holandia - polska (14.10.1992)holandia - polska (14.10.1992)
KronikiZ (nie)małą pomocą bramkarza
Z (nie)małą pomocą bramkarza
Autor: Rafał Byrski
Data dodania: 06.05.2021
FOT. PAPFOT. PAP

Bramkarze. Oni rzeczywiście mogą powiedzieć o sobie, że do wszystkiego doszli pracą własnych rąk. Dosłownie i w przenośni. A holenderscy fachowcy w tej dziedzinie od lat cieszą się zasłużoną renomą. Wielkie sukcesy reprezentacji Oranje kojarzone są także z nimi. Począwszy od Jana Jongbloeda (wicemistrz świata 1974 i 1978), Hansa van Breukelena (mistrz Europy 1988) i Edwina van der Sara (czwarte miejsce na mundialu w 1998 roku), skończywszy na Martenie Stekelenburgu (wicemistrzostwo świata 2010). Ale Holendrzy w gronie reprezentacyjnych golkiperów mieli także wyjątkowego… nieudacznika. Stanley Menzo zawsze był w cieniu van Breukelena, ale kiedy wreszcie dostał szansę zaistnienia w drużynie narodowej, totalnie zawalił sprawę. A było to w meczu z… Polską. 14 października 1992 roku biało-czerwoni zremisowali 2:2 w eliminacjach mistrzostw świata z faworytem grupy. 

Andrzej Strejlau zabrał do Rotterdamu rutyniarzy i gołowąsów. Selekcjoner nie przejął się chwytliwym hasłem „zmieniamy szyld i jedziemy dalej”. Nie chciał postawić tylko na tych, którzy kilka miesięcy wcześniej przywieźli z igrzysk w Barcelonie srebrny medal. W wyjściowym składzie na starcie z faworytem grupy znalazł miejsce tylko dla czterech z nich: Dariusza Adamczuka, Jerzego Brzęczka, Marka Koźmińskiego i Wojciecha Kowalczyka. Jednocześnie nie wyobrażał sobie jedenastki bez doświadczonych i sprawdzonych graczy: Romana Szewczyka, Piotra Czachowskiego, Roberta Warzychy, Jacka Ziobera czy Romana Koseckiego. Na dodatek Strejlau „odkurzył” grającego na co dzień w Holandii 35-letniego Włodzimierza Smolarka, który wrócił do drużyny narodowej po czteroletniej przerwie.

A skład Holendrów mógł przyprawić wtedy o zawrót głowy. Co nazwisko, to gwiazda: Ronald Koeman, Jan Wouters, Robert Witschge, Frank Rijkaard, Dennis Bergkamp i Marco van Basten. Na szczęście dla nas mieli także Stanleya Menzo. Nie trzeba było długo czekać na wpadkę czarnoskórego bramkarza Ajaksu.

0:1 M. Koźmiński dobija strzał R. Koseckiego

W 19. minucie Kowalczyk podaje do Koźmińskiego, ten odgrywa do Romana Koseckiego, który mocno strzela na bramkę. Piłka jest śliska i Stanley Menzo nie utrzymuje jej w dłoniach. Za strzałem podążył Koźmiński i dosłownie z metra pakuje futbolówkę do siatki.

Antoni Bugajski „Jak Polacy w Holandii szyld kadry zmieniali”; „Przegląd Sportowy”, 4 września 2020 r.
0:2 W. Kowalczyk podwyższa prowadzenie
wojciech kowalczyk

W Rotterdamie zdobyłem świetnego gola – po dośrodkowaniu Romka Koseckiego uderzyłem piłkę z ostrego kąta, w długi róg, z kozłem. To jest moja klasyka! Każdy bramkarz, który ze mną trenował, wie, że uwielbiam takie strzały i tam nie było mowy o przypadku. Stanley Menzo frunął do mnie niczym ptak, więc musiałem go „nawrócić” po rogu. Całe szczęście, że rozstawił nogi i odpowiednio umieściłem piłkę.

Wojciech Kowalczyk, Krzysztof Stanowski „Kowal. Prawdziwa historia”; Wyd. Kanał Sportowy, Warszawa 2021

Tego trafienia „Kowala” w bezpośrednim przekazie TVP jednak nie było. „Zakłócenia na łączach” okazały się silniejsze. Dariusz Szpakowski musiał przejść na komentarz radiowy, co zresztą zrobił bez większego trudu. W końcu właśnie w Polskim Radiu zaczęła się jego błyskotliwa kariera. A w Rotterdamie szok i niedowierzanie! Po dwudziestu minutach było 2:0 dla skazanych na pożarcie Polaków! Ale holenderskie gwiazdy szybko doszły do siebie. Już na początku drugiej połowy doprowadziły do remisu po golach Petera van Vossena. Pomocną dłoń podał im… Jarosław Bako. Polski bramkarz bronił świetnie, ale nie popisał się przy drugim golu dla gospodarzy. Na miano „człowieka, który zatrzymał Holandię” zdecydowanie nie zasłużył.

Remis przyjęto u nas z zadowoleniem, ale także z niedosytem. Tak blisko pierwszej wyjazdowej wygranej z Holandią nie byliśmy nigdy wcześniej, ani nigdy później. Z sentymentem do tego meczu wracał po latach także Andrzej Strejlau.

Andrzej Strejlau, Legia Warszawa 1988 rok.

– Najlepszy i najgorszy mecz Twojej kadencji?

– Najlepszy? Ten z Holandią w 1992 roku, był remis 2:2. Wystawiłem w końcówce „wiekowego” Włodzimierza Smolarka i omal nie wygraliśmy. Rywale, ówcześni mistrzowie Europy (to błąd, mecz odbył się 14 października, a wtedy mistrzami Europy byli już Duńczycy, którzy zdobyli ten tytuł kilka miesięcy wcześniej na turnieju w Szwecji – przyp. red.), wystąpili w najmocniejszym składzie. W Rotterdamie padła moja ulubiona bramka, po akcji „dwupodaniowej”. Odbiór Romana Szewczyka na łuku własnego pola karnego, przerzut po diagonalnej na skrzydło, gdzie był Roman Kosecki, i dośrodkowanie na głowę Wojciecha Kowalczyka. Stadiony Europy! Mam żal do TVP Sport, że nie przypomina tego co miesiąc.

Andrzej Strejlau w rozmowie z Jerzym Chromikiem „On, Strejlau”; Wydawnictwo SQN, Kraków 2018

Na szczęście w Bibliotece PZPN mecz w Rotterdamie można oglądać do woli. I tylko szkoda, że piłki meczowej na 3:2 nie wykorzystał Smolarek. Wszedł na ostatnie dwadzieścia minut, ale w sytuacji sam na sam trafił wprost w bramkarza. A w lidze holenderskiej „Smolar” strzelał gole Menzo jak na zawołanie.

Niestety, remis w Rotterdamie Holendrom nie zaszkodził, a nam nie pomógł. Reprezentacja Oranje pojechała na amerykański mundial, zajmując drugie miejsce w grupie i ustępując tylko rewelacyjnym w tym czasie Norwegom. My zostaliśmy w domu, co było zresztą symboliczne dla tamtego pokolenia piłkarzy. W końcu wszystkie poważne turnieje w latach 90. oglądali z perspektywy domowej kanapy.