20 maja 1994

Piotr Kuczkowski,

/ FOT. CYFRASPORT

Etatowy reprezentant Polski, kluczowy zawodnik jednej z czołowych drużyn Serie A. Od kilku lat w kręgu zainteresowań topowych klubów w Europie. A wszystko nawet nie na półmetku kariery. Piotr Zieliński, podpora drugiej linii kadry Jerzego Brzęczka i SSC Napoli, na brak ofert z pewnością nie narzeka i korzystając z niespodziewanej przerwy w rozgrywkach może rozważać różne warianty dotyczące swojej przyszłości. W tych niecodziennych okolicznościach, poza sprawami zawodowymi, będzie musiał też znaleźć sposób i czas na świętowanie. 20 maja obchodzi 26. urodziny.

Półwysep Apeniński od lat 80. ubiegłego wieku jest dla piłkarzy znad Wisły czymś w rodzaju Ziemi Obiecanej. Szlaki z ziemi polskiej do włoskiej przecierali Zbigniew Boniek i Władysław Żmuda. W latach 90. z powodzeniem rywalizował tam m.in. Marek Koźmiński. Największe zainteresowanie włoskich klubów polskimi piłkarzami przypadło jednak już na XXI wiek. Choć tylko nielicznym udało się podążyć śladami obecnego prezesa PZPN i odegrać ważną rolę w jednym z czołowych klubów Serie A. Wśród nich jest Zieliński, choć na swoją pozycję we włoskim futbolu musiał solidnie zapracować.

KROK PO KROKU

Utalentowany pomocnik podążył inną drogą niż wielu rodaków, którzy do Włoch trafili już z „wyrobionym” nazwiskiem. Czy na polskich boiskach, czy w innych europejskich ligach. Tak w Serie A pojawili się chociażby Kamil Kosowski i Artur Boruc, czy później Jakub Błaszczykowski, Wojciech Szczęsny i Arkadiusz Milik. Znad Wisły do Italii przeprowadzili się z kolei m.in. Karol Linetty i Krzysztof Piątek. Historia Zielińskiego jest inna. Piłkarz, który był reprezentantem kraju w różnych kategoriach wiekowych, szybko został dostrzeżony przez fachowców. Jako trzynastolatek z rodzinnych Ząbkowic Śląskich przeniósł się do Lubina, gdzie grał w młodzieżowych drużynach Zagłębia. Po czterech latach na Dolnym Śląsku nastąpił przełom i akademię Miedziowych zamienił na Udinese Calcio. To tam krok po kroku musiał rzetelnie pracować na kolejne szanse.

PIERWSZE SUKCESY

Na debiut we włoskiej ekstraklasie czekał ponad rok. W tym czasie trenował i grał w drużynie do lat 19. Wielki dzień nadszedł 2 grudnia 2012 roku w meczu przed własną publicznością z Cagliari. Na boisku spędził... minutę, ale i tak zapamięta ją do końca życia. Tym bardziej, że zmienił samego Antonio di Natale. Jego zespół wygrał 4:1. Jeśli ktoś spodziewał się, że jego kariera w pierwszej drużynie gwałtownie przyspieszy, mógł być rozczarowany. Kolejne miesiące to w dalszym ciągu systematyczne udowadnianie swojej wartości i przydatności dla drużyny. 13 spotkań znów obejrzał z ławki rezerwowych lub trybun. A kiedy ponownie pojawił się na boisku, były to kolejne epizody. Z Catanią trzy minuty, z Chievo jedna. Przełom nastąpił w wyjazdowym spotkaniu z Parmą. Młody Polak zaczął w wyjściowej jedenastce i był jednym z autorów wysokiej wygranej.

Być może to sprawiło, że w końcówce sezonu regularnie pojawiał się w składzie drużyny. Z sześciu kolejnych spotkań, wystąpił w pięciu. Za każdym razem dostawał od trenera więcej niż kilkanaście minut, choć ani razu nie rozegrał całego meczu. Gra w klubie nie mogła ujść uwadze selekcjonera. Waldemar Fornalik dał Zielińskiemu szansę debiutu w pierwszej reprezentacji w towarzyskim meczu z Liechtensteinem. Później na boisku pomocnik pojawił się też w spotkaniu z Mołdawią w eliminacjach mundialu w Brazylii. Kolejny występ (przeciwko Danii w Gdańsku) przyniósł z kolei pierwsze trafienie dla drużyny narodowej.

Występy w kadrze nie przełożyły się na jego pozycję w klubie. Sezon 2013/14 to wciąż rola rezerwowego. W całych rozgrywkach na murawie spędził tylko 127 minut w 10 spotkaniach. To nie zadowalało zawodnika, który miał reprezentacyjne ambicje, a nowy selekcjoner Adam Nawałka w tej sytuacji pomijał go w powołaniach. Najlepszym rozwiązaniem okazało się wypożyczenie. Przez dwa lata regularnie występował w Empoli, w którym z czasem stał się podstawowym zawodnikiem. 

PRZYSPIESZENIE

Zielińskiego musiała cieszyć nie tylko coraz lepsza sytuacja klubowa, ale też kolejne powołania. Występował głównie w meczach towarzyskich. Dostał też szansę w eliminacyjnym meczu z Gibraltarem. Selekcjoner zabrał go na Euro 2016, ale we Francji zaliczył tylko trzy kwadranse w spotkaniu z Ukrainą. Rewolucja w jego karierze nastąpiła po mistrzostwach Europy. Po dwóch latach wypożyczenia nie wrócił do Udine. Przeniósł się na południe, gdzie związał się pięcioletnim kontraktem z Napoli. Klub z Neapolu miał za niego zapłacić ok. 14 mln euro. Od tego czasu o polskim pomocniku jest coraz głośniej. I choć pozycja na boisku sprawia, że nie ma tak spektakularnych statystyk jak jego klubowy kolega Arkadiusz Milik, od samego początku jest ważnym ogniwem ekipy z Kampanii. Zarówno w lidze, jak i europejskich pucharach. 

CZEKAJĄC NA PRZYSZŁOŚĆ

Tak w Napoli, jak i w reprezentacji trudno obecnie wyobrazić sobie środek pola bez Piotra Zielińskiego. W koszulce z orłem na piersi ma już 51 występów. Dotychczas dla drużyny narodowej zdobył sześć bramek (wszystkie można obejrzeć TUTAJ). I choć z powodu pandemii cały piłkarski świat zamarł w ostatnich tygodniach, nie cichły spekulacje dotyczące klubowej przyszłości zawodnika, a on sam stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych graczy swojego zespołu. 26. urodziny będą zupełnie inne niż wszystkie poprzednie. Przed rokiem w przeddzień swojego święta zrobił sobie prezent, zdobywając bramkę w prestiżowym meczu z Interem Mediolan (wygranym 4:1). Teraz życzymy mu, żeby te radosne piłkarskie chwile wróciły jak najszybciej.