






Trzy punkty z dołującym GKS-em wydawały się być obowiązkiem piłkarzy spod znaku Białej Gwiazdy. Goście z Tychów nie potrafili wygrać od 21 sierpnia, kiedy to pokonali w Siedlcach Pogoń (1:0). Od tamtej pory pięć spotkań przegrali i trzy zremisowali – wszystkie pod wodzą Artura Skowronka, który pod koniec wakacji przejął zespół po Dariuszu Banasiku. Niecały miesiąc później trenera zmieniła także Wisła – zastępując Kazimierza Moskala Mariuszem Jopem. Wyniki Krakowian uległy znacznej poprawie. Biała Gwiazda zanotowała trzy ligowe zwycięstwa z rzędu, a potknęła się dopiero w zaległym spotkaniu z Górnikiem Łęczna (0:1). W Krakowie uznano, że był to wypadek przy pracy, a plamę najlepiej będzie zmazać wygraną z Tyszanami w 15. kolejce. Jednak tak się nie stało, bo przy Reymonta kibice nie doczekali się goli. Okazji do ich strzelenia – zwłaszcza w 2. połowie – nie brakowało, ale trzy punkty mogli równie dobrze wywalczyć piłkarze GKS-u. Wynik 0:0 był zasługą świetnej postawy bramkarzy obu klubów.






























































































31
A. Cziczkan
51
M. Kuziemka
97
W. Biedrzycki
41
K. Duda
75
K. Skrobański
20
K. Dziedzic
43
D. Szot
77
Á. Baena
10
F. Duarte



GKS Tychy pojechał do Krakowa jako zespół ze strefy spadkowej, mając na koncie serię ośmiu meczów bez wygranej (ostatnio 21 sierpnia z Pogonią w Siedlcach 1:0). W poprzedniej kolejce tyszanie zremisowali u siebie ze Zniczem Pruszków 1:1, ale stracili kapitana Nemanję Nedicia, który dostał czerwoną kartkę i nie mógł zagrać z Wisłą. „Biała Gwiazda” była pozbawiona kartkowicza Bartosza Jarocha. Kontuzjowany jest Marc Carbó. Mecz był szczególny dla trenera gości Artura Skowronka, który prowadził Wisłę od listopada 2019 do listopada 2020 roku.


Kapitanowie obu drużyn – Marcel Łubik z GKS-u Tychy (z lewej) oraz Alan Uryga z Wisły Kraków – w towarzystwie trójki arbitrów. Sędzią głównym spotkania był Piotr Rzucidło (w środku).



Wiślacy po zmianie szkoleniowca ewidentnie odżyli. Kilka ligowych zwycięstw z rzędu pozwoliło odetchnąć kibicom i włodarzom klubu. Nadziei na wymarzony awans nie zaburzyła także porażka sprzed dwóch tygodni z Górnikiem Łęczna. Świetną reakcję na klęskę z zespołem z Lubelszczyzny oglądaliśmy w zeszłej kolejce w Płocku, gdzie podopieczni Mariusz Jopa nie dali szans Nafciarzom. Dziś przy Reymonta oczekiwano kolejnego zwycięstwa w marszu po ekstraklasę.


To była jedna z najlepszych sytuacji GKS-u do strzelenia gola. Ciekawą akcję przeprowadził Julian Keiblinger (przy piłce), który minął kilku obrońców Wisły, ale jego uderzenie znakomicie obronił Patryk Letkiewicz.



Wisła od początku miała przewagę, ale trudno było ją nazwać przygniatającą. Owszem krakowianie mieli dłużej piłkę, dochodzili do pola karnego, ale nie rodziły się z tego sytuacje. Średnio wiślakom wychodził też pressing, z którym tyszanie dość sprawnie sobie radzili i wcale nie wybijając piłkę na oślep, tylko wyprowadzając ją przez środek pola, bo tutaj Biała Gwiazda miała wyraźnie luki. Brak Marca Carbó był jednak odczuwalny…





Okazji wiele, ale konkretów mało. Tak można skwitować zamykający 15. kolejkę Betclic 1. Ligi mecz Wisły Kraków z GKS-em Tychy. Pomimo wielu okazji podbramkowych obu drużyn, spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a krakowianie zostali sensacyjnie zatrzymani przez niżej notowaną ekipę.







































Na pewno jako sztab, jako cała grupa, zespół czujemy rozgoryczenie. Sami oczekiwaliśmy, i kibice też, że wygramy. Robiliśmy wszystko, żeby tak się stało. Natomiast myślę, że mieliśmy zbyt dużo prostych strat. Uważam, że czasami zbyt nerwowo graliśmy, to znaczy zbyt dużo długim podaniem. Trochę brakowało cierpliwości, w niektórych momentach, i skuteczności, bo trzeba przyznać, że bramkarz rywali miał świetny dzień i trudno było go pokonać. Na pewno brakowało nam pokazania tej jakości indywidualnej, jaką mamy w ofensywie. Zawodnicy oczekują więcej od siebie, my jako trenerzy też oczekujemy więcej, jeżeli chodzi o działania ofensywne – nie tylko skrzydłowych, ale też na innych pozycjach. Gratuluję trenerowi Skowronkowi, bo tak, jak mówiłem na konferencji przedmeczowej – jest to zespół, który widać, że robi postępy, że mocno pracuje na boisku i jest to trudny rywal. Myślę, że w kolejnych meczach będą zdobywali punkty.







Bardzo potrzebujemy punktów, żeby złapać komfort w tabeli, i z tej perspektywy nie jesteśmy zadowoleni z tego punktu. Ale z drugiej strony, widzę bardzo dużo pozytywów po tym spotkaniu i mam wrażenie, że jest to taki mały przełom w tym, żeby funkcjonować tak po prostu stabilnie. Myślę, że sytuacja, którą mamy, jest lekko kryzysowa – tak bym ją określił. Cieszę się, że piłkarze absolutnie nie pokazali żadnego lęku. Pokazali odwagę, determinację i to, co trenowaliśmy. I nie od wczoraj, a od paru tygodni – czyli wysoki pressing na tak trudnym terenie. Z tak dużą jakością, po prostu tworzyliśmy dobre sytuacje. Nawet powiedziałbym, że w niektórych momentach – stuprocentowe. I tego szkoda. Ale gratuluję piłkarzom, że mają przekonanie do tej drogi, którą idziemy. Tak samo, jak cały sztab szkoleniowy.


Efektowny strzał nożycami Łukasza Zwolińskiego nie zakończył się golem. Uderzenie napastnika Białej Gwiazdy w świetnym stylu obronił Marcel Łubik.




W 1. połowie spotkania bramkarze byli praktycznie bezrobotni. Owszem Patryk Letkiewicz dwa razy musiał łapać piłkę po strzałach zawodników GKS-u, ale nie miał z nimi większych problemów. Więcej działo się po przerwie. Już w pierwszej akcji Tyszan w 2. połowie golkiper Białej Gwiazdy wykazał się sporym kunsztem, broniąc uderzenie Juliana Keiblingera. W odpowiedzi na tę sytuację, Marcel Łubik zaliczył aż trzy kapitalne parady. Bramkarz śląskiej drużyny w świetnym stylu poradził sobie ze strzałami Oliviera Sukiennickiego oraz dwoma Łukasza Zwolińskiego. Wspomniani gracze Wisły próbowali jeszcze później zagrozić bramce gości, ale bez powodzenia. Swoje zrobił również Letkiewicz, który w końcówce spotkania nie dał się pokonać Wiktorowi Niewiarowskiemu.





Biała Gwiazda nie potrafiła ani zdominować, ani pokonać jednego z maruderów. Mecz z GKS-em Tychy w Betclic 1. lidze zakończył się bezbramkowym remisem. I Wisła Kraków nie może nazwać wyniku niesprawiedliwym.

