Andrzej Bobo Bobowski (2026)Andrzej Bobo Bobowski (2026)
Podróże Króla Kibiców
Autor: Adrian Woźniak
Data dodania: 18.08.2026
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja BobowskiegoFOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

Podróżując za reprezentacją Polski, zwiedził niemal cały świat. Jak przystało na wiernego kibica, z biało-czerwonymi był na dobre i na złe. Samych meczów tylko z udziałem naszej kadry uzbierał dotąd 399. Był na niejednym turnieju rangi mistrzostw świata i Europy – nawet na tych, na których Polaków nie oglądaliśmy. Andrzeja Bobowskiego kojarzy najpewniej wielu sympatyków drużyny narodowej. Mimo 85 lat na karku, popularny „Bobo” zaliczył w 2026 roku swój 13. mundial w historii! To bez wątpienia niebywałe osiągnięcie „Króla Polskich Kibiców”, który – jak mówił w rozmowie z naszą  redakcją – wcale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

 

Z panem Andrzejem mieliśmy okazję porozmawiać w 2025 roku. Już wtedy opowiedział  nam kilka bardzo interesujących historii ze swojego życia, o których możecie przeczytać <<TUTAJ>>. Teraz w podróż z „Królem Polskich Kibiców” wyruszymy najpierw za Wielką Wodę, a konkretnie do Meksyku, który był jednym z gospodarzy mistrzostw świata 2026.

 

POWRÓT DO MEKSYKU

Chciałoby się w tym miejscu zanucić: „40 lat minęło, jak jeden dzień”. Tyle bowiem czasu upłynęło od ostatniego pobytu „Bobo” w Meksyku. Gdy poprzednim razem „Król Polskich Kibiców” gościł na meksykańskiej ziemi, był rok 1986. Wówczas mistrzostwa świata odbywały się tylko w Kraju Azteków. W 2026 r. pan Andrzej przygotowywał się do wyjazdu od dawna, gdy jeszcze nie było wiadomo, że naszej reprezentacji zabraknie na tym mundialu.

Bardzo się cieszę, że mogłem pojechać na kolejny mundial. W zakupie biletów pomógł mi PZPN. Byłem na 6 meczach rozgrywanych w Meksyku. Początkowo miało być ich 5, ale dołożyłem szósty, aby ogólna liczba spotkań obejrzanych na żywo przekroczyła 150. Ciekawostką jest to, że pierwszym meczem, który oglądałem w Monterrey (konkretnie – w miejscowości Guadalupe, leżącej w metropolitalnej części Monterrey – przyp. red.), było starcie Szwedów – a więc przeciwnika Polaków z baraży – z Tunezją. Moim 151. spotkaniem była rywalizacja Holandii z Marokiem w 1/16 finału. Siedziałem z kibicami Maroka, któremu początkowo nie szło. Powiedziałem im – spoko, spoko, awansujecie. Później się dziwili, skąd ja wiedziałem, że tak się stanie. Była dogrywka, rzuty karne. Jeden nie strzelił, drugi..., a ostatecznie to Maroko wygrało 3-2.

Andrzej Bobowski
Andrzej Bobo Bobowski (2026)Andrzej Bobo Bobowski (2026)
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

Andrzej „Bobo” Bobowski z kibicami Meksyku podczas MŚ 2026.

Pierwszym spotkaniem MŚ 2026 obejrzanym na stadionie przez „Bobo” był mecz otwarcia Meksyk – RPA. Już samo dotarcie na obiekt w Mexico City nie należało do najłatwiejszych. Jak mówił nam główny bohater tego tekstu, żeby dostać się na trybuny bez niepotrzebnego pośpiechu, trzeba było być na miejscu nawet 3 godziny wcześniej! Tymczasem już na wstępie pan Andrzej miał pewne komplikacje.

W kwestii zakwaterowania miałem... jak zawsze problem. Załatwiałem hotel przez międzynarodową firmę. Na miejscu okazało się, że hotel niby jest, a jednak go... nie ma. Była jakaś stara rudera. I pojawił się problem. Ja z bagażami, a tego dnia jest mecz. Kierowca taksówki pyta mnie, co robimy. Niewiele myśląc, mówię mu – wieź mnie pod stadion. Było gorąco, pot się z człowieka leje, przebieram się szybko w moje szaty. Stewardesa na stadionie pomogła mi z przechowaniem bagażu. W międzyczasie policja i karabinierzy... dzwonili i szukali dla mnie hotelu. Mówię im – wszystko klawo, ale po meczu. Po nim zabrali mnie do samochodu i zawieźli do nowego hotelu.

Andrzej Bobowski
Andrzej Bobo Bobowski (2026)Andrzej Bobo Bobowski (2026)
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

Andrzej „Bobo” Bobowski przed meczem otwarcia MŚ 2026. Areną zmagań był słynny Estadio Azteca

W Meksyku „Bobo” nawiązał nowe znajomości. Na kolejny mecz jechał już niczym prawdziwy król – samochodem, wraz z przedstawicielami konsulatu RP. Pod stadionem Bobowski spotkał się z dużą sympatią kibiców.

Jak chodziłem w tym swoim królewskim stroju, chociaż było gorąco, to cały czas ktoś do mnie podchodził z prośbą o zdjęcie. Nawet do tego stopnia, że w pewnym momencie czułem się zażenowany, gdy pewna kobieta pocałowała mnie w rękę.

ANDRZEJ BOBOWSKI
Andrzej Bobo Bobowski (2026)Andrzej Bobo Bobowski (2026)
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

Andrzej „Bobo” Bobowski w towarzystwie przedstawicieli konsulatu RP w Meksyku.

PRZYGODA, PRZYGODA, KAŻDEJ CHWILI SZKODA

Zespół Wiślanie 69 śpiewał przed laty tak: „Przygoda, przygoda, każdej chwili szkoda, świat jest piękny, czy to znasz? Otwórz oczy, patrz, otwórz oczy, patrz!”. Słowa tegoż utworu wydają się być bliskie panu Andrzejowi, który mimo 85 lat na karku, czuje się młody duchem i nie boi się kolejnych wypraw. Wypad do Meksyku z pewnością był dla niego niezapomniany. Jednak, żeby nie było tylko kolorowo, należy wspomnieć, że podróżom na obczyznę towarzyszą również nieprzewidziane sytuacje.

Teraz przytrafiła mi się taka historia. Pojechałem do Guadalajary (dokładniej – do miejscowości Zapopan w aglomeracji Guadalajary – przyp. red.) na mecz Meksyku z Koreą Płd. i nagle patrzę, rozładował mi się telefon. Nie miałem jak go naładować, nie miałem przy sobie pieniędzy, a karta bankomatowa była w telefonie. Myślę sobie – biletu nie mam jak kupić, chyba zostanę pod stadionem. Wtedy jedna ze stewardess zabrała mnie do kasy. Tam powiedziałem, że bilet załatwiałem przez FIFA. Podałem nazwisko, pani w kasie wzięła mój paszport. I nagle okazało się, że jest. Bilet został wydrukowany. Wszystkie inne miałem w telefonie. Dzięki temu dostałem się na stadion. To była sytuacja, w której na początku byłem wściekły, a na koniec wszystko dobrze się skończyło.

ANDRZEJ BOBOWSKI
Andrzej Bobo Bobowski (2026)Andrzej Bobo Bobowski (2026)
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

Dla Andrzeja „Bobo” Bobowskiego wyprawa na MŚ 2026 do Meksyku była kolejną, niezapomnianą przygodą.

Innym mankamentem, o jakim w rozmowie z nami wspominał „Bobo”, były spore odległości pomiędzy miastami, w których rozgrywano mecze.

Zraziła mnie podróż do Guadalajary, gdzie Meksyk grał z Koreą Płd. Wracałam stamtąd do Monterrey 17 godzin! Mój kolega się wkurzył i powiedział mi, że bilet autokarowy kosztuje raptem parę groszy mniej od samolotowego, więc pomógł mi załatwić przeloty, hotel w Guadalajarze itd. Powiedziałem mu potem, że uratował mi życie i że dzięki niemu zobaczyłem na żywo 13. mistrzostwa świata.

Andrzej Bobowski

Jak wiadomo, mundial 2026 rozgrywano jeszcze w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Byliśmy ciekawi, czy „Król” odwiedził również tamte dwa kraje. Ku naszemu zaskoczeniu, tak się nie stało.

Byłem tylko w Meksyku. Z góry założyłem, że nie polecę do USA, bo przeraziły mnie ceny biletów. Gdy byłem w Korei Płd. na MŚ, to za 24 bilety zapłaciłem 3600 dolarów. Teraz za 6 biletów zapłaciłem 3000 dolarów. To dla mnie duża różnica. Sam parking pod stadionem kosztował około 150 dolarów. A najdroższe wejściówki na finał sięgały nawet 80 tys. dolarów.

Andrzej Bobowski

Zdaniem pana Andrzeja ostatnie mistrzostwa świata były najsłabsze w historii – z tych, na których ona sam był obecny. Wpływ na to miało zwiększenie liczby uczestników.

Nie podoba mi się takie rozwiązanie. Kiedyś było 25 dni meczowych, a ja potrafiłem być na 25 spotkaniach. Codziennie byłem więc na jednym meczu. W RPA miałem o tyle łatwiej, że w samej stolicy rozegrano ich 15, a na 10 musiałem wyjechać do innych miast.

ANDRZEJ BOBOWSKI
Wizytówka Andrzeja Bobo BobowskiegoWizytówka Andrzeja Bobo Bobowskiego
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

Imponująca wizytówka Andrzeja Bobowskiego, która na wielu robi wrażenie. Powyżej pierwsza strona.

Wizytówka Andrzeja Bobo BobowskiegoWizytówka Andrzeja Bobo Bobowskiego
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

Druga strona wizytówki poświęcona mistrzostwom Europy oraz meczom reprezentacji Polski.

ARGENTYNA NA ZAWSZE W SERCU

Na finałowym spotkaniu Argentyny z Hiszpanią „Bobo” zabrakło. Powód już znamy. Wiemy też, że pierwszy z tych krajów pozostaje od 1978 roku niezmiennie w sercu pana Andrzeja. Wówczas rozpoczęły się jego wojaże po świecie na mistrzostwa świata, a w późniejszym czasie na mistrzostwa Europy. To także w Argentynie narodził się przydomek Bobowskiego – „Król Polskich Kibiców”, który na lotnisku witał nie tylko piłkarzy, ale również przedstawicieli polskiej prasy sportowej.

Zabraliśmy dziennikarzy do jednego z mieszkających na miejscu Polaków, który prowadził restaurację. W lokalu zauważyłem redaktora Bohdana Tomaszewskiego, który miał jakieś problemy z wyborem potraw. Dzięki znajomości z właścicielem, pomogłem mu rozwiązać tę kwestię. Gdy przyszło do pożegnania, Tomaszewski stwierdził, że jestem dla niego królem polskich kibiców, bo tylko króla było stać na wyjazd do Argentyny. A nie wiedział, że miałem bilet załatwiony przez małżonkę. Dlatego spędziłem tam trzy miesiące, bo nie było miejsc powrotnych w samolotach.

ANDRZEJ BOBOWSKI

Wątek pracującej na lotnisku ówczesnej żony pana Andrzeja jest w tej historii kluczowy. Bez jej pomocy raczej nie udałoby się polecieć do ogarniętej stanem wojennym Argentyny.

Małżonka dostała w nagrodę przelot dla mnie, w ramach wolnych miejsc. Ja załatwiałem sprawy w ambasadzie, które zajęły sporo czasu, ale wszystko udało się załatwić. Następnego dnia pojechaliśmy z żoną na lotnisku. Spotkałem tam m.in. red. Tomasza Hopfera, który był zaskoczony moją obecnością. Mówię mu, że lecę do Argentyny. Jednak później się okazało, że na pokładzie było zbyt mało ludzi, więc zmieniono samolot z dużego na mniejszy i... ja się nie załapałem. Żona była wściekła. Poszła do swojej kierowniczki, a ta udała się do Lufthansy. I oni mnie zabrali na pokład. Dopiero 3 godziny później wylatywała reprezentacja Polski. Jak przyszło co do czego, to ja byłem na miejscu przed kadrą, o jakieś 15 godzin.

ANDRZEJ BOBOWSKI

W samolocie Bobowski spotkał lecącego na mundial szwedzkiego sędziego, Ulfa Erikssona. Arbiter był znany w Polsce. W 1976 roku prowadził spotkanie I rundy Pucharu Europy – Stal Mielec – Real Madryt (1:2). Łamaną angielszczyzną „Bobo” życzył mu, aby posędziował w finale mecz Polska – Argentyna. Jak się potem okazało, Szwed został arbitrem takiego starcia, tyle że w fazie grupowej. Niestety, zakończyło się ono porażką biało-czerwonych (0:2), a jedenastki nie wykorzystał wówczas Kazimierz Deyna.

W Argentynie „Król Polskich Kibiców” spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem ze strony miejscowych fanów. Powód był prozaiczny.

Najmilej wspominam ten mundial. Gdzie się człowiek nie ruszył w biało-czerwonych barwach, tam było „Argentina campeones”, „Amigo polaco”. Przez 4 lata wbijano tam ludziom do głów, że Polacy to przyjaciele, bo w 1974 roku pokonaliśmy Włochów 2:1, dzięki czemu to Argentyna awansowała z drugiego miejsca.

ANDRZEJ BOBOWSKI

NAJWIĘKSZY WYRZUT SUMIENIA

Skoro do tablicy został wywołany rok 1974, nie wypada nie wspomnieć o mundialu w RFN-ie, który do dziś pozostaje... największym wyrzutem sumienia Andrzeja Bobowskiego. „Bobo” przygotowywał się do wyjazdu na ten turniej. Był nawet na zgrupowaniu reprezentacji Polski w Zakopanem, poprzedzającym mistrzostwa świata u naszych zachodnich sąsiadów. W polskim narodzie trudno było o optymizm przed zmaganiami na niemieckich boiskach.

Przed mistrzostwami Polacy grali słabo, przegrywali nawet z drużynami klubowymi. Rodzina, żona mówią – gdzie ty chcesz jechać? Przecież oni wszystko przegrają. Byś telewizor kolorowy kupił. 20 tysięcy kosztował.

Andrzej Bobowski

W tamtych czasach o kupno odbiornika telewizyjnego – jeszcze kolorowego – nie było wcale łatwo. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, pomogły: łut szczęścia i znajomości.

Pewnego razu przyjechała do nas siostra żony i mówi, że w pawilonie Raszynie sprzedają kolorowe telewizory. Kierowniczką sklepu była znajoma żony. Udało się. Zaczyna się mundial. Oglądamy spotkanie z Argentyną, Daniel Carnevali gubi piłkę... A ja już się wściekam, że mnie tam nie ma. Małżonka mówi – nie martw się. Na następne mistrzostwa świata pojedziesz. Tylko nie wiedziała wtedy, że te będą w Argentynie.

ANDRZEJ BOBOWSKI
Andrzej Bobo BobowskiAndrzej Bobo Bobowski
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

Andrzej Bobowski na zgrupowaniu reprezentacji Polski w Zakopanem w 1974 roku.

MUNDIAL W STANIE WOJENNYM

Przenieśmy się do 1982 roku. W Polsce trwa stan wojenny. W Hiszpanii zaś rozpoczyna się mundial. Na Półwyspie Iberyjskim obecna jest reprezentacji Polski i... Andrzej Bobowski. A trzeba to wyraźnie podkreślić, że wydostanie się wówczas z kraju nie należało do najłatwiejszych.

Gdy w 1982 roku byłem szefem kibiców Legii, to brano mnie za agenta, bo tylko taka osoba mogła dostać paszport. Nikt nie wiedział jednak o tym, że byłem synem AK-owca, siedziałem w Dulagu w Pruszkowie. Miałem więc zupełnie inne zapatrywania polityczne. PZPN organizował wycieczkę. Na 50 złożonych wniosków, wydano tylko 5 paszportów. Ta opcja upadła. W ostatniej chwili załapałem się do Sports-Tourist (biuro podróży – przyp. red.). Jechałem 7 dni autokarem do Hiszpanii. Dojechałem tam na dzień przed meczem Polska – Belgia. Miałem bardzo dobry bilet, bo siedziałem zaraz za... ławką reprezentacji Polski.

ANDRZEJ BOBOWSKI

Wyjeżdżając do Hiszpanii, „Bobo” nie miał pojęcia, jakie spotkanie uda mu się obejrzeć z trybun. Dopiero na miejscu wylosował bilety na wspomniane starcie z Belgią (3:0), kolejne z ZSRR (0:0) i mecz Brazylia – Włochy (2:3).

Andrzej Bobo BobowskiAndrzej Bobo Bobowski
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

Andrzej Bobowski (drugi od lewej) podczas pierwszej audiencja u papieża Jana Pawła II w Ogrodach Watykańskich w 1990 roku.

NAJWAŻNIEJSZE WYDARZENIE

Najważniejszym wydarzeniem w życiu pana Andrzeja była audiencja u papieża Jana Pawła II. „Bobo” poleciał do Rzymu na mistrzostwa świata 1990, na których zabrakło naszej reprezentacji. Żona miała dolecieć do niego dwa dni później. W samolocie poznał siostry zakonne, które miały akurat... wolną kwaterę przy samym Watykanie. Można więc powiedzieć, że znów zrządzenie losu sprawiło, że „Królowi Polskich Kibiców” trafiły się „miejsca w pierwszym rzędzie” – i to nie tylko w kwestii noclegu.

Pojechałem na mecz Holandia – Niemcy do Neapolu. Po moim powrocie jedna z sióstr zakonnych powiedziała mi, bym szybko budził małżonkę, bo będzie audiencja. I nagle – nie planując tego – znalazłem się na audiencji w ogrodach watykańskich. Było nas tam około 20 osób. W pewnym momencie papież złapał za rękę moją żoną i spytał skąd jest. To była to taka luźna rozmowa. Drugi raz na audiencji byłem w tym samym roku z grupą amerykańską. Miałem na sobie garnitur z godłem Polski. A papież miał to do siebie, że wzrokiem wyłapywał ludzi z tłumu. I tak wyłapał mnie. Na kolejnej audiencji byłem z dziennikarzami.

Andrzej Bobowski
Andrzej Bobo BobowskiAndrzej Bobo Bobowski
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

Druga audiencja Andrzeja Bobowskiego (w środku) u papieża Jana Pawła II.

Andrzej Bobo BobowskiAndrzej Bobo Bobowski
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

Trzecia audiencja Andrzeja Bobowskiego (z prawej) u papieża Jana Pawła II. W białej marynarce (w środku) widoczny red. Tomasz Zimoch z Polskiego Radia. 

SZCZĘŚLIWA TRZYNASTKA

Jak wspomnieliśmy na wstępie, mundial w 2026 roku był dla „Bobo” 13. w historii. Śmiało można powiedzieć, że jest to szczęśliwa trzynastka, gdyż żaden z polskich kibiców nie może się pochwalić takim osiągnięciem.

Widziałem na żywo 151 spotkań. Byłem na 9 turniejach ME, na których obejrzałem 53 mecze. Byłem również na dwóch igrzyskach olimpijskich – w 2000 roku w Sydney, gdzie wybrałem się na finał, a także na dwa spotkania... piłki nożnej kobiet; oraz w 2024 roku w Paryżu – tylko tu nie byłem na żadnym meczu piłkarskim, a na siatkówce. Miałem lecieć też na igrzyska w 1980 roku w Moskwie, ale je zbojkotowałem.

ANDRZEJ BOBOWSKI
Andrzej Bobo BobowskiAndrzej Bobo Bobowski
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

„Król Polskich Kibiców” w towarzystwie sympatyków reprezentacji Włoch w 2006 roku.

Pierwszym meczem naszej reprezentacji, który pan Andrzej oglądał na żywo z trybun, było towarzyskie spotkanie Polska – Norwegia (5:3) z 28 października 1956 roku. Rozegrano je na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. „Bobo” miał okazję oklaskiwać kapitalny występ Ernesta Pohla, zdobywcy aż czterech bramek.

Od tych wydarzeń minęło już prawie 70 lat. Tymczasem, mający o 15 „wiosen” więcej Andrzej Bobowski, szykuje się na swój wielki kibicowski jubileusz. To dobry czas na podsumowanie dorobku i odpowiedź na pytanie – czy lubi wspominać dawne turnieje, czy woli raczej myśleć o tych, które dopiero przed nim.

Andrzej Bobo BobowskiAndrzej Bobo Bobowski
FOT. Archiwum prywatne Andrzeja Bobowskiego

„Hołd pruski” z XXI w., czyli niemiecki kibic całujący dłoń „Króla Polskich Kibiców”.

Nie wiem czy lubię wspominać, wiem tylko tyle, że bardziej pamiętam tamte czasy. Czasami się łapię na tym, że minie pół roku od jakiegoś meczu, a ja się potem zastanawiam, co to było za spotkanie. Tamte stare wydarzenia żyją we mnie. Te teraźniejsze traktuję bardziej statystycznie – mecz numer taki i taki. Na ten moment wychodzi mi, że spotkanie z Bośnią i Hercegowiną w Lidze Narodów będzie moim 400. Jeśli chodzi o samo miejsce, czyli najpierw Stadion Dziesięciolecia, a teraz PGE Narodowy – to 75. Na obecnym obiekcie będę po raz 51.

ANDRZEJ BOBOWSKI
Andrzej Bobo Bobowski (2026)Andrzej Bobo Bobowski (2026)
FOT. PZPN

„Królowi Polskich Kibiców” wypada życzyć, aby panował nam jak najdłużej, by miał w sobie tyle siły, by mógł realizować swoją pasję. Mamy nadzieję, że panu Andrzejowi uda się spełnić wielkie marzenie, jakim jest wyjazd na 14. i 15. mundial w życiu. Najlepiej – w duecie z reprezentacją Polski.

ROZMAWIALI: Rafał Byrski, Adrian Woźniak.

Naj, naj, naj Andrzeja „Bobo” BobowskiegoNaj, naj, naj Andrzeja „Bobo” Bobowskiego