

Pierwszy w historii mecz kobiecej reprezentacji Polski ze Słowenią był jednocześnie przedostatnim, jaki biało-czerwone rozegrały w 2025 roku. I choć było to tylko spotkanie towarzyskie, to nasz zespół podszedł do rywalizacji bardzo poważnie. Zawodniczki trenerki Niny Patalon doskonale zdawały sobie sprawę, że starcie ze Słowenkami stanowiło kolejny etap przygotowań do eliminacji mistrzostw świata. „Takie mecze są dla nas szansą, by budować stabilność, testować różne rozwiązania i umacniać naszą tożsamość” – mówiła przed spotkaniem selekcjonerka biało-czerwonych. Na Słowenię wystawiła najsilniejszy możliwy skład – z Ewą Pajor na czele (nieobecną podczas październikowych konfrontacji z Holandią i Walią). Do wyjściowej jedenastki powróciła też Weronika Zawistowska – i to ona zdobyła jedyną bramkę w tym meczu.























































18
N. Krezyman
17
G. Grzybowska
25
P. Sarapata
16
W. Szymaszek
6
A. Zaremba



Miłośnicy niuansów taktycznych pewnie byli zadowoleni, ale temperatura spotkania była zbliżona do tej powietrza.
Reprezentacja Polski kobiet przed meczem ze Słowenią. W górnym rzędzie od lewej: Oliwia Woś, Paulina Tomasiak, Wiktoria Zieniewicz, Kinga Szemik, Emilia Szymczak, Adriana Achcińska. W dolnym rzędzie od lewej: Weronika Zawistowska, Milena Kokosz, Martyna Wiankowska, Ewa Pajor (kapitanka), Ewelina Kamczyk.



Sześć meczów i ani jednej porażki – podopieczne Niny Patalon czują się w Gdańsku jak w domu. Nic więc dziwnego, że kibice coraz chętniej oglądają je w akcji. (…) Fani przyszli na trybuny m.in. dla Ewy Pajor, która regularnie błyszczy w barwach Barcelony. Najwierniejszych kibiców nie powstrzymały nawet niskie temperatury.



Wysoki pressing sprawił, że Polki odebrały piłkę tuż po wrzucie z autu przez rywalki, a Gabriela Grzybowska, która musiała zastąpić kontuzjowaną Milenę Kokosz, zanotowała piękną asystę przy golu Weroniki Zawistowskiej. A to, jak wiele znaczył ten gol dla 25-latki, mówiła jej reakcja. Tuż po mierzonym strzale piłkarka 1. FC Köln nie była w stanie powstrzymać łez.



Słowenki grały, a Polki wygrywały! Na lewym skrzydle szalała Lara Prašnikar, a w naszym polu karnym Zara Kramžar. Ale bez rezultatu. Słowenia – jak znów się okazało – to miniaturowy kraj z ogromnym potencjałem sportowym, w tym w piłce kobiecej. Polska trenerka Nina Patalon obserwowała to ze stoickim spokojem małego Buddy. Jakby w czasie meczu wprowadziła się w jakiś specjalny stan zen. Stała niewzruszona przy linii bocznej i dawała naszym grać swoje.






Dlaczego pierwszaczki? Spieszymy z wyjaśnieniem. Tytuł dotyczy goli strzelonych przez obydwie piłkarki w drużynie narodowej w meczach… Polski ze Słowenią. Weronika Zawistowska zdobyła premierową bramkę w konfrontacji tych zespołów. Mecz w Gdańsku był – wg statystyków – pierwszym starciem obu reprezentacji. Jednak w kraju naszych rywalek są w tej kwestii odmiennego zdania. W Słowenii za mecz nr 1 z Polkami uznawany jest ten z 7 marca 2016 roku, podczas towarzyskiego turnieju Istria Cup w Chorwacji. Sęk w tym, że Polska wystawiła wówczas kadrę do lat 20. Biało-czerwone przegrały 0:1, a bramkę zdobyła Lara Prašnikar. W Gdańsku też mogła strzelić gola, ale jej uderzenie kapitalnie obroniła Kinga Szemik.







Przeciwniczki pokazały charakter, były agresywne. To była dla nas cenna lekcja. Fajnie zakończyć rok zwycięstwem. Wreszcie wyszłam w pierwszym składzie. Emocje były już przed meczem w tunelu, oczy mi się szkliły przy graniu hymnu, a po strzeleniu bramki te emocje puściły i wylała się fala łez. Jestem mega dumna! I przez to te łzy.







Próbowaliśmy pewnych nowych rzeczy, nowych rozwiązań. Słowenia na początku nas zdominowała i musiałyśmy się z tego wygrzebać. To dobrze, że pewne braki w naszej grze było widać. Cieszymy się ze zwycięstwa, ale widać, nad czym będzie trzeba popracować. Jest co analizować. Nie ma więc hurraoptymizmu, jest za to dużo pracy do wykonania.









