa Jana Ciszewskiego „Sprawiedliwości stało się zadość!”. 22 kwietnia 2023 roku minęły 53 lata od pierwszego historycznego awansu polskiej drużyny do finału jednego z europejskich pucharów. Górnik Zabrze wyeliminował AS Roma, a o sukcesie Ślązaków zdecydował… rzut monetą.