Jacek Machciński – 73. rocznica urodzinJacek Machciński – 73. rocznica urodzin
KronikiTrener niepokorny
Trener niepokorny
Autor: Piotr Kuczkowski
Data dodania: 26.01.2021
FOT. CYFRASPORTFOT. CYFRASPORT

Jedni go uwielbiali, inni nienawidzili. Z całą pewnością nikogo nie pozostawiał wobec siebie obojętnym. Jego metody szkoleniowe można było uznać za co najmniej kontrowersyjne. Dziś pewnie nikt nie odważyłby się na taki sposób prowadzenia drużyny. Ale młodego trenera broniły wyniki. Doprowadził Widzew do pierwszego w historii mistrzostwa Polski. Co więcej dokonał tego w wieku zaledwie 33 lat! Gdyby żył, Jacek Machciński w tym roku świętowałby 40-lecie tamtego sukcesu. Byłoby co wspominać, bo przecież jeszcze przed triumfem na krajowym podwórku przyszły niezapomniane występy w europejskich pucharach, w których łodzianie wyeliminowali Manchester United i Juventus Turyn. Jedno jest pewne – to właśnie pod wodzą Jacka Machcińskiego ostatecznie narodził się „Wielki Widzew”, który rozkochał w sobie kibiców w całej Polsce i dał się poznać w najodleglejszych zakątkach Starego Kontynentu. 

Na boisku wielkiej kariery nie zrobił. Urodzony w Warszawie, pierwsze kroki w futbolu stawiał w klubach z Łodzi. Po przygodach z Łodzianką, Halą Sportową i Widzewem, do seniorskiej piłki próbował wkroczyć podczas studiów, najpierw w Warcie Poznań, później w stołecznym AZS-AWF. Szybko stało się jednak jasne, że większy talent niż do gry na lewym skrzydle, Machciński przejawia poza murawą. O porzuceniu marzeń o karierze piłkarza ostatecznie zadecydowała poważna kontuzja, jaką odniósł w wieku 21 lat. Można powiedzieć, że dramat młodego zawodnika, okazał się szczęśliwy dla młodego trenera. Szybko wrócił w rodzinne strony. Po krótkim epizodzie w Pabianicach, dołączył do sztabu Widzewa, któremu przewodził wówczas Leszek Jezierski. To właśnie u boku „Napoleona” zaczął zdobywać doświadczenie, które po latach zaowocowało wielkimi sukcesami. Po wprowadzeniu Widzewa do ekstraklasy razem ze swoim mentorem przeniósł się do lokalnego rywala - ŁKS-u. Długo nie zagrzał tam jednak miejsca. Po kliku samodzielnych epizodach w Białymstoku, Piotrkowie Trybunalskim i Rzeszowie, znów dołączył do Jezierskiego, z którym tym razem w Chorzowie świętowali mistrzostwo kraju dla Ruchu w 1979 roku. Co ważne tuż za plecami Niebieskich uplasowali się wtedy piłkarze Widzewa.

Jacek Machciński i Leszek JezierskiJacek Machciński i Leszek Jezierski
FOT. EAST NEWS

Uczeń i mentor. Trenerskiej sztuki Jacek Machciński uczył się u boku Leszka Jezierskiego.

NOWY ETAP

Moment przełomowy w karierze szkoleniowca nastąpił z całą pewnością w październiku 1979 roku. Choć nie bez problemów, młody trener zastąpił przy Armii Czerwonej, zwolnionego Stanisława Świerka. Przeciwko przyznaniu Machcińskiemu licencji trenerskiej występowało część działaczy PZPN, którym zdążył już dać się we znaki w przeszłości. Ostatecznie, przy zaradności prezesa Ludwika Sobolewskiego, udało się uzyskać warunkową zgodę na prowadzenie zespołu. Zadanie stało przed nim trudne, bo Widzew po fatalnym początku sezonu zajmował przedostatnie miejsce w tabeli.  Wyzwania się jednak nie przestraszył i jak czas pokazał zdołał odmienić oblicze drużyny. Z pewnością pomógł mu fakt, że w Łodzi czuł się jak u siebie, część piłkarzy znał przecież jeszcze z czasów asystentury u Jezierskiego. Właśnie wtedy poznał m.in. jednego z liderów, a w przyszłości niekwestionowaną gwiazdę klubu Zbigniewa Bońka.

Jacek Machciński – 73. rocznica urodzin – cytat Zbigniew Boniek

Wspominam go bardzo dobrze, był asystentem trenera Jezierskiego, gdy przyszedłem do Widzewa. Z Jackiem załatwiało się wszystkie wokółboiskowe sprawy, był zawsze do dyspozycji, gdy trzeba było coś załatwić, znaleźć mieszkanie. Pomagał piłkarzom od A do Z. A poza tym, był drugim trenerem z ambicjami i w końcu sam poprowadził zespół. Spędziliśmy ze sobą wiele lat, zdobyliśmy pierwsze mistrzostwo Polski. (...) Tworzył specyficzną atmosferę, na boisku wymagał od nas walki, biegania, a poza nim dawał nam wolną rękę. Tak, by każdy był odpowiedzialny sam za siebie. Gdyby tak zastanowić się, kto zasługuje na największy szacunek spośród ludzi Widzewa, to trener Machciński na pewno znalazłby się w tym gronie.

Zbigniew Boniek
Dwukrotny mistrz Polski z Widzewem, prezes PZPN, wypowiedź dla widzew24.pl z 23 grudnia 2019 r.

Do zaszczytnego grona Machciński dołączył z pewnością ciężką pracą. Z zawodnikami potrafił znaleźć wspólny język, choć sposób prowadzenia przez niego drużyny nie należał do typowych. Niezależnie od tego co sądzili o nim piłkarze, działacze i dziennikarze, nikt nie mógł mu zarzucić braku umiejętności i unikania odpowiedzialności. Szkoleniowiec zawsze mówił wprost to, co myślał. Nigdy nie zastanawiał się nad tym jakie przyniesie to konsekwencje. Oczywiście taki styl bycia niósł za sobą spore ryzyko. Ale przy tym wszystkim, trenera broniły wyniki osiągane przez zespół na boisku.

Przed meczami wchodził do szatni z papierosem w ustach. Nie mówił zbyt wiele. Nie miał tego w zwyczaju. Przynajmniej nie kilka minut przed wyjściem na boisko. Lubił rzucić coś w stylu: „Pokażcie teraz, czy jesteście takie cwaniaczki”. Jako znaków przestankowych używał przekleństw. Uważał, że długie przemowy nie mają sensu. – Piłkarze nie gadali na odprawach. Ja mówiłem. Krótko, jakieś trzy minuty. To było maksimum. Ile razy można pieprzyć o tym samym? Wszyscy się znali jak łyse konie, o czym tu gadać – twierdził.

Odprawa wg Machcińskiego
Fragment książki „Wielki Widzew” M. Wawrzynowskiego, wydawnictwo QSB, Warszawa 2013

KIEDY EUROPA POZNAŁA WIDZEW

Zanim przyszedł jednak czas na pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski w sezonie 1980/1981, premierowe rozgrywki Widzew Machcińskiego zakończył na drugiej pozycji, ustępując tylko Szombierkom Bytom. To otworzyło wicemistrzom kraju drogę do gry w Pucharze UEFA. I choć nikt nie oczekiwał osiągnięcia w nim wielkich sukcesów, zespół z Miasta Włókniarzy zadziwił ekspertów. Już w pierwszej rundzie sprawił sensację, eliminując Manchester United. Po remisie 1:1 na Wyspach, bezbramkowy remis na stadionie ŁKS-u, przyniósł triumf z konfrontacji z siedmiokrotnym mistrzem Anglii.

Skrót meczu

Jeśli wyeliminowanie „Czerwonych Diabłów” było wielką niespodzianką, to trudno znaleźć określenie na to, co wydarzyło się w kolejnej rundzie. W 1/16 finału zespół Jacka Machcińskiego spotkał się ze zmierzającym do 19. mistrzostwa Włoch Juventusem Turyn i w Łodzi zwyciężył 3:1! W rewanżu Włosi zdołali co prawda odrobić straty, ale w konkursie rzutów karnych lepszy okazał się Widzew, który do sukcesu poprowadził niesamowity Józef Młynarczyk.

Bohater rzutów karnych. Juventus wyeliminowany!

Widzew znalazł się na ustach całej Polski. Co nie oznacza, że Machciński mógł liczyć na przychylność ze strony piłkarskiej centrali. Szybko trafił przed oblicze Wydziału Dyscyplinarnego PZPN, po tym jak po triumfie w Turynie w niewybrednych słowach skrytykował powoływanie jego piłkarzy do reprezentacji Polski. Jak twierdził uniemożliwiało mu to przygotowywanie zespołu do kolejnych batalii, a kadra w meczach towarzyskich bez problemów mogła obyć się bez jego podopiecznych. Nie trudno przewidzieć, że taka postawa nie zyskała przychylności działaczy PZPN. Udział w Pucharze UEFA łodzianie zakończyli ostatecznie w 1/8 finału, kiedy w dwumeczu lepsi okazali się Anglicy z Ipswich Town, ale i tak sezon 1980/1981 zapisał się jako najlepszy w dotychczasowej historii klubu. Tym bardziej, że zakończył się sukcesem na krajowym podwórku.

Jacek Machciński – 73. rocznica urodzin – cytat Józef Młynarczyk

Miał charakter, potrafił zmotywować, zrobić atmosferę, czasem huknąć jak chłop na polu. Idealnie pasował do drużyny w tym czasie.

Józef Młynarczyk
Dwukrotny mistrz Polski z Widzewem, wypowiedź dla sportowefakty.wp.pl z 30 grudnia 2019 r.

I ZNÓW TEN CHARAKTER

To co Jackowi Machcińskiemu przyniosło sukces i popularność, poniekąd stało się też jego przekleństwem. Bo jeśli ktoś przypuszczał, że po tak udanym okresie dalej będzie prowadził Widzew, był w wielkim błędzie. Już w czerwcu 1981 roku po konflikcie z Ludwikiem Sobolewskim, szkoleniowiec rozstał się z klubem w nienajlepszej atmosferze. 

Kilkanaście minut po ostatnim gwizdku w decydującym o tytule meczu z Zagłębiem Sosnowiec dziennikarz TVP Marek Madej poprosił Machcińskiego o wywiad. Trener odmówił, bo miał do komentatora żal o nieuczciwe, jego zdaniem, traktowanie Widzewa. Doszło do scysji. Sobolewski nakazał Machcińskiemu wywiadu udzielić. Ten stanowczo odmówił. Padło kilka słów za dużo. Trener krzyknął, że rezygnuje. Sobolewski po raz pierwszy w życiu nie miał ochoty „przespać się z problemem”. Przyjął dymisję trenera, który jako pierwszy w historii Widzewa wszedł z nim na szczyt.

Burzliwe pożegnanie
Fragment książki „Wielki Widzew” M. Wawrzynowskiego, wydawnictwo QSB, Warszawa 2013
Jacek Machciński – 73. rocznica urodzinJacek Machciński – 73. rocznica urodzin
FOT. CYFRASPORT

Sezon 1980/1981 był wyjątkowy dla Jacka Machcińskiego. Wówczas pewnie nie przypuszczał, że po latach mistrzostwo Polski wywalczone z Widzewem, będzie wspominał jako jedyne w swojej karierze.

Czy żałował podjętej pod wpływem emocji decyzji, która zaważyła na jego dalszej karierze? Być może tak. Po rozstaniu z Widzewem próbował swoich sił w wielu klubach: m.in. w Stali Mielec, Lechu Poznań, czy Ruchu Chorzów, ale nigdzie nie zbliżył się nawet to sukcesu odniesionego w Łodzi. Z pewnością mógł osiągnąć więcej, ale taki właśnie był: bezkompromisowy i nieugięty. I takiego zapamiętali go kibice klubu, któremu jako pierwszy dał chwile chwały. Przez lata, już jako obserwator, śledził osiągnięcia zespołu pod wodzą kolejnych trenerów. „Wielki Widzew” jego następcy Władysława Żmudy, czy drużynę z lat 90. pod wodzą Franciszka Smudy. Przeżył upadek i odrodzenie klubu w 2015 roku, miał okazję zobaczyć nowy stadion, otwarty dwa lata później. Powrotu do ekstraklasy i walki o kolejne trofea już jednak nie doświadczył. Miał problemy z płucami, po przebyciu ich kolejnego zapalenia zmarł w grudniu 2019 roku. 27 stycznia 2021 roku skończyłby 73 lata.