Jerzy Engel i Michał ListkiewiczJerzy Engel i Michał Listkiewicz
Kroniki6 października 1952
6 października 1952
Autor: Piotr Kuczkowski
Data dodania: 05.10.2020
FOT. PAPFOT. PAP

1 stycznia 2000 roku – ten Nowy Rok był szczególny nie tylko za sprawą wyjątkowej zmiany daty w kalendarzu. Oznaczał również przełom w historii piłkarskiej reprezentacji Polski. Na czele drużyny narodowej stanął wówczas nowy selekcjoner. Jerzy Engel nie był faworytem do objęcia stanowiska po Januszu Wójciku. Media najczęściej wskazywały Franciszka Smudę i Henryka Kasperczaka. Ostatecznie PZPN, na czele z prezesem Michałem Listkiewiczem postawił jednak na dyrektora sportowego, kroczącej do mistrzostwa Polski, Polonii Warszawa. I jak czas pokazał był to trafny wybór. To właśnie pierwszy od 16 lat awans na mistrzostwa świata biało-czerwonych jest największym sukcesem w karierze, obchodzącego właśnie 68. urodziny, szkoleniowca.

Nie każdy wielki piłkarz zostanie wielkim trenerem, a nie każdy trener, aby osiągnąć sukces musi mieć na koncie bogatą karierę na boisku. Stara jak świat piłkarska prawda idealnie sprawdza się w przypadku życiorysu Władysława Jerzego Engela. Urodzony we Włocławku szkoleniowiec przygodę zawodniczą zakończył już w wieku 22 lat, wcześniej jako student Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie reprezentując stołeczne AZS-AWF i Polonię. Od początku wiedział jednak, że jego powołaniem jest praca za linią boczną boiska. Doskonale odnajdywał się nie tylko w roli szkoleniowca, ale także dyrektora sportowego czy analityka. Po doświadczeniach w niższych ligach m.in. Hutniku Warszawa, czy Poloniach Warszawa i Bydgoszcz, pierwszym wielkim wyzwaniem była funkcja szefa banku informacji reprezentacji Polski. Z Antonim Piechniczkiem współpracował w trakcie zakończonych sukcesem eliminacji mundialu 1982.

Po zwycięstwie w Lipsku można już było świętować awans na mundial w Hiszpanii. Z sukcesu cieszył się również Jerzy Engel (szósty z prawej w górnym rzędzie), który wówczas był szefem banku informacji, a dwadzieścia lat później jako selekcjoner wywalczył promocję na mistrzostwa świata w Korei Południowej i Japonii.Po zwycięstwie w Lipsku można już było świętować awans na mundial w Hiszpanii. Z sukcesu cieszył się również Jerzy Engel (szósty z prawej w górnym rzędzie), który wówczas był szefem banku informacji, a dwadzieścia lat później jako selekcjoner wywalczył promocję na mistrzostwa świata w Korei Południowej i Japonii.
FOT. EAST NEWS

Po zwycięstwie w Lipsku można już było świętować awans na mundial w Hiszpanii. Z sukcesu cieszył się również Jerzy Engel (szósty z prawej w górnym rzędzie), który wówczas był szefem banku informacji, a dwadzieścia lat później jako selekcjoner wywalczył promocję na mistrzostwa świata w Korei Południowej i Japonii.

Z STRONĘ NOMINACJI

Doświadczenie zdobyte w kadrze procentowało w kolejnych latach. Najpierw wywalczył pierwszy w historii warszawskiego Hutnika awans do II ligi. Później podjął pracę w czołowym stołecznym klubie – Legii. Początkowo jako asystent, później (w wieku 33 lat) już jako pierwszy trener. Z Wojskowymi wywalczył dwa wicemistrzostwa i rywalizował w europejskich pucharach. Po nieudanym początku sezonu 1987/1988 podał się do dymisji i zdecydował się na wyjazd zagraniczny. Przez blisko dekadę prowadził kluby na Cyprze, a największy sukces (wicemistrzostwo) osiągnął z Apollonem Limassol. Do Polski wrócił w połowie lat 90. Wówczas bardziej skoncentrował się jednak na pracy w roli dyrektora sportowego, najpierw w Legii, a później Polonii, którą wspólnie z trenerem Dariuszem Wdowczykiem wprowadzili na szczyt krajowej rywalizacji. Do końca mistrzowskiego sezonu 1999/2000 na stanowisku jednak nie dotrwał.

Jerzy EngelJerzy Engel
FOT. PAP

Jerzy Engel aplikował na stanowisko selekcjonera już wtedy, kiedy wybór padł na Janusza Wójcika. Ostatecznie urodzony we Włocławku trener został jego następcą. Nominację ogłoszono 22 listopada 1999 roku na konferencji prasowej. Obok Engela, po lewej stronie wiceprezes PZPN – Zbigniew Boniek, po prawej: prezes Michał Listkiewicz i były selekcjoner – Andrzej Strejlau.

TRUDNE POCZĄTKI

Jeśli nowy selekcjoner liczył na „miodowy miesiąc” to szybko zderzył się z rzeczywistością. Zadebiutował w wyjazdowym meczu z Hiszpanią. Styczniowy termin nie był z pewnością wymarzonym do rozpoczęcia selekcji, tym bardziej kiedy zaczyna się od konfrontacji z tak silnym rywalem. Skończyło się na porażce 0:3. Drugi mecz, to znów przeciwnik ze światowej czołówki. Porażkę 0:1 z mistrzami świata i późniejszymi mistrzami Europy Francuzami, po bramce w samej końcówce, można było uznać za dobry rezultat, co nie zmienia faktu, że na pierwszą wygraną pod wodzą Engela biało-czerwoni musieli czekać do... siódmego występu. Bilans pierwszych sześciu to 3 remisy, 3 porażki, 8 bramek straconych i zaledwie 2 zdobyte. To co najlepsze miało jednak dopiero nadejść.

ODKRYCIE SELEKCJONERA

To, co z całą pewnością trzeba oddać Jerzemu Engelowi, to konsekwencja. I nie chodzi tylko o wierne trzymanie się koncepcji „futbolu na tak” niezależnie od początkowych niepowodzeń. Selekcjoner od początku swojej pracy z kadrą dążył do powołania ówczesnej gwiazdy warszawskiej Polonii Emmanuela Olisadebe. Choć w kraju nie brakowało sceptyków co do koncepcji włączenia do zespołu urodzonego w Nigerii snajpera, za sprawą przyspieszonej procedury nadania obywatelstwa przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, udało się ją zrealizować. Już w debiucie z Rumunią „Emsi” strzelił premierowego gola, a później zgodnie z zamysłem trenera stał się filarem ekipy biało-czerwonych.

Emmanuel Olisadebe i Jerzy Engel.Emmanuel Olisadebe i Jerzy Engel.
FOT. PAP

Emmanuel Olisadebe był kluczową postacią reprezentacji Polski w eliminacjach MŚ 2002. Gdyby nie trener Jerzy Engel, być może nigdy nie zagrałby w biało-czerwonych barwach.

Nie pomyliłem się ani ja, ani każdy kto pomógł w przyznaniu Emmanuelowi obywatelstwa. Już w pierwszym swoim meczu z Rumunią zdobył bramkę, a następnie w meczu o punkty z Ukrainą dwa gole. Doprowadził też do szału ówczesnego prezydenta Ukrainy, który opuszczając stadion z wściekłością krzyknął: Job twoju mać, czornyj Poliak!
Jerzy Engel
FRAGMENT KSIĄŻKI „NIKT NIE RODZI SIĘ MISTRZEM”, WYDAWNICTWO EURO SPORT MANAGMENT, 2007

ELIMINACJE MARZEŃ

Olisadebe zaszedł za skórę nie tylko Ukraińcom w pierwszym meczu eliminacji. Podczas zmagań o wyjazd na mistrzostwa świata w Korei Południowej i Japonii w sumie zdobył 8 bramek, będąc najskuteczniejszym z naszych piłkarzy (w grupie ustąpił tylko o jedno trafienie Andrijowi Szewczence). Polska drużyna pod wodzą Engela pewnie kroczyła do awansu, a selekcjoner kolejnymi wygranymi powetował sobie długie oczekiwanie na sukces. Kluczowe dla losów rywalizacji okazały się zwycięstwa nad Norwegią w Oslo (3:2) i Walią w Cardiff (2:1). Pierwszy od blisko dwóch dekad wyjazd na mistrzowską imprezę Polacy zapewnili sobie na dwie kolejki przed końcem, po wygranej z Norwegią w Chorzowie (3:0).

Wywiad z J. Engelem – rozmawia A. Dziubek, TVP

EUROFIA I ROZCZAROWANIE

Po powrocie reprezentacji Polski do grona najlepszych drużyn świata, nad Wisłą zapanował entuzjazm. Wielu kibiców nawet nie mogło pamiętać występu kadry Antoniego Piechniczka w Meksyku. Dlatego z wyjazdem zespołu Jerzego Engela do Azji wiązano duże nadzieje. Już jednak same powołania do kadry na turniej wzbudziły sporo kontrowersji. Selekcjoner pominął kliku piłkarzy, którzy wywalczyli awans. Najgłośniej było z pewnością o braku w zespole Tomasza Iwana. Zamiast zawodnika Austrii Wiedeń na liście znalazł się natomiast m.in. Paweł Sibik. Pomocnik Odry Wodzisław wcześniej nie zagrał w drużynie narodowej ani minuty. Po latach selekcjoner zasugerował, że nie wszystkie decyzje personalne były wyłącznie jego decyzją.

W tamtym czasie funkcję selekcjonera traktowałem nie jako funkcję oderwaną od PZPN-u, tylko wkomponowaną w nią. Jest selekcjoner, ale jest też nad nim zarząd związku, który musi zatwierdzić wszystkie decyzje. Przed powołaniami wypisaliśmy ze sztabem 17 podstawowych piłkarzy, którzy stanowili trzon zespołu i którzy na pewno pojadą na mundial. Zostało sześć miejsc. – Iwan był wśród tych siedemnastu? – Tak. Przecież pomógł tej drużynie w trakcie eliminacji. Problemem jego było natomiast to, że w tamtym czasie w ogóle nie grał w piłkę. Tego argumentu obronić nie mogłem, bo nie było jak. Ale na takiej samej zasadzie wpisałem na tę listę Adama Matyska, jako trzeciego bramkarza. On był po urazie, którego nabawił się właśnie w meczu reprezentacji, broniąc kapitalnie w meczu z Norwegią w Oslo. Podobnie Jacek Zieliński. Doszedł do formy pozwalającej na to, że można go było wziąć, a był przecież po zerwaniu ścięgna Achillesa. I też zerwał go nie dlatego, że grał w Legii, ale dlatego, że nawarstwiły mu się mecze klubowe i reprezentacyjne. Tak więc mogę powiedzieć, że była grupa piłkarzy, których wpisałem na tę listę, bo w mojej ocenie powinni byli się tam znaleźć. I Iwan był wśród nich. Ale na jego temat odbyła się długa, bardzo ostra i dość nieprzyjemna dyskusja pomiędzy mną, a prezydium związku.
Jerzy Engel
Wywiad dla futbolfejs.pl z 24 grudnia 2017 r.

Fakty są takie, że Iwana na azjatyckich boiskach zabrakło. A reprezentacja pod wodzą Engela nie zrealizowała celu, jakim było wyjście z grupy. Zaczęło się od niespodziewanej porażki z Koreą Południową (0:2). Później przyszła klęska z Portugalią w meczu o wszystko (0:4). Mocno przemeblowana drużyna trzy punkty zgarnęła tylko w meczu o honor ze Stanami Zjednoczonymi (3:1). Zdaniem selekcjonera o niepowodzeniu zadecydowało przede wszystkim nastawienie mentalne części zawodników.

Zabrakło tej umiejętności poświecenia się dla zespołu, którą mieliśmy w eliminacjach. Bo to było zupełnie coś innego. Nie u wszystkich zawodników. Ale była na pewno grupa zawodników, która z góry założyła, że jest to tak trudny turniej, że mistrzostwa świata nie zdobędziemy, a więc może po tych trzech meczach się pojedzie do domu to będzie ok.
Jerzy Engel
Wypowiedź dla portalu laczynaspilka.pl z 11 marca 2016 r.

Spory wpływ na postawę drużyny mogły mieć także m.in. krytyka mediów i kibiców po niepowodzeniach, czy konflikt związany z wykorzystaniem wizerunku piłkarzy do celów marketingowych. Po latach selekcjoner okoliczności udziału w mundialu wspominał w rozmowie z portalem „Łączy nas piłka”.

NOWA RZECZYWISTOŚĆ

Po mistrzostwach świata Jerzy Engel rozstał się z reprezentacją. Mimo nieudanego zakończenia, bilans kadry pod jego wodzą prezentuje się korzystnie. Z 29 spotkań biało-czerwoni 12 wygrali, 9 zremisowali i 8 przegrali. W jego życiorysie zapisało się przede wszystkim przełamanie fatalnej serii Polaków w eliminacjach. Jego śladem w kolejnych latach poszli Paweł Janas, Leo Beenhakker i Adam Nawałka, którzy wprowadzili naszą drużynę narodową do turniejów mistrzowskich. Sam Engel pozostał przy futbolu, ponownie pełniąc funkcję dyrektora sportowego w Legii i Polonii. Wrócił też na ławkę trenerską, prowadząc Wisłę Kraków i cypryjski APOEL Nikozja. Pełnił też funkcję pełnomocnika Prezydium Zarządu PZPN ds. Szkolenia. Od lat nie uczestniczy już czynnie w piłkarskiej rywalizacji. Jest za to stałym ekspertem mediów, często pojawiając się w telewizyjnych studiach, a także komentując spotkania.