



Gdyby przyznawano nagrody w kategorii „Mistrzowie remisów”, drużyna GKS-u Tychy miałaby wielką szansę na zwycięstwo. W pierwszych siedmiu kolejkach sezonu 2024/25 Betclic 1. Ligi Tyszanie aż pięciokrotnie dzielili się punktami, raz wygrali i raz przegrali. Właśnie po porażce z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (0:2) w 7. serii spotkań, zarząd śląskiego klubu zdecydował o rozstaniu z trenerem Dariuszem Banasikiem. W starciu z Wisłą GKS poprowadził już nowy szkoleniowiec – Artur Skowronek. W tak krótkim czasie nie był on w stanie znacząco odmienić gry zespołu. Z remisu w Płocku (szóstego w sezonie!) jego piłkarze mogli być jednak zadowoleni, bo więcej groźnych sytuacji pod bramką stworzyli sobie Nafciarze. Bohaterem gości był bramkarz, Marcel Łubik.





















































































20
Ł. Sekulski
6
K. Pomorski
24
D. Niepsuj
18
J. Jiménez
66
I. Salvador
97
O. Klat
31
M. Więckowski
27
B. Borowski
3
K. Kukułka
►UWAGA! W 50. minucie żółtą kartką ukarany został trener bramkarzy GKS-u Tychy, Bartosz Kowalczyk. Powodem była krytyka orzeczeń sędziego. Napomnienie nie jest uwzględniane w pomeczowych statystykach.



W GKS-ie Tychy nastąpiła w tym tygodniu zmiana trenera. Dariusza Banasika zastąpił Artur Skowronek. Klub zdecydował się na rozstanie z Banasikiem nie tylko ze względu na niezbyt udany początek sezonu (osiem punktów w siedmiu meczach), ale też słabą postawę w rundzie wiosennej poprzednich rozgrywek oraz niezadowalający styl gry drużyny. Nowym trenerem został Artur Skowronek, który miał przerwę w pracy od grudnia 2022 roku, kiedy prowadził Zagłębie Sosnowiec. Potem był współkomentującym mecze I ligi w Polsacie Sport.


Kapitanowie – Nemanja Nedić z GKS-u Tychy (w białym stroju) i Fabian Hiszpański z Wisły Płock – w towarzystwie trójki sędziowskiej. Mecz jako główny poprowadził Piotr Urban. Na liniach pomagali mu Paulina Baranowska i Maciej Majewski.



Mecz był pełen emocji i zaciętej walki. Obie drużyny starały się przejąć inicjatywę, ale defensywa obu zespołów spisywała się bez zarzutu. Kibice, którzy licznie przybyli na stadion w Płocku, mogli oglądać dynamiczne akcje, choć zabrakło goli.








Duże gratulacje i uznanie dla moich piłkarzy, że dążyli dzisiaj – do dokładnie 99. minuty – do wygrania tego spotkania. Ten tydzień był taki, że codziennie dostawaliśmy jakąś informację, która wpływała na nasz plan meczowy. Najpierw gorączka i niedyspozycja Marcusa (Haglinda-Sangré – przyp. red.), która utrzymywała się przez kilka dni. Za chwilę doszła wiadomość o takich samych objawach u Maćka Gostomskiego, do dyspozycji nie doszedł Bojan Nastić, a wczoraj, dzień przed meczem, taką niedyspozycję zgłosił Jime. Tak więc przygotowania do meczu były bardzo trudne. W dodatku u rywala zmienił się trener, nie wiedzieliśmy, w jakim systemie będą grali, jaki będą mieli pomysł na grę. Patrząc na sam mecz, był on jednym z najintensywniejszych – w tych ośmiu kolejkach. Uważam, że mieliśmy dwie piłki meczowe – w 1. połowie Maćka (Famulaka – przyp. red.) i w 2. Łukasza (Sekulskiego – przyp. red.). Jak na warunki pierwszoligowe, to było bardzo dobre spotkanie. Szanuję ten punkt. Uważam, że w tej lidze jest dziewięć bardzo dobrych zespołów, które będą miały lepsze i gorsze momenty. Najważniejsze, żeby regularnie punktować i nie przegrywać.







Czujemy oczywiście duże niezadowolenie, ale też mamy pokorę do tego spotkania i efektu końcowego. Tutaj jest naprawdę mega ciężki teren i duża jakość – również na ławce. Dzisiaj mogliśmy to zauważyć. Wiedzieliśmy, że musimy trzymać intensywność w tym meczu, żeby powalczyć o zwycięstwo – bo z takim nastawieniem przyjechaliśmy. Nie tworzyliśmy po prostu tylu sytuacji, żeby móc powiedzieć, że powinniśmy zdobyć więcej niż jeden punkt. Uczciwie trzeba powiedzieć, że Marcel – nasz bramkarz – dużo nam dzisiaj pomógł. Ale też widzę dużo pozytywów, z tych naszych trzech dni wspólnej pracy. Wiemy doskonale, że mamy najsłabszy bilans bramkowy, że mamy najmniej strzelonych goli, bo mamy ich tylko cztery. Chociaż uważam, że mamy dobry potencjał ofensywny w drużynie.


W Płocku kibice obejrzeli jednego gola, który… nie został uznany. Do siatki trafił w tej sytuacji Bartosz Śpiączka z GKS-u, jednak po interwencji VAR-u bramka została anulowana. Sędziowie uznali, że napastnik tyskiej drużyny faulował wcześniej Fabiana Hiszpańskiego.




Gdy spotkanie kończy się wynikiem 0:0, można zakładać, że albo kompletnie nic się nie działo i z boiska wiało nudą, albo że na wysokości zadania stawali zawodnicy stojący pomiędzy słupkami, broniąc strzał za strzałem. W konfrontacji Wisły Płock z GKS-em Tychy mieliśmy drugi z wymienionych przypadków. Obaj bramkarze otrzymali najwyższe noty za występ w tym meczu. Więcej pracy miał golkiper gości – Marcel Łubik. Gdyby nie kilka jego interwencji – m.in. po strzałach Macieja Famulaka, Jorge Jiméneza, czy Daniego Pacheco z rzutu wolnego – Tyszanie wracaliby na Górny Śląsk na tarczy. Znacznie mniej pracy miał jego vis-à-vis z drugiej strony boiska, czyli Bartłomiej Gradecki. Na uwagę zasługiwała zwłaszcza obrona uderzenia Daniela Rumina, po którym niewiele brakowało, aby GKS cieszył się z gola (niepewne zachowanie obrońcy, Jakuba Szymańskiego). Bramkarz Wisły może też mówić o sporym szczęściu, że gol Bartosza Śpiączki nie został ostatecznie uznany (faul w ataku napastnika gości), bo obciążałby on jego konto (niepewne wyjście do piłki, nieudane piąstkowanie).

