




W Tychach doszło do konfrontacji dwóch drużyn, które przez sześć pierwszych kolejek sezonu 2024/25 nie doznały porażki. Ale po bezpośrednim starciu w 7. serii gier, tylko piłkarze jednej z nich mogli po meczu odśpiewać przebój grupy Perfect – „Niepokonani”. Byli to zawodnicy Bruk-Betu Termaliki (innym zespołem bez przegranej był Górnik Łęczna), którzy zasłużenie wygrali na stadionie GKS-u 2:0. Ekipa z Niecieczy strzelała gole sześć minut przed końcem 1. i 2. połowy. Tyszanie kończyli spotkanie w dziesiątkę, bo dwie żółte kartki w krótkim odstępie czasu (i w konsekwencji czerwoną) obejrzał Mamin Sanyang. Niecieczanie dzięki zwycięstwu umocnili się na 1. miejscu w tabeli Betclic 1. Ligi.


















































































4
M. Dijakovic
20
M. Sanyang
88
N. Dzięgielewski
13
M. Górski
8
M. Szpakowski
18
B. Śpiączka
15
J. Bieroński
11
M. Błachewicz
5
T. Kurtaran


Drużyny GKS-u Tychy (z lewej) i Bruk-Betu Termaliki przed meczem 7. kolejki Betclic 1. Ligi. Niestety, stadion mogący pomieścić 15300 widzów, po raz kolejny praktycznie świecił pustkami. Na trybunach zasiadło 2750 osób.



W Tychach spotkali się dwaj z trzech niepokonanych po sześciu kolejkach pierwszoligowców. Dzieliło ich mimo to sporo miejsc w tabeli, ponieważ GKS zremisował z aż pięcioma przeciwnikami. Bruk-Bet częściej zwyciężał i bronił prowadzenia w tabeli.




Jedno trzeba podkreślić – z gry wygrana „Słoni” była w pełni zasłużona. Byli w sobotni wieczór zespołem lepszym, momentami zdecydowanie.


84. minuta spotkania w Tychach. Bramkarz GKS-u Marcel Łubik kapituluje po raz drugi. Tym razem sposób na pokonanie go znalazł Morgan Faßbender.



Niecieczanie jak na faworytów przystało od początku narzucili rywalom swój styl gry i dominowali na boisku. (…) Piłkarze Marcina Brosza wciąż są niepokonani w Betclic 1. lidze i wygrali już szósty mecz w tej kampanii. Dzięki temu zajmują 1. miejsce z przewagą trzech punktów nad wiceliderem – Stalą Rzeszów.


Ta sytuacja wywołała spore poruszenie w ekipie z Tychów. Po kopnięciu piłki przez Bartosza Śpiączkę, ręką zagrał obrońca gości, Arkadiusz Kasperkiewicz. Piłkarze GKS-u domagali się rzutu karnego, ale sędzia Tomasz Kwiatkowski nie zdecydował się na taki krok.







Zacznę od tego, że zasłużenie przegraliśmy ten mecz. Byliśmy zespołem zdecydowanie gorszym pod każdym względem od Termaliki. Wynik jest jak najbardziej sprawiedliwy. Szkoda, bo to była nasza pierwsza porażka, ale graliśmy z bardzo dobrze poukładanym i doświadczonym zespołem, który mógł nawet więcej bramek zdobyć. Powiedziałem zawodnikom w szatni, że nie szukamy tu żadnych usprawiedliwień, bo jeśli jest się słabszym, to się przegrywa mecz. Natomiast czasami jest tak w futbolu, że ten słabszy też potrafi zremisować bądź wygrać, bo są inne rzeczy, które decydują o powodzeniu. Powinniśmy bardziej nadrabiać zaangażowaniem, walecznością, poświęceniem, może więcej ryzykować, bo wynik 0:1 dosyć długo się utrzymywał i wtedy nie było jeszcze przesądzone, że Termalica wywiezie stąd 3 punkty.







Ogromnie się cieszymy. Wiedzieliśmy jak trudny jest to teren, zespół GKS-u jeszcze nie przegrał spotkania. Myślę, że muszę tutaj pochwalić formację defensywy, bo grała z ogromnym poświęceniem, szczególnie Chovan. Kasperkiewicz musiał wygrywać pojedynki najpierw z jednym napastnikiem, potem ze Śpiączką, co naprawdę nie jest proste. Ale cały czas utrzymywał w harmonii ten nasz blok defensywny oraz dwójkę defensywnych pomocników. Maciek Ambrosiewicz i Andrij Dombrowski wykonali dzisiaj tytaniczną pracę, bo nie tylko bronili, ale też dobrze operowali piłką, i wszystkie te sytuacje, które stwarzaliśmy, to była ich inicjatywa. I oczywiście człowiek kluczowy w naszym ustawieniu – Kamil Zapolnik, bez którego byłoby bardzo trudno. Bierze on na siebie grę, jest w stanie wygrać pojedynek jeden na jeden, a w newralgicznych sytuacjach potrafi wesprzeć kolegów.


Mecz z liderem z Niecieczy okazał się być ostatnim dla Dariusza Banasika (na zdjęciu) w roli trenera GKS-u Tychy. 27 sierpnia 2024 roku klub poinformował o rozwiązaniu (za porozumieniem stron) kontraktu ze szkoleniowcem. Z drużyną pożegnali się również jego asystenci: Michal Farkaš i Bernard Kapuściński.




Choć obaj piłkarze przebywali na boisku mniej więcej tyle samo czasu, to występ i wynik końcowy na plus zapisać mógł sobie tylko zawodnik z Niecieczy. Damian Hilbrycht nie dość, że zdobył bramkę, wykańczając akcję niczym rasowy snajper (a był raczej ustawiany jako wahadłowy), to popisał się jeszcze efektownym strzałem nożycami, po którym refleksem wykazać się musiał Marcel Łubik. Podobnej sztuki nie dokonał natomiast Julius Ertlthaler, ale akurat on – co podkreślali komentatorzy TVP Sport – był wyróżniającą się postacią w zespole GKS-u. Oddał jeden groźny strzał, ale piłka minęła słupek bramki Adriána Chovana.

