
Beatlesi, a za nimi Joe Cocker, śpiewali kiedyś taką piosenkę „With a Little Help from My Friends”. Wiadomo, że bez pomocy przyjaciół niewiele byłoby możliwe, ale szczególnie dobrze zdają sobie z tego sprawę piłkarze. Futbol to gra zespołowa, więc w pojedynkę dużo się nie zdziała. Przyjrzyjmy się więc tym, którzy potrafili mistrzowsko dograć piłkę strzelcowi gola. Oto najbardziej efektowne asysty, jakimi popisali się zawodnicy z orłem na piersi.
Jak spadać to z wysokiego konia. Chyba tylko taką maksymą kierował się Jerzy Engel rozpoczynając pracę selekcjonera od meczów z gigantami. Biało-czerwoni, szykujący się do eliminacji mistrzostw świata 2002, ostatni rok XX wieku przywitali spotkaniami z Hiszpanią i Francją. Nie dość, że grali z dwoma potęgami, to jeszcze terminy były wyjątkowo niekorzystne. Wynik styczniowego starcia z drużyną z Półwyspu Iberyjskiego łatwo przewidzieć. W Kartagenie skończyło się gładkim 0:3, ale to przecież rywale byli w trakcie sezonu, a nasi dopiero „ładowali akumulatory”. Tym bardziej, że Engel sprawdził aż ośmiu piłkarzy z polskiej ekstraklasy. 23 lutego na Stade de France miało być inaczej. Termin wciąż nie specjalnie korzystny, rywal jeszcze trudniejszy (Francuzi byli wówczas mistrzami świata), ale nasza drużyna znacznie silniejsza personalnie, a i Engel mądrzejszy o doświadczenia z reprezentacyjnego debiutu.
Brazylia, RFN, Argentyna, Włochy, Francja i Niemcy. Kiedy na twojej drodze staje najlepszy zespół świata, zawsze jest to wydarzenie wyjątkowe. Reprezentacja Polski dotychczas mierzyła się z takim wyzwaniem piętnastokrotnie, a sześć z tych spotkań rozgrywanych było o punkty. Ostatnio – podczas mundialu w Katarze, gdzie biało-czerwoni w 1/8 finału rywalizowali z ekipą Trójkolorowych. Ta historia liczy jednak już blisko 60 lat, a zaczęła się od meczów z czempionem z Ameryki Południowej.
Miniony rok był pełen emocji. Najpierw historyczny, choć zakończony już po fazie grupowej, udział w mistrzostwach Europy. Później zmiana barw klubowych i przeprowadzka z Francji do Mediolanu. Wydaje się, że świętująca właśnie 30. urodziny Ewelina Kamczyk, dotarła do kulminacyjnego momentu swojej przygody z futbolem. Naznaczona wieloma sukcesami kariera reprezentantki Polski i nowej pomocniczki AC Milan, a jednocześnie przebojowej dziewczyny i dobrego ducha drużyn, w których występuje, jest inspirującym materiałem na ciekawe opowiadanie. Także o zmianach jakie w ostatnich kilkunastu latach przeszła kobieca piłka nożna w naszym kraju.
Cztery gole jednego piłkarza nie zdarzają się często. Historia, którą chcemy opowiedzieć, dotyczy jednego z takich przypadków. Zdarzył się 21 lutego 2004 roku w Hiszpanii, gdzie podczas przerwy zimowej w rozgrywkach ligowych przebywała reprezentacja Polski. W roli głównej wystąpił Paweł Kryszałowicz i kadra Wysp Owczych.
Dawno temu Kazik Staszewski w utworze „12 groszy” śpiewał: „krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przedzie”. W latach 90. modna była fryzura „na czeskiego piłkarza”. Dominowała także wśród polskich zawodników. Taką stylizację stosował m.in. Rafał Siadaczka, choć akurat on wąsów nie nosił. Gdy teraz patrzymy na zdjęcie byłego reprezentanta, trudno rozpoznać zawodnika, którego pamiętamy jeszcze z gry w Widzewie Łódź.