

Historia rywalizacji biało-czerwonych z reprezentacją Bośni i Hercegowiny nie należy co prawda do najdłuższych, ale z całą pewnością jest dość oryginalna. Przede wszystkim dlatego, że aż trzy razy mierzyliśmy się... przed świętami Bożego Narodzenia. A że grudzień to miesiąc, w którym do tradycji przykłada się szczególną wagę, za każdym razem spotkania odbywały się w tureckim Kundu. Doszło do trzech, z których dwa zakończyły się wygraną Polaków, a raz padł remis. Kolejne dwa mecze rozegrano już w Lidze Narodów (w sezonie 2020/21). W obu lepsza była kadra prowadzona przez Jerzego Brzęczka (2:1 w Zenicy i 3:0 we Wrocławiu).
Do premierowej konfrontacji obu reprezentacji doszło za kadencji Leo Beenhakkera. Holenderski selekcjoner chciał jeszcze w „starym” roku sprawdzić przydatność do drużyny piłkarzy na co dzień występujących na polskich boiskach. Przegląd potencjalnych kadrowiczów był szczególnie ważny po zakończonych sukcesem eliminacjach i pół roku przed turniejem finałowym Euro 2008. Choć trzeba przyznać, że okoliczności rozegrania meczu nie były specjalnie sprzyjające. Zaczęło się od problemów z dotarciem na stadion, później grę utrudniał ulewny deszcz. W tych warunkach, jak się wydaje, najlepiej odnalazł się Michał Goliński. Pomocnik zdobył swoją premierową bramkę w koszulce z orłem na piersi. Co ważne, okazała się ona zwycięska. Zawodnik Zagłębia Lubin zapracował na kolejne powołania, ale do Austrii i Szwajcarii ostatecznie nie pojechał. Wówczas z pewnością nie przypuszczał również, że więcej goli dla drużyny narodowej już nie strzeli.
Kolejny raz biało-czerwoni zameldowali się na tureckim wybrzeżu trzy lata później. Od ponad roku za przygotowanie kadry do mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie odpowiadał wówczas Franciszek Smuda, który podobnie jak Beenhakker zabrał na zgrupowanie ligowców. I choć dla wielu z nich była to niepowtarzalna szansa pokazania się selekcjonerowi i zgłoszenia gotowości do gry w drużynie narodowej, skorzystali z niej nieliczni. Z pięciu debiutantów (Grzegorz Sandomierski, Marcin Kikut, Dawid Plizga, Cezary Wilk i Tomasz Kupisz) żaden nie rozegrał w kadrze w sumie więcej niż czterech spotkań. Najbardziej zadowolony mógł być natomiast Paweł Brożek. Snajper Wisły w 23. występie zanotował jedyny w reprezentacyjnej karierze dublet. W Turcji musiał poczuć się naprawdę dobrze, bo niespełna miesiąc później podjął decyzję o przeprowadzce z Krakowa nad Bosfor i podpisał kontrakt z Trabzonsporem.
„Obojętnie, co bym nie powiedział po tym spotkaniu, i tak wszyscy będą narzekać i psioczyć na to, że tutaj przyjechaliśmy. Ja jednak wciąż uważam, że zgrupowanie w Turcji i mecz z Bośniakami miały sens” – ta pomeczowa wypowiedź Franciszka Smudy najlepiej podsumowuje ostatnie starcie Polaków z ekipą z Bałkanów. Delikatnie rzecz ujmując nie było to spotkanie, które zapadło kibicom w pamięć. Zdecydowana większość zapamiętała z niego tylko to, że po listopadowych meczach z Włochami (0:2) i Węgrami (2:1) na koszulki naszych piłkarzy wróciło godło. To, co jednak warto i trzeba było odnotować, to przede wszystkim debiut w reprezentacji i zwycięski gol Waldemara Soboty.
Udało się dopiero za szóstym razem. Premierową wygraną w Lidze Narodów biało-czerwoni świętowali w Zenicy. To było pierwsze starcie obu reprezentacji w meczu o punkty. Bohaterami zostali dwaj Kamile: Glik i Grosicki. Obaj godnie zastąpili nieobecnego w tym spotkaniu Roberta Lewandowskiego. Gospodarze objęli wprawdzie prowadznie po rzucie karnym, ale później sprawy w swoje ręce wzięli jedni z liderów kadry Jerzego Brzęczka. Najpierw celną główką popisał się Glik, a później „Grosik”. Co ciekawe, dla obu był to 75. mecz w drużynie narodowej. Czy można było lepiej uczcić taki jubileusz?
Poszli za ciosem. W rewanżowym meczu Ligi Narodów przewaga biało-czerwonych już nie podlegała dyskusji. Na stadionie we Wrocławiu goście nie mieli nic do powiedzenia, ale uczciwie trzeba dodać, że już od 15. minuty grali w osłabieniu, po czerwonej kartce dla Anela Ahmedhodžića. Bośniacy przyjechali do stolicy Dolnego Śląska ze swoimi największymi gwiazdami: Edinem Džeko i Miralemem Pjaniciem. Bohaterem spotkania został jednak Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski strzelił dwa gole i popisał się kapitalna asystą przy bramce Karola Linettego. Były to jego pierwsze trafienia na stadionie we Wrocławiu, ale na uznanie zasługują również Kamil Jóźwiak i Mateusz Klich. To ich dokładne podania otworzyły „Lewemu” drogę do bośniackiej bramki. Z piłkarzy, którzy grali wówczas we Wrocławiu, w kadrze Jana Urbana na tegoroczne mecze z Bośnią w Lidze Narodów (25 września i 5 października) znalazło się tylko trzech zawodników: Jan Bednarek, Tomasz Kędziora i Robert Lewandowski.
STATYSKI MECZÓW Z BOŚNIĄ I HERCEGOWINĄ
15.12.2007, Kundu (Turcja), Polska - Bośnia i Hercegowina 1:0, towarzyski
10.12.2010, Kundu (Turcja), Polska - Bośnia i Hercegowina 2:2, towarzyski
16.12.2011, Kundu (Turcja), Bośnia i Hercegowina - Polska 0:1, towarzyski
07.09.2020, Zenica, Bośnia i Hercegowina - Polska 1:2, Liga Narodów
14.10.2020, Wrocław, Polska - Bośnia i Hercegowina 3:0, Liga Narodów
Bilans: 5 meczów - 4 zwycięstwa Polski – 1 remis, bramki: 9-3.
Gole dla Polski: 2 - Paweł Brożek, Robert Lewandowski, 1 - Kamil Glik, Kamil Grosicki, Michał Goliński, Karol Linetty, Waldemar Sobota.
Selekcjonerzy: Leo Beenhakker (2007), Franciszek Smuda (2010, 2011), Jerzy Brzęczek (2x2020).
Debiutanci: 2007 - Rafał Boguski (w sumie 6A), Piotr Kuklis (w sumie 2A), Tomasz Lisowski (w sumie 3A), Piotr Madejski (w sumie 1A), Radosław Majewski (w sumie 9A), Szymon Pawłowski (w sumie 17A), Mariusz Pawelec (w sumie 2A), Michał Pazdan (w sumie 38A), 2010 - Marcin Kikut (w sumie 2A), Tomasz Kupisz (w sumie 4A), Dawid Plizga (w sumie 3A), Grzegorz Sandomierski (w sumie 3A), Cezary Wilk (w sumie 2A), 2011 - Michał Gliwa (w sumie 1A), Maciej Jankowski (w sumie 1A), Marcin Kamiński (w sumie 7A), Filip Modelski (w sumie 1A), Waldemar Sobota (w sumie 17A), Arkadiusz Piech (w sumie 4A), Arkadiusz Woźniak (w sumie 1A).