Antoni PiechniczekAntoni Piechniczek
Kroniki3 maja 1942
3 maja 1942
Autor: Krzysztof Jaśniok
Data dodania: 29.04.2021
FOT. EAST NEWSFOT. EAST NEWS

Jeśli przychodzisz na świat w dniu narodowego święta, kiedy twoja ojczyzna jest pod butem obcego mocarstwa, to jesteś w jakimś sensie naznaczony. I z czasem zdajesz sobie sprawę, że musisz dla swojego kraju zrobić coś wielkiego. Nie wiemy, czy Antoni Piechniczek miał poczucie takiej misji. Faktem jest jednak, że urodzony podczas II wojny światowej w Dzień Konstytucji trener jako jedyny dwa razy wprowadził biało-czerwonych do finałów mistrzostw świata. Z jednego z tych turniejów wrócił z medalem.

Zawsze stąpał twardo po ziemi, był aż do bólu racjonalny, z zimną krwią kalkulował, ale wieść gminna niesie, że swój największy sukces, czyli trzecie miejsce na mundialu w Hiszpanii, osiągnął, bo jednak uwierzył w pewien przesąd. Gdy po dwóch bezbramkowych remisach z Włochami i Kamerunem znalazł się w ogniu krytyki i cały kraj wróżył mu rychłą dymisję, przed spotkaniem z Peru odebrał taki oto telefon.

– Antek, mam dla ciebie wiadomość od brata – w słuchawce usłyszał głos swojej żony Zyty. – Ludzie w hucie mówią, żebyś zdjął garnitur i na mecz przebrał się w dres. Garnitur przynosi pecha. Jak założysz dres, na pewno będzie lepiej.

Trener posłuchał i zdarzył się cud. Polacy w drugiej połowie w 22 minuty strzelili pięć bramek, a co się działo potem wszyscy dobrze wiemy. W tym dresie Piechniczek został już do końca turnieju.

Antoni Piechniczek w dresie, który przyniósł mu szczęście. Na mundialu 1982 talizman zawiódł tylko raz, w półfinałowym spotkaniu z Włochami (0:2).Antoni Piechniczek w dresie, który przyniósł mu szczęście. Na mundialu 1982 talizman zawiódł tylko raz, w półfinałowym spotkaniu z Włochami (0:2).
FOT. EAST NEWS

Antoni Piechniczek w dresie, który przyniósł mu szczęście. Na mundialu 1982 talizman zawiódł tylko raz, w półfinałowym spotkaniu z Włochami (0:2).

BUTY NA KOŁKU

 

Wychował się na ulicy Wrocławskiej w Chorzowie, niedaleko Huty Batory. Gdy po szkole kopał piłkę z kolegami pod swoim familokiem, codziennie mijał ich wracający z treningu Gerard Cieślik. „Stawaliśmy na głowie, żeby zrobić na nim wrażenie” – wspominał po latach. Każdy chłopak nie tylko ze Śląska marzył wtedy, by pójść w jego ślady. Piechniczek próbował, ale wielkiej kariery jako piłkarz nie zrobił, choć ligowcem był solidnym.

Futbolowego abecadła uczył się w chorzowskim Zrywie, potem grał w Naprzodzie Lipiny. Gdy miał 19 lat, dostał powołanie do wojska i wyjechał do Warszawy, gdzie jako zawodnik Legii zadebiutował w ekstraklasie. W 1964 roku sięgnął z nią po Puchar Polski. Rok później wrócił do rodzinnego miasta i został piłkarzem Ruchu, z którym później wywalczył tytuł mistrza kraju.

Antoni Piechniczek (pierwszy z prawej) jako piłkarz Ruchu. W listopadzie 1969 roku chorzowianie przegrali rewanż z Ajaksem Amsterdam 1:2 w 1/16 finału Pucharu Miast Targowych i odpadli z rozgrywek. Przyszły selekcjoner strzelił w tym meczu gola.Antoni Piechniczek (pierwszy z prawej) jako piłkarz Ruchu. W listopadzie 1969 roku chorzowianie przegrali rewanż z Ajaksem Amsterdam 1:2 w 1/16 finału Pucharu Miast Targowych i odpadli z rozgrywek. Przyszły selekcjoner strzelił w tym meczu gola.
FOT. PAP

Antoni Piechniczek (pierwszy z prawej) jako piłkarz Ruchu. W listopadzie 1969 roku chorzowianie przegrali rewanż z Ajaksem Amsterdam 1:2 w 1/16 finału Pucharu Miast Targowych i odpadli z rozgrywek. Przyszły selekcjoner strzelił w tym meczu gola.

Gdy grał na Cichej, dostał pierwsze powołanie do reprezentacji, ale nie zagrzał w niej długo miejsca. W koszulce z orłem na piersi zagrał tylko trzy razy: w eliminacjach Euro 1968 z Belgią (4:2), w towarzyskim meczu z Rumunią (0:0) i eliminacjach mistrzostw świata 1970 z Bułgarią (1:4).

Na początku lat 70. dostał zgodę na zagraniczny wyjazd i trafił do francuskiego Châteauroux. Szybko jednak zatęsknił za krajem. Wrócił do Polski, zawiesił piłkarskie buty na kołku i krótko po trzydziestce zaczął pracować jako szkoleniowiec.

 

MŁODY, ZDOLNY, Z SUKCESAMI

 

Trenerskie szlify zdobył w BKS-ie Stal Bielsko-Biała, ale szybko dostał propozycję od opolskiej Odry. Już w pierwszym sezonie wprowadził ją do ekstraklasy, a miał wówczas zaledwie 34 lata. W drużynie, którą prowadził, grał wówczas m.in. Józef Klose – ojciec późniejszej gwiazdy reprezentacji Niemiec, Miroslava. Pod jego okiem dojrzewali też Józef Młynarczyk i Roman Wójcicki, którzy niebawem mieli stać się filarami naszej narodowej kadry.

Pierwsze sukcesy w roli trenera Antoni Piechniczek świętował w Opolu. Odrę najpierw wprowadził do ekstraklasy, a potem sięgnął z nią po Puchar Ligi. Pierwszy z prawej: jeden z liderów zespołu Roman Wójcicki.Pierwsze sukcesy w roli trenera Antoni Piechniczek świętował w Opolu. Odrę najpierw wprowadził do ekstraklasy, a potem sięgnął z nią po Puchar Ligi. Pierwszy z prawej: jeden z liderów zespołu Roman Wójcicki.
FOT. PAP

Pierwsze sukcesy w roli trenera Antoni Piechniczek świętował w Opolu. Odrę najpierw wprowadził do ekstraklasy, a potem sięgnął z nią po Puchar Ligi. Pierwszy z prawej: jeden z liderów zespołu Roman Wójcicki.

Z Odrą w 1977 roku sięgnął po Puchar Ligi. Trzy lata później został trenerem Ruchu, ale nim na dobre znów rozgościł się na Cichej zadzwonił do niego ówczesny prezes PZPN Marian Ryba. Po słynnej „aferze na Okęciu” władze związku szukały kogoś, kto zastąpi w roli selekcjonera Ryszarda Kuleszę. Wybór padł na młodego i zdolnego Piechniczka.

Jego przygoda z kadrą nie zaczęła się najlepiej, bo w debiucie przegrał towarzyskie spotkanie z Rumunią (0:2). Nieco ponad miesiąc później w pierwszym meczu nowego selekcjonera o punkty drużyna spisała się jednak doskonale. W Chorzowie biało-czerwoni pokonali NRD 1:0, rozpoczynając wspaniały marsz po awans na mundial w Hiszpanii. Potem było jeszcze pamiętne 3:2 w Lipsku i efektowne 6:0 na koniec eliminacji z Maltą. Po roku pracy z kadrą Piechniczek z niezbyt znanego w kraju ligowego trenera stał się gwiazdą, o której śpiewano piosenki.

Bohdan Łazuka śpiewa piosenkę „Tajemnica mundialu” (Entliczek pentliczek), studio mundialowe, czerwiec 1982
NASTĘPCY ŻYCZĘ SZCZĘŚCIA

 

Wszystko sprawdziło się co do joty. „Uliczkę znam w Barcelonie, w uliczkę wyskoczył Boniek” i biało-czerwoni w samym środku stanu wojennego osiągnęli zupełnie niespodziewany sukces. Przyczyniła się do tego oczywiście nie tylko zamiana garnituru na dres. Przed meczem o być albo nie być z Peru selekcjoner dokonał kilku znaczących roszad w składzie, z których najważniejszą było przesunięcie „Zibiego” z pomocy do ataku. Lider powiódł drużynę do drugiego w historii polskiej piłki medalu mistrzostw świata.

Studio unilateralne z reprezentacją Polski

Potem były zupełnie nieudane eliminacje Euro 1984, w których biało-czerwoni z sześciu spotkań wygrali tylko pierwsze – z Finlandią (3:2), i fatalnie rozpoczęte kwalifikacje do mundialu w Meksyku – z trudem uratowany remis z Albanią u siebie (2:2) i wyjazdowa porażka z Belgią (0:2). Piechniczek znów znalazł się w ogniu krytyki, ale rzutem na taśmę udało się awansować. 

Mistrzostwa świata 1986 zakończyły jego pierwszą przygodę z reprezentacją. Z grupy Polacy wyszli, ale szczęśliwie, bo zajęli dopiero trzecie miejsce, dostając ciężkiego łupnia od Anglików (0:3). W 1/8 finału nie dali rady Brazylii (0:4). Zaraz po tym ostatnim meczu Piechniczek zapowiedział, że złoży dymisję. Życzył też swojemu następcy, by jak on dwa razy z rzędu wywalczył awans na mundial. Taka sztuka do dziś nie udała się żadnemu z polskich trenerów.

Studio unilateralne z A. Piechniczkiem i Z. Bońkiem - rozmawia D. Szpakowski, TVP
DRUGI RAZ DO TEJ SAMEJ RZEKI

 

Zaraz po turnieju Piechniczek wrócił do pracy w klubie i rok później świętował z Górnikiem Zabrze tytuł mistrza Polski. W 1987 roku wyjechał do Tunezji. Najpierw prowadził Espérance Tunis, a potem reprezentację tego kraju. Stamtąd przeniósł się do Emiratów, gdzie trenował piłkarzy Ash-Shabab z Dubaju i kadrę narodową. W 1996 roku dał się namówić Marianowi Dziurowiczowi na powrót do Polski i po dziesięciu latach przerwy znów został selekcjonerem biało-czerwonych. Gorzko potem tego żałował.

Współpraca z Marianem Dziurowiczem bardzo mnie rozczarowała. Nigdy dobrze nie znosił, kiedy ktoś wyrastał ponad niego, a poza tym, kiedy za jego prezesury w PZPN po raz drugi zostawałem selekcjonerem kadry, miałem wrażenie, że wraz z nominacją jego myśli kierują się ku... mojemu następcy.
Fragment wywiadu przeprowadzonego przez Andrzeja Grygierczyka dla portalu Wisła Nasze Miasto; 4 maja 2007 r.
TO NIE BYŁ DOBRY POMYSŁ

Piechniczek zaczął eliminacje mundialu 1998 od przegranej na Wembley (1:2) i na porażce z Anglią (0:2) nieco ponad pół roku później skończył. Wcześniej po raz kolejny w swojej karierze musiał uznać wyższość futbolu włoskiego nad polskim – jego drużyna w Neapolu była zupełnie bezradna (0:3).

Wywiad z A. Piechniczkiem – rozmawia W. Frączek, TVP
BASTA I NOWE WCIELENIA

 

Ten nieudany epizod właściwie zakończył jego trenerską odyseję. Pracował co prawda jeszcze w katarskim Ar-Rajjan, a potem wrócił na chwilę do klubów, w których dobrze go znano (Ash-Shabab i Espérance), ale w 2000 roku powiedział „basta!”. Dwa lata później został radnym sejmiku śląskiego, a potem był nawet senatorem. Działał też aktywnie w PZPN jako wiceprezes do spraw szkoleniowych. Chętnie pojawiał się w mediach, by przedstawiać swoją filozofię – tę piłkarską, i tę życiową. 

Moja maksyma? Nie rozpamiętywać zbytnio ani sukcesu, ani porażki. Dążyć do równowagi i ciężko pracować. I jeszcze jedno. Nie tracić zaufania do siebie i ludzi. To ważne. Bo wtedy życie jest prostsze. No i rodzina. O nią trzeba dbać szczególnie, bo daje człowiekowi skrzydła i jest dla pochłaniającego sportu wspaniałą równowagą.
Antoni Piechniczek w rozmowie z Katarzyną Stoparczyk; Polskie Radio Trójka; 14 grudnia 2019 r.
Z RODZINĄ NA SKRZYDŁACH

I tego, by te skrzydła niosły go jak najdłużej, życzymy trenerowi na jego 79. urodziny. A sukcesów, jakie osiągnął, winszujemy wszystkim jego następcom.