






Czas zakończyć fatalną serię. Z takim założeniem do spotkania 10. kolejki Betclic 1. Ligi podchodzili zarówno piłkarze GKS-u, jak i Stali. I po końcowym gwizdku, wszyscy musieli być rozczarowani. Tyszanie w dziewięciu wcześniejszych spotkaniach przegrali co prawda tylko dwukrotnie, ale zanotowali aż sześć remisów! Goście ze Stalowej Woli z kolei, wywalczyli do tej pory zaledwie punkt. Patrząc z tej perspektywy można ironicznie powiedzieć, że na Śląsku podwoili swój dorobek, ale z pewnością nie o takie przełamanie im chodziło. Niezadowolony był też Artur Skowronek, który został trenerem GKS-u pod koniec sierpnia i wciąż czekał na wygraną.





























































































8
M. Szpakowski
9
D. Rumin
11
M. Błachewicz
7
W. Niewiarowski
30
P. Gębala
31
K. Kołotyło
29
D. Matyśkiewicz
15
J. Bieroński
16
J. Budnicki


Nowoczesny stadion w Tychach nigdy nie należał do tych z najlepszą frekwencją w kraju. Rozczarowujące wyniki GKS-u sprawiały jednak, że coraz bardziej świecił pustkami.







Mamy problem ze strzelaniem goli i pracujemy nad tym na treningach. Szkoda tej sytuacji Rafała Makowskiego, bo gdyby trafił, to może piłkarze zyskaliby więcej pewności siebie. Czeka nas dużo roboty, a czasu nie mamy, ale postaramy się odpowiedzieć w meczu pucharowym. Rozumiem kibiców, którzy oczekiwali zwycięstwa. Piłkarze zrobią wszystko, żeby w końcu dać im radość.







Mecz, po którym mamy dwóch rannych, ale nikogo nie „zabiło”. Jedna i druga drużyna chciała wygrać, bo spotkanie było dość otwarte. Z obu stron brakowało jednak kropki nad i. Cieszy to, że zagraliśmy odważniej i na „zero z tyłu”, bo dawno się to już nie zdarzyło. Pod tym względem możemy być zadowoleni, ale potrzebujemy punktów, bo zdobywając po jednym, to będzie za mało.




Wyjazd na Górny Śląsk zakończył się pechowo dla Łukasza Soszyńskiego. Pomocnik Stali po godzinie gry opuścił boisko z kontuzją.




Mecz w Tychach nie obfitował w dogodne sytuacje bramkowe i można stwierdzić, że zasłużenie zakończył się bezbramkowym remisem. Jeśli ktokolwiek mógł przechylić szalę zwycięstwa na stronę swojego zespołu, to przede wszystkim byli to Rafał Makowski i Jakub Banach. Pomocnik gospodarzy w pierwszej połowie wyszedł sam na sam z Adamem Wilkiem, ale golkiper Stali zatrzymał zarówno jego uderzenie, jak i dobitkę. W drużynie gości, dość niespodziewanie, największe zagrożenie pod bramką Marcela Łubika stwarzał obrońca zespołu Ireneusza Pietrzykowskiego. Banach, podobnie jednak jak Makowski, nie znalazł drogi do bramki rywali.







Wywalczyliśmy punkt z trudnym przeciwnikiem, na trudnym terenie. W naszej sytuacji nie możemy się tym zadowalać, ale daje nam to optymizm do dalszej pracy. Do tworzenia sobie sytuacji, wykorzystywania ich, tak żeby w kolejnym meczu walczyć o trzy punkty. Nie brakowało nam determinacji. Wiedzieliśmy o jaką stawkę gramy i w jakim miejscu się znajdujemy. Teraz musimy dorzucić jeszcze kilka rzeczy taktycznie i na pewno będzie dobrze.


















Z jednej strony sympatyczna maskotka GKS-u o imieniu Tysek. Z drugiej bramkarz Stali Stalowa Wola. Żartobliwie można powiedzieć, że w Tychach mieliśmy osobliwe „wilcze” derby.







Cieszy ten punkt, bo w naszej sytuacji każdy jest ważny i trzeba je zbierać do tego koszyczka. Oby ich było jak najwięcej. Mecz był wyrównany, ale przy odrobinie szczęścia mogliśmy wywieźć stąd trzy punkty. Cieszę się, że mogłem pomóc utrzymać nam ten wynik, szczególnie w tej sytuacji Rafała Makowskiego. Pod koniec oba zespoły opadły z sił, bo to był bardzo wymagający mecz. Szacunek dla chłopaków, bo zostawili dużo zdrowia na boisku.



