
Przed mistrzostwami świata 2018 za jego szybki powrót do zdrowia trzymała kciuki cała piłkarska Polska. Nie zdążył się wykurować i pojawił się na boisku dopiero pod koniec meczu z Kolumbią, gdy biało-czerwoni stracili w turnieju już pięć bramek. Dwa lata wcześniej podczas Euro to w dużej mierze dzięki niemu w fazie grupowej nasz zespół zagrał na zero z tyłu. 3 lutego 38. urodziny obchodzi Kamil Glik – przez kilkanaście lat filar polskiej defensywy, który podczas mistrzostw świata w Katarze (2022) przekroczył magiczną barierę 100 spotkań w koszulce z orłem na piersi.
Przez reprezentację Polski przewinęło się przez lata wielu piłkarzy. Trudno dokładnie zliczyć, ilu ich tak naprawdę było (to już zadanie dla statystycznych pasjonatów). Jednych zawodników pamiętamy doskonale, drugich mniej, a trzecich wcale. Ale to normalna kolej rzeczy. Warto więc odświeżyć pamięć kibiców i przypomnieć im o trochę zapomnianych graczach. Jednym z nich jest Radosław Kałużny, mający na koncie 41 występów w koszulce z orzełkiem i dwukrotny mistrz Polski z Wisłą Kraków.
W połowie lat 80. rekordy popularności w polskich kinach biła komedia „Och, Karol!”. Jej przystojny bohater, dodajmy – młody żonkoś – ma taki dar przyciągania płci pięknej, że raz po raz wplątuje się w kolejny romans, z coraz większym trudem realizując potrzeby każdej z kobiet, co ostatecznie kończy się dla niego katastrofą. Nie wiemy, czy pomocnik tureckiego Kocaelisporu dostał imię na cześć filmowego amanta, ale jedno jest pewne: potrafił rozkochać swoją grą kibiców wielu drużyn. Za to wierność klubowym barwom i nie tylko to jego znak firmowy. 2 lutego urodziny obchodzi Karol Linetty. Mąż, ojciec i wizytówka piłkarskiej Akademii poznańskiego Lecha.
Jego historia nie jest przykładem spełnienia wielkiego marzenia młodego piłkarza o grze w drużynie narodowej. Bardziej pasuje do niej pojęcie „małżeństwa z rozsądku”. Reprezentacja Polski w obliczu zbliżających się wielkimi krokami mistrzostw Europy w 2012 roku w naszym kraju, pilnie potrzebowała lewego obrońcy. On, choć miał na koncie występy i sukcesy w młodzieżowych zespołach Niemiec, ze względu na dużą rywalizację i niewielkie perspektywy na wywalczenie sobie miejsca w kadrze naszych zachodnich sąsiadów, zdecydował się na grę w koszulce z białym orłem na piersi. Teoretycznie układ był jasny i dawał korzyści obu stronom, ale czy przygoda Sebastiana Boenischa z polską kadrą okazała się udana? Jeśli tak, to co najwyżej połowicznie. Zagrał co prawda we wszystkich meczach Euro 2012, ale gospodarze bez wygranej pożegnali się z turniejem już po fazie grupowej. Później zaliczył jeszcze kilka występów, ale i tak jego „licznik” zatrzymał się na 14 spotkaniach. Dla świętującego właśnie 39. urodziny piłkarza tamte czasy są już tylko wspomnieniem. I jak sam publicznie podkreśla, nie we wszystkich aspektach pozytywnym.
Jako piłkarz przywiózł medal z mistrzostw świata za 3. miejsce w hiszpańskim turnieju. W reprezentacji rozegrał 40 spotkań. Będąc trenerem, chętnie wprowadzał w życie nowinki techniczne i taktyczne, poznane podczas studiów w Wyższej Szkole Sportowej w Kolonii i pracy z juniorami w Niemczech. W Polsce dorobił się przez to przydomku „Doktor”. W cyklu „Z biegiem lat, z biegiem dni” prezentujemy sylwetkę byłego obrońcy (niekiedy pomocnika) – Stefana Majewskiego.
„Goal!”. Taki, przyznajmy nieskomplikowany, tytuł ma książka wydana przez FIFA kilka lat temu. Michael Donald rozmawiał w niej z piłkarzami, którzy strzelili gole w finałowych meczach mistrzostw świata. Wśród 34 graczy nie ma niestety Polaka i zapewne długo jeszcze nie będzie. Na pocieszenie mamy czterech „Orłów”, którzy trafili w… małym finale, czyli w spotkaniu o trzecie miejsce. Są to: Grzegorz Lato (w meczu z Brazylią, 1974) oraz Andrzej Szarmach, Stefan Majewski i Janusz Kupcewicz (z Francją 1982).