






Tymczasowość w niektórych przypadkach okazuje się znacznie trwalsza niż można się spodziewać. Po niezadowalającym początku sezonu w Gdyni, zdecydowano się na zmianę na ławce. Zwolnionego Wojciecha Łobodzińskiego czasowo zastąpił Tomasz Grzegorczyk, który jednak od pierwszego dnia pracy robił wszystko, żeby udowodnić swoją wartość. I trzeba przyznać, że początek miał imponujący. „Śledzie” nie tylko od razu zakończyły serię czterech spotkań bez wygranej, ale równocześnie rozpoczęły nową – zwycięską. Trzy punkty w Grodzisku Wielkopolskim w starciu z Wartą były już trzecim kolejnym kompletem oczek. Dla zespołu z Poznania natomiast była to pierwsza przegrana pod wodzą Piotra Klepczarka.

























Arkowcy byli zdecydowanymi faworytami sobotniego spotkania z Wartą Poznań. Zieloni pomni byli jednak ostatniego wyczynu Gdynian, czyli wygranej 5:0 z Kotwicą Kołobrzeg, więc mocno skoncentrowali się na niwelowaniu atutów ofensywnych przyjezdnych. Trener Tomasz Grzegorczyk postawił na tych samych zawodników, którzy do tej pory spełniali jego oczekiwania. Znów Arka wyszła więc na mecz z dwójką napastników. Mimo atutów i dużego potencjału w ataku Gdynian długo nie udawało im się pokazać skutecznej akcji na boisku w Grodzisku Wielkopolskim. Warta prowadzona przez trenera Piotra Klepczarka była czujna. Grała często na pograniczu faulu, co miało swój koszt w postaci żółtych kartek.
















































































15
M. Kopczyński
7
D. Gąska
23
S. Pawłowski
9
M. Firlej
77
F. Waluś
44
I. Markow
29
M. Maćkowiak
42
L. Przybylak
34
W. Pleśnierowicz


Jędrzej Grobelny kilkukrotnie popisywał się w Grodzisku Wielkopolskim skutecznymi interwencjami, ale nie przełożyło się to ostatecznie na punkty dla Warty.







Przy tak wyrównanym meczu, strata punktów bardzo boli, bo są nam one bardzo potrzebne. Musimy więc wyciągnąć wnioski, poprawić to, co nie funkcjonowało dobrze, jeszcze pracować nad tymi elementami w atakowaniu, które też nas przybliżą do tego, żeby stwarzać większą ilość sytuacji i zdobywać w kolejnych meczach trzy punkty.







Przygotowaliśmy plan na te warunki atmosferyczne i wiedzieliśmy, że rywale ruszą wysoko i że z biegiem czasu pojawią się przestrzenie przede wszystkim za ich blokiem obronnym. Mimo to, długo czekaliśmy na bramkę, bo nasi kibice mogli zobaczyć ją dopiero w drugiej połowie. Połowie, która była znacznie lepsza w naszym wykonaniu. Stworzyliśmy więcej sytuacji i nasz plan na mecz ponownie się sprawdził.




W Wielkopolsce z trybun gości wspierała liczna grupa kibiców z Trójmiasta.




To nie był łatwy moment dla pomocnika o japońsko-włoskich korzeniach występującego w Arce. Hide Vitalucci, krótko przed meczem w Grodzisku Wielkopolskim musiał się zmierzyć z osobistą tragedią. W tygodniu poprzedzającym spotkanie zmarł jego dziadek, dlatego zawodnik przez trzy dni nie przygotowywał się razem z drużyną. Do Wielkopolski jednak przyjechał, a trener Piotr Klepczarek dał mu pół godziny, po tym jak zmienił Karola Czubaka. To Vitalucci okazał się bohaterem spotkania, a zwycięską bramkę zadedykował właśnie dziadkowi. Gospodarze tego dnia nie byli z kolei w stanie poważnie zagrozić Damianowi Węglarzowi. Przez 90 minut oddali zaledwie dwa celne strzały, oba w pierwszej połowie, ale zarówno Rafałowi Adamskiemu, jak i Shunowi Shibacie daleko było do wpisania się na listę strzelców.



















