
Takiego tempa nie mieli nawet bohaterowie słynnej powieści Juliusza Verne’a. Oni podróżowali dookoła świata przez 80 dni. Zbigniew Boniek musiał z Brukseli do Tirany dotrzeć w kilkanaście godzin. Co więcej, na początek i na koniec tej przygody wybiegł na boisko, by wziąć udział w dwóch bardzo ważnych meczach. I to dzień po dniu! W obu w istotny sposób przyczynił się do zwycięstwa swoich drużyn.
Co by było gdyby? To jedno z ulubionych pytań kibiców. Nie tylko polskich. Andrzej Strejlau ma na to krótką i dosadną odpowiedź: „Gdyby żyła moja ciotka, to dziś byłaby najstarsza na Żoliborzu”. A były selekcjoner wie, co mówi, bo spokojnie mógłby przyłączyć się do chóru „gdybaczy”. W końcu biało-czerwoni pod jego wodzą aż pięciokrotnie grali z Anglikami, a trzykrotnie byli naprawdę blisko wygranej. Żaden z naszych selekcjonerów nie grał częściej z Wyspiarzami. Ale kadrze Strejlaua zawsze czegoś brakowało do zwycięstwa. Także łutu szczęścia. Z trzech remisów na własnym boisku (1989 – 0:0 el. MŚ, 1991 – 1:1 el. ME oraz 1993 – 1:1 el. MŚ) najbliżej sukcesu biało-czerwoni byli w tym ostatnim meczu. Ale 29 maja 1993 roku równie istotne było to, co wydarzyło się przed spotkaniem i po jego zakończeniu.
Mistrz Polski, król strzelców ekstraklasy, zdobywca Pucharu Polski, niespełniony w reprezentacji. Urodzony na Śląsku, uwielbiany również w Łodzi. Dla kibiców GKS-u Katowice i Widzewa po prostu legenda. O kim mowa? Oczywiście o Marku Koniarku, który obchodzi właśnie 64. urodziny.
Śpiewał Kazik: „Polscy piłkarze nie strzelili od kilkuset minut gola. To stan na kwiecień 2000 i zakończona moja rola”. Sprawa poważna, ale kiedyś bywało gorzej. Gdyby lider Kultu urodził się przed wojną (pierwszą światową!) i popełnił jakiś tekst o naszych futbolistach, musiałby napisać o 956 latach (licząc od Chrztu Polski) lub ponad pięciu miesiącach (od premierowego meczu). Tyle bowiem czekaliśmy nad Wisłą na pierwszą w historii bramkę dla biało-czerwonych. Strzelił ją, z rzutu karnego, Józef Klotz.
Powiedzieć o nim, że był bramkarzem, to nic nie powiedzieć. To jeden z najwybitniejszych specjalistów na tej pozycji w historii polskiego futbolu. Zdarzały mu się mecze lepsze i gorsze, ale to przecież normalne. W karierze osiągnął jednak wiele – jako piłkarz i trener. Bo jak inaczej traktować złoty medal olimpijski, o którym marzy każdy sportowiec? Hubert Kostka to także 10-krotny mistrz Polski z Górnikiem Zabrze. Dwa z tych tytułów wywalczył jako szkoleniowiec. Ale znalazł także czas na naukę. Skończył studia na Politechnice Śląskiej z tytułem inżyniera górnictwa, a później Akademię Wychowania Fizycznego w Katowicach.
To jedna z najsmutniejszych historii w polskim futbolu. To opowieść o młodym piłkarzu, którego dynamicznie rozwijającą się karierę zastopowała śmiertelna choroba. Niestety, życie 10-krotnego reprezentanta Polski skończyło się o wiele za wcześnie. Tragiczna wiadomość o jego śmierci pojawiła się w mediach 26 maja 2005 roku. Wychowanek warszawskiego Ursusa odszedł w wieku zaledwie 29 lat.