






Ten mecz zapowiadano jako starcie Mariusza Jopa z Radosławem Sobolewskim, a więc dwójki byłych piłkarzy krakowskiej Wisły. Pierwszy z nich debiutował spotkaniem z Odrą w roli trenera Białej Gwiazdy (zastąpił Kazimierza Moskala). Premiera wypadła bardzo okazale. Krakowianie dominowali od początku, ale długo nie potrafili pokonać bramkarza gości, Artura Halucha. Dopiero po przerwie rozwiązał się worek z bramkami. Na słowa uznania w zespole Wisły zasłużyli szczególnie – niezawodny Ángel Rodado oraz Łukasz Zwoliński, który strzelił pierwsze gole w sezonie. Wysoka porażka w konfrontacji z byłym klubem okazała się bolesna dla szkoleniowca Opolan. Trzy dni później działacze Odry podjęli decyzję o zwolnieniu „Sobola”.






















►UWAGA! Mecze 10. kolejki Chrobry Głogów – Wisła Kraków (pierwotny termin 22 września) oraz Odra Opole – Znicz Pruszków (20 września) były przełożone odpowiednio na: 16 listopada i 2 października 2024 r.













































































19
O. Sukiennicki
21
P. Gogół
20
K. Dziedzic
77
Á. Baena
10
F. Duarte
31
A. Cziczkan
97
W. Biedrzycki
50
M. Kutwa
22
P. Starzyński



23 września 2024 roku już na zawsze przejdzie do historii Wisły Kraków. Tego dnia prezes Jarosław Królewski podjął szokującą decyzję o zwolnieniu Kazimierza Moskala zaledwie po trzech miesiącach pracy. Wraz z trenerem posady stracili m.in. asystent oraz kierownik drużyny. Po „czarnym poniedziałku” drużyna piątkowy mecz z Odrą Opole rozegrała już pod wodzą Mariusza Jopa.


Mariusz Jop (z lewej) i Radosław Sobolewski w serdecznym uścisku przed meczem. Dla „Sobola” powrót na „stare śmieci” okazał się bardzo bolesny.



Trener Mariusz Jop w swoim debiucie w nowej roli dość mocno pomieszał składem. Przede wszystkim do bramki wstawił debiutanta Patryka Letkiewicza czym rozwiązał sobie od ręki problem młodzieżowca. Zmiany były jednak istotne przede wszystkim w ofensywie. Gdzie od początku zagrał w ataku Łukasz Zwoliński, a skrzydła obsadzili Jesús Alfaro i Tamás Kiss. Ángel Rodado wcielił się natomiast w głównego reżysera gry, ale też wycofanego napastnika.





Kierownik drużyny Jarosław Krzoska w poniedziałek usłyszał o zwolnieniu, a w piątek… nadal wykonywał swoje obowiązki. Podobnej historii nie było z trenerem Moskalem. Jego obowiązki do końca rundy przejął dotychczasowy asystent Mariusz Jop. Trybuny ujęły się jednak za zwolnionym szkoleniowcem. Przez 19 minut meczu nie był prowadzony doping. Ciszę na trybunach przerwało dopiero skandowanie nazwiska Moskala.







Myślę, że możemy być zadowoleni z tego spotkania, z tego wyniku, z cierpliwości, jaką mieliśmy jako zespół. I myślę, że to takie zwycięstwo gdzieś wisiało w powietrzu od dłuższego czasu. Cieszę się, że w osiągnęliśmy taki wynik. Z pokorą podchodzimy do tego, bo wiemy, że to jest początek drogi. Cieszę się przede wszystkim z tego, jak się zaprezentował cały zespół, a to, że inni zawodnicy strzelili bramki, bo i Tamás, i Jesús, to jest coś, czego ten zespół potrzebował. I cieszę się, że coraz większa liczba zawodników jest z liczbami.







Niestety koszmarna przegrana i ciężka do wytłumaczenia. O ile w pierwszej połowie naprawdę konsekwentnie realizowaliśmy plan na to spotkanie i zwłaszcza, jeżeli chodzi o grę defensywną wyglądało to bardzo przyzwoicie... Może mniej tutaj byliśmy groźni, jeśli chodzi o ofensywę, ale jeżeli chodzi o grę defensywną, to naprawdę to wyglądało całkiem nieźle. Wychodzimy z szatni po przerwie i tak naprawdę w ciągu dziesięciu minut przegrywam mecz, który kończy się po dziesięciu minutach po wyjściu z szatni. To jest niedopuszczalne i niezrozumiałe z mojej perspektywy. Przegrywamy zasłużenie. Musimy się jak najszybciej podnieść.




Bramkarz Odry mógł się czuć po tym meczu, jak pięściarz po nokaucie – mocno poturbowany. Wisła urządziła mu – jak i całemu zespołowi z Opola – istną demolkę. Mimo wpuszczonych aż pięciu goli, Artur Haluch popisał się kilkoma udanymi interwencjami. Na słowa uznania zasługiwały obronione uderzenia Jesúsa Alfaro (przy wyniku 0:0) z pierwszej oraz Ángela Baeny z drugiej połowy (przy stanie 5:0). Dwukrotnie sposób na bramkarza Odry znalazł Łukasz Zwoliński, który przerwał w końcu strzelecką niemoc. Od początku pierwszoligowego sezonu 2024/25 napastnik Wisły nie potrafił znaleźć drogi do bramki, na potęgę marnował dogodne okazje. Zresztą w tym meczu również kilku z nich nie wykorzystał.



Dosłownie i w przenośni w meczu Wisły Kraków z Odrą Opole ogień pojawił się po przerwie. W przenośni, bo w drugiej połowie Biała Gwiazda wreszcie przełamała swoją strzelecką niemoc i zaczęła zdobywać bramkę za bramkę. Dosłownie, bo rozpalone race przez kibiców doprowadziły do kilkuminutowego przerwania meczu.



Wisła trzykrotnie trafiła do bramki w pierwszym kwadransie drugiej połowy, a potem jeszcze dublet strzelecki skompletował Łukasz Zwoliński. A przecież zespół z Krakowa zaczął sezon jeszcze gorzej niż Odra (przed pierwszym gwizdkiem miał na koncie 6 punktów, podczas gdy opolanie 8) ... Tymczasem mimo że w tym tygodniu Wisła zwolniła trenera Kazimierza Moskala, do końca dążyła do wygrania jak największą różnicą bramek. A goście de facto się temu przyglądali.

















Ja generalnie przyszedłem do Wisły generować dobro, a nie generować zło. Niezależnie czy moje decyzje są racjonalne, czy nieracjonalne, bardzo dużo przykładam wagi do tego, czy to dobro generuję. Chciałbym bardzo serdecznie przeprosić Kazimierza Moskala, Jarosława Krzoskę i każdego, kto jest w tym klubie i dał mu dużo serca. Jeśli mój przekaz nie był odpowiedni na tym poziomie, to chciałbym też szczerze powiedzieć, że wynika to z moich ograniczeń wewnętrznych. Sporo takich osób jak ja na świecie, z jakimś tam spektrum autyzmu, mają problemy w interakcjach społecznych. I to nie wynika z tego, że jesteśmy złymi ludźmi, albo że mamy napięte ego. Po prostu nasze interpersonalne możliwości są inne niż ludzi, którzy mają większą empatię, za co serdecznie przepraszam. I niezależnie od tego, czy moje decyzje były racjonalne, czy moje decyzje były poprawne, czy niepoprawne, to ja nie czuję dziś do końca radości z tego meczu, bo wydaje mi się że ostatecznie – chcący lub niechcący – doprowadziłem do tego, że ktoś w tym tygodniu cierpiał. W związku z czym chciałem serdecznie przeprosić. Zdecydowanie mogłem to zaplanować lepiej, na lepszym poziomie. Kazimierz Moskal to jest też mój idol z boiska, więc przepraszam. Moim marzeniem jest, żeby Mariusz Jop i Michał Siwierski doprowadzili Wisłę Kraków do Ekstraklasy. W tej chwili nie szukamy innego trenera.