polska – portugalia (07.06.1986)polska – portugalia (07.06.1986)
KronikiWitamy w piekle
Witamy w piekle
Autor: Rafał Byrski
Data dodania: 12.02.2021
FOT. EAST NEWSFOT. EAST NEWS

Miał niezwykły talent do strzelania ważnych goli. Był idealnym piłkarzem na trudne mecze. A takich nie brakowało także w reprezentacji. Zdobył w niej trzynaście bramek, ale wszystkie w starciach o punkty. To przecież on rozwiązał worek z golami na mundialu w Hiszpanii (1982). Na kolejnych mistrzostwach świata jego trafienie było równie istotne. A może nawet ważniejsze od tego sprzed czterech lat. Gol Włodzimierza Smolarka dał nam bowiem ciężko wywalczone zwycięstwo nad Portugalią, utorował drogę do fazy pucharowej i był jedynym polskim trafieniem w całym turnieju.

A strzelił go w…. piekle. W tym stwierdzeniu nie ma cienia przesady. Cienia zresztą na stadionie w Monterrey próżno było szukać. Pogoda i klimat na meksykańskim mundialu to temat przewodni we wspomnieniach wielu jego uczestników.

krzysztof pawlak

Proszę wziąć pod uwagę choćby to, że w moim pierwszym meczu z Portugalią – bo z Marokiem nie grałem – straciłem przez 90 minut aż 5 kg wagi. W meczu z Anglią schudłem o 4,5 kg. To o czymś świadczy. A przecież graliśmy mecze o godz. 16! W czasie pobytu w Monterrey między godzinami 12 a 14 w ogóle nie wolno nam było opuszczać klimatyzowanych pokojów. Zapewniam, że to było piekło.

Krzysztof Pawlak w rozmowie z Radosławem Nawrotem dla portalu poznan.wyborcza.pl, 15 października 2012 r.

W kwaterze Polaków wcale nie było lepiej niż na stadionie. W ośrodku „Bahia Escondida” niby wszystko się zgadzało: komfortowy hotel ze stołówką, basenem i kortami tenisowymi. Po prostu żyć nie umierać. Został tylko jeden palący problem. I to dosłownie. Czterdziestostopniowe upały, a wokół nigdzie cienia. Zawodnicy leżeli głównie pod parasolami. Do większej aktywności fizycznej, poza obowiązkowymi treningami, trudno ich było namówić. Miał z tym problem nawet selekcjoner Antoni Piechniczek.

antoni piechniczek

Próbowałem ich rozruszać, chciałem żeby pograli na kortach tenisowych w siatkonogę. Po dwóch dniach narzekali, że od tego pierońskiego betonu nogi ich bolą, więc zajęcia odwołałem. 

Paweł Czado, Beata Żurek, „Piechniczek. Tego nie wie nikt”, Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa, 2015 r.

A przecież Polacy nie przyjechali w roli turystów, tylko medalistów poprzedniego mundialu. Zaczęło się jednak nie najlepiej. Po niespodziewanym remisie z niżej notowanymi Marokańczykami (0:0) na biało-czerwonych już czekali Portugalczycy. Starcie z półfinalistami Euro’84 nie było pięknym widowiskiem. Ale biorąc pod uwagę czas i miejsce spotkania, nikt nie liczył na fajerwerki. Bramka Smolarka była taka, jak nasza gra. Bez polotu, wymęczona i mało efektowna.

1:0 W. Smolarek
dariusz dziekanowski

W 68. minucie Zbyszek Boniek próbował przedrzeć się w pole karne Portugalczyków, ale mu się nie udało. Zagrał do tyłu, do mnie, a ja kopnąłem piłkę w kierunku Włodka. W polu karnym było dwóch środkowych obrońców, między nimi Janek Urban. Włodek był najdalej, przy nim nie stał nikt. Piłka spadła mu pod nogi i po chwili była w siatce. (…) Włodek był zawsze potrzebny w sytuacjach, gdy kadrze się nie układało, gdy potrzebowała jego przebojowości, nieustępliwości i techniki. Zawsze był świetnie przygotowany fizycznie. To nie był piłkarz, który jak ktoś go popchnął, to się przewracał. To była jedna z ważniejszych postaci i w Widzewie, i w reprezentacji.

Wypowiedź Dariusza Dziekanowskiego dla portalu sport.pl; 7 marca 2012 r.

Tą bramką Smolarek uprzedził ruch… selekcjonera. W 68. minucie Piechniczek szykował zmianę. Za zawodnika Widzewa miał wejść Andrzej Zgutczyński. Ostatecznie piłkarz Górnika zastąpił strzelca gola, ale wcześniej Smolarek zrobił to, czego wymaga się od napastnika.

W kolejnych meczach było już gorzej. Polacy przegrali z Anglią (0:3), ale weszli do fazy pucharowej z trzeciego miejsca w grupie. W 1/8 finału, choć zagrali najlepszy mecz w turnieju, ulegli Brazylii (0:4) i wrócili do domu. Rok później Smolarek strzelił ostatniego gola w reprezentacji. Przygodę z kadrą zakończył w 1988 roku. Wrócił do niej, ale tylko na chwilę. W meczu z Holandią (2:2, 1992) mógł nawet zostać bohaterem. Niestety, trafił w bramkarza. Chłodny Rotterdam nie był dla niego tak szczęśliwy jak upalne Monterrey.