

Ach, co to był za mecz! Kibice kobiecej reprezentacji Polski obejrzeli w Gdańsku prawdziwy thriller, by nie powiedzieć – horror! Na całe szczęście zakończył się on po myśli biało-czerwonych. Po porażce 0:1 w pierwszym meczu wiadomym było, że aby awansować do finału baraży o mistrzostwa świata, Polki musiały wygrać z Belgijkami różnicą przynajmniej dwóch bramek. Tej sztuki nie udało się akurat dokonać, bo rywalki dwukrotnie doprowadzały do wyrównania – najpierw w ciągu podstawowych 90 minut, a później w dogrywce. Naszym paniom udało się finalnie wygrać 3:2, dzięki czemu doszło do serii rzutów karnych (w dwumeczu był remis 3:3). W nich błysnęła Kinga Seweryn, broniąc dwie jedenastki! Lowiese Seynhaeve zdołała powstrzymać jedynie Ewę Pajor. Awans reprezentacji Polski zapewniła Natalia Padilla-Bidas, bardzo pewnie trafiając z 11 metrów. W finale baraży na biało-czerwone czekała już Irlandia, z którą nasze piłkarki dwukrotnie przegrały w fazie grupowej eliminacji mundialu 2027 (2:3 w Gdańsku, 0:1 w Dublinie).


















































19
N. Padilla-Bidas
11
M. Sobal
6
A. Zaremba
►UWAGA! W 73. minucie selekcjonerka Nina Patalon została ukarana żółtą kartką. Napomnienie nie jest wliczone do pomeczowych statystyk.



– Wtorek to może być piękny dzień. 13 października wszystko może się zdarzyć, tak kiedyś śpiewała Anita Lipnicka – mówiła selekcjonerka reprezentacji Polski Nina Patalon, która przed pierwszym gwizdkiem sędziny z Chorwacji była bardzo skoncentrowana, przy czym nie stroniła od uśmiechów. Bił z niej optymizm, którym chciała zarazić swojej podopieczne, które potrzebowały jak najwięcej pozytywnych bodźców, żeby odwrócić losy rywalizacji.
Reprezentacja Polski kobiet przed meczem z Belgią. W górnym rzędzie od lewej: Kinga Seweryn, Oliwia Woś, Milena Kokosz, Paulina Dudek, Patrycja Sarapata, Wiktoria Zieniewicz. W dolnym rzędzie od lewej: Weronika Zawistowska, Paulina Tomasiak, Adriana Achcińska, Ewa Pajor (kapitanka), Ewelina Kamczyk.



Polskie piłkarki stoją przed szansą na historyczny sukces. Reprezentacja nigdy wcześniej nie zakwalifikowała się na mundial, chociaż w 2025 roku zanotowała debiut na mistrzostwach Europy w Szwajcarii. Trzon obecnej kadry stanowią zawodniczki występujące na co dzień w mocnych europejskich klubach. Liderką ofensywy pozostaje Pajor, która od momentu debiutu w 2013 roku rozegrała w narodowych barwach 109 meczów, zdobywając w nich 71 bramek.



Cóż to była za dramaturgia! Najważniejsze, że ze szczęśliwym zakończeniem. Polskie piłkarki zagrają decydujący dwumecz o awans na mistrzostwa świata w Brazylii.







Ten mecz dostarczył nam mnóstwo emocji, trudno nawet wskazać moment, w którym były one największe. W takich spotkaniach najważniejsze jest to, by skupić się na tym, co dzieje się tu i teraz i nie dopuszczać do siebie niepotrzebnych myśli. Zachowałyśmy koncentrację i wytrzymałyśmy presję.




Obie wskazane powyżej piłkarki były bohaterkami tego spotkania. Dla trzeciej – Natalii Padilli-Bidas, która wykonała decydującą o awansie jedenastkę – nie starczyło nam niestety miejsca. O ile w przypadku Ewy Pajor możemy mówić o bohaterce oczywistej, tak w przypadku Kingi Seweryn już nie. Niewykluczone bowiem, że gdyby kontuzji nie złapała Kinga Szemik – reprezentacyjna jedynka – to jej imienniczka nie stanęłaby w bramce w dwumeczu z Belgią. Nieszczęście koleżanki okazało się być szczęściem jej rywalki. Seweryn swoją postawą w obu spotkaniach z Belgijkami udowodniła, że zasługuje na bluzę z numerem 1. Gdyby nie jej parady w Leuwen i Gdańsku, biało-czerwone nie cieszyłyby się z awansu do finału baraży o mundial. W dwóch starciach nasza bramkarka obroniła m.in. trzy rzuty karne (!) – w tym dwa w serii jedenastek w rewanżu (Jarne Teulings i Luny Vanzeir).
Mieszane uczucia mogła mieć z kolei bohaterka oczywista, czyli Ewa Pajor. Kapitance biało-czerwonych, mającej pewne miejsce w składzie, dwukrotnie nie udało się pokonać z 11. metrów belgijskiej bramkarki, Lowiese Seynhaeve. W Leuwen rzecz miała miejsce w trakcie meczu, w Gdańsku w serii rzutów karnych. Na szczęście niepowodzenie w jedenastkach napastniczka Barcelony powetowała sobie już wcześniej, w trakcie spotkania rewanżowego, kiedy to dwa razy posyłała piłkę do bramki Belgii – w 42. i 116. minucie.







Jestem bardzo szczęśliwa. Zazwyczaj jestem bardzo wylewna, a dziś brakuje mi słów, by opisać te emocje. Czuję się super! Gdy okazało się, że awansujemy, to popłakałam się. Łzy to efekt emocji, które nam towarzyszyły w trakcie meczu. Tyle tego się uzbierało... W pierwszej połowie odrabiałyśmy straty, doprowadziłyśmy do dogrywki, kumulacja wszystkiego w sobie. Po ostatnim karnym łzy już poleciały same, jako naturalna reakcja.







Dla mnie jednym z najlepszych momentów związanych z każdym zgrupowaniem było już samo to, że mogłam na nie jechać. Często była to dla mnie odskocznia, trochę inny świat. Funkcjonowanie na kadrze wyglądało inaczej niż codzienne życie w klubie. Byłyśmy tam nieco inaczej zaopiekowane i można było na chwilę odetchnąć od codziennych obowiązków. No i kluczowe było spotkanie z dziewczynami. Ten wspólnie spędzany czas był dla mnie czymś wyjątkowym, czymś, co ładowało mnie energią. Naprawdę czekało się na powołanie. Za każdym razem, kiedy je dostawałam, bardzo się cieszyłam.









Po ubiegłotygodniowej porażce w Belgii, Polki musiały wygrać rewanż na stadionie Polsat Plus Arena Gdańsk. Udało się – po dogrywce i karnych! Polki warto oglądać: grają pięknie, pomysłowo, z rozmachem i potrafią „zostawić serce” na boisku. W odróżnieniu od naszych pań, tak pozytywnych emocji reprezentacja Polski mężczyzn nie dostarczyła kibicom od lat.