Łukasz PiszczekŁukasz Piszczek
KronikiObywatel Piszczek
Obywatel Piszczek
Autor: Krzysztof Jaśniok
Data dodania: 15.11.2019
FOT. CYFRASPORTFOT. CYFRASPORT

Po mundialu w Rosji ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery. Potem jednak dał się przekonać do występu w narodowej kadrze, choć tylko w jednym meczu. 19 listopada 2019 roku spotkaniem ze Słowenią z grą w koszulce z orłem na piersi pożegnał się Łukasz Piszczek.

A – jak Antoni Szymanowski. Na boisku nie spotkali się nigdy, bo bohater mundialu z 1974 roku i dwukrotny medalista igrzysk zakończył karierę rok przed przyjściem Łukasza Piszczka na świat. Od kiedy jednak ten drugi zaczął robić karierę na boiskach Bundesligi, a potem w reprezentacji, nieustannie był porównywany do byłego piłkarza krakowskiej Wisły. Do dziś trwa spór o to, kto był najlepszym prawym obrońcą w narodowej kadrze. My stawiamy na „Piszcza”.


B – jak Bliźniak. Pod tym znakiem zodiaku się urodził, ale dla wielu to raczej typowy Byk. Już jako nastolatek imponował niesamowitymi parametrami motorycznymi i wydolnościowymi. Znany profesor i fizjolog Jan Chmura po przejrzeniu wyników badań Piszczka przyznał, że nigdy wcześniej nie znał nikogo, kto dysponowałby taką szybkością i wytrzymałością. Piłkarz w tym czasie przebiegał 30 metrów w 3,88 sekundy.


C – jak cola i chipsy. Dwie największe słabości Łukasza w czasach, gdy grał jeszcze w polskiej ekstraklasie. Już wtedy imponował kolegom i trenerom dużą dyscypliną żywieniową, ale od czasu do czasu pozwalał sobie na małe co nieco. Podobno przepadał też za ziemniakami, które mógł zjeść w dowolnej ilości.


D – jak dobroczynność. Udział w turnieju charytatywnym Kuby Błaszczykowskiego, spotkanie w szpitalu z chorymi dziećmi, pakowanie „Szlachetnej Paczki”, przekazywanie różnych pamiątek na licytacje. „Piszczu” zawsze był blisko ludzi i ich problemów. W dobrym celu potrafił się nawet przekwalifikować. W 2014 roku wystąpił w roli koszykarza w meczu Gortat Team kontra Wojsko Polskie, z którego dochód został przeznaczony na wakacje dla dzieci poległych żołnierzy. Poza gospodarzem wieczoru był podobno najlepszy na parkiecie.

W charytatywnym meczu drużyny Marcina Gortata z reprezentacją Wojska Polskiego Łukasz Piszczek zagrał ze swoim ulubionym numerem 26 na koszulce. Jako koszykarz spisał się wyśmienicie.W charytatywnym meczu drużyny Marcina Gortata z reprezentacją Wojska Polskiego Łukasz Piszczek zagrał ze swoim ulubionym numerem 26 na koszulce. Jako koszykarz spisał się wyśmienicie.
FOT. EAST NEWS

W charytatywnym meczu drużyny Marcina Gortata z reprezentacją Wojska Polskiego Łukasz Piszczek zagrał ze swoim ulubionym numerem 26 na koszulce. Jako koszykarz spisał się wyśmienicie.

E – jak Estonia. Debiut w reprezentacji miał nieoczywisty, bo pierwszy raz zagrał w niej w środku kalendarzowej zimy. Szansę dał mu Leo Beenhakker, który zabrał młodego napastnika Zagłębia Lubin na zgrupowanie do Hiszpanii. 3 lutego 2007 roku wszedł na boisko w 61. minucie meczu z Estonią (4:0). Bramki jednak nie zdobył i kolejne spotkanie w Jerez de la Frontera ze Słowacją (2:2) przesiedział już na ławce.


F – jak Favre Lucien. Szwajcarski szkoleniowiec, który jednym zaskakującym pomysłem całkowicie odmienił piłkarską karierę Łukasza Piszczka. Dostrzegając jego potencjał, ale nie widząc dla niego miejsca w podstawowym składzie Herthy BSC Berlin w roli napastnika, początkowo dawał mu szansę w linii pomocy, a wreszcie ustawił na prawej obronie. To był strzał w dziesiątkę. Nie minęły trzy lata, a „Kicker” dwa razy z rzędu uznał Polaka za najlepszego piłkarza Bundesligi na tej pozycji.


G – jak Goczałkowice-Zdrój. Wieś uzdrowiskowa na Górnym Śląsku, rodzinne gniazdo Łukasza. W tamtejszym LKS-ie poznawał tajniki futbolu, zanim jako piętnastolatek wyjechał do Zabrza. Do dziś jednak mocno związany jest ze swoim pierwszym klubem: pomaga zdobywać sprzęt, funduje premie dla młodych piłkarzy, czasami bywa też na meczach. W 2017 roku Piszczkowi nadano tytuł Honorowego Obywatela Gminy Goczałkowice-Zdrój.


H – jak Hertha. Niewielu o tym pamięta, ale kontrakt z berlińskim klubem podpisał już w wieku 19 lat. W stolicy Niemiec długo jednak nie zabawił, bo natychmiast został wypożyczony do Zagłębia Lubin. Do Herthy wrócił po trzech sezonach. Zadebiutował w pucharowym meczu z SpVgg Unterhaching (3:0), ale na pierwszą bramkę czekał prawie rok. Strzelił ją w ligowym starciu z Hannoverem (2:2).


I – jak ich trzech. Sławetne trio z Dortmundu, które w drugiej dekadzie XXI wieku stanowiło nie tylko o sile Borussii, ale także reprezentacji Polski. Fama głosi, że Piszczek niespecjalnie lubił się z Robertem Lewandowskim i Jakubem Błaszczykowskim, ale nawet jeśli to prawda – to jakie ma ona znaczenie? Z tercetu zrobił się potem duet, wreszcie w klubie został tylko „Piszczu”. Ale, jak mówią kibice Borussii, takich trzech, jak ich dwóch, to nie ma ani jednego.

Polacy świętują mistrzostwo Niemiec.Polacy świętują mistrzostwo Niemiec.
FOT. EAST NEWS

Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek i Jakub Błaszczykowski świętują zdobycie tytułu mistrza Niemiec z Borussią Dortmund w sezonie 2011/12.

J – jak język obcy. Dziś już nikogo to nie dziwi, ale kilkanaście lat temu nie dla każdego piłkarza było jasne, że jeśli podpisuje się kontrakt z zagranicznym klubem, warto nauczyć się mówić w tamtejszym języku. Piszczek na wypożyczeniu do Zagłębia miał na to trzy lata i opanował niemiecki znakomicie. „Dlatego od razu zasymilował się z szatnią” – wspomina Artur Wichniarek, który grał z nim wówczas w Hercie. „Nie ma przypadku, że zrobił w Niemczech taką karierę. Od samego początku wiedział, co chce osiągnąć i dążył do sukcesu w sposób niezwykle profesjonalny”.


K – jak dwaj panowie K. Janusz Kowalski i Jürgen Klopp. Pierwszy dostrzegł w nim talent i nauczył profesjonalnego podejścia do treningów, drugi oszlifował i uczynił jednym z liderów czołowej drużyny w Europie. Kowalski to wychowawca wielu znakomitych piłkarzy, którzy przewinęli się przez szkółkę Gwarka Zabrze. Z tym klubem Piszczek w 2003 roku zdobył mistrzostwo Polski juniorów starszych. Osiem lat później świętował już pierwsze sukcesy pod batutą Kloppa.


L – jak Lubin. Trzy lata spędzone w tym dolnośląskim mieście pewnie wspominałby dobrze, bo w sezonie 2006/07 sięgnął z Zagłębiem po mistrzostwo Polski, gdyby nie rozegrany rok wcześniej mecz Miedziowych z Cracovią. Piszczek nie wybiegł na murawę (pauzował za kartki), ale – co ustalił później sąd – wziął udział w kupieniu od rywali korzystnego wyniku spotkania. Piłkarz dobrowolnie poddał się karze roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata.


Ł – jak łowca bramek. Gdy zaczynał karierę, niewielu pewnie przyszło do głowy, że świat pozna go jako świetnego obrońcę. Jako junior zdobywał bramkę za bramką dla LKS-u Goczałkowice, a potem dla Gwarka Zabrze. W 2004 roku został królem strzelców mistrzostw Europy do lat 19, co było nie lada wyczynem, bo biało-czerwoni zakończyli ten turniej już po trzech meczach i na ostatnim miejscu w grupie.


M – jak mistrzostwo. Właściwie lepiej pasowałaby tu liczba mnoga, bo Piszczek świętował tytuły trzykrotnie. Najpierw w Polsce z Zagłębiem Lubin (2006/07), potem dwa razy z Borussią Dortmund (2010/11, 2011/12). Z drużyną z Zagłębia Ruhry sięgnął też po Puchar (2011/12, 2016/17) i Superpuchar Niemiec (2014, 2019). 


N – jak napastnik. Co by było, gdyby w tej roli grał przez resztę kariery? Chyba nie byłoby tak dobrze. W wywiadzie Michała Kołkowskiego dla Weszło.com tłumaczy to kolega Piszczka z Zagłębia Dawid Plizga: „Łukasz wyjechał z Polski jako napastnik i drugi strzelec w drużynie, ale nigdy nie był typem snajpera – tę rolę odgrywał w Zagłębiu Michał Chałbiński. Wydaje mi się, że na dłuższą metę w Berlinie trudno byłoby mu się przebić, grając z przodu”. Przebijał się więc, grając z tyłu, choć – jak wiemy – waleczna dusza piłkarza pierwszej linii w nim pozostała.

Niecelna główka Ł. Piszczka

O – jak ojciec. Pięknej kariery Łukasza pewnie by nie było, gdyby nie jego tata Kazimierz, trener A-klasowego wówczas LKS-u Goczałkowice. Po latach Piszczek senior wspominał, jak zaczęła się przygoda syna z piłką: „Wziąłem go na trening, jak miał 7-8 lat. Bez fałszywej skromności przyznam, że się wybijał. Jako dziecko wyprzedzał równolatków o 2-3 lata. Kiedy przeszedł do Gwarka, strzelał mnóstwo goli. W meczu ze Stadionem Śląskim zdobył ich osiem, wypracował dwa karne. Gwarek wygrał bodaj 11:0”.


P – jak pierwszy gol. W reprezentacji „Piszczu” strzelił go dopiero w swoim 33. meczu, po sześciu latach gry w koszulce z orłem na piersi. Nie był to jednak udany dzień dla biało-czerwonych. Zespół Waldemara Fornalika przegrał w Warszawie w eliminacjach mistrzostw świata 2014 z Ukrainą 1:3.

ZOBACZ STRONĘ MECZU

1:2 Ł. Piszczek po podaniu J. Błaszczykowskiego

Q – jak Quality, czyli znak jakości. Polskie Centrum Badań i Certyfikacji nadaje go produktom, które spełniają ponadprzeciętne wymagania, a ich jakość jest porównywalna z jakością renomowanych producentów światowych. Jak ulał wszystko to pasuje do Łukasza Piszczka. Od nas ma znak jakości Q.


R – jak Rodos. To na tej pięknej greckiej wyspie spędzał wakacje Łukasz Piszczek, gdy dowiedział się, że natychmiast ma wracać do Polski, bo dostał powołanie na Euro 2008. Leo Beenhakker przerwał mu urlop, bo ze składu na turniej wypadł kontuzjowany Jakub Błaszczykowski. Zawodnik Herthy dostał szansę tylko w meczu z Niemcami (0:2), ale to były dopiero pierwsze z trzech w jego karierze mistrzostw Europy.

ZOBACZ STRONĘ MECZU


S – jak Serenissima. Tym pięknym włoskim słowem, oznaczającym Najjaśniejszą, są określani piłkarze z maleńkiej republiki San Marino. Piszczek grał przeciwko nim dwa razy: w 2008 roku na wyjeździe wygraliśmy 2:0 i wówczas gola nie strzelił. Pięć lat później na Stadionie Narodowym było już lepiej. Wykorzystał podanie Adriana Mierzejewskiego i przyczynił się do efektownego zwycięstwa 5:0.

ZOBACZ STRONĘ MECZU

2:0 Ł. Piszczek po podaniu A. Mierzejewskiego

T – jak technik gazownik. Gdyby nie talent do kopania piłki, „Piszczu” być może odwiedzałby Państwa w domach i sprawdzał stan instalacji gazowych. Po opuszczeniu rodzinnych Goczałkowic przeniósł się bowiem do Zabrza i podjął naukę w Technikum Gazowniczym przy ulicy 1 Maja. Zamiast przeglądu piecyków, ku chwale ojczyzny, wybrał na szczęście dobry przegląd pola.


U – jak urazy. Rzut oka na listę kontuzji, których w trakcie kariery doznał Łukasz Piszczek (można ją zobaczyć pod adresem https://www.transfermarkt.pl/lukasz-piszczek/verletzungen/spieler/25727), wystarczy, aby zrozumieć, jak wiele trudności musiał pokonać, by osiągnąć to, co osiągnął. Naderwanie włókna mięśniowego, stłuczenie biodra, uraz uda, uraz mięśni przywodzicieli, uraz kolana, uraz pięty i tak w kółko. Pogarszający się stan zdrowia spowodował, że nie był już w stanie łączyć gry na wysokim poziomie w klubie i reprezentacji, dlatego po mistrzostwach świata w Rosji zrezygnował z gry w narodowej kadrze.


W – jak wieńczenie dzieła, czyli koniec. Piszczek w koszulce z orłem na piersi strzelił tylko trzy gole, ale – co ciekawe – wszystkie w marcu i wszystkie w eliminacjach mistrzostw świata. Ostatnią bramkę zdobył w 2017 roku w zwycięskim dla biało-czerwonych spotkaniu w Podgoricy z Czarnogórą (2:1). Wykorzystał wówczas podanie Piotra Zielińskiego.

ZOBACZ STRONĘ MECZU

1:2 Ł. Piszczek

Z – jak zagraj to jeszcze raz, „Piszczu”. 65 meczów i trzy gole. Wydawało się, że tak ostatecznie będzie wyglądać bilans Łukasza Piszczka w reprezentacji Polski. Piłkarz Borussii dał się jednak namówić na pożegnalny występ i po trwającej prawie rok i pięć miesięcy przerwie znów zobaczyliśmy go w biało-czerwonych barwach. A może jeszcze zmieni zdanie i po raz czwarty zagra na Euro? To dopiero byłoby coś!

Ł. Piszczek schodzi z boiska. Szpaler i owacja na stojąco