Kazimierz GórskiKazimierz Górski
KronikiZostał nam tylko Kazio
Został nam tylko Kazio
Autor: Krzysztof Jaśniok
Data dodania: 30.11.2020
FOT. PAPFOT. PAP

Grudzień 1970 roku w polskiej historii nie kojarzy się najlepiej. Właśnie wtedy w Gdyni, Gdańsku, Szczecinie i Elblągu doszło do protestów, które zostały brutalnie stłumione przez milicję i wojsko. W cieniu tych tragedii wydarzyło się jednak coś, co na lata odmieniło oblicze naszego futbolu. Równo pół wieku temu rolę selekcjonera reprezentacji powierzono Kazimierzowi Górskiemu.

 

 

O nominacji słynny trener dowiedział się w dość niezwykłych okolicznościach. Trwał właśnie mecz młodzieżówki, z którą pracował już od pięciu lat, gdy siedzący obok na ławce kolega ze sztabu zaczął robić mu dziwne aluzje. „No, doczekałeś się, Kaziu”, „Idziesz w górę, jasny gwint”, „Jakby co, to ja chętnie pomogę” – takie słowa słyszał przez cały mecz z Włochami. Gdy zabrzmiał ostatni gwizdek i piłkarze zaczęli schodzić do szatni, zapytał wreszcie, o co chodzi.

– Nie udawaj, że nie wiesz – żachnął się kolega. – Już wszystkie wróble ćwierkają, że zastąpisz Faję.

– Ech, daj spokój z tym gadaniem o reprezentacji…

– Jak Boga najszczerzej kocham, sam słyszałem od prezesa – na dowód kolega walnął się pięścią w piersi. – I widziałem go jak ciebie w tej chwili, kiedy powiedział: „Pozostał nam tylko Kazio i od tej pory będziemy stawiać na niego”.

– Ładna perspektywa – odpowiedział Górski. – Kiedy zabrakło ochotników, dobry i Kazio. Ale pożyjemy, zobaczymy. Na razie nikt się do mnie nie zgłosił.

– To przesądzone – skwitował kolega. – Możesz mi wierzyć albo nie, ale decyzja zapadła. Ja zawsze mam informacje ze sprawdzonych źródeł.

Kazimierz GórskiKazimierz Górski
FOT. EAST NEWS

Pół wieku temu taki widok na początku grudnia nikogo nie dziwił. Zanim przyszło globalne ocieplenie piłkarze musieli trenować, a często także rozgrywać mecze, na kopnym śniegu. Kazimierz Górski wiedział, że w tych warunkach podstawą jest solidna rozgrzewka.

I faktycznie, dzień później, gdy wrócił z Wrocławia do Warszawy i zaczął rozpakowywać bagaże, zadzwonił telefon.

– Prezes pana poszukuje – w słuchawce rozległ się głos osobistej sekretarki Wiesława Ociepki. – Może pan do nas wpaść? Prezes będzie lada chwila!

– Właściwie to ja jestem umówiony z dentystką – zmyślił na poczekaniu, bo ciągle nie był pewien, czy to jednak nie żarty.

– A bardzo pana boli?

– Wydaje mi się, że… nie bardzo.

– To przecież wizytę można przełożyć. Naprawdę nic pan nie wie?

– Jeśli mam być szczery, to nie.

– Ależ panie Kazimierzu, niech pan nie żartuje! – powiedziała srogim tonem sekretarka. – Proszę się nie spóźnić. Czekamy tu na pana.

Ryszard KoncewiczRyszard Koncewicz
FOT. EAST NEWS

Ryszard Koncewicz pracował w sztabie reprezentacji już od 1948 roku, najpierw jako asystent Wacława Kuchara. Ostatni okres jego selekcjonerskiej kariery nie był udany. Podał się do dymisji po zakończonej niepowodzeniem batalii o awans do mistrzostw świata 1970.

Wkrótce okazało się, że wróble dobrze ćwierkały, kolega miał wiedzę ze sprawdzonego źródła, a wymówka na ból zęba mogła Górskiego kosztować utratę życiowej szansy. Prezes faktycznie zaproponował mu objęcie schedy po Ryszardzie Koncewiczu. Wybitny trener zwany Fają (od jego nieodłącznego atrybutu, który niemal zawsze miał w ustach), z którym zresztą od lat Górski współpracował, był już zmęczony prowadzeniem kadry i zniechęcony brakiem sukcesów. Wszyscy szanowali go jako świetnego teoretyka, doceniali warsztat, ale brakowało mu wyników. Po zakończonych niepowodzeniem eliminacjach mistrzostw świata w Meksyku jasne już było, że potrzebna jest zmiana. Z początku prezes Ociepka rozważał zatrudnienie zagranicznego szkoleniowca, ale ostatecznie postawił na dotychczasowego trenera polskiej młodzieżówki. I tak tłumaczył to Górskiemu podczas pamiętnej „rozmowy kwalifikacyjnej” w grudniu 1970 roku.

Przez trzy lata pracowałeś w pocie czoła z ludźmi, którzy już tworzą kadrę narodową albo zostaną do niej w najbliższym czasie zaliczeni. Czy można w tej sytuacji znaleźć lepszego opiekuna pierwszej drużyny? A ponadto przeszedłeś wszystkie szczeble wtajemniczenia, od juniorów przez drużynę olimpijską do młodzieżowej, nie licząc zespołów klubowych pierwszej i drugiej ligi. Do pełni szczęścia brakuje ci tylko kadry narodowej. Nie korci cię, aby z nią spróbować?

Prezes PZPN Wiesław Ociepka, cytat pochodzi z książki Kazimierza Górskiego „Pół wieku z piłką”, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1985
WSZYSTKIE SZCZEBLE WTAJEMNICZENIA
Wiesław OciepkaWiesław Ociepka
FOT. PAP

Wiesław Ociepka przemawia podczas obchodów 50-lecia PZPN. Niespełna trzy lata po rozmowie z Kazimierzem Górskim ten znany w tamtych latach działacz, wówczas już pełniący funkcję ministra spraw wewnętrznych, zginął w katastrofie wojskowego samolotu pod Szczecinem.

Trenera korciło, ale trochę się ociągał. Wiedział, jak trudne zadanie go czeka, i że presja, pod jaką pracuje selekcjoner pierwszej reprezentacji, jest nieporównywalna z tym, czego wcześniej doświadczał. Nie był też pewien, czy zdobył już taką wiedzę i umiejętności, by dać sobie radę w nowej roli. Poprosił prezesa o czas do namysłu. Wtedy usłyszał:

– Czy ja wam proponuję objęcie kopalni albo szkoły baletowej? Przecież to dotyczy piłki, waszego fachu! To tylko kwestia wzrostu zadań i zakresu odpowiedzialności! Nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że podjęliście już, jak się to mówi, wewnętrzną decyzję. Więc po co z nią zwlekać?

– Chyba i racja – zreflektował się Górski.

– To świetnie! Rozpoczynacie z Nowym Rokiem. Życzę powodzenia.

I tak się to wszystko zaczęło. A co było potem, dobrze wiemy.