






„To była najlepsza reklama żeńskiego futbolu, na jaką mogliśmy państwa zaprosić w sobotnie południe” – powiedział po ostatnim gwizdku komentator TVP Sport, Michał Zawacki. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Decydujące spotkanie Orlen Pucharu Polski 2025/26 było godne finału! Kibice, którzy wybrali się na stadion w Tychach nie mogli żałować. Szczególnie sympatycy GieKSy. To ich drużyna sięgnęła po trofeum, chociaż do 87. minuty przegrywała 1:2. Broniące tytułu piłkarki Czarnych dwukrotnie wychodziły na prowadzenie, częściej groźnie uderzały na bramkę Kingi Seweryn, ale ta świetnie interweniowała. Niewykorzystane okazje zemściły się na Sosnowiczankach 180 sekund przed końcem, gdy do wyrównania doprowadziła rezerwowa, Anita Bińkowska. W dogrywce więcej sił zachowały zawodniczki GKS-u, które trzykrotnie pokonały Oliwię Szperkowską. MVP spotkania wybrano Aleksandrę Nieciąg, która ustrzeliła hat-tricka. Drużyna z Katowic sięgnęła po drugi w historii Puchar Polski.






















►UWAGA! Mecz Legia Ladies Warszawa – GKS Katowice w ¼ finału rozstrzygnęła dogrywka. Po 90 minutach był remis 1:1.










































































99
A. Chmura
28
E. Sobierajska
66
I. Witkowska
84
O. Katowicz
12
L. Kozielska



Finał rozgrywek początkowo miał odbyć się w Szczecinie. W związku z awansem do niego dwóch śląskich klubów, PZPN przystał jednak na zmianę lokalizacji. Piłkarki Czarnych Sosnowiec i GKS Katowice wyszły więc w sobotę na murawę pobliskiego obiektu w Tychach.


Czarni Sosnowiec przed meczem z GKS-em Katowice. W górnym rzędzie od lewej: Oliwia Łapińska (poza kadrą z powodu kontuzji), Zofia Buszewska, Patrycja Sarapata, Karlīna Miksone, Klaudia Miłek (kapitanka), Oliwia Szperkowska. W dolnym rzędzie od lewej: Zuzanna Witek, Anna Konkol, Natalia Chudzik, Weronika Wójcik, Daria Kurzawa, Nikol Kaletka.


GKS Katowice przed meczem z Czarnymi Sosnowiec. W górnym rzędzie od lewej: Kinga Seweryn (kapitanka), Katarzyna Nowak, Marcjanna Zawadzka, Anđela Milovanović, Kateřina Vojtková, Patrycja Kozarzewska. W dolnym rzędzie od lewej: Aleksandra Nieciąg, Klaudia Maciążka, Nicola Brzęczek, Julia Włodarczyk, Dżesika Jaszek.



Kibice na finale Orlen Pucharu Polski piłkarek z pewnością nie mogli się nudzić. Zwroty akcji, dogrywka, osiem goli i efektowna ceremonia wręczenia trofeum musiały im się podobać. Zadowoleni byli jednak tylko fani GKS Katowice, który triumfował w tych rozgrywkach po raz drugi w historii. Czarni Sosnowiec, liczący na piętnasty taki sukces, opuszczali stadion GKS Tychy rozczarowani.









Ogromna duma z drużyny za dojrzałość. Cztery tygodnie przygotowywałyśmy się do najważniejszego meczu w sezonie. Cieszę się, że drużyna pokazały charakter, serce i ogromną świadomość boiskową. Finałów nie wygrywa się w dniu finałów. To konsekwentna praca na każdym treningu. Mentalność drużyny budowała się cały sezon. Doświadczenie z europejskich pucharów zaczyna teraz procentować. Przegrywałyśmy w końcówce i musiałyśmy coś zmienić. Drużyna potrafiła zachować spokój, była w stanie wyłączyć emocje. Wszystkie zawodniczki wyszły z przekonaniem, że potrafimy wygrać to spotkanie.



Wyobraźcie sobie ten ból. Prowadzicie 2:1 w finale Pucharu Polski, zegar nieubłaganie tyka, a do upragnionego końcowego gwizdka brakuje ledwie trzech minut. Jesteście o krok od wzniesienia trofeum. I nagle, w 87. minucie, jeden błąd, chwila dekoncentracji i marzenia rozsypują się jak domek z kart. To nie jest scenariusz taniego dreszczowca, to brutalna rzeczywistość, z którą (…) zmagają się piłkarki KKS Czarnych Antrans Sosnowiec.


Dla piłkarki Czarnych mecz z GKS-em miał dodatkowy smaczek. Powód? W latach 2019-21 Klaudia Miłek występowała w katowickim klubie. Do zespołu dołączyła mając 20 lat. Do sosnowieckiej drużyny trafiła w lipcu 2023 r. jako wolna zawodniczka. W Górniku Łęczna, którego reprezentowała od 2021 r., doznała poważnej kontuzji – uszkodzenia łąkotki oraz zerwania więzadła krzyżowego przedniego. Po powrocie do zdrowia udowodniła, że należy do czołowych napastniczek w kraju. Przekonała się o tym ekipa z Katowic. „Miła” najpierw asystowała przy bramce Patrycji Sarapaty, a następnie sama cieszyła się z gola. Finalnie nie zapewnił on jednak obronienia trofeum przez Sosnowiczanki.


MVP finału. Nikt nie miał chyba wątpliwości, co do słuszności takiego wyboru. Hat-trick w meczu decydującym o zdobyciu trofeum, to duża sztuka. „To nagroda dla całej drużyny i wszystkich osób, które są przy klubie. Wszyscy na to zapracowali. Jestem bardzo szczęśliwa i im to dedykuję” – powiedziała po spotkaniu portalowi Łączy Nas Piłka. Pierwszego gola Aleksandra Nieciąg strzeliła w 1. połowie, doprowadzając do wyrównania. Kolejne dwa trafienia zanotowała już w dogrywce. „Trzech bramek nie zdobywa się codziennie. Było to jednak ukoronowanie całej naszej pracy drużynowej, bo nie mierzyłyśmy się z łatwymi rywalami. Było trudno, ale pokazałyśmy jakość” – dodała.







To dla nas gorzka i bardzo bolesna pigułka. Mamy jednak przed sobą bardzo ważny finisz rozgrywek ligowych, gramy o mistrza, musimy więc już się na tym skupiać.







Tak naprawdę każdą moją skuteczną interwencję z tego finału będę dobrze wspominać. A bohaterek było dużo więcej. Nie myślę wyłącznie o dziewczynach, które zagrały w tym finale. Ale także o tych, które – kontuzjowane – wspierały nas całym serduchem z trybun. Myślę, że to było widać na murawie, jak ważne dla nas było to ich wsparcie. I jak bardzo nawzajem niosłyśmy się w tym finale.







Dla mnie zdobycie bramki w finale Pucharu Polski to było niesamowite uczucie, ale nieważne ostatecznie kto zdobywa bramki i trafia do siatki. Najważniejsza jest drużyna i najważniejsze dla nas wszystkich jest to, że mamy Puchar Polski. Możemy teraz to okazałe trofeum wznieść do góry. To niebywałe uczucie.





