




Kibice z biało-czerwono-białej części Łodzi mogli wreszcie odetchnąć z ulgą. Po serii niepowodzeń ich ŁKS zdawał się wychodzić na prostą. Zwycięstwo nad Chrobrym było drugim triumfem z rzędu (po wyjazdowej wygranej z Wartą Poznań), ale też pierwszym na Stadionie im. Władysława Króla. Choć ełkaesiaków wymieniano w gronie faworytów do awansu do ekstraklasy, to na zdobycie trzech punktów u siebie łódzcy sympatycy czekali aż do 7. kolejki (trzeba jednak przypomnieć, że domowe spotkanie z Wisłą Kraków, inaugurujące sezon 2024/25, zostało przełożone na 17 września). Kluczowym momentem meczu był obroniony przez Łukasza Bombę rzut karny Mikołaja Lebedyńskiego (przy stanie 0:0). Ta sytuacja dodała wiary gospodarzom, którzy w ciągu 5 minut 1. połowy strzelili dwa gole. Trzeciego dołożyli pod koniec rywalizacji.






















































































24
A. Louveau
3
A. Tutyškinas
16
H. Idasiak
17
K. Ibe-Torti
26
A. Pawlak
23
A. Iwańczyk
19
J. Zając
22
J. Łabędzki
6
J. Alastuey



ŁKS przed spotkaniem miał zaledwie cztery punkty. Drużyna z Łodzi pierwsze zwycięstwo w sezonie odniosła dopiero w poprzedniej kolejce, gdy pokonała Wartę Poznań (4:2). W niewiele lepszej sytuacji byli gracze z Głogowa, którzy w sześciu kolejkach uzbierali pięć oczek.
Przed meczem uczczono minutą ciszy pamięć Zbigniewa Koczewskiego, osoby blisko związanej z ŁKS-em Łódź. Przed laty był on trenerem klubu z al. Unii, a prywatnie przyjacielem innej wybitnej postaci w ełkaesiackiej historii – Leszka Jezierskiego, po którym przejął zespół w 1991 roku.



Zespół trenera Jakuba Dziółki postawił od pierwszej minuty niedzielnego spotkania z Chrobrym Głogów na atak, a że łodzianie starali się grać dokładnie, a przy tym zmieniali tempo swych akcji, a i strony swoich ataków, szybko zepchnęli rywala do defensywy. Co więcej, gospodarze nawet po stracie piłki potrafili ją zazwyczaj szybko odzyskać, więc na przedpolu bramki Łukasza Bomby graliśmy w tym fragmencie spotkania niewiele.




„Zwycięskiego składu się nie zmienia”. Jakub Dziółka najwyraźniej nie słyszał tego powiedzenia, albo nie wierzy w jego moc, bowiem względem spotkania z Wartą Poznań zdecydował się na jedną roszadę w składzie. Jana Łabędzkiego w wyjściowej jedenastce zastąpił Mateusz Wysokiński.







Gratuluję wszystkim zwycięstwa na naszym stadionie, bo myślę, że było nam potrzebne do tego, żeby ta drużyna robiła progres. Myślę, że mecz miał historię, którą przewidywaliśmy i mieliśmy ją zaplanowaną, ale piłka nożna to emocje i pierwsza sytuacja dla Chrobrego, czyli rzut karny, nas wzmocniła. Ta interwencja Łukasza, to był bardzo ważny moment tego meczu. Pokazała też jak zespół jest silny. Oczywiście były momenty, że traciliśmy łatwo piłkę i były sytuacje, które rozegraliśmy nie tak jak chcieliśmy, ale finalnie strzeliliśmy trzy bramki. Myślę, że jest się z czego cieszyć. To dobry prognostyk dla zespołu, dla sztabu, dla wszystkich do tego, żeby dalej iść tą drogą, o której cały czas mówimy.







Wszystko co w piłce ważne, to gole. W tym elemencie ŁKS był od nas o 3 bramki skuteczniejszy. Sam mecz dobrze rozpoczęliśmy. Zabrakło przyspieszenia spod wyjścia spod presji gospodarzy. Niewykorzystany karny, ale dziś Mikołaj potrzebuje wsparcia od wszystkich tych, którym zależy na dobru Chrobrego. Należy pamiętać, że także dzięki jego bramkom Głogów ma pierwszą ligę. Dziś sytuacja jest niewesoła. Gratuluję zasłużonej wygranej gospodarzom.




Po meczu w Łodzi obaj piłkarze byli w diametralnie różnych nastrojach. Michał Mokrzycki miał powody do radości. Pomocnik ŁKS-u był najlepszym aktorem tego widowiska. W 1. połowie popisał się strzałem z woleja, po którym piłka zatrzepotała w siatce Chrobrego. W końcówce spotkania zaliczył z kolei efektowną asystę przy golu Jędrzeja Zająca. „Myślę, że mecz ogólnie pod naszą kontrolą. Cały czas graliśmy wysokim pressingiem, udało nam się odebrać wiele piłek i skończyliśmy to golami” – mówił w pomeczowym wywiadzie przed kamerami TVP Sport.
W zupełnie innym nastroju kończył zawody Mikołaj Lebedyński. Napastnik Chrobrego zmarnował tego dnia dwie stuprocentowe sytuacje. Pierwszą z nich był rzut karny (przy stanie 0:0), obroniony przez Łukasza Bombę. Napastnik głogowskiej drużyny zdążył wprawdzie z dobitką, ale trafił w… spojenie słupka z poprzeczką. „No, oczywiście, moja pomyłka. Biorę to na klatę” – mówił w przerwie niefortunny strzelec. W 2. połowie zaś, po sporym błędzie Leventa Gülena, Lebedyński znalazł się sam na sam z bramkarzem ŁKS-u. Ale także i w tym starciu górą okazał się Bomba.

