Jerzy Brzęczek podczas finału igrzysk olimpijskich w 1992 roku w Barcelonie (2:3 z Hiszpanią).Jerzy Brzęczek podczas finału igrzysk olimpijskich w 1992 roku w Barcelonie (2:3 z Hiszpanią).
Kroniki18 marca 1971
18 marca 1971
Autor: Piotr Kuczkowski
Data dodania: 17.03.2020
FOT. PAPFOT. PAP

Od kapitana do selekcjonera. Nieczęsto zdarza się, żeby piłkarze, którzy na murawie osiągali reprezentacyjny poziom, również w karierze szkoleniowej odnosili znaczące sukcesy. On jest przykładem na to, że to możliwe. Srebrny medal igrzysk olimpijskich, ponad czterdzieści występów w pierwszej reprezentacji. W obu drużynach pełnił funkcję kapitana. Dał się poznać jako lider również w zespołach klubowych. Po zakończeniu gry w piłkę wspinał się na kolejne szczeble kariery trenerskiej i wreszcie otrzymał nominację na stanowisko selekcjonera. Z kadrą narodową wywalczył awans na mistrzostwa Europy. Dużo? Bez wątpienia, a należy dodać, że Jerzy Brzęczek osiągnął to wszystko w ciągu zaledwie 49 lat.

TRUSKOLASY

Wszystko zaczęło się tu. W niewielkiej wsi w powiecie kłobuckim na Śląsku. Młodsi kibice o tym miejscu usłyszeli pewnie pierwszy raz za sprawą Jakuba Błaszczykowskiego. To jednak jego wujek jako pierwszy sprawił, że dowiedzieli się o nim fani futbolu nad Wisłą. Swoją drogą Truskolasy są prawdopodobnie jedyną wsią w kraju, która dała nam dwóch kapitanów drużyny narodowej. Jeśli wziąć pod uwagę statystyki (w 2011 roku mieszkało w niej niewiele ponad 2000 osób), współczynnik wybitnego piłkarza na mieszkańca jest tam wyjątkowo wysoki.

Jerzy Brzęczek z wizytą w swojej szkole podstawowej w Truskolasach.Jerzy Brzęczek z wizytą w swojej szkole podstawowej w Truskolasach.
FOT. EAST NEWS

Bohater szkolnej gazetki. Jerzy Brzęczek z wizytą w podstawówce w Truskolasach, której jest absolwentem (28 marca 2008 roku).

POZNAŃ

Młody Jerzy Brzęczek pierwsze kroki w futbolu stawiał w juniorskiej drużynie Rakowa Częstochowa. Do seniorskiej piłki wkroczył już jednak jako zawodnik Olimpii Poznań. Do klubu trafił jako siedemnastolatek i jego barwy reprezentował przez ponad cztery lata. Później przeniósł się do lokalnego rywala – Lecha, z którym wywalczył pierwsze i jak się później okazało jedyne w karierze mistrzostwo Polski. Wcześniej jednak przyszedł sukces z reprezentacją olimpijską. 

BARCELONA

W olimpijskiej drużynie Janusza Wójcika Brzęczek odgrywał kluczową rolę, dlatego selekcjoner charakternemu zawodnikowi powierzył opaskę kapitana. Ten ze swojej roli wywiązał się bez zarzutu. Wystąpił we wszystkich sześciu spotkaniach turnieju olimpijskiego, który biało-czerwoni zakończyli dopiero w wielkim finale. I choć ten ostatecznie przegrali z gospodarzami – Hiszpanami 2:3, do kraju wrócili jako bohaterowie. Trzeba bowiem pamiętać, że srebrne medale wywalczone na igrzyskach w 1992 roku są ostatnimi, jakie dotychczas polscy piłkarze przywieźli z wielkiej międzynarodowej imprezy.

Jerzy Brzęczek udziela wywiadu.Jerzy Brzęczek udziela wywiadu.
FOT. PAP

Kapitan olimpijskiej reprezentacji Polski Jerzy Brzęczek udziela wywiadu reporterowi TVP Dariuszowi Szpakowskiemu. Po lewej trener Janusz Wójcik, obok sponsor Zbigniew Niemczycki.

AUSTRIA

Po udanym turnieju w Hiszpanii i późniejszym mistrzostwie z Lechem kolejne dwa lata Brzęczek spędził na rodzinnym Śląsku. W tym czasie był zawodnikiem zabrzańskiego Górnika i GKS-u Katowice. Później jednak zdecydował się na wyjazd na Zachód. Wybór padł na ligę austriacką, w której z półtoraroczną przerwą (na grę w izraelskim Maccabi Hajfa) występował od 1995 do 2007 roku. Największy sukces odniósł z Tirolem Innsbruck, z którym dwukrotnie (w 2001 i 2002 roku) sięgnął po tytuł. 

Jerzy Brzęczek w barwach austriackiego zespołu Wacker Innsbruck.Jerzy Brzęczek w barwach austriackiego zespołu Wacker Innsbruck.
FOT. EAST NEWS

Większość klubowej kariery Jerzy Brzęczek spędził w klubach austriackich. Zdarzało się, że miał okazję rywalizować z kolegami z reprezentacji Polski. Tak jak na zdjęciu: w barwach zespołu Wacker Innsbruck z Adamem Ledwoniem (Admira Wacker Mödling).

LONDYN

Kolejne kluby, kolejne osiągnięcia i kolejne występy w reprezentacji Polski. Tych Jerzy Brzęczek zaliczył w sumie 42. Przez długi czas pełnił w niej funkcję kapitana. Znów był ważną postacią drużyny prowadzonej przez dobrego znajomego z Barcelony Janusza Wójcika. W pierwszej reprezentacji nie udało mu się jednak osiągnąć sukcesu, jakim z całą pewnością byłby awans do turnieju finałowego mistrzostw świata czy Europy. W sumie w kadrze narodowej zdobył cztery bramki. Dwie w meczach o punkty (w eliminacjach Euro 2000). Do historii przeszło przede wszystkim trafienie w wyjazdowym meczu z Anglią. Mimo porażki 1:3 Brzęczek został trzecim polskim piłkarzem (po Janie Domarskim i Marku Citce), który pokonał angielskiego bramkarza na słynnym Wembley.

2:1 Gol J. Brzęczka, asysta M. Trzeciaka

ŚLĄSK

Po zakończeniu gry w kadrze i kolejnych sezonach zagranicą, na zakończenie kariery pomocnik zdecydował się zamieszkać w rodzinnych stronach. Przez półtora sezonu był podstawowym zawodnikiem Górnika Zabrze, do którego wrócił po 12 latach. Ostatnią w karierze rundę (wiosenną 2008/2009) spędził zaś w Polonii Bytom. Jego zespół zakończył sezon na 7. miejscu w ekstraklasie, a dla Brzęczka rozpoczął się po nim nowy etap – nie na boisku, a za linią boczną.

Jerzy Brzęczek w barwach Polonii Bytom.Jerzy Brzęczek w barwach Polonii Bytom.
FOT. EAST NEWS

Ostatnim klubem w karierze 42-krotnego reprezentanta Polski była Polonia Bytom.

PŁOCK

Przygodę w roli szkoleniowca rozpoczął już w Bytomiu, gdzie został grającym asystentem trenera Marka Motyki. Pierwszą samodzielną pracę podjął tam, gdzie zaczynała się jego kariera jako piłkarza – w Rakowie. W Częstochowie spędził ponad cztery lata, po których przyszedł czas na poważniejsze wyzwanie. Tak trzeba bowiem określić zamianę drugoligowca na występującą w ekstraklasie Lechię Gdańsk. W Trójmieście spędził niespełna rok. Spodziewanych wyników nie osiągnął również w pierwszoligowym GKS-ie Katowice. Przełomem była natomiast przeprowadzka do Płocka, gdzie niespodziewanie jego Wisła włączyła się do walki o europejskie puchary. Sezon 2017/2018 zakończyła ostatecznie na 5. miejscu.

BOLONIA

Lato 2018 roku w polskim futbolu przyniosło prawdziwy wstrząs. Najpierw po nieudanych mistrzostwach świata w Rosji w reprezentacji Polski zakończyła się bogata w sukcesy epoka Adama Nawałki. Później, ku zaskoczeniu wielu kibiców i komentatorów, wybrano nowego selekcjonera. I choć powszechnie spodziewano się trenera z zagranicy, prezes PZPN Zbigniew Boniek postawił właśnie na Brzęczka. Przyszłość pokazała, że znów się nie pomylił.

Jerzy Brzęczek i Zbigniew Boniek podczas prezentacji nowego selekcjonera (23.07.2018).Jerzy Brzęczek i Zbigniew Boniek podczas prezentacji nowego selekcjonera (23.07.2018).
FOT. CYFRASPORT

Jerzy Brzęczek znów z koszulką reprezentacji Polski. Prezes PZPN Zbigniew Boniek zaprezentował nowego selekcjonera 23 lipca 2018 roku.

Choć początki nie były łatwe. Po utworzeniu Ligi Narodów nowy selekcjoner od razu został rzucony na głęboką wodę. W Dywizji A Polacy mierzyli się z silnymi Włochami i mistrzami Europy Portugalczykami. Debiut w Bolonii wypadł jeszcze przyzwoicie (remis 1:1). Problemy zaczęły się później. W sześciu pierwszych spotkaniach pod wodzą Brzęczka reprezentacja trzykrotnie zremisowała i trzy razy przegrała. Niezadowolenie kibiców i presja ze strony mediów były coraz większe. W perspektywie nadchodzących eliminacji Euro 2020 sugerowano nawet zmianę szkoleniowca. Nikt jednak poważnie nie potraktował tych głosów, a z każdym kolejnym spotkaniem krytykom zaczynało brakować argumentów. W walce o mistrzostwa Europy Polska seryjnie punktowała. I choć nie prezentowała wielkiej finezji, pewnie wygrała swoją grupę eliminacyjną.

Jerzy Brzęczek podczas losowania grup Euro 2020 w Bukareszcie (30.11.2019).Jerzy Brzęczek podczas losowania grup Euro 2020 w Bukareszcie (30.11.2019).
FOT. CYFRASPORT

Jerzy Brzęczek przechodzi obok pucharu Henriego Delaunaya po losowaniu grup Euro 2020 w Bukareszcie.

BUKARESZT, DUBLIN, BILBAO...

Jerzy Brzęczek selekcjoner osiągnął to, czego nie dokonał Jerzy Brzęczek piłkarz – awansował na mistrzostwa Europy. I choć listopadowe losowanie w Bukareszcie na drodze biało-czerwonych postawiło silnych rywali (Hiszpanię, Szwecję i drużynę z fazy play-off), na jubileuszowy turniej biało-czerwoni z całą pewnością nie pojadą w roli Kopciuszka. Pytanie tylko, kiedy to nastąpi? Pandemia koronawirusa sprawiła, że świat futbolu musiał się zatrzymać i rozegranie turnieju w planowanym terminie stało się niemożliwe. Niezależnie od tego, kiedy piłkarze wybiegną na boisko, w dniu urodzin selekcjonerowi chcemy życzyć kolejnych sukcesów. A tymczasem tego, co najważniejsze – zdrowia! I szybkiego powrotu do normalności.