grzegorz latogrzegorz lato
KronikiChłopski zamach króla
Chłopski zamach króla
Autor: Rafał Byrski
Data dodania: 14.01.2021
FOT. EAST NEWSFOT. EAST NEWS

Upał był niemiłosierny. Pogoda w trakcie jednego z najważniejszych meczów w historii polskiego futbolu zdecydowanie faworyzowała rywali. Przecież to Brazylijczycy częściej niż Polacy biegają po boisku w takich warunkach. I to biegają jak charty. Ale 6 lipca 1974 roku trafili na godnego siebie przeciwnika. Na Stadionie Olimpijskim w Monachium Grzegorz Lato harował od jednego pola karnego do drugiego. I to jego gol rozstrzygnął o wygranej w meczu o trzecie miejsce na świecie. A Lacie zapewnił koronę króla strzelców niemieckiego mundialu. 

Wszystko, co najważniejsze, wydarzyło się w 77. minucie. Lato dostał podanie od Zygmunta Maszczyka i ruszył na przebój. Na pozycję wychodził mu Zdzisław Kapka, który kilka minut wcześniej wszedł na boisko. Podanie do szybkiego i wypoczętego kolegi wydawało się idealnym rozwiązaniem. Ale Lato miał „oczy dookoła głowy”, wielką intuicję i boiskową mądrość. Zobaczył, że Kapka jest na spalonym. Co w takiej sytuacji zrobił szybkobiegacz z Mielca? Niech sam opowie.

grzegorz lato

Sędzia boczny podniósł chorągiewkę, ale dobrze, że główny pokazał tylko ręką, żeby spuścił. A później była gonitwa przez pół boiska. Zrobiłem taki zamach (Lato często wspominał, że był to tak zwany „chłopski zamach” – przyp. red.), że będę podnosił piłkę po krótkim słupku. I bramkarz mi zrobił taki ruch, że niby chciał do środka, a tu myślał, że ja mu podniosę, a ja mu w drugą stronę. I ta piłka tak szła, że albo słupek, albo wyjdzie obok. I tak człowiek ją naciągał, a ona idzie i płacze. Ale wtoczyła się za słupek. 1:0.

Grzegorz Lato, TVP Sport, 14 lipca 2018 r.
1:0 Gol G. Laty, asysta Z. Maszczyka

Polacy wygrali z Brazylią, ale bohater biało-czerwonych był po meczu tak zmęczony, że ledwo dowlókł się do szatni. Tam położył się w małym jacuzzi i… zasnął. Tak na pół godziny, bo później trzeba było wracać do hotelu. Lato przeszedł do historii, ale razem z nim także… Kapka. Tego gola, z komentarzem Jana Ciszewskiego, wciąż przecież oglądają kolejne pokolenia kibiców. A słynny komentator właśnie w tej akcji wymienił nazwisko napastnika Wisły Kraków. Ale Kapka stał się także obiektem żartów kolegów z drużyny.

Powiedziałem Zdzisiowi (Kapce – przyp. red.): „Szkoda, że się nie odbiła od słupka i nie wróciła do ciebie, bo jak byś strzelił, to byś był jak Jasiu Domarski na Wembley. Gorzej, gdybyś nie trafił” (śmiech).

Wypowiedź Marka Kusty z książki Karoliny Apiecionek „Mundial’74. Dogrywka”, Wydawnictwo Oleksiejuk, Warszawa, 2012 r.

Ten gol przyniósł Lacie nie tylko koronę króla strzelców, ale także wielką popularność w Brazylii. Gdy trzy lata później kadra Jacka Gmocha przyleciała na towarzyski mecz z reprezentacją „canarinhos”, to Lato nie mógł opędzić się od brazylijskich dziennikarzy. Wtedy gola nie strzelił, ale rok później na mundialu w Argentynie znowu „skaleczył” bramkarza Émersona Leão. Niestety, było to tylko trafienie honorowe. Biało-czerwoni przegrali 1:3 i zamiast wejść z przytupem do strefy medalowej musieli wracać do domu.