W Londynie, na legendarnym Wembley, ujrzałem coś nieprawdopodobnego. Dzień przed rywalizacją z Synami Albionu wyszliśmy na trening. Zobaczyłem taką murawę, o jakiej w Polsce mogliśmy tylko pomarzyć. Była tak idealna, że lepszej nie mogłem sobie wyobrazić. Po prostu dywan, jakiego nie miałem nawet w pokoju. Gdy rozpoczęliśmy zajęcia przy pustych trybunach, obsługa nagle włączyła z głośników doping kibiców. Poczułem się, jakby obserwowało nas sto tysięcy ludzi! Byłem tym wszystkim piekielnie oszołomiony.






