paweł janaspaweł janas
KronikiPrezent od „Janosika”
Prezent od „Janosika”
Autor: Rafał Byrski
Data dodania: 19.02.2021
FOT. PAPFOT. PAP

Zabierać bogatym i oddawać biednym. Te szlachetne pobudki kierowały działaniem pewnego legendarnego słowackiego zbójnika. Ale polski futbol także miał swojego „Janosika”. I także on „wyciągnął rękę” do biednych i słabszych. Niestety, tym „bogatym” okazała się… jego drużyna. 17 kwietnia 1983 roku, po samobójczym golu Pawła Janasa, reprezentacja Polski niespodziewanie zremisowała ze słabą Finlandią.

W eliminacjach Euro’84 drużynie Antoniego Piechniczka od początku szło jak po grudzie. We wrześniu 1982 roku biało-czerwoni przyjechali do Kuopio w roli trzeciej drużyny świata. I do 72. minuty grali jak medaliści hiszpańskiego mundialu. Prowadzili 3:0 i myślami byli już chyba w samolocie do Warszawy. Wykorzystali to Finowie i w końcówce strzelili Jackowi Kazimierskiemu dwa gole. Później biało-czerwoni przegrali na wyjeździe z Portugalią (1:2) i rewanż z najsłabszą drużyną w grupie musieli wygrać.

Ale jak to zrobić na fatalnym boisku? Warszawski Stadion Dziesięciolecia dni sławy i chwały miał już dawno za sobą, jednak nikt nie spodziewał się, że będzie przypominał skansen.

Antoni Piechniczek

Boisko było fatalnie przygotowane, beznadziejna płyta, jakiś gruz, resztki cegły. Coś strasznego! Kiedy powiedziałem, że boisko nie nadaje się do gry, dziennikarze podeszli do Finów, którzy na co dzień grają na śniegu. Stwierdzili z kolei, że na tak dobrym boisku jeszcze w tym roku nie grali. Wyszło więc, że narzekam.

Paweł Czado, Beata Żurek „Piechniczek. Tego nie wie nikt”. Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2015 r.

„Ofiarą” tego boiska został właśnie Janas. Ale zaczęło się od szybkiego gola dla biało-czerwonych. Już w 2. minucie niezawodny Włodzimierz Smolarek wykorzystał rzut karny, podyktowany za faul na Zbigniewie Bońku. Trzy minuty później konsternacja. Do akcji wkroczył „Janosik”.

 

1:1 Samobójczy gol P. Janasa
paweł janas

Główkowałem w kierunku naszej bramki, licząc, że Józek Młynarczyk w razie czego złapie. Nie zauważyłem, że zrobił parę kroków do przodu. Piłka go przelobowała i wpadła. Tak swój żywot dla reprezentacji zakończył Stadion Dziesięciolecia. Mogę chyba mówić, że dzięki mnie.

Wypowiedź Pawła Janasa z artykułu Antoniego Bugajskiego „Człowiek, który zamknął stadion”, „Przegląd Sportowy – Historia”, 22 maja 2020 r.

I taki wynik został do końca. Mimo polskich ataków i mnóstwa sytuacji pod fińską bramką. Piechniczek przyznał po latach, że to po tym remisie stracił wiarę w awans na Euro’84. O dziwo, tłumaczenie warszawskiej wpadki przez trenera i piłkarzy fatalnym stanem murawy dziennikarze przyjęli ze zrozumieniem.

Na Stadionie Dziesięciolecia też wygrywaliśmy ważne mecze, ale było to w czasach, gdy futbolowa płyta przypominała trawnik, a nie klepisko. O tym, że już czas najwyższy, by ożywić stołeczny stadion, wiadomo jest nie od dziś. O tym, że warszawska publiczność lubi piłkę nożną, przekonały nas wypełnione trybuny na spotkaniu z nie najsilniejszym przecież rywalem. Ale o tym, że gospodarze nie zrobili nic, by płyta nadawała się do gry, wiedział tylko ten, kto stanął między bramkami. Boisko było nierówne, pozbawione trawy, dość grząskie. A w podbramkowym tłoku, gdy ułamek sekundy decyduje o powodzeniu akcji, każda nierówność, każde nietypowe odbicie piłki może zniweczyć wysiłek piłkarza. I tak właśnie było w spotkaniu z Finlandią.

Krzysztof Wągrodzki; „Sportowiec”, 19 kwietnia 1983 r.

Stadion Dziesięciolecia został uroczyście otwarty 22 lipca 1955 roku. Jego symboliczne zamknięcie odbyło się już bez fanfar. Ironią losu jest to, że dokonał tego „swojakiem” Paweł Janas. O czym zresztą sam chętnie po latach opowiada. Do dziś nie ma zresztą naśladowcy.