Waldemar MatysikWaldemar Matysik
Kroniki27 września 1961
27 września 1961
Autor: Krzysztof Jaśniok
Data dodania: 25.09.2020
FOT. EAST NEWSFOT. EAST NEWS

Mówiono o nim: facet o żelaznych płucach, człowiek od czarnej roboty, bohater z cienia. To jemu trener Antoni Piechniczek powierzał zadanie pilnowania największej gwiazdy drużyny rywali i on miał przerywać każdą akcję przeciwników, która pachniała bramką. Wspaniały występ na mundialu w Hiszpanii przypłacił zdrowiem, ale warto było, bo dziś jest jedną z legend polskiej piłki. 27 września urodziny obchodzi Waldemar Matysik. W tym roku już 59.

Futbolowy świat usłyszał o nim w 1982 roku. Miał wówczas ledwie 21 lat, a ponieważ nie zdołał się jeszcze opatrzeć kibicom i z wyglądu trochę przypominał innego już dość znanego piłkarza naszej reprezentacji, często go z nim mylono. „Wielu komentatorów wymieniało nazwisko Boniek, kiedy to ja byłem przy piłce” – wspominał po latach. „Dlaczego? Bo byliśmy strasznie do siebie podobni. Włosy, wąsy… I wychodziło, że ten Zibi robi wszystko. Odbiera, asekuruje, rozgrywa, biega, strzela. Ba, nawet czasami podawał sam do siebie!”.

Wystarczyło jednak sześć meczów, aby jego ruda czupryna i charakterystyczny zarost już nikogo nie wprowadzały w błąd. Po turnieju nazwisko Matysik to był znak firmowy. Symbol najwyższej jakości. Nikt nie miał wątpliwości, że ten pracowity, hardy i nieustępliwy defensywny pomocnik wybiegał nam drugi w historii medal mistrzostw świata.

Mistrzostwa świata w Hiszpanii okupił wielkim wysiłkiem, a w konsekwencji poważnymi kłopotami ze zdrowiem. To jednak właśnie ten turniej wyniósł Waldemara Matysika do panteonu największych gwiazd polskiego futbolu.Mistrzostwa świata w Hiszpanii okupił wielkim wysiłkiem, a w konsekwencji poważnymi kłopotami ze zdrowiem. To jednak właśnie ten turniej wyniósł Waldemara Matysika do panteonu największych gwiazd polskiego futbolu.
FOT. EAST NEWS

Mistrzostwa świata w Hiszpanii okupił wielkim wysiłkiem, a w konsekwencji poważnymi kłopotami ze zdrowiem. To jednak właśnie ten turniej wyniósł Waldemara Matysika do panteonu największych gwiazd polskiego futbolu.

PRZEŁOM W LIPSKU

 

Urodził się w Stanicy, kilkanaście kilometrów od Zabrza. Na pierwsze treningi zapisał się do klubu Orzeł ze swojej rodzinnej miejscowości, a gdy rodzice przeprowadzili się do Gliwic, kopał piłkę w barwach Carbo. W Górniku pojawił się wiosną 1979 roku i już po kilku meczach drużyny rezerw trafił do notesu szkoleniowca reprezentacji Polski do lat 18 Henryka Apostela. Kilkanaście miesięcy później właśnie z tą ekipą osiągnął pierwszy sukces, zdobywając tytuł wicemistrza Europy. Obok Dariusza Dziekanowskiego i Piotra Skrobowskiego uznano go za jedno z największych odkryć turnieju.

W listopadzie 1980 roku, mając zaledwie 19 lat, zadebiutował w narodowej kadrze seniorów. Było to w meczu z Algierią (5:1), jeszcze za selekcjonerskiej kadencji Ryszarda Kuleszy. Na stałe w reprezentacji zadomowił się jednak dopiero w połowie eliminacji mundialu 1982, już za trenera Piechniczka. Przełomowy dla jego kariery był występ w Lipsku przeciwko NRD (3:2), gdy wybiegł na murawę w podstawowym składzie.

Mam olbrzymi sentyment do tego spotkania. 2. minuta. Dopiero rozbrzmiał pierwszy gwizdek sędziego, Grzegorz Lato miał piłkę, obszedłem go, podał mi idealnie w tempo, a ja dorzuciłem futbolówkę wprost na głowę Andrzeja Szarmacha. 1:0. Ale się cieszyłem. Taka akcja z takimi legendami.
Waldemar Matysik w rozmowie z Janem Mazurkiem dla portalu 2x45.info; 14 grudnia 2018 r.
AKCJA Z LEGENDAMI
0:1 Gol A. Szarmacha

W tym meczu zaliczył jeszcze jedną asystę. W 62. minucie przejął piłkę zagrywaną przez Wolfganga Steinbacha i kapitalnie podał do Włodzimierza Smolarka, który po solowej akcji pokonał niemieckiego bramkarza.

1:3 Gol W. Smolarka, asysta W. Matysika
BEZ RYGLA NIE DA RADY

 

Tamten występ dał mu bilet do Hiszpanii. W pamiętnym dla nas turnieju zabrakło go w składzie tylko raz – w spotkaniu z Kamerunem (0:0). Selekcjoner posadził go wtedy na trybunach, bo uznał, że w meczu z przeciętną drużyną z Afryki defensywny pomocnik mu się nie przyda. Bardzo się pomylił. Nasz ofensywnie nastawiony zespół w ataku był bezradny, a rywale okazali się na tyle groźni, że po przerwie to oni byli bliżsi zdobycia zwycięskiej bramki. Trener Piechniczek zrozumiał wówczas, że bez takiego rygla jak Matysik drużyna jest bezbronna.

W spotkaniach z Peru (5:1) i Belgią (3:0) piłkarz Górnika kapitalnie bronił, ale też fantastycznie wyprowadzał akcje ofensywne. W meczu z ZSRR (0:0) poniosła go nawet ułańska fantazja i niewiele brakowało, a zdobyłby jedyną w karierze bramkę w reprezentacji.

„Ruscy” chcieli nas złapać na pozycji spalonej. Jednak ja postanowiłem sam się przebijać – z prawie ze środka boiska. I nagle znalazłem się przed Dasajewem. Ten stał i czekał na mnie. Uderzyłem tak jakoś „piką”, czy jakoś tak, ale on złapał piłkę. Boniek poszedł i mówi: „Waldek, jakbyś bramkę strzelił, to cię znoszę na rękach do szatni”. Przy transparentach „Solidarności” na trybunach. Faktem jest jednak, że strzał był słaby, bo nie miałem już siły. Samo pobiegnięcie do szesnastki rywala to już było coś przy temperaturze, która tam panowała. W ciągu dnia było ponad 40 stopni, wieczorem niewiele mniej. W czasie meczu traciłem 5-6 kilogramów.
Waldemar Matysik w rozmowie z Romanem Kołtoniem dla polsatsport.pl; 11 stycznia 2014 r.
CHUDSZY O SZEŚĆ KILO
Rajd zakończony celnym strzałem W. Matysika

Ekstremalne warunki pogodowe, jakie panowały wówczas na Półwyspie Iberyjskim, najbardziej dały mu się we znaki w meczach z Włochami (0:2) i Francją (3:2). W meczu o trzecie miejsce był już tak wyczerpany, że w przerwie poprosił o zmianę.

Katastrofalna w skutkach dla mojego zdrowia była jazda autokarem z Barcelony do Alicante po meczu z Włochami. Jechaliśmy w samych spodenkach, bez koszulek, a i tak było piekło. W Alicante jeszcze cieplej, jeszcze gorzej, jeszcze ciężej. Pamiętam ten mecz z Francją. 46 minut biegania. Nie miałem już sił. Schodzę do szatni i ostatnimi siłami mówię: „Nie dam rady, musi wejść ktoś, kto ma siłę biegać”. Miałem łzy w oczach. Łzy zmęczenia. Wycieńczenia. Nie potrafiłem biegać. Nie miałem siły. Byłem odwodniony. Wewnętrznie wypruty. Serce, umysł i ciało podpowiadały: „koniec, trzeba zejść”. Zbyszek od razu się obruszył: „Waldek, jak to? Dokończmy to, wszyscy razem, zostań”. Na szczęście trener mnie zrozumiał. Roman Wójcicki wszedł i dał z siebie wszystko.
Waldemar Matysik w rozmowie z Janem Mazurkiem dla portalu 2x45.info; 14 grudnia 2018 r.
ŁZY ZMĘCZENIA
Waldemar MatysikWaldemar Matysik
FOT. PAP

Podczas mundialu w Hiszpanii nasz zespół mieszkał w hotelach bez klimatyzacji, a upały były potworne. Jedyne miejsce, gdzie można było się ochłodzić, stanowił basen. Sęk w tym, że Waldemar Matysik (pierwszy z lewej) w dzieciństwie omal się nie utopił i od tej pory unikał kontaktu z głęboką wodą. Jako jedyny z drużyny nie korzystał więc z możliwości kąpieli, co jeszcze bardziej osłabiło jego organizm.

28 LAT I BASTA

 

Jak ciężko przeżył ten turniej organizm młodego piłkarza, okazało się dopiero po mistrzostwach. Matysik długo wracał do zdrowia. W pewnym momencie przeżył załamanie nerwowe i trafił do warszawskiego szpitala przy ulicy Sobieskiego. Na ligowych boiskach pojawił się po trwającej prawie rok przerwie, późną wiosną 1983 roku. Na powołanie do reprezentacji czekał kolejnych kilka miesięcy. Biało-czerwoni w tym czasie zdążyli przegrać walkę o występ w finałach mistrzostw Europy. Gdy jesienią 1984 roku zaczęły się eliminacje mundialu, znowu stał się ważnym ogniwem drużyny. I znów robił swoje.

Waldemar Matysik o swojej roli w drużynie Antoniego Piechniczka, Wrocław 15.11.2013

Mistrzostwa świata w Meksyku zaczął w podstawowym składzie. W spotkaniach z Marokiem (0:0) i Portugalią (1:0) spisał się bez zarzutu, ale mecz z Anglią (0:3) zupełnie mu nie wyszedł. Trener zdjął go z boiska już po pierwszej połowie i więcej podczas tego turnieju nie wpuścił już na boisko.

Po mundialu 1986 zagrał w koszulce z orłem na piersi już tylko dziesięć razy. W eliminacjach Euro pojawił się na murawie w obu konfrontacjach z Grecją (2:1 i 0:1) i w zakończonym „hokejowym” wynikiem spotkaniu z Węgrami (3:5). W tym ostatnim znów był bliski zdobycia bramki.

Strzał W. Matysika, J. Gáspár broni

Reprezentacyjną karierę zakończył wraz z trenerem Wojciechem Łazarkiem, przegranym meczem z Anglią (0:3) w eliminacjach mistrzostw świata 1990. Miał wówczas zaledwie 28 lat. Mimo że z powodzeniem grał jeszcze w lidze francuskiej (AJ Auxerre) i niemieckiej (HSV Hamburg), kolejnego powołania do kadry narodowej nie otrzymał.

Za selekcjonerskich czasów Wojciecha Łazarka piłkarz Górnika Zabrze, a potem AJ Auxerre często pełnił funkcję kapitana. Tak było m.in. w meczu eliminacji Euro 1988 z Grecją (0:1).Za selekcjonerskich czasów Wojciecha Łazarka piłkarz Górnika Zabrze, a potem AJ Auxerre często pełnił funkcję kapitana. Tak było m.in. w meczu eliminacji Euro 1988 z Grecją (0:1).
FOT. EAST NEWS

Za selekcjonerskich czasów Wojciecha Łazarka piłkarz Górnika Zabrze, a potem AJ Auxerre często pełnił funkcję kapitana. Tak było m.in. w meczu eliminacji Euro 1988 z Grecją (0:1).

NOWE WYZWANIA

 

Piłkarskie buty zawiesił na kołku jesienią 1998 roku. Był wówczas zawodnikiem regionalnego klubu Germania Dattenfeld. Postanowił, że zostanie w Niemczech i kupił mieszkanie w Bonn. Mógł jak inni byli futboliści szukać pracy w roli trenera, ale dla niego to było zbyt łatwe. Spróbował więc sił w zupełnie nowych rolach.

Pracuję jako fizjoterapeuta w przychodni lekarskiej w Bonn. Wcześniej przez trzy lata pracowałem w przedszkolu z dziećmi. Bardzo mi to pasowało. Było wesoło, dzieci miały uciechę. Młodzież za dużo siedzi przed komputerami, za mało się rusza. Trzeba jej pokazywać, że ruch to samo zdrowie.
Waldemar Matysik w rozmowie z Piotrem Płatkiem dla „Gazety Wyborczej”; 11 sierpnia 2011 r.
W PIŁĘ Z PRZEDSZKOLAKAMI

Z futbolem jednak całkiem nie zerwał. Trzy razy w tygodniu szkoli młodzież z Brüser Bergu, jednej z dzielnic Bonn. I oczywiście z uwagą śledzi to, co dzieje się na stadionach. Mimo że już od ponad ćwierć wieku mieszka w Niemczech, wciąż kibicuje Górnikowi i raz w roku w sierpniu przyjeżdża obejrzeć z trybun mecze na Roosevelta. Trzyma też kciuki za naszą reprezentację. I wierzy, że Robert Lewandowski i spółka zrobią mu piękny prezent na okrągły jubileusz. W przyszłym roku, gdy odbędzie się Euro, stuknie mu równo sześćdziesiąt lat!