Robert Gadocha.Robert Gadocha.
Kroniki10 stycznia 1946
10 stycznia 1946
Autor: Krzysztof Jaśniok
Data dodania: 06.01.2021
FOT. PAPFOT. PAP

„Wiesz, pan, jak się urodzi chłopiec, dam mu na imię Kazik. A jak dziewczynka – Gadocha”. Ten tekst, zaczerpnięty ponoć z autentycznej rozmowy dwóch ojców w jednym ze szpitali w Warszawie jesienią 1972 roku, krążył po kraju długie lata. Podobnie jak wypowiedziane trzy lata później słowa Jana Ciszewskiego. Pod koniec meczu z Holandią komentator w zabawny sposób przekręcił nazwisko strzelca jednego z goli: „4:1 dla Polski! Grzegorz Lato, Robert Radocha – przepraszam za to przejęzyczenie – i dwie bramki Andrzeja Szarmacha!”. Iście freudowska pomyłka! 10 stycznia urodziny obchodzi piłkarz, który każdemu kibicowi kojarzy się z największymi sukcesami polskiego futbolu.

Jan Ciszewski przekręca nazwisko Roberta Gadochy

Nazywali go „Piłat”. Skąd tak dziwne przezwisko, nikt już nie pamięta. Może ze względu na charakterystyczną fryzurę, może z uwagi na to, jak bezwzględnie rozprawiał się z boiskowymi rywalami, a może po prostu ktoś kiedyś widząc, jak dobrze jego nóg trzyma się piła, dodał do tego słowa „t” i tak już zostało. Na świat przyszedł w każdym razie nie w Poncie, a w Krakowie. I tam – dosłownie pod murami Wawelu, na trawniku, pod czujnym okiem ojca – stawiał pierwsze kroki jako piłkarz. Uczniem był tak zdolnym, że już jako piętnastolatek zadebiutował w drużynie seniorów drugoligowej Garbarni.
Pięć lat później usłyszała o nim cała Polska. Błyskotliwego skrzydłowego postanowiła bowiem pozyskać Legia, czyniąc to zresztą starym, dobrym, sprawdzonym sposobem. Poborowy Gadocha został po prostu przeniesiony z koszar w Krakowie do Warszawy. Młody piłkarz szybko przebił się do podstawowego składu, grając u boku takich sław, jak Lucjan Brychczy, Bernard Blaut czy Janusz Żmijewski. Latem 1967 roku, jako 21-latek, zadebiutował w reprezentacji Polski.

W Zakopanem kadra miała zapewnione znakomite warunki do przygotowań i doskonałą opiekę medyczną. W rękach fizjoterapeuty jeden z bohaterów meczu z Walią - Robert Gadocha.W Zakopanem kadra miała zapewnione znakomite warunki do przygotowań i doskonałą opiekę medyczną. W rękach fizjoterapeuty jeden z bohaterów meczu z Walią - Robert Gadocha.
FOT. EAST NEWS

W Zakopanem kadra miała zapewnione znakomite warunki do przygotowań i doskonałą opiekę medyczną. W rękach fizjoterapeuty jeden z bohaterów meczu z Walią – Robert Gadocha.

O ile pierwsze kroki w kadrze narodowej stawiał za czasów Michała Matyasa, to prawdziwą furorę „Piłat” zrobił dopiero w drużynie Kazimierza Górskiego. Zaczęło się od bramki, która dała Polakom sensacyjne prowadzenie w meczu z RFN w eliminacjach mistrzostw Europy.

1:0 Gol R. Gadochy po błędzie P. Breitnera

Potem były igrzyska w Monachium. Gadocha zagrał w każdym z siedmiu spotkań od pierwszej do ostatniej minuty i zdobył sześć bramek. Świętował z kolegami pierwsze w historii piłkarskie olimpijskie złoto dla Polski, choć w turnieju zdarzały mu się także wpadki. Jak ten fatalnie przestrzelony karny w starciu z NRD.

Zmarnowany rzut karny przez R. Gadochę

W pamiętnym dla nas 1973 roku „Piłat” strzelił dwa bardzo ważne gole. We wrześniu otworzył wynik w wygranym 3:0 meczu eliminacji MŚ z Walią, a wcześniej w czerwcu – jako pierwszy trafił do bramki Anglików w Chorzowie (2:0). Choć do dzisiaj trwa spór, czy autorem gola był on, czy jednak Jan Banaś lub Bobby Moore, którzy mieli odbić piłkę po strzale Gadochy z wolnego.

1:0 Gol R. Gadochy

Rok później został wybrany najlepszym skrzydłowym mistrzostw świata w RFN. Kibice na całym globie zakochali się w stylu, w jakim mijał rywali. A robił to przeważnie w ten sam sposób. Najpierw prowadził piłkę przy linii bocznej, powoli, zwrócony twarzą do obrońcy, potem robił nagły zwrot, gwałtownie zmieniał tempo biegu i już miał rywala za plecami. A dogonić go było piekielnie trudno. Przekonali się o tym Jugosłowianie w drugiej fazie rozgrywek.

Genialny rajd R. Gadochy, szkoda, że bez gola

Turniej, z którego Polacy wrócili jako trzecia drużyna świata, pokazał, że Gadocha jest piłkarzem kompletnym. „On posiadł wszystkie umiejętności” – zachwycał się Ștefan Kovács, ówczesny trener reprezentacji Francji. „Podporządkowuje swoją grę drużynie. Rezygnuje ze strzelania na bramkę, gdy widzi, że kolega znajduje się na lepszej pozycji. Mało jest takich zawodników”. Na mistrzostwach w RFN Gadocha ani razu nie trafił do siatki, ale zaliczał takie asysty, jak w meczu z Haiti.

5:0 A. Szarmach wykorzystuje podanie R. Gadochy

Potrafił też fantastycznie uderzyć z rzutu wolnego.

Piekielnie mocny strzał R. Gadochy z rzutu wolnego, J. Maier broni

W 1975 roku „Piłat” jako jeden z pierwszych piłkarzy w PRL-u dostał zgodę na wyjazd do zagranicznego klubu. Trafił do FC Nantes i w październiku prosto z Francji przyjechał na kluczowy mecz w eliminacjach Euro. Rywalami biało-czerwonych byli wicemistrzowie świata. Gadocha trafił do siatki tuż przed gwizdkiem na przerwę, a spotkanie zakończyło się jednym z największych triumfów w historii polskiego futbolu. Wygraliśmy aż 4:1.

2:0 Gol R. Gadochy, asysta A. Szymanowskiego

Półtora miesiąca później zagrał w reprezentacji po raz ostatni. Był wtedy jeszcze przed trzydziestką. Nie pojechał na mundial do Argentyny, choć mógł. Według niektórych źródeł, został odstawiony od drużyny, bo podczas mistrzostw świata w RFN w tajemnicy przed kolegami wziął łapówkę od Argentyńczyków, którym zależało, by Polska wygrała z Włochami. Sprawa stała się głośna dopiero w 2004 roku, gdy jej kulisy ujawnił Grzegorz Lato w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego”. Tym razem to nie „Piłat” wydawał wyrok, ale sam został postawiony w stan oskarżenia. To już jednak całkiem inna historia…