Tomasz RząsaTomasz Rząsa
11 marca 1973
Autor: Piotr Kuczkowski
Data dodania: 11.03.2026
FOT. CYFRASPORTFOT. CYFRASPORT

Jeśli ktoś chciałby wskazać polskiego zawodnika, który po zakończeniu gry w piłkę najlepiej odnalazł się w nowej rzeczywistości, on mógłby być z pewnością jednym z głównych kandydatów. Być może na mnogość pomysłów na „życie po życiu” wpłynęła jego bogata kariera na murawie, doświadczenie zdobywane poza granicami Polski i występy w drużynie narodowej. Fakty są bowiem takie, że w jego piłkarskim CV nie brakuje sukcesów. Odkąd w 2008 roku zawiesił buty na kołku, wciąż wydaje się być nienasycony.

Jego historia zaczyna się w Krakowie. Pod Wawelem przyszedł na świat, dorastał i postanowił związać się z futbolem. Wówczas jeszcze pewnie nie wiedział, że będzie to przygoda na całe życie, która przyniesie mu wiele wyzwań i wyrzeczeń, ale też satysfakcji z kolejnych osiągnięć. Zaczynał w Cracovii jako nastolatek, by już kilka lat później dołączyć do pierwszego zespołu. Z Pasami występował na niższych poziomach rozgrywkowych, ponieważ w tym czasie klubowi z ulicy Kałuży daleko było do dawnej świetności.

Na początku lat 80. ojciec wziął mnie i brata Maćka na mecz drugoligowych „Pasów”. To było tuż przed awansem do ekstraklasy. W 1983 r. zacząłem trenować w Cracovii. Gdy trener Janusz Sputo wrócił z Niemiec, długoletni działacz Cracovii Ignacy Książek namówił go do przeprowadzenia naboru. Na pierwszy trening zaprowadził mnie tata z redaktorem Andrzejem Szelągiem. Ojciec się z nim przyjaźnił. Szeląg uważał, że mam talent. Byłem już wprawiony w bojach na osiedlowym boisku. Mieszkaliśmy wtedy na Azorach. Tak się składało, że nigdy nie kopałem piłki z rówieśnikami, tylko chłopakami o trzy, cztery lata starszymi. To była niezła przeprawa.

Tomasz Rząsa
WYPOWIEDŹ DLA KRAKOW.WYBORCZA.PL Z 25 CZERWCA 2004 R.

Podwórkowa szkoła życia wyrobiła w marzącym o wielkiej karierze chłopaku charakter, który okazał się niezbędny w kolejnych latach. Z Cracovią wywalczył mistrzostwo Polski juniorów, ale z czasem doszedł do wniosku, że do robienia dalszych postępów, konieczna będzie zmiana otoczenia. W trakcie sezonu 1991/92 zdecydował się na przeprowadzkę do Wielkopolski, ale nie do Poznania, a do maleńkich Pniew, gdzie sympatycy, a przede wszystkim właściciel miejscowego Sokoła marzyli o zbudowaniu wielkiego klubu. Drużyna z roku na rok pięła się w krajowej hierarchii, żeby w sezonie 1993/94 zameldować się w ekstraklasie. Spory udział w tym sukcesie miał również Rząsa, który co ciekawe występował wówczas na pozycji… napastnika i często trafiał do siatki.

Tomasz Rząsa Sokół PniewyTomasz Rząsa Sokół Pniewy
FOT. 400MM

Na najwyższym szczeblu rozgrywek w Polsce Tomasz Rząsa występował przez półtora sezonu. Na zdjęciu w wygranym 1:0 meczu Sokoła Pniewy z Legią Warszawa, w którym zdobył zwycięską bramkę (7. kolejka sezonu 1994/1995, 17.09.1994). Późniejszego reprezentanta Polski próbują powstrzymać Jacek Zieliński (w środku) i Marcin Jałocha (z prawej). 

GLOBTROTER

Wysoka dyspozycja młodego piłkarza nie mogła ujść uwadze ekspertów. Szansę debiutu w reprezentacji Polski, w towarzyskim meczu z Arabią Saudyjską (2:1) w grudniu 1994 roku, dał mu selekcjoner Henryk Apostel. Co ciekawe Rząsa od razu zdobył premierową bramkę w koszulce z orłem na piersi, ale jak pokazała przyszłość – jedyną. Na kolejne powołanie przyszło mu również czekać bardzo długo, bo w kadrze znów zameldował się dopiero… 5 lat później. W tym czasie był już jednak na zupełnie innym etapie kariery. Od 1995 roku zdobywał doświadczenie na zachodzie Europy. Pierwszym kierunkiem był Zurych, gdzie przez dwa lata w drużynie Grasshopper wywalczył dwa mistrzostwa. Później w Szwajcarii występował również w FC Lugano i Young Boys Berno, żeby w 1997 roku trafić do Holandii. Z krajem tulipanów związany jest najdłuższy i najbardziej owocny okres w karierze Polaka. Zaczynał w De Graafschap, z którego po dwóch latach wykupił go Feyenoord. W klubie z Rotterdamu do swojego dorobku dopisał Superpuchar, ale przede wszystkim Puchar UEFA.

Tomasz RząsaTomasz Rząsa
FOT. 400MM

W wielkim finale Pucharu UEFA sezonu 2001/02 Feyenoord na własnym stadionie pokonał Borussię Dortmund 3:2. Tomasz Rząsa rozegrał całe spotkanie i został drugim w historii Polakiem (po Andrzeju Buncolu), który sięgnął po to trofeum.

Graliśmy u siebie i to było takie nadzwyczajne, ponieważ rozpoczęliśmy rozgrywki w fazie grupowej Champions League, w naszej grupie zajęliśmy 3. miejsce za Bayernem Monachium i Spartą Praga i wydawało się, że te puchary są dla nas skończone. Natomiast przeszliśmy automatycznie do Pucharu UEFA i tam z rundy na rundę szło nam coraz lepiej. W bratobójczym ćwierćfinale pokonaliśmy PSV Eindhoven, dopiero w rzutach karnych. Po bardzo ciężkich meczach z Interem Mediolan w półfinale, przeszliśmy chyba najtrudniejszego rywala. No i w finale graliśmy u siebie na de Kuip w Rotterdamie, bo tam był wyznaczony finał i to było na pewno dla nas duże ułatwienie, że graliśmy przed własną publicznością. Do tego Borussia Dortmund przyjechała 3 dni po zdobyciu mistrzostwa kraju i troszeczkę ich to uśpiło. (...) To było dla mnie wielkie osiągnięcie, pewnie również dla kibiców z Polski, którzy doceniają takie drobne osiągnięcia rodaków. Bo nie było wielu takich piłkarzy, którzy sięgnęli po to trofeum.

Tomasz Rząsa
WYPOWIEDŹ DLA SPORT.TVP.PL Z 23 MAJA 2015 R.

Wywalczenie jednego z najważniejszych europejskich trofeów było bez wątpienia największym sukcesem w karierze polskiego obrońcy. Z Rotterdamem Rząsa pożegnał się w 2003 roku, kiedy zdecydował się na przeprowadzkę do Serbii. I choć w belgradzkim Partizanie spędził tylko sezon, zaowocował on wicemistrzostwem kraju. Co ciekawe w tym czasie szybko zapracował również na sympatię miejscowych fanów, stając się jednym z ulubieńców trybun. Po kilkunastu miesiącach spędzonych na Bałkanach postanowił jednak wrócić na zachód Europy: najpierw do Holandii, gdzie związał się kolejno z Heerenveen i ADO Den Haag, a później do Austrii, gdzie w 2008 roku zakończył karierę jako piłkarz SV Ried.

W KADRZE I SZTABIE

Dokładnie 2235 dni Tomasz Rząsa czekał na swój drugi występ w reprezentacji Polski. Szansę dał mu dopiero Jerzy Engel, który w towarzyskim meczu z Francją w Saint-Denis, wpuścił go na boisko w samej końcówce. Tego „ponownego” debiutu obrońca nie mógł jednak zaliczyć do udanych, bo kilka minut później Zinédine Zidane dał skromną wygraną gospodarzom. Mimo, że w kolejnych miesiącach zawodnik Feyenoordu nie był kluczową postacią kadry, będąc głównie zmiennikiem w meczach towarzyskich (jedynym meczem w eliminacjach mistrzostw świata 2002 był bezbramkowy remis z Walią), selekcjoner zdecydował się zabrać go na turniej do Korei Południowej i Japonii. W Azji Rząsa zaliczył 20 minut w zakończonym klęską 0:4 starciu z Portugalią.

Skrót meczu

Miejsce w reprezentacji widział dla Rząsy również Paweł Janas, ale on mimo, że stawiał na obrońcę w meczach eliminacyjnych, ostatecznie nie zabrał go na mistrzostwa świata do Niemiec (2006). Był to jeden z najtrudniejszych momentów w karierze zawodnika, który jak się później okazało, nigdy więcej nie założył już koszulki z orłem na piersi. Jego ostatnim występem w biało-czerwonych barwach był więc ten z 14 maja 2006 roku w towarzyskim meczu z Wyspami Owczymi (4:0). Reprezentacyjny bilans zamknął się na 36 występach i 1 bramce.

Tomasz Rząsa

W nocy przed dniem ogłoszenia kadry spałem spokojnie. Przecież z 10 meczów eliminacyjnych 9 rozegrałem od początku. Tych, które decydowały o awansie. Jeździłem na wszystkie zgrupowania. Nawet kosztem udziału w pogrzebie mojego przyjaciela Krzysia Nowaka. Pamiętam pierwsze słowa Jurka (Dudka – przyp. red.) : „To nie dzieje się naprawdę, to jest jakaś farsa”. Śmialiśmy się przez łzy. Nie wiem, czy ze mną, Dudkiem i Frankowskim byłoby lepiej. Ale pewna grupa ludzi ten awans zapewniła, a nasza siła tkwiła w drużynie. Robienie takiej rewolucji za pięć dwunasta było błędem Janasa.

Tomasz Rząsa
WYPOWIEDŹ DLA SPORT.DZIENNIK.PL Z 13 PAŹDZIERNIKA 2007 R.

Przygoda z kadrą Tomasza Rząsy zakończyła się więc w nie najlepszej atmosferze. Co nie znaczy, że rozstał się z nią na zawsze. W latach 2011–13 pełnił funkcję dyrektora reprezentacji ds. kontaktów z mediami. W tym czasie współpracował z selekcjonerami Franciszkiem Smudą i Waldemarem Fornalikiem.

Tomasz Rząsa - 49. urodzinyTomasz Rząsa - 49. urodziny
FOT. CYFRASPORT

Tomasz Rząsa był członkiem sztabu biało-czerwonych podczas rozgrywanego w Polsce i na Ukrainie Euro 2012. Na zdjęciu podczas ceremonii losowania grup turnieju finałowego w Kijowie, 2 grudnia 2011 roku.

ZAWÓD DYREKTOR

Praca w reprezentacji Polski tylko utwierdziła Rząsę w przekonaniu, żeby dalej pozostać blisko futbolu. Już przed związaniem się z krajową federacją, pełnił funkcję doradcy prezesa Cracovii Janusza Filipiaka, a także dyrektora sportowego „Pasów”. Po rozstaniu z kadrą nie wrócił jednak do rodzinnego Krakowa, a swoje życie związał z Poznaniem. Najpierw jako asystent Macieja Skorży (wspólnie poprowadzili Lecha do mistrzostwa Polski w sezonie 2014/15), a od 2018 roku jako dyrektor sportowy. Jego praca najskutecznie zaowocowała po raz pierwszy w 2022 roku, który z założenia miał być i był dla Kolejorza wyjątkowy, nie tylko z powodu 100-lecia istnienia klubu.

Tomasz Rząsa

Nie ukrywamy, że jesteśmy gotowi bić się w tym sezonie o mistrzostwo Polski i taki wynik na koniec nas interesuje. Pokazujemy to w kilku meczach z drużynami z górnej części tabeli, ale też z tej dolnej. Musimy to udowadniać w każdym spotkaniu i z każdym rywalem. Lider waży tyle, że musimy być jeszcze bardziej czujni i skoncentrowani. Mówię o sztabie, ludziach pracujących w klubie oraz piłkarzach. Czekają nas teraz mecze, które w teorii wydają się łatwiejsze, ale musimy uważać. Ktoś powie, że to oznaka słabości, ale też grałem w piłkę i wiem, że to będą bardzo trudne spotkania. To, że jesteśmy liderem i gramy solidnie buduje w nas wiarę, że na każdy mecz wychodzimy, jak po swoje i idziemy po zwycięstwo.

Tomasz Rząsa
WYPOWIEDŹ DLA PLUS.GLOSWIELKOPOLSKI.PL Z 23 PAŹDZIERNIKA 2021 R.

Bojowe nastroje w Poznaniu doprowadziły ostatecznie Lecha do wywalczenia upragnionego tytułu. I choć w sezonie 2022/23 mistrzowie Polski szybko pożegnali się z marzeniami o fazie grupowej Champions League, to w Lidze Konferencji Europy spisali się świetnie, dochodząc aż do ćwierćfinału. Kolejorz został pierwszą drużyną znad Wisły, która po 32 latach, wiosną awansowała do kolejnej rundy pucharowej rywalizacji. W sezonie 2024/25 Lech ponownie sięgnął po tytuł najlepszej drużyny w Polsce. Co prawda znów bramy Ligi Mistrzów pozostały dla poznaniaków zamknięte, ale zespół prowadzony przez Nielsa Frederiksena wiosną wciąż jest w grze w Lidze Konferencji, w której w 1/8 finału czeka ich dwumecz z ukraińskim Szachtarem Donieck. Wyniki ostatnich kilkunastu miesięcy, to rzecz jasna także zasługa 36-krotnego reprezentanta Polski.

Tomasz Rząsa - Cracovia, Feyenoord, dyrektor sportowy Lecha Poznań