Tomasz Łapiński w barwach Widzewa Łódź (1996).Tomasz Łapiński w barwach Widzewa Łódź (1996).
Kroniki1 sierpnia 1969
1 sierpnia 1969
Autor: Piotr Kuczkowski
Data dodania: 30.07.2021
FOT. EAST NEWSFOT. EAST NEWS

Srebrny medalista olimpijski z Barcelony. Blisko 40 meczów rozegranych w pierwszej reprezentacji Polski. Legendarny kapitan Widzewa, z którym sięgnął po dwa tytuły mistrzowskie i grał w Champions League. Bez wątpienia jeden z najlepszych obrońców w kraju lat 90. Tomasz Łapiński, bo o nim mowa, po zakończeniu kariery na boisku przygody z futbolem jednak nie zakończył. Od lat dzieli się swoim doświadczeniem jako ekspert telewizyjny. Media to jednak nie jedyna nie związana z piłką pasja obrońcy, który 1 sierpnia kończy 52 lata.

Jedni powiedzą introwertyk. Inni, że człowiek, który odzywa się wtedy, kiedy ma coś do powiedzenia. Na boisku nie był wulkanem energii, ale zespołowi dawał niezbędne na pozycji stopera spokój i pewność. Może nie był też idolem trybun, ale wśród wszystkich cieszył się respektem i szacunkiem. To właśnie te cechy sprawiły, że przez kilkanaście lat był czołowym graczem w polskiej ekstraklasie i ważnym ogniwem drużyn narodowych.

„ŁAPA” Z ŁAP

Droga do wielkiej ogólnopolskiej piłki dla Tomasza Łapińskiego zaczęła się w rodzinnych Łapach na Podlasiu. To właśnie tu rozpoczął karierę i najpierw jako junior, a później już jako senior reprezentował barwy miejscowej Pogoni. I to stąd przeniósł się 300 km na południowy zachód. Wówczas pewnie nie przypuszczał, że w Łodzi spędzi ponad dekadę, a na ten czas przypadną największe sukcesy w jego karierze.

Do Widzewa stoper trafił w połowie 1987 roku. Do tej pory jest piłkarzem, który w barwach czerwono-biało-czerwonych rozegrał najwięcej spotkań (we wszystkich rozgrywkach ponad 300). Przez wiele lat pełnił też funkcję kapitana i dwukrotnie świętował z klubem mistrzostwo Polski w sezonach 1995/96 i 1996/97. Z Widzewem awansował również do fazy grupowej Ligi Mistrzów.

Tomasz Sokołowski i Tomasz Łapiński podczas meczu Legia - Widzew 2:3 (18.06.1997)Tomasz Sokołowski i Tomasz Łapiński podczas meczu Legia - Widzew 2:3 (18.06.1997)
FOT. PAP

W latach 90. o mistrzostwie Polski dwukrotnie decydowały bezpośrednie starcia Legii z Widzewem w Warszawie. Oba (2:1 i 3:2) wygrali piłkarze z Łodzi i w obu od pierwszej do ostatniej minuty grał Tomasz Łapiński (na zdjęciu powstrzymuje Tomasza Sokołowskiego).

W NARODOWYCH BARWACH

Dobra postawa w klubie nie mogła umknąć uwadze kolejnych selekcjonerów. W pierwszej reprezentacji Łapiński zadebiutował jeszcze za kadencji Andrzeja Strejlaua w towarzyskim wyjazdowym meczu z Finlandią w 1992 roku. W drużynie narodowej w ciągu blisko siedmiu lat rozegrał w sumie 36 spotkań. Nie wszystkie kończyły się po jego myśli. Tak było m.in. w 1996 roku w Paryżu. W zremisowanym 1:1 meczu z Francją, w którym jego klubowy kolega Andrzej Woźniak został bohaterem, on zobaczył jedyną w reprezentacyjnej karierze czerwoną kartkę. 

Druga żółta i zarazem czerwona kartka T. Łapińskiego

Z pierwszą reprezentacją Łapińskiemu nie było dane zagrać na wielkiej imprezie. Brał udział w eliminacjach Euro 1996 i 2000, a także mundialu 1998, ale biało-czerwonym nie udało się wywalczyć przepustek na turniej finałowy. Sam zawodnik wielokrotnie podkreślał, że za największy sukces uważa srebrny medal olimpijski z Barcelony. W zespole Janusza Wójcika kierował defensywą we wszystkich sześciu meczach, a Polacy ulegli dopiero gospodarzom w wielkim finale.

Tomasz Łapiński (3) próbuje powstrzymać Luisa Enrique (8). Starciu przygląda się Dariusz Gęsior (6).Tomasz Łapiński (3) próbuje powstrzymać Luisa Enrique (8). Starciu przygląda się Dariusz Gęsior (6).
FOT. EAST NEWS

8 sierpnia 1992 roku. Tydzień po 23. urodzinach Tomasz Łapiński rozegrał najważniejszy mecz w karierze. W finale olimpijskim Polska przegrała z Hiszpanią 2:3. Na zdjęciu obrońca Widzewa powstrzymuje Luisa Enrique.

LOT, KTÓRY ZMIENIŁ WSZYSTKO

Z pewnością kariera czołowego polskiego obrońcy potoczyłaby się inaczej, gdyby nie wyprawa z reprezentacją Polski do Ameryki Południowej. W lutym 1998 roku zorganizowano wyjazdowy mecz z ekipą Paragwaju. Już sam pomysł podróży na drugi koniec świata w środku zimowej przerwy w rozgrywkach wydawał się kontrowersyjny, ale jak się okazało jego okoliczności zmieniły losy Łapińskiego. I nie chodzi o samo spotkanie, podczas którego grający z urazem obrońca był najlepszym polskim piłkarzem na boisku, a mimo porażki 0:4 zebrał wiele pochwał od komentatorów. Po starciu w Asunción kadra udała się jeszcze na zgrupowanie do Chile, gdzie rozegrała mecze z miejscowymi drużynami klubowymi. Kluczowy okazał się jednak powrót do kraju, który zmienił wiele z dotychczasowych planów zawodnika.

Godzinę po starcie przelatywaliśmy nad Andami i nagle samolot zaczął spadać. Po prostu runął ku ziemi – lecieliśmy bezwładnie w dół może kilometr, może więcej. Nie wiem, bo zgasły wszystkie ekrany. W ogóle nie czułem siedzenia, zawisłem na pasach. Ci, którzy nie zdążyli się zapiąć, uderzali głowami o sufit. Przerażenie i sceny nie do opisania…
Tomasz Łapiński
„PRZEGLĄD SPORTOWY” Z 15 KWIETNIA 2010 R.

To wszystko wpłynęło na pojawienie się lęku, który w przyszłości uniemożliwił piłkarzowi podróże lotnicze. Pomoc psychologiczna nie pomogła i stało się jasne, że ewentualny transfer do silnej europejskiej ligi stał się nierealny.

Miałem pójść do Liverpoolu i powiedzieć, że mam fobię? Trzeba być uczciwym i spojrzeć na to z punktu widzenia klubu. Co to za piłkarz, co może grać tylko u siebie albo na wyjeździe na tyle blisko, że może dojechać samochodem. Na obóz nie poleci, na europejskie puchary też nie. To byłoby bez sensu.
Tomasz Łapiński
„RZECZPOSPOLITA” Z 8 MARCA 2019 R.

Poza The Reds Łapińskim interesowały się wówczas również takie kluby, jak West Ham United, AS Roma czy Hamburger SV. Zawodnikowi została jednak gra w Widzewie, a na pocieszenie świadomość, że nawet w świecie futbolu nie był osamotniony. Po traumatycznych przeżyciach z latania zrezygnował m.in. czołowy napastnik Europy lat 90. – Holender Dennis Bergkamp.

Dzięki niemu i innym, którzy borykali się z takim samym problemem, umiałem sobie powiedzieć, że nie jestem jakimś dziwolągiem. Sęk w tym, że to mnie uspokajało wyłącznie między lotami. Potem znów wracało najgorsze. Moja fobia miała wpływ na to, jak prezentowałem się na boisku. Podczas wyjazdowych spotkań zawsze miałem w głowie jedną myśl – że mecz się w końcu skończy i potem jakoś trzeba będzie jeszcze wrócić do kraju. Tą samą drogą…
Tomasz Łapiński
„PRZEGLĄD SPORTOWY” Z 15 KWIETNIA 2010 R.

ŻYCIE PO ŻYCIU

Widzew nie był jedynym klubem ekstraklasy, który reprezentował. Wiosną 2000 roku podpisał umowę z Legią Warszawa, ale poważne problemy z urazem ścięgna Achillesa sprawiły, że przez trzy lata zagrał w lidze zaledwie... raz! Już nigdy nie udało mu się wrócić na najwyższy poziom.

Dla wielu zawodowych sportowców najtrudniejszym momentem w karierze jest ten, w którym ta kariera się kończy. Tomasz Łapiński nie był jednak piłkarzem typowym. Choć futbol przez lata wypełniał jego życie, horyzonty miał dużo bardziej rozległe. Literatura, film, fotografia. Zainteresowania sprawiały, że nie miał problemu ze znalezieniem nowego zajęcia. Oczywiście wciąż jest związany z ukochaną dyscypliną. Wielokrotnie podejmował współpracę z Widzewem w różnym charakterze. W 2004 roku był nawet krótko trenerem pierwszego zespołu. Praca na ławce okazała się jednak nie dla niego. Od lat realizuje się natomiast w roli eksperta i komentatora telewizyjnego. 

Bożydar Iwanow i Tomasz Łapiński podczas meczu Pucharu Polski Cracovia - Legia Warszawa 3:0 (07.07.2020 roku).Bożydar Iwanow i Tomasz Łapiński podczas meczu Pucharu Polski Cracovia - Legia Warszawa 3:0 (07.07.2020 roku).
FOT. CYFRASPORT

Wieloletnie doświadczenie zdobyte na boisku pozwala celnie oceniać poczynania piłkarzy z perspektywy eksperta. Na zdjęciu Tomasz Łapiński z komentatorem Polsatu Sport Bożydarem Iwanowem podczas półfinałowego meczu Pucharu Polski Cracovia – Legia Warszawa 3:0 (7 lipca 2020 roku).

Telewizja to jednak nie wszystko. W internecie można znaleźć stronę, na której były piłkarz prezentuje swoją galerię fotografii ulicznej. Szerokim echem obiła się również premiera jego pierwszej powieści. Książka „Szmata. Gdy piłka staje się przekleństwem” przedstawia postać piłkarza borykającego się z często trudną, futbolową rzeczywistością. I choć historia opowiedziana jest w pierwszej osobie, nie należy doszukiwać się w niej biografii samego Łapińskiego.

Okładka książki Tomasza Łapińskiego "Szmata".Okładka książki Tomasza Łapińskiego "Szmata".
Nie chciałem rozliczać się z przeszłością. Nawet w pierwszej wersji był taki dość długi wstęp, że to jest fikcja. Uznałem jednak, że to nie ma sensu. Nie ma tam rzeczywistych postaci. Trzeba poddać się tu samej historii, nie odnosić tego do prawdziwych ludzi. (...) To nie jest łatwa książka. To nie jest przyjemne czytadło. Czytają państwo na własną odpowiedzialność.
Tomasz Łapiński
WYPOWIEDŹ DLA „ONET RANO” Z 5 MARCA 2019 R.

Zamiłowanie do pisania piłkarz realizuje także w filmie. Przez dwa lata odbywał w tym kierunku studia, czego efektem była wyreżyserowana przez niego etiuda, do której przygotował również scenariusz. Efekty twórczości piłkarza-reżysera każdy może ocenić sam.

Obserwując dotychczasowe dokonania Tomasza Łapińskiego jednego można być pewnym. Ta opowieść będzie miała ciąg dalszy. Czy będzie ona bardziej związana z futbolem, czy może z inną dziedziną życia trudno przewidzieć, ale bez wątpienia nie zabraknie w niej pasji. I właśnie przede wszystkim jej życzymy Jubilatowi w dniu urodzin.