henryk kasperczak henryk kasperczak
Kroniki10 lipca 1946
10 lipca 1946
Autor: Krzysztof Jaśniok
Data dodania: 10.07.2024
FOT. EAST NEWSFOT. EAST NEWS

Jeden z trzech Polaków, który na piłkarskie mistrzostwa świata pojechał najpierw jako piłkarz, potem jako trener. W odróżnieniu od Pawła Janasa i Adama Nawałki reprezentował jednak dwie różne federacje, bo selekcjonerem biało-czerwonych nie został nigdy, mimo że wiele razy był na to stanowisko typowany. 10 lipca urodziny obchodzi Henryk Kasperczak – medalista mundialu i igrzysk olimpijskich, świetny szkoleniowiec. W tym roku już siedemdziesiąte ósme.

Życie lubi paradoksy, a w historii Kasperczaka niezwykłe jest to, że przyszedł na świat niedaleko stadionu zabrzańskiego Górnika, jednak nigdy nie został zawodnikiem tego klubu. Przez większość kariery związany był ze Stalą – najpierw tą z Zabrza, potem tą z Mielca. Jego rodzina mieszkała w familoku przy Jagiellońskiej, skąd bliżej mu było na treningi żółto-niebieskich. Plan był taki, że jak nauczy się już dobrze kopać piłkę, to spróbuje sił przy Roosevelta, ale sprawy potoczyły się inaczej.

W Mielcu grał piłkarz z mojej dzielnicy Wolfgang Volstaedt. On mnie namówił do tego, aby przyjść do Stali, w której budowano ciekawy zespół. Wcześniej odpowiednio mnie zarekomendował u tamtejszych działaczy. (…) Dzisiaj mogę powiedzieć, że mnie trochę podkupili, bo wysłali moim rodzicom do Zabrza lodówkę i pieniądze. Nie była to oczywiście oszałamiająca kwota, ale zawsze coś.
Henryk Kasperczak w rozmowie z Andrzejem Azyanem dla portalu katowice.naszemiasto.pl; 29 marca 2002 r.
TRANSFER ZA LODÓWKĘ

Z transferu początkowo nic jednak nie wyszło, bo gdy młody piłkarz zameldował się na Podkarpaciu, to zaraz dostał powołanie do wojska. Oczywiście z Legii. Kasperczak przeniósł się do Warszawy i na dwa lata... wylądował w rezerwach. Przez rok nie grał wcale, bo leczył złamaną nogę. Potem próbował się przebić do pierwszej drużyny stołecznego klubu, ale tamtejsi działacze uznali, że nie rokuje nadziei na przyszłość. Wrócił więc do Mielca.

To był wyjątkowy dzień dla Henryka Kasperczaka (trzeci od prawej). Dwa i pół tygodnia po debiucie w ekstraklasie miał okazję zagrać w barwach mieleckiej Stali przeciwko Legii Warszawa, której działacze nie poznali się na jego talencie. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Obok Kasperczaka z boiska schodzą (od prawej): Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato, Bernard Blaut, Antoni Trzaskowski i Lesław Ćmikiewicz.To był wyjątkowy dzień dla Henryka Kasperczaka (trzeci od prawej). Dwa i pół tygodnia po debiucie w ekstraklasie miał okazję zagrać w barwach mieleckiej Stali przeciwko Legii Warszawa, której działacze nie poznali się na jego talencie. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Obok Kasperczaka z boiska schodzą (od prawej): Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato, Bernard Blaut, Antoni Trzaskowski i Lesław Ćmikiewicz.
FOT. EAST NEWS

To był wyjątkowy dzień dla Henryka Kasperczaka (trzeci od prawej). Dwa i pół tygodnia po debiucie w ekstraklasie miał okazję zagrać w barwach mieleckiej Stali przeciwko Legii Warszawa, której działacze nie poznali się na jego talencie. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Obok Kasperczaka z boiska schodzą (od prawej): Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato, Bernard Blaut, Antoni Trzaskowski i Lesław Ćmikiewicz.

TRÓJCA ŚWIETNA Z MIELCA
 

Jak bardzo się działacze Legii pomylili, pokazały kolejne sezony. Stal najpierw awansowała na zaplecze ekstraklasy, a rok później już do pierwszej ligi, zaś niedoceniany Kasperczak stał się jednym z liderów drużyny. W sierpniu 1970 roku zadebiutował na najwyższym szczeblu – i to jak! W meczu z krakowską Wisłą strzelił dwa gole, a jego zespół, beniaminek, pokonał utytułowanego rywala aż 5:2. Niespełna trzy lata później rewelacyjna ekipa z Mielca była już mistrzem Polski. Wraz z nim sukces świętowały inne wschodzące gwiazdy polskiego futbolu: Grzegorz Lato i Jan Domarski.

I właśnie akcja tej trójki 17 października 1973 roku na Wembley przyniosła nam gola, który wprawił w osłupienie całą Anglię. Znakomicie grający w destrukcji Kasperczak odebrał piłkę Tony’emu Currie, zagrał do Laty, ten podał do Domarskiego, a po jego strzale „Shilton puścił piłkę pod brzuchem” i było 0:1.

0:1 J. Domarski, asysta G. Lato

Dla 27-letniego wówczas Kasperczaka był to dopiero 14. występ w reprezentacji. Zadebiutował w niej niespełna siedem miesięcy wcześniej w wygranym 4:0 spotkaniu z USA – a jakże! – strzelając gola. Po Wembley trener Kazimierz Górski nie wyobrażał już sobie drużyny bez świetnie odbierającego piłki i dysponującego bardzo precyzyjnym podaniem pomocnika Stali Mielec. Na mundialu 1974 zabrzanin był jednym z filarów ekipy, która niespodziewanie sięgnęła po medal.

Zdjęcie z Piłki Nożnej - kadra reprezentacji Polski z MŚ 1974 Zdjęcie z Piłki Nożnej - kadra reprezentacji Polski z MŚ 1974
FOT. TYGODNIK "PIŁKA NOŻNA" 1974
POGOŃ PRZEZ PÓŁ BOISKA

 

W mistrzostwach świata w RFN zagrał z numerem trzynaście, ale wcale nie przyniosło mu to pecha. W fazie grupowej w każdym z trzech meczów był na boisku od pierwszej do ostatniej minuty, a popis dał zwłaszcza w wygranym 2:1 spotkaniu z Włochami. To po jego podaniach do siatki najpierw trafił Andrzej Szarmach, a potem Kazimierz Deyna.

2:0 Gol K. Deyny, asysta H. Kasperczaka

W drugiej fazie turnieju nie dograł do końca tylko „meczu na wodzie”, zmieniony w 80. minucie przez Lesława Ćmikiewicza. W walce o trzecie miejsce na mundialu też został zdjęty z boiska, ale dlatego, że miał już na koncie żółtą kartkę. Zobaczył ją za faul na Mirandinhi, którego po stracie piłki gonił przez pół boiska trzymając za ramię. Ta akcja najlepiej pokazuje charakter Kasperczaka. Tak walecznego, nieustępliwego, zdeterminowanego piłkarza każdy trener chciałby mieć w drużynie.

H. Kasperczak trzymał wychodzącego na czystą pozycję Mirandinhę
Z POMOCNIKA OBROŃCA

 

W eliminacjach Euro 1976 strzelił gola Finom (3:0) i miał swój udział w wielkim zwycięstwie nad wicemistrzami świata Holendrami w Chorzowie (4:1). Biało-czerwonym nie udało się jednak awansować z mocnej grupy (byli w niej jeszcze Włosi) i musieli się pocieszyć występem na igrzyskach w Montrealu. Kasperczak, podobnie jak koledzy z drużyny, nie był na tym turnieju w najwyższej formie, lecz mimo to wrócił z Kanady z medalem. Choć jego kolor, srebrny, dla wielu okazał się rozczarowaniem.

Gdy trenera Górskiego w roli selekcjonera zastąpił Jacek Gmoch i postanowił zrobić małą rewolucję w składzie, Kasperczak był jednym z niewielu piłkarzy starej gwardii, mogących liczyć na pewne miejsce w podstawowej jedenastce. W eliminacjach mistrzostw świata 1978 zagrał we wszystkich meczach od pierwszego do ostatniego gwizdka. Choć nowy szkoleniowiec czasem powierzał mu dość zaskakujące zadania. Podczas przedmundialowego rekonesansu po Ameryce Południowej w meczu z Argentyną wystawił go… na środku obrony. To nie był najlepszy pomysł, bo Polacy przegrali 1:3, a jednak piłkarz Stali zanotował kilka udanych interwencji.

Strzał L. Luque zablokowany przez H. Kasperczaka

Rok później znów był niezastąpiony, choć turniej zaczął na ławce. W meczu otwarcia mundialu z RFN (0:0) pojawił się na murawie dopiero w 84. minucie, zmieniając Bohdana Masztalera. W kolejnych starciach z Tunezją (1:0), Meksykiem (3:1) i Argentyną (0:2) wyszedł już w podstawowym składzie, choć w tym ostatnim Jacek Gmoch znowu przydzielił mu rolę środkowego obrońcy. I jeszcze raz się przekonał, że to nie jest pozycja dla „Henriego”. Mario Kempes ogrywał go niemiłosiernie. Z Peru (1:0) wrócił więc do roli rezerwowego i po przerwie zmienił Masztalera. Z Brazylią (1:3) grał do 65. minuty. Nie błyszczał. Oddał tylko jeden strzał na bramkę rywali. Niecelny.

Niecelny strzał H. Kasperczaka

Po tym spotkaniu ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery. Miał wówczas 32 lata.

 

TRENER OBIEŻYŚWIAT

 

Latem 1978 roku Kasperczak dostał zgodę na transfer do zagranicznego klubu i wyjechał do Francji. W FC Metz grał zaledwie przez półtora sezonu. Późną jesienią 1979 roku zdarzyło się coś, co gwałtownie zamknęło jeden rozdział w jego życiu, a otworzyło kolejny.

Trener naszej drużyny, bardzo szanowany Jean Snella umierał w szpitalu na raka. Wybrała się do niego delegacja z klubu, żeby zapytać, kogo chciałby widzieć jako swojego następcę. A umierający Snella powiedział: „Nie szukajcie daleko. Weźcie Henryka...”. I tak zostałem trenerem.
Henryk Kasperczak w rozmowie z Pawłem Czado, Piotrem Płatkiem i Michałem Białońskim dla „Gazety Wyborczej”; 2 czerwca 2003 r.
OSTATNIA WOLA SZKOLENIOWCA

W nowej roli poczuł się jak ryba w wodzie. Zagrożony degradacją klub udało mu się utrzymać w ekstraklasie, a kilka lat później zdobył z drużyną Puchar Francji, pokonując naszpikowane gwiazdami Monaco 2:0. Posypały się propozycje pracy. W kolejnych latach trenował piłkarzy AS Saint-Étienne, RC Strasbourg, RC Paris, Lille OSC i Montpellier HSC – z tą ostatnią ekipą dotarł do ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów.

W 1993 roku pierwszy raz objął funkcję selekcjonera i od razu osiągnął sukces. Z Wybrzeżem Kości Słoniowej zajął trzecie miejsce w Pucharze Narodów Afryki. Dwa lata później sięgnął po wicemistrzostwo Czarnego Lądu, ale już z reprezentacją Tunezji, z którą wywalczył także awans na igrzyska w Atlancie i mistrzostwa świata we Francji. W dorobku ma również pracę z narodową kadrą Maroka, Mali i Senegalu.

Późną wiosną 2004 roku Henryk Kasperczak był noszony na rękach przez piłkarzy i kibiców krakowskiej Wisły po zdobyciu kolejnego tytułu mistrza Polski. Kilka miesięcy potem został jednak zdymisjonowany. Oficjalnie: z powodu nie zaakceptowania nowych zasad współpracy zaproponowanych przez działaczy Białej Gwiazdy.Późną wiosną 2004 roku Henryk Kasperczak był noszony na rękach przez piłkarzy i kibiców krakowskiej Wisły po zdobyciu kolejnego tytułu mistrza Polski. Kilka miesięcy potem został jednak zdymisjonowany. Oficjalnie: z powodu nie zaakceptowania nowych zasad współpracy zaproponowanych przez działaczy Białej Gwiazdy.
FOT. EAST NEWS

Późną wiosną 2004 roku Henryk Kasperczak był noszony na rękach przez piłkarzy i kibiców krakowskiej Wisły po zdobyciu kolejnego tytułu mistrza Polski. Kilka miesięcy potem został jednak zdymisjonowany. Oficjalnie: z powodu nie zaakceptowania nowych zasad współpracy zaproponowanych przez działaczy Białej Gwiazdy.

Po latach wojaży (rzuciło go nawet do Azji, gdzie prowadził klub Al-Wasl z Emiratów i chiński Shenyng Sealion) na początku XXI wieku wylądował w Polsce, zatrudniony przez działaczy krakowskiej Wisły. To był strzał w dziesiątkę, bo doświadczony trener doskonale poskładał drużynę i trzy razy wywalczył mistrzostwo, a dwa razy krajowy puchar. Jego kolejne epizody w ojczyźnie nie były już tak udane. W sezonie 2008/09 nie utrzymał Górnika Zabrze w ekstraklasie, a rok później jako szkoleniowiec Białej Gwiazdy doznał kompromitującej porażki w kwalifikacjach Ligi Europy w dwumeczu z azerskim Karabachem Agdam.

Ostatni raz na trenerskiej ławce zasiadł wiosną 2017 roku. Był wówczas selekcjonerem reprezentacji Tunezji. Od tej pory cieszy się zasłużoną piłkarską emeryturą. I rodzinnym życiem, które ceni ponad wszystko. Pandemia koronawirusa zmusiła go długiego pozostania w izolacji. Doświadczył tego we Francji, w Saint-Étienne, gdzie mieszka od lat, ale w latach 70. przeżył podobną historię nad Wisłą.

Z drużyną Stali Mielec byliśmy we Włoszech, gdzie zaraziliśmy się cholerą. Po powrocie do kraju musieliśmy przejść tygodniową kwarantannę. Umieszczono nas w miejscowości Potok, między Jasłem a Krosnem. (...) Kwarantannę musieli przejść wszyscy – piłkarze, działacze, sztab trenerski i medyczny.

Henryk Kasperczak w rozmowie Mateuszem Migą dla TVP Sport; 19 marca 2020 r.
ODCIĘTY OD ŚWIATA W POTOKU

Trenerowi życzymy przede wszystkim dużo zdrowia. Sto lat Panie Henryku!