






„Pierwsze śliwki – robaczywki” – mogli pomyśleć po wygranym spotkaniu z Wartą piłkarze ŁKS-u. Po spadku z PKO BP Ekstraklasy jedni i drudzy nie potrafili odnaleźć się na pierwszoligowym froncie. Przed 6. kolejką bilans łodzian był fatalny: remis i trzy porażki (jeden mecz zaległy – z Wisłą Kraków). Nieco lepiej wypadali poznaniacy, bo oni mieli na koncie jedno zwycięstwo i remis, jak również trzy przegrane starcia. W bezpośredniej konfrontacji spadkowiczów górą byli ełkaesiacy, a triumf w Grodzisku Wielkopolskim nie dość, że był dla nich pierwszym w sezonie 2024/25, to zapoczątkował bardzo udaną serię w Betclic 1. Lidze. Końca dobiegła natomiast misja trenera Warty – Piotra Jacka, którego dwa dni później zwolniono z wielkopolskiego klubu.


















► UWAGA! Spotkanie 1. kolejki ŁKS Łódź – Wisła Kraków zostało przełożone na 17 września 2024 r.















































































19
K. Jóźwicki
29
M. Maćkowiak
23
S. Pawłowski
8
Ł. Norkowski
42
L. Przybylak
26
K. Michalski
7
D. Gąska
27
K. Przybyłko
17
S. Sarbinowski
► UWAGA! W raporcie sędziowskim błędnie zmieniony został Mateusz Kupczak z ŁKS-u (w 66. minucie). W rzeczywistości boisko opuścił Jan Łabędzki. Kupczak grał całe spotkanie. Dodatkowo żółtymi kartkami ukarani zostali: trener łodzian Jakub Dziółka (90+3) oraz jego asystent Maksymilian Hołownia (83). Napomnienia nie są wliczane do meczowych statystyk.



Jeszcze w marcu poprzedniego sezonu, także w Grodzisku Wielkopolskim, oba zespoły spotkały się w ramach PKO Ekstraklasy. Teraz funkcjonują one w innej, pierwszoligowej rzeczywistości i w dość zmienionych składach. Ponadto zarówno Warta, jak i ŁKS bardzo źle weszły w nowy sezon i to starcie traktowały jako okazję do tego, by się przełamać i rozpocząć marsz w górę tabeli.


Warta przed meczem z ŁKS-em. Stoją od lewej: Bartosz Szeliga, Jakub Bartkowski, Tomasz Wojcinowicz, Jurij Tkaczuk, Filip Waluś, Jakub Kiełb (kapitan), Jędrzej Grobelny, Rafał Adamski, Maciej Żurawski, Wiktor Pleśnierowicz, Maciej Firlej.



Od początku spotkania można było mieć słuszne wątpliwości odnośnie tego, ile zespołów wyszło we wtorek na boisko. Inicjatywę szybko przejęli łodzianie, którzy z każdą kolejną akcją jedynie potwierdzali swoją dominację. Przez pierwsze 20 minut meczu gospodarze zanotowali zawrotne… 18% posiadania piłki. Ełkaesiakom zabrakło jednak swoistego stempla jakości i wyjścia na prowadzenie.


ŁKS przed meczem z Wartą. Stoją od lewej: Kamil Dankowski, Levent Gülen, Michał Mokrzycki, Ivan Mihaljević, Stefan Feiertag, Łukasz Bomba, Mateusz Kupczak (kapitan), Jan Łabędzki, Andreu Arasa, Piotr Głowacki, Antoni Młynarczyk.



Wygrana z pewnością pozwoli nieco poprawić bardzo gęstą atmosferę (w ŁKS-ie – przyp. red.), ale do stabilizacji jeszcze daleka droga.









Za łatwo tracimy bramki. Są one bardzo często jak na poziomie juniorskim, a przecież jesteśmy w pierwszej lidze. Mamy wielu zawodników, którzy grali na wyższym poziomie, bo grali w ekstraklasie. Nie możemy dopuszczać do goli z piątego, siódmego metra. Absolutnie powinniśmy blokować takie strzały. To nam na ten moment nie wychodzi. Obrona nie może wyglądać w ten sposób. Pierwszą połowę przegraliśmy w dwie minuty. Pozytywem jest druga połowa. Dokonaliśmy trzech zmian. Trzeba było tchnąć trochę więcej energii w drużynę, trochę więcej pewności i odwagi. Cała trójka, która weszła, te walory nam dała. Załapaliśmy kontakt. Niestety smutne jest to, że zaraz po bramce na 1:2 znowu z bliska oberwaliśmy na 1:3. A mimo tego goniliśmy dalej. To było 20-30 minut, kiedy Warta grała jak prawdziwa Warta, taka, która goni, która dąży do zwycięstwa, która jest ofiarna.







Gratuluję przede wszystkim zespołowi i sztabowi pierwszego zwycięstwa. Trochę na nie czekaliśmy, ale jak powiedziałem po meczu z Kotwicą: jest duża złość w szatni i musimy zareagować. Dzisiaj bardzo dobrze zareagowaliśmy na sytuację, w której się znaleźliśmy. Rzadko to robię, ale myślę, że nasza młodzież, która wystąpiła od początku meczu, i ta, która była gotowa, żeby wejść z ławki, zagrała dobre zawody. Myślę, że to jest dla nich dobry bodziec do tego, żeby rozwijać się, żeby stanowić o sile naszego klubu. Wcześniej nawet jak przegrywaliśmy, to dążyliśmy do wyrównania czy do zwycięstwa, i tak tez było tym razem. W przerwie mówiłem zawodnikom, że na pewno Warta nie będzie miała niczego do stracenia i nas zaatakuje. Popełniliśmy błędy przy straconych bramkach, ale zespół bardzo dobrze zareagował i dążył do strzelania kolejnych goli.




Fani amerykańskiego aktora Eddiego Murphy'ego z pewnością kojarzą komedię o powyższym tytule. W skutek uknutej przez bogaczy intrygi dochodzi do zmiany miejsc dwóch obcych sobie ludzi. I tak – grany przez Murphy'ego żebrak Billy Ray Valentine zostaje przyjęty do firmy braci Duke, a na ulicy ląduje ich dotychczasowy pracownik – Louis Winthorpe III (w tej roli Dan Aykroyd), którego potentaci rynkowi wrabiają w defraudację i handel narkotykami. Do zmiany miejsc (czy nieoczekiwanej, to już nie nam rozsądzać) doszło również w przypadku Bartosza Szeligi i Mateusza Kupczaka. W ich przypadku, na szczęście, nikt nie wylądował na bruku. Pierwszy z piłkarzy przeniósł się do Warty z… ŁKS-u, w którym spędził trzy sezony. Do klubu z Poznania trafił przed sezonem 2024/25. Jak zaprezentował się na tle byłych kolegów? Na początku spotkania niewiele brakowało, aby po jego zagraniu piłki ręką w polu karnym została podyktowana jedenastka dla łodzian. VAR sprawdzał sytuację, ale sędzia nie zdecydował się odgwizdać przewinienia. W 2. połowie Szeliga wpisał się na listę strzelców. Kupczak z kolei zdecydował się na transfer do ŁKS-u po 5 latach spędzonych w ekipie Zielonych. W konfrontacji z byłymi kolegami (niewielu ich zostało w klubie po spadku z ekstraklasy) bramki nie zdobył, zanotował natomiast asystę przy golu Hiszpana Andreu Arasy. Co więcej, Kupczak pełnił w tym meczu rolę kapitana (pod nieobecność Pirulo).





