
Błysnęli tylko raz, ale i tak przeszli do historii. W muzyce rozrywkowej można znaleźć piosenkarzy jednego przeboju, a w polskim futbolu piłkarzy jednego gola. Branżę muzyczną zostawiamy w spokoju, zajmiemy się natomiast tym drugim przypadkiem. Wybraliśmy 10 zawodników, którzy w drużynie narodowej zdobyli tylko jedną bramkę. Ale pod lupę wzięliśmy tych reprezentantów, którzy mogą pochwalić się przynajmniej 30 meczami z orzełkiem na piersi. Nasz wybór jak zwykle można uznać za dyskusyjny. Z tego powodu zachęcamy do tworzenia własnych klasyfikacji i rankingów. Miłej zabawy! A to nasza złota dziesiątka.
Jeśli ktoś chciałby wskazać polskiego zawodnika, który po zakończeniu gry w piłkę najlepiej odnalazł się w nowej rzeczywistości, on mógłby być z pewnością jednym z głównych kandydatów. Być może na mnogość pomysłów na „życie po życiu” wpłynęła jego bogata kariera na murawie, doświadczenie zdobywane poza granicami Polski i występy w drużynie narodowej. Fakty są bowiem takie, że w jego piłkarskim CV nie brakuje sukcesów. Odkąd w 2008 roku zawiesił buty na kołku, wciąż wydaje się być nienasycony.
Czternaście tytułów mistrza, sześć zdobytych pucharów, czwarte miejsce w tabeli wszech czasów ekstraklasy. To osiągnięcia piłkarzy ze stadionu przy Roosevelta na krajowym podwórku. Na arenie międzynarodowej ich dorobek jest dużo skromniejszy, ale Górnik pozostaje jedynym polskim klubem, który dotarł do finału w rozgrywkach pod egidą UEFA. Jest co wspominać… Wspaniałe mecze z Manchesterem City, rzut monetą po trzech nierozstrzygniętych potyczkach z Romą, heroiczne boje z Realem… Oto dziesięć najbardziej pamiętnych występów zabrzan w europejskich pucharach.
Jako piłkarz miał okazję mierzyć się z czołowymi europejskimi klubami – Realem Madryt czy Juventusem Turyn. Wychował się w Lechii Gdańsk, ale to nie z nią, lecz Górnikiem Zabrze zdobywał mistrzostwo Polski. Jako trener pracował zaś z młodym i obiecującym napastnikiem – Robertem Lewandowskim. W cyklu „Z biegiem lat, z biegiem dni” przypomnimy sylwetkę Jacka Grembockiego – siedmiokrotnego reprezentanta naszego kraju.
Choć stadion Widzewa w Łodzi to nie Estadio Azteca w Meksyku, eliminacje mistrzostw świata to nie ćwierćfinał mundialu, San Marino to nie Anglia, a Jan Furtok to nie Diego Maradona, jest coś co połączyło urodzonego w Katowicach napastnika z jednym z najlepszych zawodników w dziejach futbolu. Niewielu jest bowiem piłkarzy, którzy poza talentem i umiejętnościami bramkarza rywali pokonali… ręką. Ręka Maradony przyczyniła się do mistrzostwa świata Argentyny w 1986 roku. Ręka Polaka dała skromne eliminacyjne zwycięstwo, w niespodziewanie trudnym starciu z europejskim Kopciuszkiem. I choć sam wielokrotnie podkreślał, że ciągłe wspominanie gola z San Marino z czasem stało się męczące, tamten mecz pozostał już z nim do końca. 9 marca 1962 roku urodził się 36-krotny reprezentant Polski, uczestnik mundialu 1986 i legenda GKS-u Katowice.
Nikt tak jak on nie potrafił zatańczyć walca w narożniku boiska ani pognać z piłką na bramkę mijając rywali jak slalomowe tyczki. Mówiono o nim „waleczne serce”, bo do każdego meczu podchodził jak do bitwy na śmierć i życie. Z wykształcenia cukiernik, z przymusu stajenny, z zamiłowania kawalarz. 7 marca 2012 roku zmarł Włodzimierz Smolarek – człowiek, bez którego w dziewiątej dekadzie XX wieku nie byłoby sukcesów reprezentacji Polski i łódzkiego Widzewa.