Po losowaniu Ligi Narodów: starzy znajomi i debiutant

Rafał Byrski,

Jeśli w futbolu rzeczywiście obowiązuje zasada cykliczności, to prawdopodobieństwo, że znowu zagramy w jednej grupie z Holandią i Włochami było naprawdę duże. I tak się stało, choć wymagało to czasu i cierpliwości. Na powtórkę takiej rywalizację czekaliśmy… 45 lat. W eliminacjach Euro 1976 „czwartym do brydża” była w grupie Finlandia. W tegorocznej edycji Ligi Narodów ekipę Suomi zastąpi rywal z Bałkanów – Bośnia i Hercegowina. Reszta się zgadza. Warto przypomnieć te najbardziej pamiętne starcia.

HOLANDIA: WIELKIE MECZE NA ŚLĄSKIM

Jak z Holandią, to tylko w Kotle Czarownic. Z trzech spotkań o punkty rozegranych na Stadionie Śląskim w Chorzowie wszystkie wygraliśmy, a to najbardziej spektakularne, efektowne i najczęściej wspominane zwycięstwo odnieśliśmy 10 września 1975 roku.

„Nie pomogły Johany, bo zwiędły tulipany” – takim transparentem nasi kibice wspierali biało-czerwonych w rywalizacji z ówczesnymi wicemistrzami świata. Rzeczywiście w starciu z drużyną Kazimierza Górskiego Johan Cruyff, Johan Neeskens i ich koledzy nie mieli wiele do powiedzenia. Po golach Grzegorza Laty, Roberta Gadochy i dwukrotnie Andrzeja Szarmacha wygraliśmy 4:1, a mecz został uznany za najlepszy w historii naszej drużyny narodowej.

Cztery lata później Holendrzy znowu przyjechali do Chorzowa w roli wicemistrzów świata, znowu były to eliminacje mistrzostw Europy i znowu… dostali baty. Po golach Zbigniewa Bońka i Włodzimierza Mazura zespół Ryszarda Kuleszy wygrał 2:0. Do historii przeszedł rzut karny wykorzystany przez Mazura, który w stylu Antonina Panenki z finału Euro’76 ośmieszył cenionego w Europie bramkarza Pieta Schrijversa.

WŁOCHY: MUNDIALOWY SERIAL

Jak z Włochami, to tylko na mundialach. W ośmiu polskich występach w finałach MŚ tylko z Brazylią graliśmy częściej niż z Italią. „Wielka Polska i małe Włochy” – dziennikarze z Półwyspu Apenińskiego byli dla swoich piłkarzy bezlitośni, ale mieli powód. Nawet dość istotny. 23 czerwca 1974 roku, w drodze po trzecie miejsce w mistrzostwach świata, drużyna Kazimierza Górskiego pokonała w Stuttgarcie ówczesnych wicemistrzów świata 2:1 po kapitalnych golach Andrzeja Szarmacha i Kazimierza Deyny. Włosi przyjechali na niemiecki mundial w roli faworytów, a już po fazie grupowej musieli wracać do domu.

Osiem lat później na drodze po medal hiszpańskiego mundialu znowu stanęła nam Squadra Azzurra. I to nawet dwa razy. Na rozpoczęcie turnieju drużyna Antoniego Piechniczka z trudem utrzymała bezbramkowy remis – to Włosi byli bliżej zwycięstwa.

Niespełna miesiąc później stawka drugiego polsko-włoskiego starcia na Espana’82 była znacznie większa. W barcelońskim półfinale Polacy dwukrotnie nie upilnowali Paolo Rossiego, a temu wszystkiemu z trybun przyglądał się smutny Zbigniew Boniek. Lider polskiej drużyny nie mógł zagrać w tym spotkaniu, bo pauzował za żółte kartki.

BOŚNIA I HERCEGOWINA: RYWAL NA GWIAZDKĘ

Jak z Bośnią i Hercegowiną, to tylko towarzysko, w grudniu i… w tureckim Kundu. Wszystkie spotkania z reprezentacją tego bałkańskiego kraju odbyły się „w tak pięknych okolicznościach przyrody”. Było tradycją, że selekcjoner biało-czerwonych (nieważne, kto nim był) zabierał piłkarzy z polskiej ligi (nieważne kogo) do ciepłych krajów (nieważne gdzie). Trzykrotnie w roli sparingpartnera na tureckim zgrupowaniu wystąpiła Bośnia i Hercegowina. W 2007 roku biało-czerwoni pokonali rywali 1:0, trzy lata później skończyło się remisem 2:2, a ostatnie starcie, z 2011 roku, Polacy znowu wygrali jedną bramką.

Na szczęście, jak mówią Czesi, „to se ne vrati”. Liga Narodów z powodzeniem zastąpiła mecze towarzyskie, a jej druga odsłona ruszy już jesienią.