




Gorący teren, fanatyczni kibice i murawa, która wyglądem bardziej przypominała… grzęzawisko, niż boisko. W tak niesprzyjających warunkach odbył się pierwszy mecz ćwierćfinału Pucharu Europy z udziałem Legii. Fani Galatasaray zapowiadali, że zgotują mistrzom Polski prawdziwe „piekło”. Gracze Wojskowych przekonali się o tym, jeszcze będąc w hotelu. Miejscowi robili wszystko, aby zakłócić legionistom sen w noc poprzedzającą spotkanie. Przed samym meczem też nie było spokojnie, gdyż tureccy kibice raz po raz odpalali race i petardy. Na takie „zaczepki” ze strony stambulskiej publiczności, zawodnicy Edmunda Zientary odpowiedzieli w najlepszy sposób – strzeleniem gola przez 36-letniego Lucjana Brychczego. Drużyna Galatasaray wyrównała tuż po przerwie, gdy do siatki trafił Ayhan Elmastaşoğlu. Wynik 1:1 wywalczony na trudnym terenie, słusznie uznano za dobry prognostyk przed rewanżem w Warszawie (Legia wygrała go 2:0).











►UWAGA! W rewanżowym spotkaniu Galatasaray Stambuł – Spartak Trnawa rozgrywano dogrywkę. Do wyłonienia zwycięzcy dwumeczu potrzebny był rzut monetą. Wówczas nie rozgrywano serii rzutów karnych.





















































14
A. Elveren
15
M. Fırtına



Gorący teren, fanatyczni kibice, mistrz Turcji. Na Legię czekało bardzo trudne zadanie, bowiem spotkania z Galatasaray nigdy nie należą do łatwych przepraw. Ani w latach 70. XX wieku, ani w XXI wieku. Pierwszy mecz zaplanowano na 4 marca 1970 roku w Stambule. Zanim jednak do niego doszło, Legia miała możliwość odbycia okresu przygotowawczego w Bułgarii (trenowano na terenach innego wojskowego klubu – CSKA Sofia), gdzie zagrali mecze sparingowe z lokalnymi drużynami – między innymi CSKA. Dodatkowo Legia wybrała się na mini tournée we Francji i Belgii, gdzie również zagrali serię meczów z miejscowymi drużynami, a wszystko po to, by przygotować się do rywalizacji z mistrzem Turcji. Przeciwnicy byli wybierani świadomie – tak, aby przypominać stylem gry Galatasaray.


Drużyny Galatasaray Stambuł (z lewej) i Legii Warszawa przed pierwszym meczem ¼ finału Pucharu Europy. Spotkanie odbyło się na stadionie Beşiktaşu, który posiadał sztuczne oświetlenie.



Wybór obiektu związany był z możliwością gry przy świetle elektrycznym, albowiem początek zaplanowano na godz. 20 czasu miejscowego (19:00 czasu warszawskiego). Niestety jego wadą była twarda, żwirowo-gliniasta nawierzchnia. Stadion im. Alego Sami Yena nie był wówczas przystosowany do spotkań o wieczornych porach, a jego atutem miała być trawiasta nawierzchnia, która bardziej pasowałaby do technicznego stylu gry warszawian.


Kapitanowie obu drużyn chwilę przed rozpoczęciem spotkania. W Legii Warszawa tę zaszczytną funkcję pełnił Lucjan Brychczy (z prawej) – legenda klubu z Łazienkowskiej 3. Kapitanem Galatasaray był natomiast Uğur Köken, jedna z najważniejszych postaci w historii tego zespołu.



Piłkarze mistrza Polski nie zawiedli polskich entuzjastów futbolu. Remis 1:1 z drużyną, która wyeliminowała Spartaka Trnawa trzeba oceniać wysoko, a wynik stanowi znakomitą pozycję wyjściową w obliczu rewanżowego spotkania w Warszawie za dwa tygodnie. Po tym, co oglądaliśmy w Stambule, jesteśmy optymistami. Mistrza Polski stać na zwycięstwo, a tym samym awans do półfinału, co byłoby wielkim sukcesem naszej drużyny.


Bramkarz Legii Władysław Grotyński kilkakrotnie musiał popisywać się takimi interwencjami. Polak dał się pokonać tylko raz.



Spotkanie toczyło się w charakterystycznej dla tureckich boisk gorącej atmosferze. Kibice Galatasaray, którzy już na kilka godzin przed meczem zajęli miejsca na trybunach, dopingowali swą drużynę nie tylko krzykiem i gwizdami, ale także petardami oraz kolorowymi rakietami.


Piłkarze Legii cieszący się z gola Lucjana Brychczego, który chwilę po trafieniu do siatki, utonął w objęciach kolegów.







Z wyniku jestem w zasadzie zadowolony, choć byliśmy chyba bliżsi zwycięstwa niż Turcy. Mieliśmy więcej dogodnych sytuacji do zdobycia bramek. Wszyscy zawodnicy Legii zasłużyli na pochwałę za ambicję i konsekwentną grę. Trudno mieć pretensje o straconą bramkę. Turcy rozegrali piłkę bardzo sprytnie, zaskakując naszych obrońców. U nas wybijał się w tym meczu Brychczy. W Warszawie powinniśmy wygrać. Turcy są jednak trudnym przeciwnikiem i w tej sytuacji nie można z góry być pewnym zwycięstwa.


Przez całą karierę związany z Galatasaray. W wieku 18 lat trafił do tamtejszej akademii. Do pierwszej drużyny przeniesiono go w sezonie 1959/60. Z początku był głównie rezerwowym, wchodzącym z ławki. Taki stan rzeczy trwał przez 2 lata. Dopiero w trzecim sezonie zaczął regularnie wybiegać na boisko w podstawowej jedenastce. Z ukochaną Galatą sześciokrotnie zdobył mistrzostwo Turcji (296 ligowych meczów, 35 goli) – jedno z nich wywalczył na koniec rozgrywek 1968/69, dzięki czemu zmierzył się z Legią w ¼ finału Pucharu Europy. Kluczową rolę w sięgnięciu po krajowe trofea przez klub ze Stambułu, odegrał zwłaszcza w późniejszych latach – od 1970 roku, gdy trenerem Galatasaray został Anglik Brian Birch. To on – dowiedziawszy się, że Uğur Köken zamierza zakończyć karierę – określił go mianem Bobby’ego Charltona tureckiego futbolu.


Tego Pana kibicom Legii przedstawiać nie trzeba. Legenda klubu z Warszawy! W 1970 roku Lucjan Brychczy był już u schyłku kariery. Sezon 1969/70 był ostatnim, w którym sięgnął z Wojskowymi po mistrzostwo Polski w roli zawodnika (buty na kołku zawiesił w marcu 1972 r.). Obronił tym samym tytuł wywalczony rok wcześniej. Łącznie miał ich na koncie cztery. I tyle samo Pucharów Polski. W samej tylko Legii „Kici” zaliczył 452 spotkania i zdobył 226 bramek. Trzy z nich uzyskał w meczach z Galatasaray. W Stambule Brychczy trafił do siatki tylko raz. Chociaż nie udało się wygrać, to remis stawiał Legię w dobrym położeniu przed rewanżem. A w nim kapitan Wojskowych spisał się jeszcze lepiej, dwukrotnie pokonując bramkarza Galaty. Zwycięstwo 2:0 dało legionistom awans do półfinału Pucharu Europy, w którym zmierzyli się z Feyenoordem Rotterdam.



Legii należą się duże brawa za mądrą i dobrze zorganizowaną grę w pierwszej połowie. Po przerwie Polacy spisywali się jednak znacznie gorzej. Szczególnie opadli z sił Deyna i Żmijewski. Najlepszym zawodnikiem mistrza Polski był bez wątpienia weteran zespołu Lucjan Brychczy.





Kto w naszej drużynie ma największą zasługę w uzyskaniu remisu? Dojrzałość taktyczna Brychczego, jego olbrzymie doświadczenie stanowiły walory, dzięki którym był on bez wątpienia zawodnikiem numer 1 Legii. Na wysokie słowa uznania zasłużyli obaj bracia Blautowie, bardzo spokojnie interweniujący w sytuacjach podbramkowych. Grotyński bronił skutecznie i nie ponosi winy za puszczoną bramkę.









Mieszkam w Nancy i przed kilkoma dniami miałem okazję oglądać tam Legię. Uważam, że w Stambule drużyna polska zaprezentowała się lepiej niż we Francji. Mecz toczył się w sportowej atmosferze. W pierwszych 20 minutach co prawda musiałem upominać zawodników, ale dobrze mnie zrozumieli i później przestrzegali przepisów. Oczywiście, gra była ostra, ale przecież futbol to męski sport.








► 84. mecz polskiego klubu w europejskich pucharach
► 47. mecz klubu z Polski w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych
► 11. remis polskiego klubu w meczu europejskich pucharów
► 24. mecz Legii w europejskich pucharach
► Dziewiąty mecz Legii w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych
► 11. mecz Legii w europejskich pucharach bez wygranej
► 22. mecz polskiego klubu w PEMK bez wygranej
► 30. mecz polskiego klubu w PEMK bez porażki
► 10. wyjazdowy mecz polskiego klubu w PEMK bez porażki
► 60. mecz polskiego klubu w europejskich pucharach ze zdobytą minimum 1 bramką i 60. z minimum 1 golem straconym
► Piąty mecz polskiego klubu w ¼ finału europejskich pucharów (na 6 wszystkich) bez wygranej, jedyne zwycięstwo to 1:0 Górnika Zabrze w Chorzowie z Manchesterem United w PEMK w sezonie 1967/68
► Trzeci mecz Legii w ¼ finału europejskich pucharów i trzeci bez wygranej
► Czwarty wyjazdowy mecz polskiego klubu w ¼ finału europejskich pucharów i czwarty bez wygranej
► Trzeci mecz Legii w PEMK ze zdobytą dokładnie 1 bramką i trzeci z dokładnie 1 golem straconym
► Drugi wyjazdowy mecz Legii w PEMK ze zdobytą dokładnie 1 bramką i drugi z dokładnie 1 golem straconym
► Drugi wyjazdowy mecz Legii w ¼ finału europejskich pucharów i drugi remis
► 25. mecz polskiego klubu w europejskich pucharach ze zdobytą dokładnie 1 bramką
► Trzeci kolejny mecz polskiego klubu w ¼ finału europejskich pucharów ze zdobytą minimum 1 bramką (wyśrubowany rekord)
► Czwarty kolejny wyjazdowy mecz Legii w europejskich pucharach bez porażki (wyśrubowany rekord klubowy)
► Czwarty kolejny mecz Legii w europejskich pucharach ze zdobytą minimum jedną bramką (wyśrubowany rekord klubowy)
► Trzeci kolejny wyjazdowy mecz polskiego klubu w ¼ finału europejskich pucharów (na 4 wszystkie) ze straconą minimum 1 bramką (wyśrubowany rekord), jedyny bez straconego gola to bezbramkowy remis Legii w Monachium z TSV 1860 w Pucharze Zdobywców Pucharów sezonu 1964/65
► Szósty kolejny mecz Legii w europejskich pucharach bez porażki (wyśrubowany rekord)
► Szósty kolejny mecz Legii w europejskich pucharach ze zdobytą minimum 1 bramką (wyśrubowany rekord)
► Szósty kolejny mecz Legii w PEMK bez porażki (wyśrubowany rekord klubowy)
► Szósty kolejny mecz Legii w PEMK ze zdobytą minimum 1 bramką (wyśrubowany rekord klubowy)
► Pierwszy remis polskiego klubu w meczu ¼ finału europejskich pucharów w rozmiarze 1:1
► Pierwszy wyjazdowy remis Legii w europejskich pucharach w rozmiarze 1:1
► Pierwszy remis Legii w europejskich pucharach w rozmiarze 1:1
► Pierwszy remis Legii w PEMK
► Pierwszy mecz Legii w ¼ finału PEMK
► 33. mecz polskiego klubu w PEMK ze straconą minimum 1 bramką
► 99. gol stracony przez polskie kluby w wyjazdowych meczach europejskich pucharów
► 10. gol stracony przez polskie kluby w meczach ¼ finału europejskich pucharów
► 10. wyjazdowy mecz polskiego klubu w PEMK ze zdobytą dokładnie 1 bramką
► 10. gol stracony przez Legię w meczach PEMK
► 10. wyjazdowy mecz Legii w europejskich pucharach ze straconą minimum 1 bramką