10 listopada 1959

Rafał Byrski,

Andrzej Iwan rozegrał w reprezentacji Polski 29 meczów i strzelił 11 goli. / FOT. PAP

Napisać o nim „enfant terrible” polskiego futbolu, to nic nie napisać. Andrzej Iwan, którego 60. rocznica urodzin wypada 10 listopada tego roku, bardziej niż z rywalami na boisku zmagał się z życiem. Alkohol, hazard, próby samobójcze – o tym wszystkim opowiedział Krzysztofowi Stanowskiemu w autobiografii „Spalony”.

Do historii przeszedł przede wszystkim jako świetny piłkarz, który z różnych powodów nie wykorzystał ogromnego talentu. Był na dwóch mundialach. W Argentynie (1978) biało-czerwoni zajęli piąte miejsce, ale już z Hiszpanii (1982) przywieźli medal. To sukcesy, które dla Iwana miały cierpki smak.

Najciekawsze, najważniejsze, a często unikatowe. Tu zobaczysz materiały wideo dotyczące polskiego futbolu.

1978: DEBIUTANT

Do Argentyny pojechał w roli „cudownego dziecka polskiego futbolu”. To, że znajdzie się w kadrze Jacka Gmocha, nie było niespodzianką. Nie zagrał wprawdzie w żadnym meczu kontrolnym, ale tylko ze względów regulaminowych. Zgodnie z przepisami nie mógłby wtedy wystąpić w rozegranych w Polsce tuż przed mundialem mistrzostwach Europy do lat 18. Drużyna prowadzona przez Edmunda Zientarę zdobyła brąz, a Iwan z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku poleciał do Argentyny. Miał 18 lat i został najmłodszym uczestnikiem turnieju. Wszedł w trakcie meczu z Tunezją, a później rozpoczął w wyjściowej jedenastce starcie z Meksykiem. I tyle było tego grania. Nikogo nie olśnił, nikogo nie zachwycił.

Za mną był ciężki, jak dla młodego chłopaka, sezon ligowy, przedłużony rozgrywkami juniorskimi; wydaje mi się, że nie byłem optymalnie przygotowany. Może dlatego zagrałem tak niedużo na tamtych mistrzostwach*” – przyznał samokrytycznie.

1982: PECHOWIEC

Cztery lata później leciał do Hiszpanii w zupełnie innej roli. Już nie „żółtodzioba”, a jednego z liderów kadry Antoniego Piechniczka. Bolesne rozczarowanie przyszło w drugim meczu. Bolesne dosłownie i w przenośni.

Najciekawsze, najważniejsze, a często unikatowe. Tu zobaczysz materiały wideo dotyczące polskiego futbolu.

„Kontuzję mięśnia złapałem już w marcu. Pomimo tego urazu, dość poważnego, grałem praktyczne całą ligę, można powiedzieć, jedną nogą, bez przyspieszenia. To była kontuzja typowo lekkoatletyczna. Przed samym mundialem dostawałem zastrzyki. Lekarz zapewniał mnie, że są to tylko witaminy, tymczasem potem okazało się, że były to blokady. Działo się tak dlatego, że trener Piechniczek bardzo na mnie liczył, byłem w świetnej formie. Chociaż nie byłem w najwyżej formie fizycznej, to w sparingach prezentowałem się dobrze, badania wydolnościowe też miałem na najwyższym poziomie. Trener nie wyobrażał sobie wtedy reprezentacji beze mnie. Właściwie to już w pierwszym meczu doznałem kontuzji, ale jeszcze nie wyglądało to tak strasznie. Dostałem trzy dni wolnego, do meczu z Kamerunem, znowu dostałem serię zastrzyków. Wychodząc na rozgrzewkę nie czułem bólu, tymczasem okazało się, że ten mięsień targał się, targał, aż wreszcie w 20. minucie meczu z Kamerunem po prostu nie wytrzymał. Dla mnie w tym momencie skończyły się mistrzostwa” – wspominał po latach.

 

2019: WYGRANY

Mundiale mu nie wyszły, życie pewnie też nie do końca, ale mimo wielu turbulencji wyszedł na prostą. Może to jest jego największym zwycięstwem?

* Wszystkie cytaty pochodzą z wywiadu Marcina Górskiego z Andrzejem Iwanem zamieszczonego na stronie wisla.krakow.pl w 2006 roku.