

Rumunia – to rywal, z którym reprezentacja Polski mierzyła się najwięcej razy w historii. Takich starć było jak dotąd 36. Gros z nich miało jednak charakter towarzyski, a tylko cztery mecze rozegrano w ramach eliminacji ME i MŚ. Bilans spotkań jest mocno niekorzystny dla biało-czerwonych. Polski zespół odniósł zaledwie siedem zwycięstw, 15 razy był remis i aż 14-krotnie triumfowali przeciwnicy. Na przypomnienie wszystkich wspomnianych konfrontacji nie wystarczyłoby miejsca. Skupimy się więc na wybranych meczach, które – naszym zdaniem – warto tutaj przywołać.
Pierwsza w historii boiskowa rywalizacja z Rumunami odbyła się 3 września 1922 r. w miejscowości Czerniowce. Dziś miasto jest położone na terenach należących do Ukrainy, ale wówczas znajdowało się w granicach państwa rumuńskiego. Areną zmagań był nieistniejący już Stadion Maccabi Czerniowce. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1, a bramkę dla Polski zdobył Leopold Duźniak. Biało-czerwonych prowadziło trio selekcjonerów: Józef Lustgarten, Adam Obrubański i Stanisław Ziemiański.
Przed II wojną światową reprezentacje Polski i Rumunii mierzyły się ze sobą jeszcze siedmiokrotnie, ale tylko raz naszemu zespołowi udało się odnieść zwycięstwo. Premierowy triumf wydarzył się nieco ponad 10 lat od pierwszej konfrontacji, a dokładnie 2 października 1932 r.. Spotkanie zostało rozegrane na nieistniejącym Stadionul ANEF (znanym też pod nazwą Stadionul Republicii) w Bukareszcie. Kadra prowadzona przez kapitana związkowego Józefa Kałużę rozgromiła Rumunów aż 5:0! Hat-tricka zanotował Józef Nawrot, po jednym golu strzelili Michał Matyas i Ewald Urban (źródła rumuńskie przypisywały to trafienie jako samobój Rudolfa Bürgera).


Fragment meczu Polska – Rumunia z 1937 roku.
Ostatnie polsko-rumuńskie spotkanie przed wybuchem wojny odbyło się 4 lipca 1937 r. Na stadionie ŁKS-u w Łodzi, w obecności ponad 22 tysięcy widzów, kadra kpt. zw. Kałuży przegrała 2:4. Bramki dla zespołu polskiego zdobyli Matyas oraz Leonard Piątek.
Od tego meczu musiało minąć ponad 10 lat, by obie reprezentacje znów wybiegły wspólnie na zieloną murawę. Stało się tak 26 października 1947 r. w Bukareszcie na Stadionul Giulești (obiekt Rapidu). Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy jeszcze, że biało-czerwonymi dowodziło ponownie selekcjonerskie trio: Karol Bergtal, Czesław Krug oraz Andrzej Przeworski. Trenerem był z kolei Wacław Kuchar.
Dekada dzieląca dwie powyższe konfrontacje to było nic w porównaniu z tym, ile czasu Polacy czekali na drugie w historii zwycięstwo nad Rumunią. Pomiędzy premierowym a drugim triumfem minęło blisko... 47 lat (!), a przecież niejednokrotnie jeszcze te reprezentacje rywalizowały ze sobą towarzysko. Szczęśliwcem, któremu udało się przełamać niechlubną serię, był selekcjoner Ryszard Kulesza. 29 sierpnia 1979 r. na Stadionie Dziesięciolecia biało-czerwoni ograli rumuńską jedenastkę 3:0, a trafieniami podzielili się: Grzegorz Lato, Stanisław Terlecki i Zbigniew Boniek.
Czwarte w historii zwycięstwo nad tym rywalem udało się Polakom odnieść nieco ponad osiem lat później, gdy za sterami kadry siedział Wojciech Łazarek. 2 września 1987 r. na stadionie Zawiszy w Bydgoszczy biało-czerwoni pokonali Rumunów 3:1. Wszystkie gole dla naszej drużyny padły w pierwszej połowie, a strzelili je: Marek Leśniak (dwa) i Andrzej Rudy.
Trenerowi Łazarkowi udało się po raz drugi wygrać z rumuńskim zespołem (po drodze był jeszcze remis 2:2 w Hajfie) 12 kwietnia 1989 r. Na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie reprezentacja Polski zwyciężyła 2:1, a z bramek cieszyli się tego popołudnia – obecny selekcjoner, Jan Urban oraz Ryszard Tarasiewicz.
Wszystkie wspomniane wcześniej mecze miały charakter towarzyski. Historia tak się potoczyła, że reprezentacje Polski i Rumunii nie trafiały na siebie w kolejnych losowaniach eliminacji mistrzostw świata czy Europy. Sytuacja zmieniła się dopiero w połowie lat 90. XX wieku.
Po raz pierwszy w spotkaniach o punkty zagraliśmy z tym przeciwnikiem w kwalifikacjach do EURO 96, za kadencji Henryka Apostela. Rywal dysponował wówczas wieloma znakomitymi piłkarzami, z których wymienić należy m.in.: Gheorghe Hagiego, Gheorghe Popescu, Dana Petrescu, Dorinela Munteanu czy Bogdana Steleę. 29 marca 1995 r. odbył się mecz numer 1. Na Stadionul Steaua w Bukareszcie Polska niestety przegrała 1:2, a jedynego gola dla biało-czerwonych strzelił Andrzej Juskowiak (z rzutu karnego). Co ciekawe, zwycięska bramka dla Rumunii padła po... samobóju naszego bramkarza, Józefa Wandzika.
Rewanż rozegrano jeszcze w tym samym roku, konkretnie – 6 września. Na stadionie Górnika w Zabrzu kibice nie doczekali się jednak bramek. Na boisku zabrakło nie tylko goli, ale również największej rumuńskiej gwiazdy – Hagiego. W ostatecznym rozrachunku nasza reprezentacja nie pojechała na mistrzostwa Europy do Anglii, a Rumunia tak (wygrała grupę eliminacyjną).
Mówiąc o meczach z Rumunami, nie sposób nie wspomnieć o towarzyskim spotkaniu z 16 sierpnia 2000 r. Na Stadionul Cotroceni w Bukareszcie byliśmy świadkami niezwykłego wydarzenia w historii naszego futbolu. W reprezentacji Polski debiutował pierwszy czarnoskóry piłkarz, który przebojem wdarł się do rodzimej Ekstraklasy. O instynkcie strzeleckim Emmanuela Olisadebe przekonała się niejedna drużyna w kraju. Umiejętności Nigeryjczyka doskonale znał selekcjoner Jerzy Engel, który pracował z afrykańskim napastnikiem w Polonii Warszawa. To on bardzo upierał się, aby piłkarz Czarnych Koszul otrzymał polskie obywatelstwo. Gdy tylko „Emsi” odebrał je z rąk prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, trener powołał go kadry. Engelowi i jego wybrańcom nie udało się pokonać Rumunii. Mecz skończył się remisem 1:1, a wyrównującą bramkę dla Polski zdobył debiutant Olisadebe, zwany też żartobliwie przez kibiców i dziennikarzy „Olisadebowskim”.
Od starcia w Bukareszcie w 2000 r. zagraliśmy z Rumunami jeszcze tylko pięć razy. Dwukrotnie przegraliśmy (za trenerów Engela w 2002 r. oraz Franciszka Smudy w 2009 r.), ale kolejne trzy już wygrywaliśmy. Dobrą, zwycięską passę zapoczątkował 2 lutego 2013 r. selekcjoner Waldemar Fornalik. Prowadzony przez niego zespół wygrał w hiszpańskiej Maladze 4:1. Biało-czerwoni wystąpili tego wieczora w ligowym składzie. Dwa gole strzelił Łukasz Teodorczyk, po jednym dorzucili Szymon Pawłowski i Daniel Łukasik.
W przypadku tego meczu można mówić o pewnych rozbieżnościach. Kilka dni później FIFA uznała, że był on... nieoficjalny, gdyż Rumuni przeprowadzili aż osiem zmian, zamiast dozwolonych w towarzyskich potyczkach sześciu. Inaczej do sprawy podchodzi jednak PZPN, W związkowych kronikach to spotkanie figuruje jako 762. oficjalny występ reprezentacji Polski.
Pozytywne wspomnienia mamy z dwóch kolejnych konfrontacji, do których doszło za czasów selekcjonera Adama Nawałki. Te miały już znacznie wyższą rangę, bo ich stawką były punkty eliminacji mistrzostw świata w Rosji. Szczególny był zwłaszcza triumf odniesiony przez Polskę w jakże ważnym dla naszego kraju dniu – Święta Niepodległości. 11 listopada 2016 r. wygraliśmy 3:0 na gorącym terenie w Bukareszcie. Na Național Arenie dwukrotnie do siatki trafił Robert Lewandowski, ale tym, który rozpoczął strzeleckie popisy biało-czerwonych był w... 11. minucie Kamil Grosicki.
Polakom udał się także rewanż w Warszawie. 10 czerwca 2017 r. na PGE Narodowym pokonaliśmy Rumunię 3:1. Skutecznością znów zabłysnął „Lewy”. Kapitan naszej drużyny zaliczył trzeciego w historii hat-tricka w reprezentacji, zrównując się w ich liczbie z Włodzimierzem Lubańskim.
Przed czekającym nas meczem w Lidze Narodów chciałoby się powiedzieć – dobra passo, trwaj! Skoro chcemy wrócić do Dywizji A tych rozgrywek, trzy punkty z Rumunami u siebie są konieczne do zrealizowania tego celu.
BILANS 36 MECZÓW Z RUMUNIĄ: 7 ZWYCIĘSTW POLSKI, 15 REMISÓW, 14 PORAŻEK; BRAMKI: 57-56.