






Remisowa passa GKS-u Tychy z początku sezonu 2024/25 dobiegła końca. Po pięciu spotkaniach z rzędu z podziałem punktów drużyna z Górnego Śląska odniosła wreszcie zwycięstwo. W 6. kolejce Betclic 1. Ligi tyszanie wygrali w Siedlcach, po golu Jakuba Budnickiego. Z punktu widzenia piłkarzy GKS-u można byłoby napisać – tylko 1:0, bo w 10. minucie nie wykorzystali oni rzutu karnego (strzał Bartosza Śpiączki obronił Mateusz Pruchniewski). Ze zwycięstwa małą satysfakcję mógł odczuwać trener zespołu z Tychów, Dariusz Banasik, który kilka lat wcześniej dwukrotnie prowadził siedlecką Pogoń. Dla gospodarzy była to już piąta porażka w sezonie.































































































71
K. Danielewicz
28
B. Borkowski
26
J. Okusami
95
E. Topór
29
D. Babor
3
R. Majewski
11
M. Majewski
10
P. Pyrdoł
7
D. Szuprytowski


Pogoń Siedlce przed meczem z GKS-em Tychy. Stoją od lewej: Daniel Pik, Lukáš Hrnčiar, Ołeksij Zinkewycz, Cássio, Jakub Sinior, Titas Milašius, Oskar Krzyżak, Cezary Demianiuk (kapitan), Miłosz Drąg, Ernest Dzięcioł, Mateusz Pruchniewski.



Po sześciu kolejkach sezonu biało-niebiescy mają na swoim koncie jeden punkt. Tak złego początku nie znajdziemy w najnowszej historii klubu. W całym XXI wieku najniższa liczba punktów na tym etapie wynosiła 4 w sezonie 2016-17. Przy okazji zespół notuje serię siedmiu z rzędu przegranych meczów przed własną publicznością i ośmiu bez domowego zwycięstwa.


GKS Tychy przed meczem z Pogonią Siedlce. Stoją od lewej: Marcel Łubik, Rafał Makowski, Mateusz Hołownia, Marcin Szpakowski, Maksymilian Dziuba, Jakub Tecław, Jakub Budnicki, Wiktor Żytek, Wiktor Żytek, Julius Ertlthaler, Nemanja Nedić (kapitan).



GKS Tychy w sobotę zremisował u siebie z Odrą Opole 0:0, co było piątym remisem tyszan w piątym meczu nowego sezonu. Dariusz Banasik przyznał, że jako trener nie miał nigdy takiej serii i podkreślał, że poprawienie skuteczności jest kluczem do zwycięstw. Kibice GKS-u liczyli na przełamanie w Siedlcach z Pogonią, która w pięciu meczach zdobyła tylko punkt – remisując na Stadionie Śląskim z Ruchem Chorzów 1:1. Piłkarzom przyszło rywalizować w deszczu, co nie ułatwiało im rozgrywania piłki.









Ciężko coś powiedzieć po takim meczu, gdzie po raz piąty w tym sezonie przegrywamy. Przegrywamy mecz, w którym nie czuliśmy, że jesteśmy zespołem słabszym. Naprawdę żal mi jest chłopaków, bo chyba nikt nie powie, że oni nie walczą, nie starają się. Nie wiem czy to kwestia szczęścia, czy jakości, czy doświadczenia. Naprawdę przygotowujemy się do tego solidnie, analizujemy każdą sytuację, każdego zawodnika i po raz kolejny zabrakło niewiele.







Wygraliśmy mecz, co jest dla nas pozytywną wiadomością, bo w mojej ocenie graliśmy jedno ze słabszych spotkań w tym sezonie. W poprzednich graliśmy dobrze, ale zabrakło nam zwycięstwa, ale taka jest piłka. Zagraliśmy słabszy mecz, w którym było bardzo dużo walki. Wiemy jak ta liga jest trudna i trzeba te punkty łapać. Dzisiaj gratulacje dla naszego zespołu, nie za styl, ale za wynik, bo bardzo chcieliśmy.


Moment, który przesądził o wygranej drużyny z Tychów. Jakub Budnicki dostawia nogę i piłka już za chwilę wyląduje w bramce Pogoni.




Rzuty karne to loteria. W bezpośredniej konfrontacji ze strzelającym bramkarz ma z reguły niewielki procent szans na skuteczną interwencję. Ale jednak – ma! Wystarczy, że rywal uderzy piłkę źle, zbyt lekko, na odpowiedniej dla golkipera wysokości bądź też nie trafi w przysłowiowy „prostokąt”. W tym akurat przypadku Bartosz Śpiączka strzelił po ziemi w sam środek bramki, a Mateusz Pruchniewski obronił nogami jedenastkę wykonywaną przez napastnika GKS-u. Bramkarz Pogoni znalazł tego dnia sposób na „Śpionę”. W 2. połowie wyszedł zwycięsko z pojedynku sam na sam ze snajperem siedlczan, popisując się ofiarną interwencją. Śpiączka nie mógł uwierzyć, że zmarnował stuprocentową sytuację. Ogólnie Pruchniewski bronił bardzo dobrze – jak choćby po strzałach Mateusza Hołowni czy Maksymiliana Dziuby, ale też nie ustrzegł się błędów. Jeden z nich kosztował Pogoń utratę gola, który przesądził o triumfie tyszan.