
Trudno znaleźć kraj, który w ostatnich latach byłby bliższy Polakom. Szacunek i podziw wzbudza przede wszystkim nieugięta i bohaterska walka Ukraińców z rosyjskim najeźdźcą. Pomagamy naszym sąsiadom w wielu dziedzinach życia, ale rywalizujemy w sporcie. W dziesięciu dotychczasowych meczach z Ukrainą nie brakowało interesujących wydarzeń (także pozasportowych), zwrotów akcji oraz niespodziewanych rozstrzygnięć. I z reguły wygrywała nie ta drużyna, która była uznawana za faworyta. Lista polsko-ukraińskich paradoksów jest zresztą znacznie dłuższa. Na kolejny odcinek tego serialu zapraszamy 31 maja 2026 roku do Wrocławia.
Stadion Wrocław (obecnie Tarczyński Arena) od początku istnienia nie należał do najszczęśliwszych obiektów dla biało-czerwonych. Przegraliśmy na jego inaugurację, odpadliśmy z Euro 2012, nie potrafiliśmy na nim wygrywać. Do 1 czerwca 2022 r. bilans spotkań był remisowy: po 4 zwycięstwa, remisy i porażki. Tego dnia sytuacja zmieniła się na naszą korzyść – odnieśliśmy piąty triumf (po pokonaniu Walii w Lidze Narodów). Po czteroletniej przerwie reprezentacja Polski powraca do stolicy Dolnego Śląska, by rozegrać 14. mecz w historii na Tarczyński Arenie. Z okazji spotkania z Ukrainą (31 maja) przypominamy kilka spotkań, w których kadrowicze mieli okazję zaprezentować się wrocławskiej publiczności.
Co by było gdyby? To jedno z ulubionych pytań kibiców. Nie tylko polskich. Andrzej Strejlau ma na to krótką i dosadną odpowiedź: „Gdyby żyła moja ciotka, to dziś byłaby najstarsza na Żoliborzu”. A były selekcjoner wie, co mówi, bo spokojnie mógłby przyłączyć się do chóru „gdybaczy”. W końcu biało-czerwoni pod jego wodzą aż pięciokrotnie grali z Anglikami, a trzykrotnie byli naprawdę blisko wygranej. Żaden z naszych selekcjonerów nie grał częściej z Wyspiarzami. Ale kadrze Strejlaua zawsze czegoś brakowało do zwycięstwa. Także łutu szczęścia. Z trzech remisów na własnym boisku (1989 – 0:0 el. MŚ, 1991 – 1:1 el. ME oraz 1993 – 1:1 el. MŚ) najbliżej sukcesu biało-czerwoni byli w tym ostatnim meczu. Ale 29 maja 1993 roku równie istotne było to, co wydarzyło się przed spotkaniem i po jego zakończeniu.
Mistrz Polski, król strzelców ekstraklasy, zdobywca Pucharu Polski, niespełniony w reprezentacji. Urodzony na Śląsku, uwielbiany również w Łodzi. Dla kibiców GKS-u Katowice i Widzewa po prostu legenda. O kim mowa? Oczywiście o Marku Koniarku, który obchodzi właśnie 64. urodziny.
Śpiewał Kazik: „Polscy piłkarze nie strzelili od kilkuset minut gola. To stan na kwiecień 2000 i zakończona moja rola”. Sprawa poważna, ale kiedyś bywało gorzej. Gdyby lider Kultu urodził się przed wojną (pierwszą światową!) i popełnił jakiś tekst o naszych futbolistach, musiałby napisać o 956 latach (licząc od Chrztu Polski) lub ponad pięciu miesiącach (od premierowego meczu). Tyle bowiem czekaliśmy nad Wisłą na pierwszą w historii bramkę dla biało-czerwonych. Strzelił ją, z rzutu karnego, Józef Klotz.
Powiedzieć o nim, że był bramkarzem, to nic nie powiedzieć. To jeden z najwybitniejszych specjalistów na tej pozycji w historii polskiego futbolu. Zdarzały mu się mecze lepsze i gorsze, ale to przecież normalne. W karierze osiągnął jednak wiele – jako piłkarz i trener. Bo jak inaczej traktować złoty medal olimpijski, o którym marzy każdy sportowiec? Hubert Kostka to także 10-krotny mistrz Polski z Górnikiem Zabrze. Dwa z tych tytułów wywalczył jako szkoleniowiec. Ale znalazł także czas na naukę. Skończył studia na Politechnice Śląskiej z tytułem inżyniera górnictwa, a później Akademię Wychowania Fizycznego w Katowicach.