Józef Młynarczyk po wygranej z Belgią na rękach kolegów.Józef Młynarczyk po wygranej z Belgią na rękach kolegów.
Kroniki20 września 1953
20 września 1953
Autor: Piotr Kuczkowski
Data dodania: 19.09.2021
FOT. EAST NEWSFOT. EAST NEWS

Dyskusja wśród kibiców o tym, kto jest najlepszym polskim bramkarzem w historii, przypomina nieco tę, dotyczącą celów wakacyjnych podróży. Czy lepiej jechać w góry, nad morze czy na Mazury... Jednak o ile o atrakcyjności różnych regionów kraju można debatować bez końca, to w przypadku porównania naszych golkiperów nie jest to tylko kwestia gustu. Bo wśród wielu wybitnych przedstawicieli bramkarskiego fachu jeden jest bez wątpienia najbardziej utytułowany. I w niczym nie ujmując konkurentom Józefa Młynarczyka, z pewnością dlatego obchodzący właśnie 68. urodziny zawodnik, znalazł się w składzie reprezentacji 100-lecia, wybranej przed rokiem przez kibiców i kapitułę z okazji jubileuszu futbolu nad Wisłą.

Jak często w takich historiach bywa, i ta zaczęła się niepozornie. Drogę na szczyt europejskiej piłki utalentowany bramkarz zaczynał w Nowej Soli, gdzie reprezentował barwy Astry i Dozametu. Jednak szybko stało się jasne, że jego możliwości zdecydowanie wykraczają poza to, co mógł osiągnąć w rodzinnej miejscowości. 21-letni zawodnik przeniósł się do Stali Bielsko-Biała. To właśnie tam rozpoczął współpracę z trenerem Antonim Piechniczkiem, z którym jego kariera związana była ściśle również w przyszłości. Pierwszy jej etap trwał zaledwie rok, ale zaowocował późniejszymi przenosinami golkipera do Opola. Po dwóch latach pracy w Odrze szkoleniowiec dopiął swego i sprowadził Młynarczyka do klubu, który wówczas rywalizował w czołówce I ligi i aspirował do gry w europejskich pucharach (awansował do Pucharu UEFA po wywalczeniu Pucharu Polski w 1977 roku).

Klub przełomowy w moim życiu. Kiedy się w nim zameldowałem, to zaczęła się moja prawdziwa kariera. Zadebiutowałem w najwyższej lidze, w europejskich pucharach, w kadrze. Nabrałem niezbędnego doświadczenia i rutyny bramkarskiej. To było mocne i solidne przygotowanie, żeby zajść jeszcze wyżej, choć wcześniej raczej się nie spodziewałem, że moja kariera tak się potoczy. Opolska Odra i ten zespół, który wtedy mieliśmy, najpierw z trenerem Antonim Piechniczkiem, a następnie z Józefem Zwierzyną, to naprawdę był dla mnie ważny czas.
Józef Młynarzyk
Wypowiedź dla „Gazety Wyborczej” z 30 października 2016 r.

Ten czas przyniósł nie tylko doświadczenia klubowe (choć przez trzy lata gry w Opolu nie udało mu się wywalczyć medalu mistrzostw Polski), bo Młynarczyk zadebiutował też w drużynie narodowej. Do reprezentacji powołał go Ryszard Kulesza, a pierwszy mecz rozegrał w lutym 1979 roku w Tunisie (Polska wygrała z Tunezją 2:0). I choć na kolejny występ czekał rok, do końca sezonu 1979/80 w biało-czerwonych barwach rozegrał w sumie 5 spotkań.

TWORZĄC WIELKI WIDZEW

Drugim milowym krokiem w karierze Józefa Młynarczyka była przeprowadzka do Łodzi. Widzew dwa razy z rzędu zdobywał wicemistrzostwo kraju i było jasne, że w kolejnych również będzie się bił o najwyższą stawkę. Do tego dochodziła perspektywa walki w Pucharze UEFA. Przenosiny do Miasta Włókniarzy dla bramkarza oznaczały więc kolejne wyzwania i wkroczenie na jeszcze wyższy poziom. A okazji do zaprezentowania swoich umiejętności nie brakowało.

Przyszedłem do Widzewa w 1980 roku, kiedy zespół był praktycznie poukładany, istniał już nie tylko na polskim rynku. Byli w nim piłkarze o znanych nazwiskach, ze Zbyszkiem Bońkiem na czele. To był wielki kolektyw, który wiedział, po co przychodzi na zajęcia i o co gra. Głośno było o jego sukcesach w europejskich pucharach. Choć już w Odrze Opole miałem za sobą grę w pucharach i reprezentacji, to na stadionie Widzewa ukształtowałem się jako bramkarz. Pokazaliśmy się z dobrej strony w Europie, wystarczy sobie przypomnieć nasze mecze z potęgami. Spędziłem tam cztery lata, których nigdy nie zapomnę. Najszczęśliwsze chwile w karierze przeżyłem w Łodzi.
Józef Młynarczyk
Wypowiedź dla Sport.pl z 22 listopada 2014 r.

W pierwszych dwóch latach gry przy alei Armii Czerwonej Młynarczyk wywalczył z Widzewem dwa mistrzostwa Polski. Największą sławę przyniosły mu jednak mecze na europejskiej arenie. W Pucharze UEFA łodzianie najpierw po dwóch remisach sensacyjnie wyeliminowali Manchester United, żeby w drugiej rundzie trafić na Juventus. Dwumecz przyniósł kolejny spektakularny sukces ekipy Jacka Machcińskiego. Po wygranej w Łodzi 3:1, w rewanżu piłkarze z Turynu zwyciężyli takim samym stosunkiem, a o wszystkim zadecydowała seria jedenastek. W niej bohaterem został Młynarczyk.

Bohater rzutów karnych. Juventus wyeliminowany!

Po odprawieniu Starej Damy widzewiacy zatrzymali się dopiero na drugiej angielskiej przeszkodzie – Ipswich Town. I choć w kolejnym sezonie debiut w Pucharze Mistrzów nie wypadł okazale (dwie porażki w pierwszej rundzie z Anderlechtem), już rok później Widzew z Młynarczykiem w bramce zadziwił piłkarską Europę. Hibernians FC, Rapid Wiedeń, Liverpool. Łodzianie w pokonanym polu zostawiali kolejnych rywali. Dopiero w półfinale musieli uznać wyższość Juventusu, który tym samym zrewanżował się za pamiętną porażkę sprzed blisko dwóch i pół roku. Niemniej występy w Europie dały szansę bramkarzowi zaprezentowania swoich umiejętności i otworzyły drzwi do kariery zagranicą.

DWA MUNDIALE

Ta nie byłaby jednak możliwa, gdyby nie występy w reprezentacji Polski. Młynarczyk został numerem jeden w kadrze za kadencji Antoniego Piechniczka i swoją postawą po raz kolejny odwdzięczył się trenerowi za zaufanie. W sumie w koszulce z orłem na piersi bramkarz rozegrał 42 spotkania. W 13 zachował czyste konto. Wśród nich są pamiętne starcia na mundialach w Hiszpanii i Meksyku. Oba były wyjątkowe również dla samego golkipera. Pierwszy za sprawą świetnego występu biało-czerwonych. Widzewiak bronił dostępu do polskiej bramki we wszystkich siedmiu spotkaniach, w pierwszych pięciu dał się pokonać tylko raz. Dwie bramki Włochów w półfinale pozbawiły Polaków marzeń o tytule, ale po wygranym starciu z Francuzami mogli świętować zajęcie trzeciego miejsca.

Włodzimierz Smolarek i Józef Młynarczyk świętują zajęcie trzeciego miejsca na mundialu w Hiszpanii.Włodzimierz Smolarek i Józef Młynarczyk świętują zajęcie trzeciego miejsca na mundialu w Hiszpanii.
FOT. EAST NEWS

Mundial w Hiszpanii był najbardziej udanym czasem w reprezentacji Polski dla Włodzimierza Smolarka i Józefa Młynarczyka. Na zdjęciu piłkarze Widzewa świętują zajęcie trzeciego miejsca w turnieju.

Dużo mniej radosna była wyprawa cztery lata później za Ocean. W Meksyku Polacy co prawda wyszli z grupy, ale w 1/8 finału szans nie dali im Brazylijczycy. Dla Józefa Młynarczyka był to ostatni występ w kadrze.

NIEZAPOMNIANE INTERWENCJE JÓZEFA MŁYNARCZYKA W REPREZENTACJI POLSKI

O reprezentacyjnym bramkarzu dziennikarze rozpisywali się jednak nie tylko za sprawą jego wyczynów na boisku. Był m.in. jednym z bohaterów tzw. „afery na Okęciu”. Legendą został owiany też jego występ w towarzyskim meczu z Argentyną w 1981 roku, w którym grał ze złamanym palcem.

PORTUGALSKI SZCZYT

Największy sukces w karierze klubowej Józef Młynarczyk świętował po ostatnim meczu w reprezentacji. Po niezwykle owocnych czterech latach w Widzewie przeniósł się do francuskiej Bastii, żeby ostatecznie w 1986 roku podpisać kontrakt z FC Porto. W Portugalii spędził trzy sezony, podczas których wywalczył dwa mistrzostwa i puchar kraju. Przede wszystkim jednak jako drugi Polak w historii (po Zbigniewie Bońku) sięgnął po Puchar Europy.

Józef Młynarczyk podczas finału Pucharu Europy 1987 FC Porto-Bayern 2:1.Józef Młynarczyk podczas finału Pucharu Europy 1987 FC Porto-Bayern 2:1.
FOT. EAST NEWS

27 maja 1987 roku. Ten dzień i ten mecz na wiedeńskim Praterze Józef Młynarczyk zapamięta do końca życia. Po wygranej 2:1 z Bayernem Monachium jego FC Porto sięgnęło po Puchar Europy.

Wielkie mecze, wielkie sukcesy i wielkie doświadczenie. Po zakończeniu piłkarskiej kariery Józef Młynarczyk postanowił podzielić się tym, co osiągnął, z kolejnymi pokoleniami bramkarzy. Dlatego od ponad 30 lat pracuje z młodymi golkiperami zarówno w klubach, jak i reprezentacjach Polski różnych kategorii wiekowych. I co najważniejsze, mimo że nieznacznie przekracza już wiek emerytalny, nic nie wskazuje na to, żeby zamierzał udać się na zasłużony odpoczynek.