16 października 1972

Piotr Kuczkowski,

/ FOT. PAP

Bezkompromisowy, nieustępliwy, kontrowersyjny... Lista określeń, które charakteryzują tego piłkarza mogłaby być zdecydowanie dłuższa. Z całą pewnością kibicom zawsze dostarczał wiele emocji. Zarówno w trakcie kariery, jak i już po jej zakończeniu. Jedni go uwielbiają, inni nienawidzą. On jednak zdaje się tym nie przejmować i dalej robi swoje. Nie owija w bawełnę, zawsze mówi i robi to, co myśli. Tak było przez 48 i będzie z pewnością w kolejnych latach jego życia. Bo taki właśnie jest Tomasz Hajto.

Niektórzy o takich osobach mówią, że mają „trudny charakter”. Inni cenią własne zdanie i dążenie do postawienia na swoim. Kariera byłego reprezentacyjnego obrońcy pokazuje, że można osiągać sukcesy i grać na najwyższym poziomie, nie godząc się na kompromisy. Być może czasem porywcza osobowość i chęć postawienia na swoim, zamykały mu niektóre zawodowe drzwi, ale mimo to w swoim czasie był czołowym polskim piłkarzem, który z powodzeniem reprezentował również silne europejskie kluby. I choć nigdy nie cieszył się z mistrzowskiego tytułu, sportowego dorobku może pozazdrościć mu wielu.

25 LAT W POLSCE

Niewielki Maków Podhalański w Małopolsce dostarczył polskiej piłce kilku naprawdę dobrych zawodników. Co ciekawe trzej najbardziej znani, grali na pozycji obrońcy. Właśnie tu w latach 70. XX wieku na świat przyszli Piotr Mosór, Paweł Skrzypek i Tomasz Hajto. Dwóch ostatnich ma na koncie mecze w narodowych barwach, ale zdecydowanie największą karierę zrobił popularny „Gianni”. Co ciekawe tym pseudonimem pierwsi nazwali go właśnie koledzy z reprezentacji Polski.

Dostał tę ksywkę w czasie jednego ze zgrupowań kadry, za kadencji Janusza Wójcika. Zapomniał wtedy kąpielówek i poszedł kupić nowe. – Ja kupuję tylko firmy Gianni Versace – powiedział i w ten sposób został na długie lata „Giannim”.

Grzegorz Szamotulski
FRAGMENT KSIĄŻKI „SZAMO”, K. STANOWSKI, G. SZAMOTULSKI, WYDAWNICTWO BUCHMANN, 2013

Nieco inaczej całą sytuację opisywał po latach sam zainteresowany.

To musiał być 1998 rok. Leciałem wtedy do Polski, na zgrupowanie, a mój bagaż nie dotarł wtedy na miejsce. Więc pilnie potrzebowałem majtek. Poszedłem więc do sklepu z Piotrem Świerczewskim i Tomaszem Iwanem i kupiłem cztery pary Versace. Były drogie, musiałem zapłacić równowartość 600 marek. Nie wydałem wcześniej tyle na wszystkie moje majtki w życiu razem wzięte. Ale wyglądały po prostu fajnie. Imię było napisane pogrubioną czcionką na pasku. Wtedy mi się to podobało. A potem nie nazywałem się już Tomasz tylko „Gianni”.

Tomasz Hajto
Wypowiedź dla niemieckiego magazynu „11 Freunde” z 8 czerwca 2020 r.

Zanim jednak Hajto został „Giannim” pokonał długą drogę, żeby w ogóle znaleźć się w kręgu zainteresowań selekcjonera. Jego pierwszym, seniorskim klubem był krakowski Hutnik. To w jego barwach rozgrywał pierwsze mecze na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce. Stąd też w 1993 roku trafił do zabrzańskiego Górnika. Gra przy Roosevelta pozwoliła mu zdobyć popularność, a jego postępy na murawie dostrzegali już nie tylko kibice, ale także przedstawiciele klubów z silniejszych europejskich lig. Właśnie jako piłkarz 14-krotnego mistrza kraju rozegrał pierwszych dziesięć spotkań dla reprezentacji Polski. Zadebiutował w zremisowanym 2:2 towarzyskim meczu z Cyprem w 1996 roku

GWIAZDA BUNDESLIGI

W połowie trzeciej dekady życia Hajto zdecydował się na rewolucję. Bo z całą pewnością tak trzeba określić przeprowadzkę pod koniec lat 90. polskiego piłkarza za zachodnią granicę. Dla obrońcy było to wkroczenie do zupełnie nowego, także pod względem sportowym świata. Z Bundesligą przywitał się jednak w imponujący sposób. Jako piłkarz MSV Duisburg kilkukrotnie meldował się w jedenastce kolejki prestiżowego magazynu „Kicker”. Z upływem czasu wyrabiał sobie coraz silniejszą markę wśród ekspertów i dziennikarzy. Zadziorny charakter również nie pozwalał zapomnieć o zawodniku. W 2000 roku przeniósł się do Schalke 04, klubu z którym w Niemczech osiągał największe sukcesy. Zdobył dwa krajowe puchary, wicemistrzostwo i grał w Lidze Mistrzów. Długo z Tomaszem Wałdochem tworzyli jeden z czołowych duetów obrońców niemieckiej ekstraklasy. 

Hajto nigdy nie kalkulował. Słynął z ostrej gry, za którą często był upominany przez arbitrów. W sezonie 1998/1999 obejrzał żółtą kartkę w sumie w 16 spotkaniach. Ten swoisty rekord Bundesligi należał do niego aż 21 lat! Ośmioletni pobyt w Niemczech obrońca zakończył sezonem w 1. FC Nürnberg. Czas spędzony w tym kraju to jednak nie tylko kwestie sportowe. Polskim piłkarzem często interesowały się również brukowce. I nie tylko za sprawą ekspresyjnego charakteru, czy zamiłowania do markowej bielizny. Zarzucano mu m.in. nieprawidłowości przy rozliczaniu podatków, czy... nielegalny handel papierosami. Sam zainteresowany nie zgadzał się z zarzutami.

Mój sąsiad w Duisburgu przemycał papierosy do Niemiec, a później trafił do więzienia. Ale wtedy nie miałem o tym pojęcia. Wiedziałem tylko, że sprzedaje tanie papierosy. Zapytał mnie telefonicznie, czy jestem zainteresowany, więc kupiłem od niego 40 kartonów. Nie wiedziałem, że jest podsłuchiwany przez policję. Rozdałem je na parkingu moim znajomym Polakom, o których wiedziałem, że nie zarabiają dużo pieniędzy. Wieczorem zadzwoniła policja z nakazem przeszukania. Myśleli, że mam całą piwnicę pełną papierosów. Ale ja wszystko oddałem dawno temu. Musiałem zapłacić tylko grzywnę w wysokości 1200 euro. W tym czasie wydawałem na samo paliwo 5000 euro miesięcznie. To kompletny nonsens, że chciałem na tym zarabiać.

Tomasz Hajto
Wypowiedź dla niemieckiego magazynu „11 Freunde” z 8 czerwca 2020 r.

Kontakty z wymiarem sprawiedliwości piłkarza na tym się jednak nie skończyły. Po niezbyt udanych dwóch latach w Angli (grał w Southampton i Derby County) wrócił do Polski i związał się z ŁKS-em. W 2007 roku w Łodzi spowodował wypadek drogowy, w którym zginęła przechodząca na pasach starsza kobieta. Został skazany na karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu i zakaz prowadzenia samochodu. Te trudne doświadczenia zbiegły się w czasie z końcówką jego zawodniczej kariery. W latach 2007-2009 grał jeszcze w Górniku, żeby ponownie wrócić do Łodzi i po sezonie 2009/2010 pożegnać się z boiskiem.

W NARODOWYCH BARWACH

Kariera Tomasza Hajty to także piękny rozdział dotyczący występów w biało-czerwonych barwach. Od wspomnianego debiutu w 1996 roku koszulkę z orłem na piersi zakładał w sumie 62 razy, czym zapracował na miejsce w elitarnym Klubie Wybitnego Reprezentanta. Za jeden z najbardziej udanych występów obrońcy uważa się towarzyskie spotkanie z Rosją w 1998 roku. Hajto najpierw asystował przy bramce Mirosława Trzeciaka, a później dwukrotnie sam wpisał się na listę strzelców. 

W sumie „Gianni” zaliczył sześć trafień w meczach międzypaństwowych, później pokonując również bramkarzy Bułgarii, Hiszpanii, Szwajcarii i Rumunii. Jego największy reprezentacyjny sukces to awans do mistrzostw świata w 2002 roku, na których jak sam przyznał po latach, Polska mogła osiągnąć znacznie więcej.

Wydaje mi się, że potencjał mieliśmy większy. Człowiek jest mądrzejszy z perspektywy czasu. Przede wszystkim za bardzo zwariowaliśmy, myśleliśmy, że już jesteśmy mistrzami świata, a to nie była prawda. Byliśmy wyrobnikami, którzy do wszystkiego musieli dochodzić ciężką pracą. Zabrakło nam doświadczenia, nie wiedzieliśmy, jak się przygotować do takiej imprezy. (...) Osobiście trafiłem na mundial z najgorszą formą, co mi się wcześniej w kadrze nie zdarzało. Przed mistrzostwami przez długi czas utrzymywałem wysoką dyspozycję. Kiedy myślę o Korei, jestem zły sam na siebie. Jestem chyba jedynym, który na milion procent może powiedzieć, że daliśmy ciała i mogliśmy ugrać znacznie więcej.

Tomasz Hajto
WYPOWIEDŹ DLA ONET.PL Z 27 LUTEGO 2016 R.

TRUSKAWKA NA TORCIE

Jeśli komukolwiek wydawało się, że po zakończeniu piłkarskiej kariery, o Tomaszu Hajcie usłyszymy tylko we wspomnieniach z azjatyckiego mundialu, to był w poważnym błędzie. I wydaje się, że jego aktywność w późniejszych latach przyniosła mu równie dużą popularność, szczególnie wśród tych pokoleń kibiców, którzy nie mogli śledzić na żywo jego poczynań na boisku. Poza działalnością menadżerską próbował swoich sił na ławce trenerskiej. W duecie z Dariuszem Dźwigałą w 2012 roku rozpoczął pracę w Jagiellonii Białystok. Początkowo nie mógł prowadzić drużyny samodzielnie, ze względu na brak odpowiedniej licencji. Po uzyskaniu uprawnień pracował w klubie z Podlasia do końca sezonu 2012/2013, ale z powodu niezadowalających wyników nie przedłużono z nim umowy.

W sezonie 2014/2015 pracował jeszcze w pierwszoligowym GKS-ie Tychy, jednak po spadku drużyny do II ligi znów pożegnał się ze stanowiskiem. Jak się okazało dużo lepiej były reprezentant odnalazł się w roli osobowości medialnej. Od lat pełni funkcję eksperta i komentatora w Telewizji Polsat. I choć pod jego adresem pojawia się wiele zarzutów, barwny język i dystans do siebie sprawiły, że niektóre jego wypowiedzi stały się niemal kultowe.

Cudowny lob, ale podanie można powiedzieć klasa światowa Zielińskiego. Truskawka na torcie!

Tomasz Hajto podczas meczu Czarnogóra – Polska w 2017 roku
„GIANNI” ZŁOTOUSTY

80 procent umiejętności Krychowiaka to umiejętność biegania.

Tomasz Hajto podczas meczu Armenia – Polska w 2017 roku
„GIANNI” ZŁOTOUSTY

To było zagranie na ścianę, w tempo, na jeden kontakt, jak ja to mówię – „z kija”. Wszyscy pytają, co to jest „z kija”. Jak w hokeju – bez przyjęcia, na jeden kontakt.

Tomasz Hajto podczas meczu Czechy – Chorwacja w 2016 roku
„GIANNI” ZŁOTOUSTY

Mijające 48 lat życia Tomasza Hajty to nie był czas spokojny. Nie brakowało w nim zawodowych sukcesów i niepowodzeń, ale też prywatnych zawirowań. To wszystko sprawia jednak, że ten piłkarz, trener, menadżer i komentator telewizyjny wciąż wywołuje emocje i budzi zainteresowanie fanów futbolu. Można się z nim nie zgadzać, można go krytykować, można też śmiać się z językowych niezręczności. Ale z całą pewnością nie można pozostać wobec niego obojętnym. I nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższej przyszłości miało być inaczej.