nrd - polska (10.10.1981)nrd - polska (10.10.1981)
KronikiWiatrak z towarzysza Weisego
Wiatrak z towarzysza Weisego
Autor: Rafał Byrski
Data dodania: 10.10.2023
FOT. PAPFOT. PAP

Wejdą czy nie wejdą? To pytanie w październiku 1981 roku zadawało sobie wielu Polaków. W naszym kraju trwał wtedy w najlepsze karnawał „Solidarności”. Ale powstanie 10-milionowego niezależnego związku zawodowego nie mogło podobać się Związkowi Radzieckiemu oraz pozostałym krajom tak zwanego bloku komunistycznego. „Solidarność” coraz śmielej żądała większej wolności i demokracji, naciskając na władze PRL-u licznymi strajkami i protestami. A temu wszystkiemu z niepokojem i obawą przyglądali się nasi sąsiedzi. Wojska Układu Warszawskiego stojące na granicy tylko czekały, by przyjść nam z „bratnią pomocą”. Wschodnioniemieckie gazety pisały, że Polacy strajkują, bo nie chce im się pracować. W takich warunkach reprezentacja Antoniego Piechniczka przygotowywała się do decydującego starcia z NRD w eliminacjach mistrzostw świata. 10 października 1981 roku w Lipsku miało się rozstrzygnąć, kto pojedzie na mundial do Hiszpanii.

Wojna psychologiczna rozpoczęła się na długo przed pierwszym gwizdkiem hiszpańskiego sędziego Augusto Lamo Castillo. Polacy doskonale pamiętali mecz sprzed dwóch lat. Wtedy w eliminacjach ME 1980 przegrali z gospodarzami 1:2, choć do przerwy prowadzili po golu Zbigniewa Bońka. Ale w drugiej połowie nasi piłkarze zupełnie opadli z sił. Okazało się, że podczas przedmeczowego obiadu niemieccy działacze coś im dosypali do posiłku. A to z pewnym opóźnieniem wywołało u Polaków kłopoty żołądkowe.

Kilka miesięcy później Niemcy przyjechali na rewanż do Chorzowa. I bardzo się pilnowali. Przed każdym posiłkiem brali do sprawdzenia próbki jedzenia. W 1981 roku równie ostrożni byli Polacy. Do Lipska zabrali dwóch kucharzy, wodę i produkty żywnościowe. W czasie posiłków członkowie naszej ekipy pilnowali niemieckich kelnerów, by ci nic nie dosypali do posiłków. Piłkarze dostali zalecenie, że nawet myjąc zęby, mają używać tylko wody przywiezionej z Polski. A przedmeczowa odprawa odbyła się w pomieszczeniu dla masażystów, bo obawiano się podsłuchu.

Gospodarze oczywiście gorąco protestowali, także za pośrednictwem swojej ambasady w Warszawie. Ale nic nie wskórali. Piechniczek wiedział, co robi. Stawka meczu była zbyt wysoka, a przyjaźń między Polską i NRD zadekretowana głównie przez PRL-owską propagandę.

Polacy byli doskonale przygotowani nie tylko organizacyjnie, ale także sportowo. Ówczesny szef banku informacji Jerzy Engel doskonale rozpracował rywali. A Piechniczek nie bał się ryzyka. Na ławce posadził m.in. Andrzeja Buncola, który kilka miesięcy wcześniej strzelił jedynego gola w zwycięskim meczu z NRD w Chorzowie. W Lipsku Buncola z powodzeniem zastąpił Waldemar Matysik. Gospodarze, zgodnie z przewidywaniami Engela, od pierwszych minut ruszyli do zdecydowanych ataków. Ale równie szybko zostali skontrowani.

0:1 Gol A. Szarmacha

Na początku nas przycisnęli, ale w drugiej minucie piłka trafiła do mnie. Za plecami biegł Waldek Matysik, wspaniały chłopak. Krzyknąłem do niego „Idziesz!” i puściłem mu piłkę wzdłuż linii. On zacentrował wprost na głowę Andrzej Szarmacha. Oczywiście padł gol, bramkarz tylko bezradnie popatrzył na piłkę w siatce.

Wypowiedź Grzegorza Laty z książki Pawła Czado i Beaty Żurek „Piechniczek. Tego nie wie nikt”; Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2015

A później do akcji wkroczył Włodzimierz Smolarek. Nasz sztab wiedział, że szybkiego jak wiatr napastnika Widzewa będzie krył doświadczony obrońca (86. mecz w reprezentacji) Konrad Weise.

włodzimierz smolarek

Engel z uśmiechem na twarzy tłumaczył mi: „Kiedyś to Weise był bardzo dobry, ale dziś jest już bardzo wolny, nie ma tej zwrotności co kiedyś. Ty jesteś bardzo szybki, więc jeśli dostaniesz piłkę, przepuść ją, lekko uderz do przodu, wytrzymaj jego uderzenie, bo na pewno będzie chciał cię przewrócić, i uciekaj. Uwierz mi”. […] Wiedziałem od trenerów, że Weise jest prawonożny, wszystkie zwody wykonuje w prawo, więc przy dużej ruchliwości powinienem go zgubić. W dogodnej sytuacji mam go więc obiegać, żeby nie mógł mnie złapać. Rywale stosowali zasady: piłka może przejść, ale zawodnik drużyny nie. Wytrzymałość była potrzebna, aby zagrać tak jak rywale: twardo, agresywnie, bezpardonowo.

Jacek Perzyński „Smolar. Piłkarz z charakterem”; Wydawnictwo Erica, Warszawa 2012

I to się sprawdziło już w piątej minucie. Smolarek włączył turbodoładowanie i pokazał „towarzyszowi Weisemu” plecy. Po raz pierwszy, ale nie ostatni tego dnia. Przy tym golu było jednak trochę nerwów, bo Smolarek po minięciu bramkarza i mając przed sobą pustą bramkę zaczął przekładać piłkę z nogi na nogę. Winę za tę sytuację wziął na siebie… ojciec piłkarza.

0:2 Gol W. Smolarka

Jak wszyscy chyba kibice w Polsce myślałem, że Włodek nie wytrzyma nerwowo przy swojej pierwszej bramce... To, że mój syn nie strzelał wcześniej prawą nogą, to chyba moja wina. Jako kilkuletni chłopak uderzał tylko prawą, a ja go zmuszałem do kopania lewą na tyle skutecznie, że ma teraz lepsze uderzenie z lewej. To, że nie boi się walki z rosłymi obrońcami, wzięło się stąd, że jak się czegoś bał jako dziecko, to zwyczajnie dostawał lanie!

Ryszard Smolarek, wypowiedź pochodzi z książki Jacka Perzyńskiego „Smolar. Piłkarz z charakterem”; Wydawnictwo Erica, Warszawa 2012

Grapenthin (niemiecki bramkarz – przyp. red.) zachował się jak frajer. Dobrze wyszedł, aż za linię pola karnego, ale wtedy powinien złapać Smolarka za nogi. Byłby rzut wolny, może żółta karka, ale nie gol.

Wypowiedź Władysław Żmudy dla tygodnika „Sportowiec”, 14 października 1981 r.

Do przerwy 2:0 dla koncertowo grającej drużyny Piechniczka. Ale Niemcy jak wiemy, obojętnie czy ci ze wschodu, czy z zachodu, grają do końca. Gdy na początku drugiej połowy Rüdiger Schnuphase strzelił z karnego kontaktowego gola, zrobiło się nerwowo. Ale wtedy znowu Smolarek zabawił się w kotka i myszkę ze swoim „aniołem stróżem”.

1:3 Gol W. Smolarka, asysta W. Matysika

Najbardziej szczęśliwy był Włodek Smolarek. Po pierwszym meczu z NRD „wyrzucił” z reprezentacji Strozniaka, w drugim Weisego i trenera Buschnera. Jak on walczył! Tak zakręcił Weisem, że tamten nie wiedział, czy gra na stadionie w Lipsku, czy w Dolnym Pernambuco.

Zbigniew Boniek, Krzysztof Wągrodzki „Na polu karnym”, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1986

Po strzeleniu drugiej bramki przez Smolarka łzy mi pociekły rzęsiście, ukląkłem i złożyłem uroczystą przysięgę, że nigdy nie napiszę złego słowa o polskim futbolu. Ja, dziecko propagandy sukcesu, ustawiam się tym samym pod prąd. Ale niech będzie. Widzę już słoneczną Hiszpanię. I nasz zespół złożony z samych Smolarków. Póki co, trener Piechniczek przyjmuje zapisy.

Jerzy Górzański „Zapisy na Smolarka”; „Sportowiec”, 14 października 1981 r.

To był nokaut. Nawet trafienie legendy wschodnioniemieckiego futbolu Joachima Streicha (98 meczów w reprezentacji i 55 goli) niewiele zmieniło. Smolarek był za szybki dla Weisego, a Polacy za mocni dla drużyny Buschnera. Szkoda tylko kibiców. Najpierw część z nich została bez powodu przetrzymana na granicy przez niemieckich celników i spóźniła się na mecz. A może właśnie o to chodziło? Po spotkaniu autokary z naszymi fanami ponownie zostały dokładnie przeszukane na niemieckiej granicy. A pamiętne starcie z NRD było tylko wstępem do pięknej historii, która wydarzyła się latem 1982 roku. Warto jednak pamiętać, że drużyna na medal (hiszpańskiego mundialu) przeszła chrzest bojowy w mało gościnnym Lipsku.