

Biało-czerwone nie sprawiły miłego prezentu kibicom, którzy w rekordowej liczbie 11 713 osób (na meczu żeńskiej kadry w naszym kraju) stawili się na trybunach Polsat Plus Areny w Gdańsku. Polki poniosły czwartą z rzędu porażkę w eliminacjach mundialu 2027 dywizji A. Było to zarazem drugie przegrane spotkanie w „domu” kobiecej reprezentacji i drugie z Francuzkami w tych kwalifikacjach (poprzednio 1:4 w Dijon). Oba gole piłkarki Trójkolorowych strzeliły przed upływem kwadransa 2. połowy. Na słowa uznania w polskim zespole zasłużyła Kinga Seweryn – debiutująca w bramce w meczu o punkty. Po tej porażce stało się jasne, że drużyna prowadzona przez selekcjonerkę Ninę Patalon zajmie ostatnie miejsce w grupie 2 i spadnie do dywizji B Ligi Narodów.




















































20
W. Araśniewicz
17
G. Grzybowska
15
M. Kokosz
13
K. Maciążka



Francuzki na stadionie w Gdańsku „nauczyły nas jeść widelcem”, czyli dały nam dobrą lekcję futbolu. Rekordowa publiczność 11713 kibiców oglądała jak waleczne, dzielne i ambitne Polki poległy w starciu z 7. drużyną świata. Polki wciąż mają szansę na awans na mundial w Brazylii.
Reprezentacja Polski kobiet przed meczem z Francją. W górnym rzędzie od lewej: Kinga Seweryn, Oliwia Woś, Patrycja Sarapata, Paulina Tomasiak, Paulina Dudek, Adriana Achcińska. W dolnym rzędzie od lewej: Wiktoria Zieniewicz, Weronika Zawistowska, Martyna Wiankowska, Ewa Pajor (kapitanka), Ewelina Kamczyk.



Już przed meczem sytuacja naszej drużyny w kontekście walki o awans na przyszłoroczne mistrzostwa świata w Brazylii była trudna. Przegrane trzy poprzednie spotkania w grupie niemalże przesądziły, że zmagania w dywizji A Polki zakończą na czwartej pozycji, co zabierze im rozstawienie w drugiej części baraży. Ale tym dopiero będziemy martwić się jesienią.



Reprezentacja Polski kobiet nie wygrała żadnego z pięciu tegorocznych meczów. Biało-czerwone rozgrywki Ligi Narodów rozpoczęły od remisu w Gdańsku z Holenderkami 2:2, a później przyszło pasmo porażek. W piątkowe popołudnie Polki zmierzyły się w Trójmieście z Francuzkami, a spotkanie było ostatnią szansą na zachowanie nadziei na zajęcie przedostatniego miejsca w grupie. Niestety, Trójkolorowe okazały się znacznie lepsze.







W obronie wykonałyśmy bardzo dobrą pracę, a mimo to straciłyśmy dwie bramki. Francja co mecz ma średnio trzydzieści udanych wejść z piłką w pole karne, niezależnie od klasy przeciwnika strzela średnio mniej więcej dwa gole. To zespół, który lubi dominować, przeważać i byłyśmy na to przygotowane, chociaż na początku przejęłyśmy inicjatywę. W ofensywie co mogliśmy, to zrobiliśmy, bardziej: wykonaliśmy, na ile pozwoliła klasa rywalek. Owszem, bramki żadnej nie zdobyłyśmy, ale wyprowadziłyśmy kilka skutecznych kontrataków. Inna sprawa, że ich nie wykorzystaliśmy. W drugiej połowie rywalki przebywały częściej na naszej połowie, zmieniły się nasze organizacje gry, więc może odbiór być taki, że po przerwie rzadziej próbowałyśmy atakować.



Wszystko się w tej Francji zgadza. „Marsylianka” wybrzmiała w Gdańsku jak zawsze pięknie (choć Mazurek Dąbrowskiego o niebo lepiej). Ubrany na czarno trener Francuzek Laurent Bonadeil był elegancki niczym francuski amant kinowy. Imiona i nazwiska piłkarek brzmią jak bogata historia tego kraju (Marie‑Antoinette Katoto) albo jak wykwintne potrawy: Peyraud‑Magnin, Perle Morroni, Anaële Le Moguédec.


Bramkarka GKS-u Katowice, opromieniona wywalczeniem przez jej klub Orlen Pucharu Polski trzy tygodnie wcześniej, doczekała się wreszcie debiutu w reprezentacji Polski w spotkaniu o punkty. A i rywalki były zacne, bo kobieca kadra Francji należy do czołowych drużyn na świecie. Na ich tle Kinga Seweryn zaprezentowała się z bardzo dobrej strony, kilka razy ratując polski zespół przed utratą gola. I choć skapitulowała dwukrotnie, to nie miała zbyt wiele do powiedzenia po strzałach Melvine Malard i Sandy Baltimore. Po meczu Seweryn była bardzo chwalona przez selekcjonerkę, Ninę Patalon.


Napastniczka francuskiej drużyny rozegrała bardzo dobre zawody. Tylko 1. połowie bliska była ustrzelenia hat-tricka. W pewnym momencie wydawało się nawet, że trafiła do bramki, lecz okazało się, że po obcierce o nogę Oliwii Woś, piłka przeleciała obok słupka, a następnie znalazła się po zewnętrznej stronie siatki. Melvine Malard udało się pokonać Kingę Seweryn tuż po przerwie, gdy znalazła się oko w oko z Polką. W 63. minucie – po akcji rodem z gry piłkarskiej na konsolę – napastniczka Trójkolorowych zaliczyła asystę przy trafieniu Sandy Baltimore.







To coś wspaniałego, czuję wielką dumę. Bardzo dziękuję za szansę. Z jednej strony cieszę się z występu, jednak z drugiej strony mam lekki niedosyt. Zaliczyłam kilka skutecznych interwencji, więc jestem z siebie zadowolona. Wychodząc na boisko, nie miałam myśli, że coś muszę. Po prostu cieszyłam się każdą chwilą, szansą, jaką dostałam. Chciałam czerpać radość z każdej minuty, sekundy bycia na boisku. Na pewno udana interwencja w pierwszej połowie podbudowała mnie.









