Erwin WilczekErwin Wilczek
Erwin Wielki
Autor: Adrian Woźniak
Data dodania: 20.11.2025
FOT. EAST NEWSFOT. EAST NEWS

Określenie Erwina Wilczka przymiotnikiem „wielki” wcale nie jest na wyrost. Bo choć mierzył on sobie raptem 168 cm wzrostu, był piłkarzem fenomenalnym. Jest jedną z legend Górnika Zabrze, z którym święcił triumfy na krajowym podwórku, i z którym dotarł do finału Pucharu Zdobywców Pucharów w 1970 roku. W latach 60. 16-krotnie wystąpił w reprezentacji Polski. Niestety, tego wybitnego technika nie ma już wśród nas. Gdyby żył, „Erwin Wielki” obchodziłby teraz 85. urodziny.

 

W KUŹNI TALENTÓW

Popularny „Biba” (dorobił się tego pseudonimu wiele lat później) przyszedł na świat 20 listopada 1940 r. w miejscowości Wirek, dziś dzielnicy Rudy Śląskiej. Pierwsze futbolowe kroki stawiał w tamtejszym Wawelu. Spędził w nim 4 lata. W 1954 r. obiecujący gracz przeniósł się do znanej wówczas kuźni talentów – Zrywu Chorzów, pierwszej szkółki piłkarskiej w Polsce. Tam trafił pod strzechy jej założyciela i opiekuna – profesora Józefa Murgota. Ten uczestnik kampanii wrześniowej słynął z wyszukiwania młodych adeptów futbolu, którzy potem błyszczeli na rodzimych boiskach.

Młodzików Zrywu bacznie obserwowały w szczególności śląskie kluby. I tak utalentowany Wilczek wpadł w oko Górnikowi Zabrze. Miał on już za sobą grę w młodzieżowej reprezentacji Polski. Budujący przyszłą potęgę zabrzanie sprowadzili go do siebie latem 1959 roku. W nowym zespole spotkał się później z dwoma kolegami z chorzowskiej szkółki – Janem Banasiem i Zygfrydem Szołtysikiem.

Przyjechali do domu wysłannicy z Zabrza i przekonali, że najlepiej będzie mi w ich klubie. Całkowicie się z nimi zgadzałem, więc szybko uścisnęliśmy sobie dłonie.

Erwin Wilczek o przenosinach do Górnika
„Był sobie piłkarz”; „Przegląd Sportowy. Historia” z 19 listopada 2020 r.

U BOKU LEGENDY

Nim sam został legendą Górnika, występował u boku innej – Ernesta Pohla. Gdy debiutował przy nim w klubie z Roosevelta, miał 18 lat i 9 miesięcy. Premierowy występ w ekipie popularnych Trójkolorowych zaliczył 22 sierpnia 1959 r., w 14. kolejce I ligi (system wiosna-jesień). I był to dla młodzieńca debiut-marzenie. Górnicy pokonali Polonię Bydgoszcz 6:2, a Wilczek zdobył dwie bramki dla zabrzan. Pozostałe cztery były dziełem doświadczonego Pohla. 18-latek zrobił na tyle dobre wrażenie na trenerze Jánosu Steinerze, że od tego meczu wskoczył do wyjściowego składu i partnerował w ataku „Bombardierowi z Zabrza”. Rok 1959 Górnik zakończył drugim w historii tytułem mistrza Polski, a pierwszym młodego Erwina.

Erwin WilczekErwin Wilczek
FOT. PAP

Erwin Wilczek jako piłkarz Górnika Zabrze w roku 1970.

REWELACYJNY DUET

Po 4 latach gry w ataku w piłkarskim życiu Wilczka zaszła kolosalna zmiana. Gdy szkoleniowcem zabrzan został Ewald Cebula, przesunął on filigranowego napastnika do drugiej linii. Okazało się, że miał on trenerskiego nosa. W roli rozgrywającego „Biba” spisywał się znakomicie. Jego partnerem w pomocy był niegdysiejszy kolega ze Zrywu – Szołtysik. Obaj panowie stworzyli rewelacyjny duet, którego mógł Górnikowi pozazdrościć niejeden klub w Polsce. Panowie świetnie się uzupełniali – szybko myśleli, potrafili przewidzieć boiskowe wydarzenia, mieli dryg do kreowania gry kombinacyjnej, umieli też narzucić jej tempo. Co warte podkreślenia, po zmianie pozycji Wilczek nie zatracił nic ze swojej skuteczności, sukcesywnie poprawiając bramkową zdobycz w kolejnych sezonach.

Górnik Zabrze - Tottenham Hotspur 4:2 (13.09.1961)Górnik Zabrze - Tottenham Hotspur 4:2 (13.09.1961)
FOT. EAST NEWS

Drużyna Górnika Zabrze przed meczem z Tottenhamem w Pucharze Europy w 1961 roku. Jako pierwszy z lewej stoi Erwin Wilczek.

PAMIĘTNE PUCHAROWE BOJE

W historii pucharowych startów Górnika, z udziałem pana Erwina, były takie, o których warto tutaj wspomnieć. Pierwszym z nich były mecze z Tottenhamem w Pucharze Europy w 1961 roku. Starcie numer 1 rozegrano 13 września na Stadionie Śląskim. Mistrzowie Polski sprawili nie lada sensację wygrywając z angielskim czempionem 4:2. Jedną z bramek zdobył Wilczek.

Graliśmy pierwszy raz w europejskich pucharach jako mistrzowie Polski. Miałem 21 lat, ale nie powiem, że byłem żółtodziobem, występowałem już w reprezentacji Polski. No ale w tamtych czasach mecz z mistrzem Anglii to była sprawa zupełnie wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, zwłaszcza dla młodego chłopaka.

Erwin Wilczek o meczu w Tottenhamem w Chorzowie
„Był sobie piłkarz”; „Przegląd Sportowy. Historia” z 19 listopada 2020 r.
3:0 Precyzyjna główka E. Wilczka, asysta z kornera R. Lentnera

Do miana pamiętnych pucharowych bojów należy z pewnością zaliczyć półfinałowy trójmecz z AS Roma i finał z Manchesterem City w Pucharze Zdobywców Pucharów w sezonie 1969/70. Kluczową rolę Wilczek odegrał zwłaszcza w drugim spotkaniu z Włochami, na Stadionie Śląskim. Po remisie w Rzymie (1:1) Górnik przegrywał w rewanżu 0:1. Aż nadeszła 90. minuta, w której pomocna okazała się... niezbyt sportowa sylwetka „Biby”.

Jurek Gorgoń ostro poszedł do przodu. Sfaulowali go, ale z powodu śniegu nie było dobrze widać linii. Nie do końca było wiadomo czy to stało się w polu karnym czy jeszcze przed. Arbiter podbiegł żeby to sprawdzić i wpadł na mnie. Objąłem go i moim brzuszkiem, bo faktycznie taki miałem - to rodzinne, po ojcu - lekko popchnąłem go w stronę wapna. Nie mógł już nic innego zrobić jak podyktować karnego! Prawda jest taka, że na boisku trzeba być cwaniakiem, bo jak nie my to druga strona wykorzysta takie okazje bez wahania. Karnego wykorzystał Włodzimierz Lubański i Górnik ciągle był w grze.

Erwin Wilczek o sytuacji z rzutem karnym w meczu z AS Roma
Paweł Czado, „Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach”; Wydawnictwo Agora, 2017 r.
E. Salvori fauluje w polu karnym J. Gorgonia

Spotkanie w Chorzowie zakończyło się wynikiem 2:2 (po dogrywce). Jako że nie praktykowano jeszcze wtedy serii rzutów karnych, konieczne było rozegranie trzeciego meczu na neutralnym gruncie. Doszło do niego w Strasburgu. Ale i tam padł remis (1:1). Sędziemu nie pozostało więc nic innego jak... rzucić monetą. Część piłkarzy Górnika zeszła już do szatni. Na boisku pozostał natomiast Wilczek, który chwilę później przybiegł z radosną nowiną do kolegów – to zabrzan czekał bój z The Citizens.

Losowanie - sprawiedliwości stało się zadość!

Finał Pucharu Zdobywców Pucharów odbył się w Wiedniu. Niestety, 29 kwietnia 1970 r. lepszy okazał się Manchester City. Górnicy przegrali 1:2, a „Biba” przebywał na boisku do 75. minuty, ale gola nie strzelił. Ta sztuka udała mu się natomiast w swego rodzaju „rewanżu” na Obywatelach niemal rok później, bo obie drużyny wpadły na siebie w ćwierćfinale PZP.

Starcie numer 1 rozegrano na Stadionie Śląskim 10 marca 1971 r. Zabrzanie zwyciężyli 2:0, a Wilczek ustalił wynik spotkania. Dwa tygodnie później było odwrotnie – Anglicy wygrali 2:0, a w dogrywce bramki nie padły. Padł natomiast pan Erwin, który po bezpardonowym ataku jednego z rywali, zakończył udział w rewanżu po zaledwie siedmiu minutach. Z uwagi na remisowy wynik dwumeczu, doszło do trzeciej konfrontacji na neutralnym gruncie, zakończonej triumfem City (3:1).

2:0 Gol E. Wilczka, asysta W. Lubańskiego

REPREZENTACYJNA SZESNASTKA

Dziś można zachodzić w głowę, jak to możliwe, że tak uzdolniony piłkarz zagrał w reprezentacji Polski zaledwie 16 razy. To pytanie pozostanie już raczej bez odpowiedzi. W koszulce z orzełkiem Wilczek zadebiutował 21 maja 1961 roku na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie – w towarzyskim spotkaniu z ZSRR (1:0). Od tego momentu w kadrze kapitana związkowego, Czesława Kruga, grywał w miarę regularnie. W 1962 r. zdobył jedyne dwie bramki w drużynie narodowej – w dwóch sparingach z Marokiem (1:3, 1:1).

Erwin WilczekErwin Wilczek
FOT. EAST NEWS

Erwin Wilczek podczas debiutanckiego meczu w reprezentacji Polski. Rywalem biało-czerwonych był Związek Radziecki.

Gdy w tym samym roku, 28 listopada, „Biba” wystąpił w wyjazdowym meczu z Irlandią Północną (0:2) w eliminacjach mistrzostw Europy 1964, nie przypuszczał raczej, że zniknie z kadry na prawie 6 lat. Sam zainteresowany nie potrafił wyjaśnić, dlaczego tak się stało. „Widocznie inni byli lepsi” – mówił będąc już na piłkarskiej emeryturze.

Do drużyny narodowej powrócił za czasów Ryszarda Koncewicza, już jako gracz doświadczony – w czerwcu 1968 r. Nieco ponad 12 miesięcy później przywdział reprezentacyjny trykot po raz ostatni. 15 czerwca 1969 r. zagrał 77 minut w wyjazdowym starciu z Bułgarią (1:4) w kwalifikacjach do mundialu 1970.

Erwin WilczekErwin Wilczek
FOT. EAST NEWS

5 listopada 1961 roku. Ławka rezerwowych reprezentacji Polski w towarzyskim spotkaniu z Danią (5:0) w Chorzowie. Erwin Wilczek siedzi jako pierwszy z prawej.

FRANCJA I GABON

W Górniku Wilczek spędził najlepsze lata kariery. Wywalczył z tym klubem 9 tytułów mistrza Polski, 6 krajowych pucharów i zagrał w finale PZP. Łącznie wystąpił w 394 spotkaniach, w których strzelił 126 goli. Gdy po 13 latach opuszczał Zabrze, obrał kierunek na Francję. Zakotwiczył w drugoligowym US Valenciennes. Do przenosin namówił go Czesław Malec – były koszykarz krakowskiej Wisły. Mimo 33 wiosen na karku „Biba” wciąż błyszczał. Z 26 bramkami został nawet królem strzelców, a 14 goli w kolejnym sezonie zaowocowało awansem jego drużyny do Ligue 1. Dopiero wtedy zakończył karierę.

Po 2 latach wrócił do Polski, gdzie przez jakiś czas trenował młodzież w Górniku Zabrze. W 1979 r. ponownie wyjechał do Francji. Najpierw pracował z rezerwami  US Valenciennes, by następnie poprowadzić pierwszy zespół tego klubu.

W karierze trenerskiej Wilczka znalazł się również afrykański rozdział. W latach 80. Polak trafił do Gabonu. Był szkoleniowcem reprezentacji tego kraju oraz drużyny AS Sogara, z którą w 1986 roku dotarł do finału Pucharu Zdobywców Pucharów na Czarnym Lądzie.

Straciłem akurat posadę w Valenciennes, a jeden z moich kolegów pracował akurat w Afryce. W któryś dzień zadzwonił do domu. Mnie nie było wtedy na miejscu, więc żonie wytłumaczył, że jest zajęcie w Gabonie. Kiedy się o tym dowiedziałem, to nawet nie miałem pojęcia, gdzie to jest. Potem spędziłem w tym kraju siedem lat. To była prawdziwa przygoda życia.

Erwin Wilczek o pracy w Afryce
Michał Zichlarz, „Afryka gola! Futbol i codzienność”, Wydawnictwo Sorus, 2021 r.
Erwin WilczekErwin Wilczek
FOT. 400MM

Erwin Wilczek w 2010 roku, z pamiątkową koszulką Górnika Zabrze, otrzymaną od klubu z okazji 40. rocznicy rozegrania finału Pucharu Zdobywców Pucharów z Manchesterem City.

CHOROBA

Emeryturę spędził już we Francji, w Valenciennes. Stała się ona dla niego drugim domem. Gdy zdrowie jeszcze dopisywało, korzystał z życia. Chętnie grywał w tenisa i golfa, a nawet... obstawiał mecze u bukmachera.

Do pewnego momentu cieszył się dobrym zdrowiem. Niestety, ostatnie lata jego żywota stały pod znakiem walki z chorobą Alzheimera. Walki, którą niestety przegrał 30 listopada 2021 r. Dziesięć dni wcześniej skończył 81 lat. Ikona Górnika Zabrze została pochowana w Aulnoy-lez-Valenciennes.

Żegnamy legendarnego piłkarza. Człowieka wielkiego, ale skromnego i życzliwego, który nie lubił rozgłosu, choć na boisku należał do najlepszych. Gdyby grał dziś, pewnie broniłby barw najlepszych klubów w Europie.

GÓRNIK ZABRZE O ERWINIE WILCZKU
gornikzabrze.pl z 30 listopada 2021 r.
Erwin WilczekErwin Wilczek
FOT. EAST NEWS

Erwin Wilczek pozostanie na zawsze w pamięci kibiców Górnika Zabrze.