Cieszę się, że nastąpiło to pożegnanie. To coś niesamowitego i na pewno zostanie ze mną do końca życia. Warto dla takich chwil zostawić kawał zdrowia i siebie.


Na stadionie przy Łazienkowskiej 3 w Warszawie cieszy się dużym szacunkiem. W lipcu 2023 roku został najbardziej utytułowanym piłkarzem w historii Legii, sięgając z tym klubem po 13. trofeum – Superpuchar Polski. W maju 2024 r. dorzucił do kolekcji 14. – Puchar Polski. Przez lata był etatowym kadrowiczem. Grał na mistrzostwach świata i Europy. W reprezentacji występował na kilku pozycjach w defensywie – na stoperze, prawej i lewej obronie. Biało-czerwony rozdział wydawał się już w jego przypadku zamknięty, ale w 2022 roku ówczesny selekcjoner, Czesław Michniewicz, zabrał go niespodziewanie na mundial w Katarze. Dziś wiemy, że dla Artura Jędrzejczyka były to reprezentacyjne ostatki. Były już piłkarz Legii, z którą pożegnał się oficjalnie w sierpniu 2026 r., kończy właśnie 39 lat.
Trasa z Dębicy do Warszawy liczy nieco ponad 375 kilometrów. Przez lata pokonało ją kilku piłkarzy Igloopolu, którzy później występowali w barwach Wojskowych. Wśród nich znaleźli się choćby bracia Leszek i Mieczysław Piszowie oraz Jacek Zieliński. Legionistami byli również Jerzy Podbrożny i Tomasz Sokołowski II, z tą tylko różnicą, że oni akurat dotarli do stolicy okrężną drogą, przez Wielkopolskę – pierwszy z nich trafił na Łazienkowską 3 z Lecha Poznań, drugi z wronieckiej Amiki. Na bezpośrednią podróż z Dębicy do Warszawy w 2006 roku zdecydował się Artur Jędrzejczyk. Mimo trudnego początku, odsyłania na wypożyczenia do innych klubów przez 3 lata, w stolicy zadomowił się na dobre.


Artur Jędrzejczyk (z lewej) anno domini 2006 przed treningiem Legii Warszawa. Obok młodego defensora widoczni: Łukasz Surma (w środku) i Brazylijczyk Édson.
Gdy dziś mówimy o popularnym „Jędzy”, od razu przychodzi nam na myśl Legia. Przez kibiców tego zespołu jest uważany za legionistę z krwi i kości. Przez lata zapracował sobie na szacunek trybun. Znany jest z tego, że nigdy nie odstawia nogi, walczy do upadłego i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Stąd też w jego indywidualnych statystykach znajdziemy sporą liczbę żółtych i czerwonych kartek. Jędrzejczyk to gracz charakterny, prawdziwy lider i wieloletni kapitan Wojskowych, a przy tym... człowiek z ogromnym poczuciem humoru, który uwielbia robić psikusy innym.
Do stolicy „Jędza” trafił w wieku 19 lat. Na „dzień dobry” zaliczył jednak falstart. Nie wyszedł mu debiutancki mecz z Wisłą Płock (1:2) w Superpucharze Polski 2006. Słabe występy zaliczał również w ekstraklasie i Pucharze Ekstraklasy. W Legii postanowiono, że będzie zdobywał doświadczenie gdzie indziej. I tak był kolejno wypożyczany do: GKS-u Jastrzębie, Dolcanu Ząbki i Korony Kielce.
Miejsce w wyjściowym składzie Wojskowych Jędrzejczyk wywalczył sobie dopiero od sezonu 2011/12. Tak było przez 2 lata. W 2013 roku zwieńczył wszystko mistrzostwem Polski i Pucharem Polski oraz pierwszym zagranicznym transferem – do FK Krasnodar.


Rok 2013 był bardzo udany dla Legii Warszawa oraz samego „Jędzy”. Obrońca Wojskowych został uznany Obrońcą Sezonu 2012/2013 podczas Gali Ekstraklasy.
Wyjazdy naszych piłkarzy za wschodnią granicę nie należały do częstych. Wielu wolało raczej kierować się na zachód. „Jędza”, jak to on, poszedł w przeciwną stronę. W Rosji grał przez 2,5 roku. Czasu spędzonego w Krasnodarze na pewno nie żałował. Mówił, że czuł się tam jak w domu. Zebrał kolejne doświadczenie, które bardzo przydało się później w reprezentacji Polski. Przeżył tam również najmniej przyjemny moment w karierze. W listopadzie 2014 roku zerwał więzadło krzyżowe przednie w lewym kolanie i przez kilka miesięcy musiał odpocząć od futbolu. Później w FK Krasnodar wiodło mu się w kratkę. Stracił miejsce w składzie, a że bardzo chciał pojechać z reprezentacją na Euro 2016, wrócił do Legii. Najpierw na zasadzie wypożyczenia, a następnie już na stałe.


Artur Jędrzejczyk w barwach FK Krasnodar w 2016 roku.


Artur Jędrzejczyk, po powrocie do Legii Warszawa w 2017 roku, świętujący ligową wygraną (2:1) Wojskowych na stadionie Lecha w Poznaniu.
To jeden z najważniejszych rozdziałów w karierze każdego piłkarza. Marzenie udało się spełnić także „Jędzy”. Po raz pierwszy zagrał on w koszulce z orzełkiem na piersi 12 października 2010 roku, w towarzyskiej potyczce z Ekwadorem (2:2), w Montrealu. Był to jedyny występ Jędrzejczyka w reprezentacji prowadzonej przez Franciszka Smudę. Dopiero kolejny selekcjoner – Waldemar Fornalik – postawił na legionistę. To właśnie pod jego wodzą obrońca Wojskowych strzelił pierwszego gola w kadrze – w towarzyskim meczu z Macedonią (4:1) w tureckim Kundu.
W sumie „Jędza” uzbierał trzy trafienia w drużynie narodowej. Kibice zapamiętają szczególnie gola numer 2, strzelonego Szwajcarii (2:2) we Wrocławiu, gdy ówczesny gracz FK Krasnodar popisał się nietypową cieszynką. Ot, cały on i jego poczucie humoru.
Bez wątpienia najistotniejszym momentem reprezentacyjnej kariery był dla Jędrzejczyka udział w mistrzostwach Europy we Francji w 2016 roku. Adam Nawałka wystawił go we wszystkich 5 spotkaniach turnieju (od 1. do ostatniej minuty, łącznie z dwiema dogrywkami). Polacy odpadli dopiero w ćwierćfinale, po przegranej serii rzutów karnych (3-5) z Portugalią (1:1 po 90 minutach i dogrywce).


Jest „Jędza”, jest impreza. Na zgrupowaniach reprezentacji Polski Artur Jędrzejczyk potrafił zadbać o to, by koledzy się z nim nie nudzili. Tu w Łukaszem Fabiańskim.
„Jędza” pojechał również na mistrzostwa świata w 2018 r. Jednak tam wystąpił jedynie w meczu – z Japonią (1:0), którym nasza kadra żegnała się z rosyjskim mundialem, a trener Nawałka ze stanowiskiem selekcjonera.


Artur Jędrzejczyk – reprezentant Polski. Tu podczas Euro 2016.
Jędrzejczyk pozostał w reprezentacji u kolejnego szkoleniowca, ale grywał już sporadycznie. Za kadencji Jerzego Brzęczka zagrał tylko trzykrotnie. Wydawało się, że starcie ze Słowenią (3:2) w eliminacjach Euro 2020 będzie jego ostatnim w koszulce z orzełkiem. Zwłaszcza, że przez 2 lata nie był brany pod uwagę przez następnego selekcjonera – Paulo Sousę. Niespodziewanie szansę otrzymał od Czesława Michniewicza, z którym pracował wcześniej w Legii.
„Jędza” znalazł się kadrze na mundial w Katarze. Dwa pierwsze mecze – z Meksykiem (0:0) i Arabią Saudyjską (2:0) spędził na ławce rezerwowych. Zagrał dopiero w trzecim starciu – z Argentyną (0:2), wchodząc na boisko w 72. minucie. Był to jego 41. – i ostatni – występ w reprezentacyjnym trykocie. Po mistrzostwach świata celem nadrzędnym było odmłodzenie drużyny narodowej, a Jędrzejczyk do młodzieniaszków nie należał. Żaden z kolejnych selekcjonerów nie brał go już pod uwagę.


Artur Jędrzejczyk na mistrzostwach świata w Katarze w 2022 roku – z nieodłącznym uśmiechem na twarzy.
Z kariery Jędrzejczyk wycisnął co się dało – tak w reprezentacji, jak i klubie. Wywalczył 6 tytułów mistrza Polski, 8 krajowych pucharów. Do tego dorzucił Superpuchar 2023 (w tym z 2025 r. nie grał z powodu kontuzji). Występował w europejskich pucharach. Nie dane mu było tylko zagrać w najważniejszych rozgrywkach na Starym Kontynencie – w Lidze Mistrzów. Akurat wtedy, gdy Legia w końcu wywalczyła awans do Champions League, jego nie było już w zespole. Z końcem czerwca 2016 r. skończył się bowiem okres wypożyczenia z FK Krasnodar, a klub nie skorzystał z prawa pierwokupu. „Jędza” wrócił do Warszawy dopiero na wiosnę sezonu 2016/17. Ot, taki chichot losu.


Legia Warszawa z Pucharem Polski 2022/2023. Kapitan Wojskowych Josué wzniósł trofeum wraz ze swoim poprzednikiem, który pełnił tę funkcję – Arturem Jędrzejczykiem.
Z Legii nigdzie się już nie ruszył. To był jego „dom”. W barwach stołecznej drużyny grał do końca sezonu 2025/26. „Jędza” został jeszcze „na moment” zgłoszony do kolejnych rozgrywek, aby godnie pożegnać się z kibicami. 28 sierpnia 2026 roku, w ligowym meczu ze Śląskiem Wrocław, wyprowadził Legię na boisko po raz ostatni. Tuż po rozpoczęciu spotkania Jędrzejczyk opuścił boisko, oficjalnie przekazując opaskę kapitańską Bartoszowi Kapustce. Żegnały go owacje na stojąco.



Cieszę się, że nastąpiło to pożegnanie. To coś niesamowitego i na pewno zostanie ze mną do końca życia. Warto dla takich chwil zostawić kawał zdrowia i siebie.
Artur Jędrzejczyk po raz ostatni w roli kapitana Legii Warszawa. Numer 55, z którym występował „Jędza”, został zastrzeżony przez stołeczny klub.
Zapytany przez klubowe media o plany na przyszłość, odpowiedział tajemniczo: „Pewnie w najbliższym czasie dowiecie się, co będę robił. Może zrobię jakieś papiery trenerskie, zobaczymy. Miałem bardzo wielu trenerów i mogłem się od nich wiele nauczyć, więc mam nadzieję, że też będę mógł z tego skorzystać”.
„Grasz po to, żeby zdobywać i podnosić puchary. Tutaj udało mi się to zrobić wielokrotnie, więc z tego jestem najbardziej zadowolony. To są najpiękniejsze chwile dla piłkarza. Tego się nie zapomina, to zostaje z tobą. To są jedne z najlepszych wspomnień, jakie mam przy Łazienkowskiej” – podsumował w rozmowie z legia.com.