Grzegorz Bronowicki podczas meczu Polska - Kazachstan 3:1 (13.10.2007).Grzegorz Bronowicki podczas meczu Polska - Kazachstan 3:1 (13.10.2007).
Kroniki4 sierpnia 1980
4 sierpnia 1980
Autor: Piotr Kuczkowski
Data dodania: 03.08.2021
FOT. CYFRASPORTFOT. CYFRASPORT

Każdy ma swoje Wembley. Nawiązując do słynnego starcia kadry Kazimierza Górskiego z Anglią, można zauważyć, że niemal każdy reprezentant Polski, który regularnie występował w drużynie narodowej, ma na swoim koncie występ szczególny. Taki, który jeśli nawet nie przeszedł do historii polskiego futbolu, to złotymi zgłoskami zapisał się w piłkarskim życiorysie samego zawodnika. Nie inaczej jest w przypadku Grzegorza Bronowickiego. Bo jeśli spojrzymy na jego karierę, to pierwsze, co przychodzi na myśl, to zwycięski mecz z Portugalią w eliminacjach Euro 2008. I nie ma w tym stwierdzeniu za grosz przesady. Bo przecież ilu polskich piłkarzy może z czystym sumieniem powiedzieć: „to ja zatrzymałem Cristiano Ronaldo”? No właśnie, a on może. I jeśli w dniu 41. urodzin zdecyduje się na podsumowanie dotychczasowych dokonań, ten pamiętny mecz na Śląskim znajdzie się z pewnością wysoko na liście zatytułowanej „sukcesy”.

Droga do drużyny narodowej pochodzącego z lubelszczyzny piłkarza nie była prosta, ale z całą pewnością można stwierdzić, że 14-krotny reprezentant Polski jest do dziś najbardziej znaną osobą urodzoną w niewielkim Jaszczowie. Zarówno on, jak i jego o rok młodszy brat Piotr od dziecka marzyli o karierze piłkarza. Obaj ten plan zrealizowali, choć z całą pewnością więcej na murawie osiągnął Grzegorz. Dla obu naturalnym kierunkiem na start przygody z futbolem był Górnik Łęczna. Klub, który od lat otwiera drzwi do profesjonalnej piłki wielu uzdolnionym zawodnikom z regionu. 

Z KOPALNI NA BOISKO

Do Łęcznej młody Bronowicki trafił w 1998 roku. W klubie za pierwszym razem spędził 7 lat. Niewielu jednak pamięta, że nie od razu zrobił błyskotliwą karierę. Początki, tak jak w przypadku wielu młodych zawodników, były trudne. Grę w piłkę i treningi trzeba było łączyć z pracą zarobkową. W tym regionie naturalnym miejscem pracy była kopalnia. 

Mogę przyznać, że gdyby nie kopalnia, to mógłbym nie grać w piłkę. Może nie pracowałem tam długo, bo pół roku, ale ta praca dała mi mnóstwo pozytywnego myślenia na temat piłki. To było wspaniałe uczucie, gdy wyjeżdżało się w końcu na powierzchnię ziemi z myślą o tym, że czeka mnie jeszcze trening. To był dla mnie ważny czas, ta praca dała mi kupę charakteru.
Grzegorz Bronowicki
WYPOWIEDŹ DLA ONET.PL Z 18 PAŹDZIERNIKA 2018 R.

Ten charakter było później widać na boisku. Bronowicki uczestniczył w historycznym wydarzeniu w dziejach klubu z Łęcznej, kiedy to Górnik w sezonie 2002/03 pierwszy raz awansował do ekstraklasy. Dwa i pół sezonu spędzone na najwyższym szczeblu rozgrywek zostało dostrzeżone w stolicy.

Grzegorz Bronowicki w barwach Górnika Łęczna.Grzegorz Bronowicki w barwach Górnika Łęczna.
FOT. CYFRASPORT

Górnik Łęczna to klub, który otworzył Grzegorzowi Bronowickiemu drzwi do profesjonalnego futbolu. W sumie jego barwy reprezentował przez blisko dekadę.

LEGIA, PUCHARY, KADRA

Przeprowadzka do Warszawy w grudniu 2005 roku to dla niego moment przełomowy. Gra w Legii oznaczała nie tylko awans finansowy, ale przede wszystkim sportowy. Klub z Łazienkowskiej regularnie walczył o najwyższe cele. Już pierwsza runda w barwach Wojskowych przyniosła mu największy klubowy sukces – mistrzostwo Polski. Jak się później okazało, jedyne w karierze. W tamtym sezonie rozegrał w sumie 11 spotkań (z czego 10 od pierwszej do ostatniej minuty). Co ciekawe, nie występował wówczas w obronie, a na prawej pomocy. Po wywalczeniu tytułu przyszła przygoda z europejskimi pucharami. W meczach o Ligę Mistrzów nie zagrał z powodu kontuzji (Legia wyeliminowała islandzki Hafnarfjarðar i odpadła w rywalizacji z ukraińskim Szachtarem Donieck). Wystąpił natomiast w przegranym dwumeczu z Austrią Wiedeń w I rundzie Pucharu UEFA. 

Grzegorz Bronowicki podczas meczu Legia Warszawa - Austria Wiedeń 1:1 (14.09.2006).Grzegorz Bronowicki podczas meczu Legia Warszawa - Austria Wiedeń 1:1 (14.09.2006).
FOT. PAP

U siebie 1:1, na wyjeździe 0:1. Krótko potrwała przygoda Legii Warszawa z Pucharem UEFA w sezonie 2006/07. W obu starciach z Austrią Wiedeń Grzegorz Bronowicki był podstawowym zawodnikiem.

MARZENIE O EURO

Kontuzja wyeliminowała czołowego obrońcę ligi nie tylko z walki o Champions League, ale też opóźniła jego debiut w drużynie narodowej. Leo Beenhakker ostatecznie rzucił Bronowickiego od razu na głęboką wodę. Jego debiut przypadł na eliminacyjny mecz z Kazachstanem. I choć biało-czerwoni nie zachwycili, wywieźli z trudnego terenu komplet punktów. Bronowicki na boku obrony spisał się bez zarzutu, dlatego cztery dni później znów znalazł się w wyjściowym składzie w meczu, o którym po latach wciąż przypominają mu dziennikarze i kibice. Triumf z Portugalią miał bowiem wielu bohaterów. Obok zdobywcy dwóch bramek Euzebiusza Smolarka z całą pewnością jednym z nich był defensor Legii. 

Spotkanie z Portugalią urosło do takiej wielkiej miary, bo dawno reprezentacja Polski nie wygrała z tak znaczącym – na tamten czas – przeciwnikiem. I to był dobry mecz dla oka. Nie tylko wygrana. Każdy kibic i piłkarz mógł być dumny jak to wyglądało. (...) Poza Cristiano Ronaldo było wielu dobrych zawodników – Simão Sabrosa, Deco i jeszcze wielu można wymienić. Na pewno potencjałem i nazwiskami mogli nas zjeść na papierze. Ale sprawdziło się to, co powiedział Leo Beenhakker przed meczem – im więcej damy im swobody do gry, tym więcej mogą zrobić.
Grzegorz Bronowicki
WYPOWIEDŹ DLA FUTBOLNEWS.PL Z 4 LISTOPADA 2018 R.
Grzegorz Bronowicki i Leo Beenhakker podczas meczu reprezentacji Polski.Grzegorz Bronowicki i Leo Beenhakker podczas meczu reprezentacji Polski.
FOT. PAP

To Leo Beenhakker odkrył Grzegorza Bronowickiego dla reprezentacji Polski. Pod wodzą Holendra obrońca rozegrał 14 spotkań w drużynie narodowej.

Portugalczycy to oczywiście nie jedyni rywale, których „na rozkładzie” miała kadra z Bronowickim w składzie. W eliminacjach Euro 2008 biało-czerwoni m.in. dwukrotnie rozprawili się z reprezentacją Belgii. Obrońca, który był pewniakiem w kadrze na mistrzostwa Europy, jeszcze podczas trwania eliminacji zdecydował się na transfer za granicę. Wybór padł na serbską Crvenę Zvezdę i po fakcie trzeba przyznać, że nie był to dobry ruch. Była co prawda walka o Ligę Mistrzów, faza grupowa Pucharu UEFA, niezapomniane derby Belgradu i wicemistrzostwo kraju. Była też jednak niestety kontuzja kolana, która wyeliminowała go z wyjazdu na mistrzostwa Europy do Austrii i Szwajcarii

Wtedy na pewno mną to poruszyło, ale przyjąłem to do wiadomości, bo liczyłem, że zagram w kolejnym wielkim turnieju. Szczerze mówiąc często myślę o Austrii, ale nie było sensu, bym blokował komuś miejsce w kadrze, nie będąc w pełni przygotowanym. Zabrakło mi trochę czasu, aby dojść do dyspozycji. Nie zapomnę rozmowy z Bogusławem Kaczmarkiem i Leo Beenhakkerem, gdy usłyszałem, że nie jadę na mistrzostwa. Zabolało, ale przecież nie da się oszukać zdrowia. Szkoda, bo fajnie byłoby mieć Euro w CV.
Grzegorz Bronowicki
WYPOWIEDŹ DLA „ŁĄCZY NAS PIŁKA” Z 28 CZERWCA 2016 R.
Świat mi się zawalił, kiedy okazało się, że mam poważną kontuzję. Wszystko zaczęło się psuć przed mistrzostwami Europy. Pierwszymi, w których miała grać reprezentacja Polski, i to ze mną w składzie. Przez uraz łękotki nie udało mi się dojść do sprawności. Gdy podniosłem się z tego i zacząłem grać... zerwałem więzadła krzyżowe.
Grzegorz Bronowicki
WYPOWIEDŹ DLA MIESIĘCZNIKA „NASZA LEGIA” Z PAŹDZIERNIKA 2009 R.

ŻYCIE PO ŻYCIU

W czasie problemów zdrowotnych Bronowickiemu dały się we znaki właśnie kłopoty organizacyjne klubu z Belgradu. Jak sam stwierdził, to właśnie zbyt późna diagnoza (postawiona zresztą nie na miejscu, a przez lekarza kadry) pozbawiła go szans na udział w Euro 2008. Jeśli dołożymy to tego późniejsze perypetie z rehabilitacją, a także potężne zaległości finansowe Serbów wobec piłkarza, ten czas z pewnością nie był dla niego udany. Stało się jasne, że trzeba będzie wrócić do kraju i podjąć próbę odbudowania formy. I tak się stało. Mimo ofert z ekstraklasy (m.in. z Jagiellonii Białystok) zawodnik zdecydował się na powrót do Łęcznej i występującego w I lidze Górnika. Później grał jeszcze w Ruchu Chorzów i Motorze Lublin. Ale już nigdy nie udało mu się zagrać na poziomie sprzed lat.

Grzegorz Bronowicki w barwach Ruchu Chorzów.Grzegorz Bronowicki w barwach Ruchu Chorzów.
FOT. CYFRASPORT

Ruch Chorzów był ostatnim klubem, w barwach którego Grzegorz Bronowicki wystąpił w ekstraklasie. W sezonie 2010/11 zagrał w ośmiu spotkaniach.

Grzegorz Bronowicki po zakończeniu kariery nie rozstał się z futbolem. Chciał założyć swoją szkółkę, zajął się też wyszukiwaniem talentów w charakterze skauta i podjął współpracę ze swoim macierzystym klubem – Górnikiem Łęczna, Ale ostatnio, mimo 41 lat na karku, wrócił na boisko. Kilka dni temu zadebiutował w drużynie beniaminka lubelskiej klasy okręgowej Błękitu Cyców. W nowym klubie będzie występował razem ze swoim synem Rafałem.