Niemcy - Polska 3:1 (04.09.2015)Niemcy - Polska 3:1 (04.09.2015)
Historie o polskim futbolu (9): Najlepsze z najgorszych
Autor: Rafał Byrski
Data dodania: 21.08.2026
CYFRASPORTCYFRASPORT

Lepiej brzydko wygrać, niż pięknie przegrać. Trudno odmówić mądrości temu zdaniu. W końcu wynik w sporcie jest rzeczą nadrzędną. Ale w przedostatnim odcinku wakacyjnego cyklu Biblioteki PZPN pójdziemy pod prąd. Ułożyliśmy listę spotkań reprezentacji Polski, w których gra naszej drużyny była lepsza niż wynik. Mnóstwo błyskotliwych akcji, celnych strzałów i sytuacji podbramkowych nie dały nawet remisu. Pozostał smutek i żal z powodu niewykorzystanej szansy, a jednocześnie duma z postawy drużyny w biało-czerwonych koszulkach. Taki nikły uśmiech na załzawionej twarzy. Oto nasza dziesiątka takich spotkań: najlepszych (pod względem stylu) z najgorszych (pod względem wyniku). 

10.  WĘGRY – POLSKA 5:3, el. mistrzostw Europy, 17 maja 1987 

 Czy można strzelić trzy gole i nie uciułać nawet punktu? Odpowiedź twierdząca wiąże się z meczem na legendarnym Nepstadionie w Budapeszcie. W starciu z Madziarami dwukrotnie wychodziliśmy na prowadzenie. Najpierw na 1:0, po golu jednego z największych (niestety zmarnowanych) talentów - Dariusza Marciniaka. A później na 2:1 „poprawił” niezawodny Włodzimierz Smolarek, dla którego było to ostatnie trafienie w drużynie narodowej. Na listę strzelców wpisał się nawet środkowy obrońca Roman Wójcicki, ale wtedy już tylko zmniejszył straty do rywali (3:4). Równie szybko Madziarzy odskoczyli na dwie bramki bezpiecznej przewagi. „Gospodarze górą po wymianie ciosów” – informował „Przegląd Sportowy”. „Trzeba zacząć od nowa” – dopowiadał tygodnik „Piłka Nożna”. Na niewiele to się zdało, bo finały Euro 88 nasi piłkarze obejrzeli w telewizji. 

1:2 W. Smolarek po strzale M. Leśniaka w słupek
 9.  SZWECJA – POLSKA 3:2, el. mistrzostw świata, 31 marca 2026

Tuż za starciem z Bratankami kolejne spotkanie, gdzie zostaliśmy tylko z komplementami za efektowną i ofensywną grę. Ranga spotkania ze Skandynawami była jednak znacznie większa, bo stawką był awans na mundial w Kanadzie, Meksyku i Stanach Zjednoczonych. Tym razem od początku „goniliśmy” wynik. Dwukrotnie doprowadziliśmy do remisu (za sprawą Nikoli Zalewskiego i Karola Świderskiego), ale na odrobienie strat po trzecim golu dla gospodarzy (w 88. minucie) nie wystarczyło sił i czasu. Czego zabrakło w końcówce? Dyscypliny taktycznej? Cwaniactwa? Wyrachowania? Szczęścia? A może wszystkiego po trochu?  

Wszystkie strzały: 9 – 15. 

Strzały celne: 5 – 7. 

2:2 K. Świderski obsłużony przez N. Zalewskiego
 8. HOLANDIA – POLSKA 2:1, mistrzostwa Europy, 16 czerwca 2024

W starciu z „Pomarańczowymi”, na rozpoczęcie naszego występu w niemieckim Euro, nie byliśmy faworytami. Ale po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Piotra Zielińskiego i „główce” Adama Buksy mocno postraszyliśmy trzykrotnych wicemistrzów świata. Nawet statystyki celnych strzałów były dla nas niespodziewanie korzystne. Holendrzy w odpowiedniej chwili „wyciągnęli” jednak z ławki rezerwowych Wouta Weghorsta, a ten w 83. minucie sprawił, że spotkanie w Hamburgu znalazło się na liście „najlepsze z najgorszych”.  

Wszystkie strzały: 20 – 11. 

Strzały celne: 4 – 7.    

1:0 A. Buksa głową po rzucie rożnym P. Zielińskiego
7. FRANCJA – POLSKA 3:1, mistrzostwa świata, 4 grudnia 2022

Na siódmym miejscu starcie z ówczesnymi mistrzami świata. Ale gdyby typować tylko nasze najlepsze spotkanie na mundialu w Katarze, to pozycja numer jeden byłaby niezagrożona. Zagraliśmy bez kompleksów, odważnie, stworzyliśmy groźne sytuacje podbramkowe (Piotr Zieliński i Kuba Kamiński), ale Trójkolorowi mieli Kyliana Mbappé i w odpowiednim momencie „nie zawahali się go użyć”. Przy pierwszym golu asystował, a dwa kolejne to już jego dzieło. Dla kadry Czesława Michniewicza awans do 1/8 finału mundialu był sukcesem. W końcu czekaliśmy na takie wydarzenie 36 lat. W fazie pucharowej trafiliśmy na lepszego od siebie, ale była to porażka z wysoko podniesioną głową. 

Wszystkie strzały: 16 – 11. 

Strzały celne: 7 – 3. 

P. Zieliński trafia w H. Llorisa, dobitka J. Kamińskiego, R. Varane na linii
6. NIEMCY – POLSKA 3:1, el. mistrzostw Europy, 4 września 2015 

Pozycja numer sześć dla kadry Adama Nawałki. Na stadionie we Frankfurcie nad Menem mocno postraszyła mistrzów brazylijskiego mundialu. Nie zaparkowała jednego czy nawet dwóch autobusów w polu karnym, tylko poszła na wymianę ciosów. Skończyło się porażką, bo gospodarze mieli najzwyczajniej w świecie więcej jakości. To jednak gol Polaków, po kapitalnym rajdzie Kamila Grosickiego i „główce” Roberta Lewandowskiego, został uznany za akcję meczu. Nasza drużyna zebrała zresztą znacznie więcej komplementów za grę, niż rok wcześniej, gdy pokonała Niemców 2:0. Na Stadionie Narodowym zyskała miłość kibiców, we Frankfurcie uznanie fachowców. 

Wszystkie strzały: 22 – 16.

Strzały celne: 9 – 9. 

2:1 Gol R. Lewandowskiego, asysta K. Grosickiego
5. POLSKA – BRAZYLIA 0:4, mistrzostwa świata, 16 czerwca 1986

Najwyższa porażka w naszym zestawieniu. Ale jeśli do jakiegoś meczu pasuje wyświechtane (ale prawdziwe) określenie „gra lepsza niż wynik”, to do starcia w Guadalajarze. Do 30. minuty i kontrowersyjnego karnego podyktowanego przez Niemca Volkera Rotha, drużyna Antoniego Piechniczka grała z większym polotem i rozmachem niż faworyzowani (nomen omen) rywale. Przełożyło się to na sytuacje podbramkowe. Najpierw słupek obił Ryszard Tarasiewicz, a później „bomba” Jana Karasia wylądowała na poprzeczce. Po golu Socratesa z karnego, nasz animusz wyraźnie opadł, a tuż po przerwie polskich piłkarzy kompletnie załamał niesamowity gol Josimara. Jak ten gość umieścił piłkę w bramce strzelając niemal z zerowego konta? Do dziś trudno znaleźć racjonalną odpowiedź.  

Bomba J. Karasia w poprzeczkę!
4. POLSKA – BRAZYLIA 5:6, mistrzostwa świata, 5 czerwca 1938

I znowu Brazylia! Z „Canarinhos” graliśmy na mundialach aż cztery razy. Pierwszy mecz, w Strasburgu, był również naszą premierą w mistrzostwach świata. Legendą tego spotkania kibice musieli żyć przez 36 lat, bo tyle trzeba było czekać na drugi polski występ w turnieju z udziałem najlepszych drużyn globu. Polacy od początku „gonili” wynik, a właściwie robił to sam Ernest Wilimowski. Głównie dzięki niemu do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. Cztery gole w jednym meczu – żaden Polak nie powtórzył na mundialach niesamowitego wyczynu „Eziego”. Biało-czerwoni przegrali na boisku, ale wygrali coś równie ważnego: uznanie, szacunek i podziw piłkarskiego świata. Także rywali. – Jeśli ktoś powie, że Polacy nie potrafią grać w piłkę napluję mu twarz – dosadnie podsumował batalię w Strasburgu brazylijski pomocnik Martim Silveira. 

Materiał o meczu
3. POLSKA – PORTUGALIA 1:1, karne 3:5, mistrzostwa Europy, 30 czerwca 2016 

Już jesteśmy na podium. A na jego najniższym stopniu jeden z najbardziej emocjonujących meczów reprezentacji Polski w XXI wieku. Półfinał Euro (a może nawet coś więcej?) był dosłownie na wyciągnięcie ręki. Przegraliśmy przecież z późniejszymi mistrzami Starego Kontynentu. Na Stade Velodrome w Marsylii prowadziliśmy, od 2. minuty, po trafieniu Roberta Lewandowskiego. Zresztą zgodnie z tradycją, bo we wszystkich pięciu meczach francuskich mistrzostw Europy, to zespół Adama Nawałki pierwszy strzelał gola. Szkoda, że biało-czerwoni odpadli z turnieju nie przegrywając meczu w regulaminowym czasie. No i żal, że decydującego karnego nie wykorzystał Kuba Błaszczykowski – zdecydowanie zawodnik numer 1 w naszej kadrze na Euro 2016.   

Wszystkie strzały: 14 – 21.

Strzały celne:  5 – 6. 

1:0 Gol R. Lewandowskiego, asysta K. Grosickiego
 2. ARGENTYNA – POLSKA 2:0, mistrzostwa świata, 14 czerwca 1978

Kolejny mecz spod znaku kulminacji pecha. Drugą rundę argentyńskiego mundialu zaczęliśmy od kluczowego starcia z gospodarzami turnieju. Zaczęło się od kontrowersyjnej decyzji trenera Jacka Gmocha. Jerzy Gorgoń siedział na trybunach i pił piwo, a na środku obrony zagrał… Henryk Kasperczak. Dysponującego znakomitymi warunkami fizycznymi Gorgonia (192 cm wzrostu) gospodarze bali się jak ognia, niższego o dwanaście centymetrów i drobniejszego nominalnego pomocnika już znacznie mniej. W zgodnej opinii obserwatorów Polacy rozegrali najlepszy mecz na MŚ’78, ale przewaga w strzałach, nie przełożyła się na wynik. I jeszcze wybitny specjalista od rzutów karnych, jakim był bez wątpienia Kazimierz Deyna, nie wykorzystał „jedenastki”. W takim meczu! 

- Mecz się podobał publiczności i ekspertom. Był szybki, urozmaicony, akcje przenosiły się z jednej strony boiska na drugą. Nie było kunktatorstwa, wyczekiwania na błędy przeciwnika. Toczyła się twarda, męska, otwarta gra. […] Nazajutrz prasa wychwalała pod niebiosa grę Polaków. Czyniono to tym chętniej, że w ten sposób podnoszono wartość zwycięstwa swojej drużyny. Gazety nie wahały się nazwać wygranej z Polską wielkim sukcesem argentyńskiego futbolu.- wspominał redaktor naczelny tygodnika "Piłka Nożna" Stefan Grzegorczyk w książce „Mundial po polsku".  

Wszystkie strzały: 17 – 18. 

Strzały celne: 6 – 5. 

K. Deyna nie wykorzystuje rzutu karnego! Broni U. Fillol!
1. RFN – POLSKA 1:0, mistrzostwa świata, 3 lipca 1974

Bezdyskusyjny zwycięzca Top 10. Stawką słynnego „meczu na wodzie” był finał mistrzostw świata, a gospodarzom do występu w nim wystarczył remis. Drużyna Kazimierza Górskiego musiała od początku atakować, ale jak to robić gdy stadion we Frankfurcie przypominał jedno wielkie bajoro? Wszystko przez rzęsistą ulewę, która przeszła nad Waldstadionem tuż przed spotkaniem. Na dodatek zagraliśmy bez kontuzjowanego Andrzeja Szarmacha, a bramkarz RFN Sepp Maier bronił jak w transie. Przewaga Polaków w oddanych strzałach i strzałach celnych była przygniatającą, ale gola, po jednym z nielicznych kontrataków, strzelił niesamowity (68 goli w 62 meczach reprezentacji RFN) Gerd Müller. 

- Jak silni byli Polacy w tej wspaniałej grze, o tym mogli wyśpiewać całą pieśń przede wszystkim obaj boczni obrońcy: Vogts i Breitner, którzy nigdy w tych mistrzostwach nie mieli tylu trudności ze swymi przeciwnikami. Zwłaszcza Vogts aż nazbyt często zawodził w starciach z najlepszym Polakiem na boisku – Gadochą. Za to Franz Beckenbauer niemal zawsze był na miejscu, ratując sytuację. Monachijczyk powinien się cieszyć, że w tym dniu, kiedy tak łatwo się było poślizgnąć, miał do czynienia tylko z Domarskim, a nie z etatowym środkowym napastnikiem Szarmachem, który nie mógł zagrać z powodu kontuzji podudzia. – napisał obiektywnie „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. 

Wszystkie strzały: 7 – 24.

Strzały celne: 6 – 12. 

S. Maier ratuje RFN po strzałach G. Laty i R. Gadochy