Kamil Grosicki całuje godło podczas meczu reprezentacji Polski z Czarnogórą (08.10.2017).Kamil Grosicki całuje godło podczas meczu reprezentacji Polski z Czarnogórą (08.10.2017).
Kroniki8 czerwca 1988
8 czerwca 1988
Autor: Piotr Kuczkowski
Data dodania: 05.06.2020
FOT. CYFRASPORTFOT. CYFRASPORT

To nie jest prosta historia. To nie jest historia sportowca, który od samego początku kroczył właściwą drogą do celu. Historia kogoś, kto nie popełniał błędów i zawsze w pełni profesjonalnie podchodził do swoich obowiązków. To opowieść o człowieku „po przejściach”, który mimo trudności i wielu perturbacji był w stanie osiągnąć sukces. Grać na najwyższym poziomie w czołowych ligach świata i reprezentować Polskę na najważniejszych imprezach. Kamil Grosicki przez 32 lata swojego życia udowodnił, że dzięki determinacji i pracy nad samym sobą można spełnić marzenia. I z całą pewnością nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

A wszystko zaczęło się w Szczecinie. To właśnie na Pomorzu Zachodnim przyszły reprezentant Polski przyszedł na świat. Naturalnie grę w piłkę rozpoczął w miejscowej Pogoni. Barwy Portowców reprezentował jako trampkarz i jako junior. Z seniorskim futbolem przywitał się w czwartoligowych rezerwach i to w tym klubie w 2006 roku dostał szansę debiutu w pierwszej drużynie. Choć nie wszystko przebiegało w „podręcznikowy” sposób.

Kamil Grosicki w dzieciństwie z mamą Magdaleną.Kamil Grosicki w dzieciństwie z mamą Magdaleną.
ŹRÓDŁO: instagram.com/@kamilgrosicki10

Kamil Grosicki w dzieciństwie z mamą Magdaleną. Zdjęcie zamieszczone przez piłkarza w mediach społecznościowych z okazji Dnia Matki w 2020 roku.

BŁĘDY MŁODOŚCI

Wkraczanie w dorosłość to trudny czas dla Grosickiego. Z jednej strony udane występy w Pogoni, pierwsze mecze w ekstraklasie, pozytywne opinie ekspertów i dziennikarzy wróżących zawodnikowi dużą karierę. Z drugiej problemy natury osobistej, złe środowisko i uzależnienie od hazardu. Sytuacji nie poprawiła nawet zmiana otoczenia. Po spadku i upadku klubu ze Szczecina utalentowany pomocnik trafił do warszawskiej Legii. Dobre wejście do drużyny nie sprawiło jednak, że skoncentrował się tylko na futbolu. Pokusy nocnego życia w stolicy były silniejsze. Problemy z uzależnieniem się pogłębiły, pojawiły się długi, a jego licznik zatrzymał się na 11 występach w lidze i 1 bramce.

Wydawało mi się, że jestem mądrzejszy od wszystkich, chciałem być samodzielny. Gdy podpisywałem kontrakt, to władze Legii proponowały mi, żeby jedno z rodziców zamieszkało ze mną, obiecywali, że nawet załatwią pracę. Wiedzieli, że jestem tykającą bombą, chcieli mnie powstrzymać. Ale ja się uparłem, by mieszkać samemu. Dobry kontrakt, pieniądze, Warszawa, nowe życie. Po co mi w tym wszystkim rodzice? Tak wtedy myślałem. Zresztą, gdy ojciec kilka razy do mnie przyjechał, to i tak nic nie dało. Pojawił się na treningu, a ja wyszedłem drugim wyjściem. Mówiłem, że idę do kolegi na mecz, a skręcałem do kasyna. W tamtym czasie pomagał mi były kierownik Legii Irek Zawadzki, próbował Jacek Magiera. Nie byli w stanie. To był najgorszy moment, wpadłem w amok, liczyła się tylko gra, gra, gra…
Kamil Grosicki
Wywiad dla „Przeglądu Sportowego” z 16 listopada 2015 r.

ZMIANA OTOCZENIA

Legia wysłała zawodnika na przymusową terapię. Po jej zakończeniu Grosicki nie chciał wracać do klubu. Postanowił wyjechać zagranicę. Wypożyczenie do FC Sion z założenia miało dać większe zarobki i szybszą możliwość spłaty długów. Plan się jednak nie powiódł. Nieznajomość języka i problemy z dyscypliną sprawiły, że długo nie zagrzał miejsca w klubie. Po rozczarowaniu w Szwajcarii wrócił do rodzinnego miasta i myślał nawet o zakończeniu gry w piłkę.

Być może nigdy nie zobaczylibyśmy go więcej na boisku, gdyby nie propozycja z Jagiellonii Białystok. Jak sam podkreśla, dużą rolę w jego przemianie odegrał prezes Cezary Kulesza. Nie tylko dał mu sportową szansę, ale także wspierał w problemach osobistych. I to jemu w dużej mierze zawdzięcza, że miał możliwość osiągnięcia sukcesu, którym może cieszyć się dziś. To na Podlasiu pod wodzą Michała Probierza i u boku Tomasza Frankowskiego, mimo wciąż powracających problemów z dyscypliną, Grosicki rozwinął skrzydła. Razem z klubem sięgnął po Puchar Polski w 2010 roku. Co ciekawe w finale, rozegranym w Bydgoszczy, Jaga wygrała 1:0 z Pogonią Szczecin. Przyszłość stała przed nim otworem.

Kamil Grosicki i Tomasz Frankowski po wywalczeniu Superpucharu Polski.Kamil Grosicki i Tomasz Frankowski po wywalczeniu Superpucharu Polski.
FOT. CYFRASPORT

„Grosik” zyskuje przy „Franku” – żartowali kibice z Białegostoku. Na zdjęciu Kamil Grosicki i Tomasz Frankowski świętują zdobycie Superpucharu Polski (01.08.2010 roku).

W NARODOWYCH BARWACH

Talent i możliwości zawodnika nie mogły ujść uwadze kolejnych selekcjonerów. Choć w biało-czerwonych barwach Grosicki zadebiutował już w 2008 roku (w towarzyskim meczu z Finlandią na Cyprze), na stałe miejsce w drużynie narodowej musiał poczekać cztery lata. Regularnie zaczął stawiać na niego Franciszek Smuda, który dał mu nawet szansę występu podczas Euro 2012 (w przegranym meczu z Czechami). Później stał się kluczowym zawodnikiem w drużynach Waldemara Fornalika i przede wszystkim Adama Nawałki. To wtedy wraz z drużyną wywalczył awans do Euro 2016 i mistrzostw świata 2018. Pierwszego gola w kadrze strzelił w eliminacjach turnieju we Francji w wyjazdowym meczu z Gibraltarem

0:1 Gol K. Grosickiego

Co ciekawe, w spotkaniu rozegranym w portugalskim Faro od razu zanotował dwa trafienia. Dotychczas na koncie ma 13 goli dla reprezentacji Polski (wszystkie można zobaczyć TUTAJ). Koszulkę z orłem na piersi założył do tej pory aż 73 razy. Analizując statystyki jego występów, można żartobliwie zauważyć, że z całą pewnością nie jest on „długodystansowcem” – tylko w 14 spotkaniach przebywał na murawie od pierwszego do ostatniego gwizdka. W jego przypadku liczy się jednak jakość, a wkład Grosickiego w sukcesy kadry ostatnich lat jest nie do przecenienia.

Leo Beenhakker i Kamil Grosicki podczas treningu reprezentacji Polski.Leo Beenhakker i Kamil Grosicki podczas treningu reprezentacji Polski.
FOT. CYFRASPORT

To Leo Beenhakker odkrył Kamila Grosickiego dla reprezentacji Polski. Za jego kadencji „Grosik” wystąpił jednak tylko w dwóch spotkaniach towarzyskich. Holenderski selekcjoner nie zabrał go na Euro 2008.

SEN (NA JAWIE) O PREMIER LEAGUE

Z polskim futbolem w klubowym wydaniu Grosicki pożegnał się po rundzie jesiennej sezonu 2010/11. Jagiellonia przerwę zimową spędzała wówczas na fotelu lidera ekstraklasy, ale sam zawodnik postanowił zrealizować swoje plany o występach zagranicą. Zaczął od Turcji, gdzie przez trzy lata reprezentował barwy Sivassporu. Zagrał tam w sumie w 104 meczach, zdobył 16 bramek i zanotował 26 asyst. Znad Bosforu przeniósł się nad Sekwanę, gdzie przez kolejne trzy lata był jedną z kluczowych postaci Stade Rennais. Jego marzeniem od zawsze był jednak wyjazd do Anglii i właśnie występom w Premier League podporządkował swoje poczynania. Dopiął swego w styczniu 2017 roku, kiedy podpisał umowę z Hull City.

Kamil Grosicki w barwach Hull City podczas meczu z Liverpoolem (04.02.2017).Kamil Grosicki w barwach Hull City podczas meczu z Liverpoolem (04.02.2017).
FOT. PAP

Jeśli spełniać marzenia, to tylko w taki sposób! Kamil Grosicki zadebiutował w Premier League w wygranym 2:0 meczu Hull City z wielkim Liverpoolem.

Choć przygoda z najwyższą klasą rozgrywkową w Anglii zakończyła się już po 15 spotkaniach (jego zespół spadł z ligi), polski skrzydłowy dał się poznać kibicom w Liverpoolu, Londynie czy Manchesterze ze swojej przebojowości. „Turbogrosik” został w klubie i przez 2,5 sezonu reprezentował go w rozgrywkach Championship. Na zmianę zdecydował się w styczniu 2020 roku i od tego czasu zakłada koszulkę West Bromwich Albion. Do czasu przerwania rozgrywek z powodu pandemii zdążył rozegrać siedem spotkań (we wszystkich wchodził na boisko z ławki rezerwowych). Jego drużyna na dziewięć kolejek przed końcem sezonu zajmuje drugie, premiowane awansem do Premier League miejsce z przewagą sześciu punktów nad trzecim Fulham. I jeśli tylko sytuacja pozwoli na dokończenie rozgrywek, a piłkarzom uda się wrócić na murawę, nie mamy wątpliwości, że już wkrótce najlepszy prezent urodzinowy Kamil Grosicki zrobi sobie sam.